Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Postautor: buba1 » 24-11-2025 16:16

Pewnego popołudnia ruszamy górami w stronę ruin zwanych Stary Bar. Byłam tam już z mamą w 2008 roku, ale miejsce jest na tyle sympatyczne, że chętnie je odwiedzę ponownie. Wtedy szliśmy najkrótszą drogą od parkingu u podnóża. Teraz planujemy tam dotrzeć nieco okrężnie, górskimi ścieżkami "od tyłu".

Obrazek

Idziemy przez tereny o różnym charakterze. Są czasem skałki (jak widać na poprzedniej fotce). Część z otaczających nas gór jest mocno olesiona, powleczona zielonym kożuchem - raczej nie do przebycia o tej porze roku (co już kilkakrotnie na tegorocznej wycieczce mieliśmy okazję doświadczyć ;)

Obrazek

Czasem całkiem solidny mur odgradza pastwiska od naszej ścieżki.

Obrazek

Momentami mignie jakaś rozleglejsza panorama dalszych wzgórz.

Obrazek

Spora część naszej trasy wiedzie przez gaje oliwne zwane "Stara Maslina". Wiek niektórych okazów określa się tu na 200-300 lat. Drzewa mają niesamowicie powyginane kształty. Sprawiają wrażenie jakby pod naszym wzrokiem zamarły w bezruchu, ale tylko na chwilę. Czekają chyba aż odejdziemy, by znów w spokoju móc spacerować, tańczyć i kołysać gałęziami mimo braku wiatru. Wyglądają jak jakieś przepiękne rzeźby ze swoją porowatą korą, dziuplami na wylot i bulwiastymi, rozdętymi pniami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeśli gdzieś istnieją Entowie to chyba właśnie tutaj ;)

Obrazek

Obrazek

Sporo pajęczyn przegradza naszą ścieżkę.

Obrazek

Trzeba uważać gdzie idą nitki, żeby ich nie zerwać, bo wtedy pająki spadają na głowę.

Obrazek

A na szczyt tej skalistej górki właśnie zmierzamy.

Obrazek

Na ścieżce pojawia się stary bruk.

Obrazek

Kamienny mostek na trasie też raczej nie jest najnowszy ;)

Obrazek

Za mostem, w wąwozie, zaczynają się zabudowania miasteczka.

Obrazek

Obrazek

Tu żeśmy trochę pobłądzili. Przegapiliśmy niewielką ścieżynę, którą trzeba było iść. Ale przynajmniej dzięki temu zobaczyliśmy meczet i fajną, starą zastawę :)

Obrazek

Obrazek

Jak widać na załączonym obrazku - stąd pod flagę i do wieży nie wyleziemy. Trzeba będzie zatem jakoś to obejść.

Obrazek

Znów złazimy w wąwóz. Po lewej jest ta skała, na którą musimy wyjść.

Obrazek

W cieniu kanionu, gęsto oplecione roślinnością, siedzą jakieś kamienne ruiny. W większości to juz niezadaszone wydmuszki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stare ogrodzenia chylą się ku przepaści.

Obrazek

Ścieżka, którą idziemy, jest wyraźna, acz chyba niezbyt uczęszczana. Idąc nią tam i z powrotem nie spotkaliśmy żadnych innych jej użytkowników. Jednak zdecydowanie jest utrzymywana w drożności np. niedawno robiono tu przecinki kaktusów, które zaczęły wyłazić na pół drogi. Szlak też jest wyznakowany, więc widać komuś zależy, aby trasa istniała, a nie zarosła i zmieniła się w jednolite, kolczaste chaszcze.

Obrazek

Obrazek

Stopniowo opuszczamy cienie wąwozu i wspinamy się zboczem. Widoki roztaczają się coraz bardziej rozległe :)

Obrazek

Obrazek

Wysoko na skałach widać jakieś niewielkie zabudowania. Ciekawe czy dociera tam jakaś droga?

Obrazek

A to już mury na szczycie wzgórza, które otaczają zabudowania Starego Baru. Jeszcze tylko musimy znaleźć bramę.

