opolskie wycieczki

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4970
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: opolskie wycieczki

Postautor: buba1 » 07-04-2026 13:13

To już nasz trzeci wyjazd w rejony Gogolina w poszukiwaniu wapienników. Byliśmy tu już wiosną i jesienią 2024.

Suniemy przez miasteczko, zaglądając w różne miejsca.

Obrazek

Zapuszczamy czasem żurawia w jakieś kamienne podwórka czy zaułki ogrodzone starymi murami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fajny znak! Bardzo przypadł nam do gustu! :)

Obrazek

Jak zwykle zagłębiamy się w pola na wschód od miasta.

Obrazek

Po co znów tu? Po raz trzeci w to samo miejsce? No bo znów podejmujemy próbę przedostania się do ruin wapiennika. W czasie pierwszej wycieczki okazało się, że już tak wybujało wszelakie zielsko, że nie ma szans się przedrzeć przez zagajnik pełen splątanej, kolczastej roślinności. Był kwiecień, ale stan wiosny, której by się nie powstydził koniec maja. No taki był rok. Przyjechaliśmy więc ponownie w październiku, gdy część liści juz opadło, a chaszcze zwiędły. Taaaaaa.... Zwiędły może w Oławie, ale nie tu! Zwarta ściana zieloności śmiała się z nas, wołając, że nie mamy tak ostrej maczety, aby jej zagrozić. Odpuściliśmy więc temat na prawie 2 lata, planując gdzieś w duchu wrócić tu, gdy roślin nie będzie już wcale - i co więcej spróbować obejść największy chaszcz i do wapiennika dostać się od strony przeciwnej. Mamy więc 8 marca i trójkę wędrowców znów na obrzeżach Gogolina, wierzących, że do trzech razy sztuka. Zieloności już wprawdzie zaczynają wypuszczać pierwsze pędy, ale do liści i łanów pokrzyw - jeszcze daleka droga. Mamy więc chyba szansę??

Obrazek

Od tej strony udaje się dotrzeć. Tylko że... wydaje się, że nie ma po co. Tu nic nie ma! Wiedziałam, że to ruina wapiennika a nie cały wapiennik, no ale bez jaj! Tu praktycznie nic nie zostało! Zarośnięta górka i wystaje trochę kamieni, informując, że jednak dobrze trafiliśmy i to jednak jest właśnie TO poszukiwane miejsce.

Obrazek

Obrazek

Ktoś mi kiedyś polecił to miejsce. I to ktoś komu można zaufać. Ponoć ruina miała być super, inna od wszystkich poprzednich wapienników i naprawdę robić wrażenie. Zaczynam więc się zastanawiać czy to np. nie był Prima Aprilis? No bo nie widzę innego rozwiązania...

Nieco zniechęceni obchodzimy pagórek dookoła. No bo skoro już tu jesteśmy. Postanawiam zajrzeć w otwór, acz wiem, że wnętrza wapienników zwykle nie są jakieś bardzo spektakularne.

Obrazek

Otwór jest wąski i trzeba przepełzać. W sumie włazimy tu bez wielkich nadziei...

Obrazek

Obrazek

Komora przed nami rozszerza się na kilka metrów. I na tyle samo wzwyż! Otwieramy gęby coraz szerzej!!!! Wnętrze tego nijakiego pagórka wypełniają kamienne pomieszczenia o półkolistych sklepieniach! Jak podziemia jakiegoś zamczyska, a nie byle wapiennik! Ja pierdziuuuuu!! A tak mało brakowało, że byśmy odeszli z tego miejsca z poczuciem niesmaku i niespełnienia...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyjście z drugiej strony jest większe i bardziej spektakularne. A myśmy jak durne pełzały po mokrej ziemi i czochrały się w liściach... Ech, na głupotę nie ma rady! ;)

Obrazek

Pagórek okazuje się być takim jakby "wulkanem" i te większe wejścia wgłąb znajdują się w jego wnętrzu. Wygląda to zupełnie jak jakiś stary fort? Albo sztolnie? Z wapiennikiem nie kojarzy mi się w ogóle!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Karolina - dzięki ci wielkie za polecenie tego magicznego miejsca! Jak ja mogłam w ciebie zwątpić??? I to drugi raz (pierwszy jak mnie zabrałaś do galerii sztuki ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... iwnej.html ) a ja pomyślałam: "że co???" Tak... Są osoby, które jak cię gdzieś wysyłają - to warto iść bez szemrania z zamkniętymi oczami, nie bacząc na żadne przeciwności losu ani chwilowe wątpliwości :)