Obrazek

Obrazek

Póki co mijamy akwedukt - ponoć jedyny jaki można napotkać w Czarnogórze.

Obrazek

Obrazek

Tym sposobem wbijamy w jakieś prywatne podwórka... Mamy nadzieję, że nam zaraz jakis pies nie obszczypie tyłka. Ale chyba nie było innej drogi?

Obrazek

Obrazek

W końcu z cichych ścieżek wypluwa nas w sam środek turystycznego kociokwiku - parkingi, kramy, knajpy. Ała! Od razu człowiek się czuje jakby w łeb dostał...

Obrazek

Fajne tu mają klapy od studzienek!

Obrazek

Włazimy za mury.

Obrazek

Bramy, kraty, bilety...

Obrazek

Twierdza na skalnym płaskowyżu popadła w ruinę w wyniku trzęsienia ziemi w 1979 roku. Większość terenu została zachowana w stanie trwałej ruiny. Miejsce jest wybitnie zagospodarowane pod ruch turystyczny, ale w stopniu, który ostatecznie można jeszcze jako tako zaakceptować.

Mniej lub bardziej strome uliczki rozchodzą się na wszystkie strony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są i schody.

Obrazek

Niektóre obiekty zostały odbudowane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza cerkwi.

Obrazek

Obrazek

Na stoliku przy ołtarzu leżą banknoty i monety z różnych krajów.

Obrazek

Obrazek

Najbardziej chyba cieszą oko te fragmenty murów położone najwyżej, które fajnie się komponują z pięknem okolicznych gór.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cień naszego wzgórza.

Obrazek

Jak się można domyślać - jest to również świetne miejsce widokowe na całe miasto leżące u podnóża.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakieś opuszczone obiekty, które sobie upatrzyliśmy zoomując zabudowę ze wzgórza. Ostatecznie się nie udało ich potem odwiedzić (z braku czasu).

Obrazek

Obrazek

Portowe klimaty widziane z tego rzutu prezentują się zupełnie inaczej niż wcześniej obserwowane z wybrzeża.

Obrazek

Obrazek

Wracamy dosyć późno. Wśród gajów oliwnych przyświeca nam zachodzące słoneczko.

Obrazek

Do namiotu docieramy już w świetle latarek.



Na koniec wrzucę jeszcze dla porównania zdjęcia ze Starego Baru zrobione we wrześniu 2008. Chyba było wtedy więcej ruin. I więcej bluszczu, i więcej zarośli. I mniej latarni, poręczy i barierek. No i bardziej jesienne kolory. I te cudnie ciepłe barwy, które w tamtym czasie udało mi się ustawić na aparacie :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kilka rzutów oka na zaułki części mieszkalnej miasteczka poniżej twierdzy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Postautor: buba1 » 27-11-2025 19:22

Co może łączyć ogromne plantacje oliwek, teren wojskowy i namiot utopiony w kwiatach? Co ma wspólnego wypaśna restauracja z koczowiskiem wędrowców i kaszą bulgoczącą w kociołku? Dzieli je tylko czas... A miejsce jest dokładnie to samo.

Od setek lat mieszkańcy tych terenów pielęgnowali ogrody oliwne. A może nawet od tysięcy? Ponoć od starożytności się tutaj trudnili podobnym zajęciem. Wszystko się zmieniło w 1978 roku, gdy jugosłowiańska armia postanowiła stworzyć bazę wojskową, właśnie tu - na obszarze plantacji, gdzie rosło kilkanaście tysięcy oliwkowych drzewek. Około 200 rodzin zostało wywłaszczonych i zmuszonych do opuszczenia terenu. Dostali od państwa odszkodowania, ale znacznie poniżej wartości rynkowej. Opornym groziły aresztowania. Po śmierci Tito w 1980 roku jugosłowiańska armia zmieniła plany odnośnie zatoki - już nie budowa portu morskiego, a postanowiono wykorzystać Valdanos jako ośrodek wypoczynkowy dla żołnierzy. Otwarto go w 1983 roku. Oferował wczasy w różnych poziomach komfortu. Dostępne były zróżnicowane opcje zakwaterowania, w zależności od stanu majątkowego i rangi. Były dwie ekskluzywne wille dla gości specjalnych, dwa rodzaje niewielkich, ale dobrze wyposażonych domków, przyczepy kempingowe i pole biwakowe. Były restauracje, boiska, dyskoteki, baseny, supermarket i cukiernia. W takiej formie obiekt działał do początku lat 90 tych, kiedy w wyniku ogłoszenia niepodległości przez Chorwację, jugosłowiańska marynarka wojenna została zmuszona do opuszczenia chorwackich portów. Znów był pomysł zrobienia tu bazy morskiej, nawet większej niż poprzednio. Projekt jednak nie wypalił - ośrodek został gdzie był, bez zmian. Wojna i powojenna bałkańska rzeczywistość jednak nie sprzyjały turystyce. Obiekt niby wciąż działał, ale raczej nie pełną parą jak niegdyś. Jego główną grupą klientów byli członkowie rodzin żołnierzy. Najpierw więc, po rozpadzie Jugosławii, przestali przyjeżdżać wojskowi z Chorwacji czy Słowenii, a po 2006 roku, kiedy Czarnogóra odłączyła się od Serbii - zniknęli również Serbowie. Racja bytu ośrodka w tej formie przestała istnieć. Ostatni oficjalni goście przybyli tu w roku 2007. Jedyne co można było zrobić z wojskowym ośrodkiem to przekształcić go w normalne, komercyjne miejsce. W 2008 roku zaczęto szukać inwestorów za granicą. Iluś miliarderów z różnych krajów wykazywało początkowo zainteresowanie, były przetargi. Pojawiły się jednak pewne problemy. Rodziny, które straciły majątek w wyniku wywłaszczeń w 1978 roku, zaczęły się domagać zwrotu zagarniętego mienia i skierowały swoje sprawy do sądu. Ważnym okazał się fakt, że teren nigdy nie został wykorzystany zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, jakim była baza wojskowa. Pojawiły się też międzynarodowe organizacje walczące o ochronę gajów oliwnych, a jakakolwiek rozbudowa kompleksu we współczesnym stylu bez choć częściowego zniszczenia drzew - wydawała się oględnie mówiąc mocno utrudniona. Valdanos stał się dla deweloperów obiektem niepewnym. Prawie rezerwat i to obciążony hipoteką - nie jawi się miejscem dogodnym dla inwestycji. Światowy kryzys finansowy z 2008 roku, jak można się domyślać, nie pomagał.

Ostatecznie Valdanos pozostało w stanie zawieszenia, a w 2011 roku tutejsze wybrzeże ogłoszono publicznym, dostępnym dla wszystkich turystów. Jest tu główna plaża, całkiem popularna, w sezonie chyba działa tam jakiś plażowy bar. Jest mniej uczęszczana plaża z pokruszonego betonu, położona przy ruinach. Jest też zupełnie dziki i pusty, kamienisty fragment wybrzeża pod skałami, gdzie kończy się dostępny pieszo fragment zatoki. Dwie kamienne wille trafiły chyba w ręce prywatne - sprawiają wrażenie używanych. Ośrodek jest opuszczony, szumią tylko gaje oliwne i coraz bardziej zarastają każdy jego kawałek pachnące krzewy. Rajskie miejsce - przynajmniej takim zastaliśmy Valdanos w naszym kawałku czasoprzestrzeni, w czerwcu 2025 :)

Już sam wjazd do miejscowości jest tak cudny, jak potrafią być tylko miejsca opuszczone. Przyroda jest najlepszym ogrodnikiem - byle jej nie przeszkadzać.

Obrazek

Szybko naszym oczom ukazują się gaje oliwne - jedne z bohaterów tutejszych historii. W jakimś stopniu to one obecnie utrzymują ten teren w niezmienionej formie, więc jesteśmy im bardzo wdzięczni i z sympatią poklepujemy po rosochatych pniach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To drzewko to chyba sporo mogłoby opowiedzieć! Ciekawe ile może mieć lat??