Na szczycie pagórka robimy sobie krótki popas. Na herbatkę i jeden batonik dzielony na 3. Miejsce, gdzie się coś wypiło i zjadło, choćby symbolicznie, jest takie bardzej "nasze". Jeszcze bardziej zapada w pamięć i serce :)

Obrazek

Obok nas leży butelka - pełna żywego mchu. Bardzo się zastanawiamy, czy ktoś go tam napchał? Czy jakieś ziarenko samo tam wpadło i potem się tak rozrosło?

Obrazek

Wracać postanawiamy nie tak jak przyszliśmy, robiąc wielki łuk przez pola, ale tą zarosłą drogą, która nas już dwa razy zatrzymała. "Od tyłu" okazuje się nieco bardziej znośna. No ale nic dziwnego, że jest nie do pokonania, gdy roślinność na dobre opanuje świat. Nawet dziś jak szalona targa za włosy, zrywa czapki i drapie jak stado wściekłych kotów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po takowej przeprawie zwykła łąka zdaje się być wielką przestrzenią.

Obrazek

Mijamy tereny jakiegoś dawnego wyrobiska - pewnie pozyskiwano tu wapień dla okolicznych pieców.

Obrazek

Obrazek

Ściany krzaków o trzykolorowych gałązkach.

Obrazek

Obrazek

Dziwnie połamany fragment lasu. Kilkanaście sosen o pniach ukręconych na różnych wysokościach, zwalonych koronami dokładnie w jedno miejsce, tworząc jakby szałas. Jakaś lokalna mini trąba powietrzna? Albo ufo lądowało? ;)

Obrazek

Docieramy na wzgórze zwane Zakrzowska Szpica, jedno z wyższych w tej okolicy. Stoi tu kamienny obelisk, o pochodzeniu którego można znaleźć różne historie i legendy - od zwyczajnych, że to pomnik upamiętniający włączenie Śląska do Prus, po bardziej niesamowite: że to ruiny średniowiecznego zamku, który zapadł się pod ziemię w wyniku klątwy i od tego czasu po okolicznym lesie włóczy się duch kobiety z upiornym psem. Według różnych opowieści można tu też znaleźć tajemnicze tunele prowadzące do okolicznych wsi lub pozostałości zamkowych lochów. Myśmy znaleźli tylko ten kamienny pomnik - może dlatego, że byliśmy za dnia, przy słońcu?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stemple jak w sztolniowych korytarzach!

Obrazek

Nieopodal można zobaczyć niewielkie pozostałości wieży obserwacyjnej - trójkątny, betonowy murek, latem pewnie w ogóle niewidoczny.

Obrazek

Jest tu też miejsce ogniskowe, fajnie omurowane kamieniami, no ale dziś niestety już zajęte. Musimy więc obejść się smakiem i poszukać innego, bardziej ustronnego miejsca.

Trochę węszymy między skałkami, pokrywającymi część zboczy, ale nic specjalnie ciekawego dla naszych celów nie wpada nam w oczy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy więc pod wapiennik z huśtawką. Miejsce znane i lubiane, sprawdzone na poprzednich wypadach w te rejony.

Obrazek

Obrazek

Podwędzanie w dymie musi być! Dla właściwego zakończenia miłego dnia :)

Obrazek

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4970
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: opolskie wycieczki

Postautor: buba1 » 17-04-2026 12:11

Wysiadamy w Jasionach. Niewielka stacyjka ma charakterystyczny budynek z kolumnadą i luksferami. Pusto, cicho, tylko świergot ptaków. Do wioski jest stąd spory kawałek.

Obrazek

W dal uchodzi bubowy asfalt. Na drzewie oplecionym przez bluszcze wisi kapliczka.

Obrazek

Drzewo już dawno uschło i się złamało, ale wciąż jest świetnym podstumentem dla pnączy i aniołow.

Obrazek

Do wsi idziemy lasami, nieco naokoło. Grunt, żeby nie leźć szosą. Lemurek myszaty cały czas nam towarzyszy i cieszy się wiosną!

Obrazek

A jest czym! Poszycie lasu całe jest usiane ślicznościami we wszelakich kolorach i kształtach!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krzyż na rozstajach. I fajny Jezusek - taki płaski, wycięty z metalu, w klimatach sztuki ludowej.

Obrazek

Przez pola ku Jasionom. A nad nami pełno drutów i skowronków. Jedno i drugie wydaje charakterystyczne dźwięki.

Obrazek

I znów kapliczka na rozdrożu. Jacyś pobożni ludzie w tych rejonach mieszkają!

Obrazek

Obrazek

Ubolewam nad tym, że ostatnio coraz mnie Ursusów widzi się w mijanych wioskach. A tu prosze! Jak na życzenie :)

Obrazek

Obrazek

Inne rolnicze klimaty.

Obrazek

Obrazek

Tunel w stronę kościoła. To się nazywa prawdziwie gęsty żywopłot!

Obrazek

Dalej idziemy polami. Jeśli chodzi o pozowanie do zdjęć - to ja się muszę jeszcze sporo nauczyć ;)

Obrazek

Na wlocie do Oleszki stoi jedna z tych ławek gigantów, co to teraz je wszędzie stawiają. Fajny jest stąd widok - płaski, ale bardzo rozległy. A za plecami rżą konie.

Obrazek

Obrazek

Idziemy przez wieś, zaglądając to tu, to tam.

Obrazek

Obrazek

Na kilku domach trafiamy na nietypowe murale - wykonane na podstawie przedwojennych zdjęć lokalnego miłośnika fotografii.

Obrazek

Obrazek

Skądinąd ciekawym zagadnieniem jest "ewolucja uśmiechu w fotografii". Na dawnych zdjęciach ludzie zawsze są poważni, ba! często wręcz jakby smutni, naburmuszeni albo wściekli. Potem był taki czas, że ludzie starali się do zdjęć uśmiechać - nie wiem czy taka moda czy zauważyli, że są wtedy ładniejsi? Obecnie aspekt mimiki jakby przekroczył kolejny próg - sporo osób na zdjęciach wykonuje wyszczerz lub rozwarcie japy jakby przynajmniej siedli gołym zadkiem w jeżowca...

Z Oleszki wychodzimy szosą prowadzącą na północ.

Obrazek

Wyraźnie widać, że wciąż znajdujemy się na sporym wzniesieniu. Traktory wyjechały w pola, a za każdym unosi kurzowy obłok.

Obrazek

Bardzo upiorna pozostałość drzewa.

Obrazek

I znów krzyż na rozstajach.

Obrazek

Mijamy odbicie na przysiółek Skały. Stary folwark wśród pól.

Obrazek

Obrazek

A tak prezentuje się on z drugiej strony, widziany ze wzgórz.

Obrazek

A w dali dymią Zdzieszowice.

Obrazek

Droga się do nas uśmiecha! Miło! :) Mała rzecz a cieszy!

Obrazek

Przełazimy pod autostradą i zaczynamy się wspinać na Kamienną Górę. Są tu wapienne skałki i stepowa roślinność. Ponoć czasami wypasają tu owce, by zapobiec zarastaniu łąk - my niestety nie trafiliśmy na taki widok.

Obrazek

Obrazek

Pamiętam, że w latach 90-tych były spore protesty przeciw budowie autostrady A4 przez rejony Góry Świętej Anny. Że sie przykuwali do drzew i takie tam. Wspinamy się na tą Kamienną Górę, patrzymy wokół i dopiero teraz w pełni zaczynam rozumieć tych ludzi... Ciągły ryk aut, takie "buuuu" wwiercające sie do głowy, pola zasrane reklamami... Jak pięknie można spier***** fajny teren!

Obrazek

Ligocka Górka jest w sporej części wygryziona przez kamieniołom wapieni, który działał do lat 90-tych. Obecnie teren jest mocno zarośnięty, ale kilka miejsc z szerszą przestrzenią można tu wciąż znaleźć.

Obrazek

Obrazek

Widok ze szczytów kamieniołomu w stronę chłodni kominowych elektrowni w Dobrzeniu Wielkim.