Obrazek

Jak już zapewne widać na poprzednich zdjęciach, zwiedzanie ośrodka zaczynamy od rejonu domków, ktorych dachy sterczą z otaczających nas wszędzie zarośli. Babfa ukrywamy w jakiejś ślepej uliczce i dalej ruszamy piechotą.

Obrazek

Dzięki temu możemy uniknąć slalomów na drogach jezdnych.

Obrazek

Obrazek

Miło powędrować zasypanymi liśćmi chodniczkami.

Obrazek

Pierwsze co rzuca się tu w oczy - to dobry stan nawierzchni dróg, pozostający w kontraście ze stopniem zarośnięcia znajdujących się po bokach obiektów. To chyba kwestia klimatu, który np. w Polsce szybko wyżera asfalt, a krótki okres wegetacji roślin nie pozwala im się tak szybko rozrosnąć. Tu jak widać jest inaczej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przyjrzyjmy się więc dokładniej domkom. Na pewno było tu w modzie podgrzewanie wody na słońcu, w bukłakach umieszczonych na dachu.

Obrazek

Obrazek

Były latarnie, ktore okazały się raczej mało trwałe.

Obrazek

Tutejsze domki, wykorzystując ukształtowanie terenu, były budowane na zasadzie amfiteatru, aby z każdego balkonu było widać morze. I mimo mocno wybujałej roślinności - ze sporej części widać je nadal!

Obrazek

Obrazek

Boczne ścieżki, chodniki i schody pozarastały w stopniu znacznym. Do niektórych domków nie idzie się już po betonie, a po dywanie opadłych kwiatów.

Obrazek

Obrazek

Bo wszędzie wokół rosną pachnące krzaki i mamy ogromne szczęście znaleźć się tutaj akurat w okresie ich kwitnienia, co niezwykle dodaje uroku okolicy, tworząc wrażenie jakiś rajskich ogrodów. Zapach wręcz zwala z nóg - jakby nos wsadzić do koncentratu perfum!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A jak komuś się akurat znudzą kwiaty to można użyć na agawach :)

Obrazek

Wnętrza domków są zachowane w stopniu różnym. Niektóre całkiem niezłym - są nawet meble, koce, poduszki. Skitrana woda sugeruje, że ktoś czasem tu pomieszkuje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwracamy uwagę na różne szczegóły - bo ten ośrodek to miejsce naszego dzisiejszego noclegu. Musimy tylko sobie wybrać najlepszą miejscówkę :) Jakby to była Polska (tzn. chłodno i deszczowo) to zapewne byśmy się zdecydowali na któryś z zamykanych i szczelnych domków. Tu chyba jednak zadecydują inne czynniki np. widoki, kwiaty, bliskość morza itp.

Przenosimy się zatem w inną część ośrodka - tam gdzie były restauracje, kuchnie, sklepy. Szerokie schody prowadzą na rozległe place.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kiedyś wyraźnie były tu dachy - może przeszklone? Może foliowe albo z materiału? Pewnie pod nimi stały stoliki albo był parkiet na tańce?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To przypomina bufet. Może tu wydawano posiłki czy napoje? Coś też pichcili na miejscu, bo widać resztki piecyka/kominka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Włóczymy się też po ogromnych, zadaszonych salach, próbując wnioskować o ich kuchennej, magazynowej czy biurowej przeszłości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

We wnętrzach mało jest dokumentów czy sprzętów użytkowych z dawnych lat. Oprócz pordzewiałych resztek lodówek czy zbutwiałych szafek trafiła się jedynie stara waga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I trochę papierów, z lat 2002-2006. Jakieś paragony, faktury na żywność, wykazy produktów itp.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu budowla zupełnie inna od pozostałych. Jakby nowsza? Baraczek. Wygląda na plastikowy, ale dokładnie nie opukiwaliśmy. Coś na kształt kiosku ruchu albo budki ochroniarzy?

Obrazek

Z terenu dawnych knajp kręcone, nieco nadkruszone zębem czasu schody, prowadzą prosto na brzeg morza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Będąc tam myśleliśmy, że ta drewniana konstrukcja służy podparciu schodów, żeby się nie zawaliły.