Obrazek

Wędrując po okolicy trafiamy też na przyjemną wiatę, powstałą zapewne w inicjatywie oddolnej.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza zawierają kącik wypoczynkowo-biesiadny, a ściany ozdobione są zdjęciami z czasu powstawania budowli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest to bardzo dogodne miejsce dla zrobienia grzanek. Aromatyczny dym spowija okolicę. Trójka wygłodniałym wędrowców przełyka ślinkę w oczekiwaniu aż ser się stopi, a powierzchnia bułeczek osiągnie właściwie zarumieniony odcień :)

Obrazek

Obrazek

W końcu wyruszamy w dalszą drogę. Niedaleko stąd mijamy wapiennik. Takowych odwiedziliśmy już całkiem sporo, zwłaszcza w tych rejonach. Acz dzisiaj odwiedzony wapiennik jest wyjątkowy! Wyróżnia się tym, że znajduje się na nim płaskorzeźba Ikara.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wypalanie wapna i latanie? Ki diabeł? Co ma piernik do wiatraka? Przyznam, że dopiero po powrocie do domu więcej poczytałam o tym miejscu.

Przed wojną w Ligocie Dolnej znajdowała się szkoła pilotów i lotnisko, głównie szybowcowe. W 1938 roku nieużywany już wtedy wapiennik przebudowano na pomnik organizacji lotniczej NSFK. Umieszczono na przedniej ścianie skrót literowy tej nazwy i rzeźbę Ikara. Pod postacią była również wykuta swastyka, po której zostały już tylko ślady mocowania - kilka otworów w kamieniu. Litery jeszcze odrobinę widać. Ikar prezentuje się świetnie - ciekawe czy był w międzyczasie odnawiany, czy po prostu nikt go aktywnie nie niszczył? Według niektórych opowieści o ścianę tego konkretnego pieca rozbił się jeden z niemieckich lotników - i stąd taka własnie symbolika. Bardzo by pasowało, ale nie do końca wiadomo czy jest to prawda czy tylko malownicze miejscowe legendy z mchu i paproci.

Po wojnie tradycje lotnicze były tu kontynuowane - aż do 1961 roku. Przypomina o tym obecna we wsi pamiątkowa tablica.

Obrazek

Jest tu też coś na kształt małego muzeum - "izba tradycji lotniczej", ale dziś zamknięta na głucho. Pytamy przechodzącego lokalsa o możliwość zwiedzania, a on tylko macha ręką, że "nikt nigdy nie widział, żeby to było otwarte".

Obrazek

Obrazek

W wiosce zachowało się też kilka magazynów czy niewielkich hangarów - używanych teraz do innych celów. Płyta lotniska już nie istnieje - zabrał ją rozwijający się w późniejszych latach kamieniołom.

Wapiennik Ikar widziany z oddali.

Obrazek

Tu by pasował wiejski sklepik, ale niestety go tam nie było...

Obrazek

Na drodze w kierunku Zakrzowa musimy ustąpić pierwszeństwa.

Obrazek

Dom w malowniczym chaszczu.

Obrazek

"Drogą pylistą, drogą polną..."

Obrazek

Obrazek

Zakrzów i akcenty wielkanocne ;)

Obrazek

Tereny pałacowe obserwujemy tylko z daleka. Już tu kiedyś byliśmy ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... dsona.html ) , a poza tym godzina robi się późna, ściemnia się, do Gogolina jeszcze kawał drogi, a pociąg nie poczeka...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pałace i garaże.

Obrazek

Zarośnięty domek.

Obrazek

Zarośnięte kamerliki.

Obrazek

Znajdź kota!

Obrazek

Zwraca naszą uwagę szeroka ścieżka uchodząca w las. Co tam może być?

Obrazek

Nurkuję sprawdzić. Pamiątkowa tablica, na której napisano, że to pomnik poświęcony mieszkańcom Gogolina, zamordowanym przez bojówkarzy Sebstschutzu w 1921 roku. Że też ciągle gdzieś ktoś kogoś musiał mordować... Ludzie to jednak strasznie parszywy gatunek...

Obrazek

Jakoś nieprzyjemnie mi się w tym miejscu zrobiło. Sama poszłam sprawdzić dokąd ta droga prowadzi, toperz z kabakiem zostali przy szosie. Ściemna się już, ptaki jakoś tak dziwnie kląskają w lesie, jakby się śmiały. I jeszcze ta tablica... Spierdzielam stamtąd w podskokach...

Wieczorne słupowiska.

Obrazek

Obrazek

Ostatni, krótki popas przy drodze...

Obrazek

... i ciśniemy w stronę Gogolina przez już zupełnie ciemne zarośla.

Zdążyliśmy na pociąg... Z wywieszonymi jęzorami i zapasem chyba 5 minut. Ale nasz pociąg okazał się opóźniony ponad półtorej godziny ;)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”