Obrazek

Jak się okazało miesiąc czy dwa później - jest to podstument do bramy na VIP - plażę ;) Zdjęcie zrobione przez laynna, pochodzi ze strony LINK: https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... .html#more

Obrazek

Plaża u podnóża opuszczonego ośrodka jest betonowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stare i nowsze malunki na murach.

Obrazek

Miejscami beton się kruszy, rozpada i jego pofragmentowane części coraz bardziej przypominają naturalne skały.

Obrazek

Dawne kibelki zarosły na dobre. Widać dobrze nawożona ziemia daje obfity plon ;)

Obrazek

Obrazek

Im bardziej oddalamy się od ośrodka - maleje procent betonu w podłożu, ustępując miejsca dorodnym kamulcom.

Obrazek

Tak docieramy na kamienistą plażę pod skałami, gdzie nie ma już żywej duszy.

Obrazek

Obrazek

Tylko my i ta pionowa biała ściana wznosząca się ku niebu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teren przypomina zatokę w zatoce.

Obrazek

Obrazek

Tak docieramy do końca trasy. Dalsza wędrówka suchą stopą jest już niemożliwa.

Obrazek

Trzeba by opływać skałę, a chyba się nam nie chce. Poza tym trzeba by zostawić plecaki, ubrania, telefony - a licho nie śpi. Niby nikogusieńko, ale czasem lubi być pech, że jakiś-ktoś pojawi się w najbardziej niespodziewanym momencie i zniknie ponownie, ale już z naszymi rzeczami. Lepiej nie kusić losu, więc nie sprawdzamy co jest za skałą.

Obrazek

Na części kamieni można znaleźć odciski jakiś rosochatych roślin czy przypominające róże fragmenty muszli ślimaka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idziemy się też przejść w drugą stronę. Tu pojawia się zdecydowanie więcej ludzi. Stoi knajpa plażowa, na chwilę obecną niedziałająca, ale wyglądająca na przedstawiciela czasów bardziej nowożytnych niż pobliski ośrodek. Jakieś leżakoparasole leżą zwałowane na pryzmę koło śmietnika - ciężko ocenić czy postanowiono je wywalić czy to może przygotowania do sezonu, aby całkiem przyjemną plażę przekształcić w modny horror. Trochę osób biwakuje w nadbrzeżnej, podwójnej kolumnie iglaków - hamaki, namioty, stoliki, ale wieczorem wszyscy znikają.

Obrazek

Obrazek

Wśród szuwarów zachował się fragment dawnego placu zabaw dla dzieci.

Obrazek

Docierają tu zmotoryzowani, czasem całkiem sympatycznymi pojazdami :) Ten to lokals. Chyba... "UL" brzmi jak Ulcinj ;)

Obrazek

Obrazek

Dalej wybrzeże staje się mniej obsiadłe przez plażowiczów - zaczynają dominować rybackie przystanie, łodzie, sieci...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tam, w tych gąszczach na zboczu góry, siedzi opuszczony ośrodek. Oddzielony póki co od nas bezmiarem błękitu.

Obrazek

Na zbliżeniu.

Obrazek

Zarośla usiane domkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dość długo wahaliśmy się jakie miejsce na nocleg wybrać. Może jakiś domek? Może na dachu największej hali? Może na tarasie dawnej knajpy? Jednak jeden zaułek urzekł nas najbardziej. Zaciszny, niewidoczny ani z ulicy, ani z plaży czy z pobliskich schodów.

Obrazek

I co najważniejsze - tak utopiony w kwiatach, że bardziej to się już chyba nie da :) Wyjazdy w czerwcu mają swoją magię! Dezyzja o pozostaniu właśnie tutaj - zapadła w ekipie jednogłośnie :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy pewnej dozie chęci można nawet zaryzykować stwierdzenie, że mamy stąd widok na morze ;)

Obrazek

Obrazek

Drzwi do naszych apartamentów.

Obrazek

Popołudniowy odpoczynek na tarasie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Hotelowa restauracja serwuje dziś pulpę.

Obrazek

W końcu wieczór nastaje nad zatoką.

Obrazek

Czy może być coś lepszego niż rano otworzyć oczy i mieć taki widok?? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Księga pamiątkowa tego ośrodka powiększyła się o kolejny wpis :)

Obrazek

A do śniadania zrobiło się jakby komfortowo - mamy nawet stół! Dwie szuflady z połamanych szafek zyskały nowe życie!

Obrazek

A na sam koniec pobytu, pewnie dla uatrakcyjnienia całości - historia mrożąca krew w żyłach. Poważnie - wszyscy mieliśmy pełne gacie ;)

Już się zbieramy do powrotu. Toperz z kabakiem składają namiot, a ja idę zanieść część siatek do Babfa, zaparkowanego za schodami i pięcioma zakrętami wśród murów. Wracam. Widzę, że składanie namiotu zostało przerwane, a toperz z kabakiem kręcą się podejrzanie i mają mocno niewyraźne miny. Poza tym witają mnie radośnie jakbym wróciła z zaświatów. Jak nic coś się wydarzyło... Nie muszą mi długo tłumaczyć - po chwili słyszę to sama. Odgłos, dochodzący dokładnie z miejsca, gdzie stoi Babf, a i ja przed chwilą tam byłam. Ni to szczekanie wściekłego psa, ni to warczenie, ni to chrumkanie stada dzikich świń. Ale coś w tym dźwięku jest bardzo niepokojącego, nienormalnego, chorego. Jakby bulgotanie z głębin. Po chwili przechodzi w jęki i ryczenie jakby niewydojonej krowy. I znów jakby bulgoczące ujadanie... Dziki pies? Wilk? Sarna? Dzik? Byk? A może to człowiek? Jakiś maniak - psychopata?? Nieee... A może coś tu żyje egzotycznego, o czym nie wiemy? Może uciekło z ZOO albo z hodowli? Toperz z kabakiem już myśleli, że mnie pożarło jak poszłam do Babfa, długo nie wracałam i po chwili rozległy się te charkoty - wtedy ponoć połączone jakby z mlaskaniem. Teraz dźwięk wyraźnie się przybliża... Co robić? Bronić się? Gazem, kijem, kamieniami? A może uciekać? Może wejść na dach? Tylko którędy? Czemu to lezie akurat do nas? Ostatecznie chowamy się w budynku. Może nie zauważy? Jakby co - może zabarykadujemy się w jednym z mniejszych pomieszczeń, które posiada jeszcze drzwi. Ciekawość jednak wygrywa ze strachem i kukamy przez zarośnięte okienko, gdy generator upiornych odgłosów wytacza się z krzaków. Dziadek... Chyba dosyć pijany, bo porusza się krokiem sugerującym silne, boczne wiatry. I zaczyna znów kaszleć. I to właśnie ten dźwięk. Potworny, bulgoczący, nieludzki. Jakby tam w środku jednocześnie jechał pociąg o zepsutych hamulcach, ktoś przetykał kibel i zachodziło świniobicie tępą żyletką. Nie wiem i chyba nie chce wiedzieć na co ten człowiek chorował. I jakim cudem jeszcze żył. Ten specyficzny kaszel chyba sprawiał mu trudność albo ból, bo po takiej serii następuje feeria jęków potępieńczych i wzdychań tak zamaszystych, że chyba zaraz zdmuchnie wszystkie kwiaty z drzew. Czekamy w ukryciu aż dziadek się oddali. Szczęśliwie nie jest to zmutowana, ranna pantera z naszych wyobrażeń, ale również bardzo nie chcemy, aby ten koleś do nas podszedł i żebymy się znaleźli w zasięgu generowanych przez niego wyziewów. Odgłosy kaszlu oddalają się w stronę morza. Możemy dokończyć składanie naszego majdanu i bezpiecznie udać się do Babfa.

Tak opuszczamy cudne, sielankowe miejsce, które na koniec postanowiło nam przez chwilę pokazać również swoje nieco odmienne oblicze ;)


cdn