GSS wg Mariomara
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Witam wszystkich ambitnych! Jutro rano wyjeżdżam w Sudety autem. Po drodze planujemy zaliczyć Pogórze Kaczawskie. Jak będzie dobra widoczność, to i będzie sens wejść na Ostrzycę. Jeśli warunki będą gorsze, to zrobimy pętelkę w okolicy Myśliborza. Piewsze dwa noclegi mamy w Miłkowie, a potem będziemy kręcić się w regionie karkonoskim do środy, m.in. na czeskiej stronie. Opiszcie dokładnie, jaką trasę robicie w niedzielę, to może uda nam się spotkać.

- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Mam propozycję aby jutro wysłać mi SMS z informacją gdzie nocujecie, to byśmy się postarali tam zjawić w tym samym dniu czyli w sobote, pogadać, a potem musimy wracac do Miłkowa, gdzie mamy rezerwację w bardzo uroczym i tanim schronisku turystycznym = > http://www.anna-osrodek.com/wlkp pisze:W niedzielę idziemy trasą przez Cerną horę i Jizerę, ale nie wiemy dokładnie skąd wyruszymy. Niestety nie udało się załatwić noclegu w Smedavie i będziemy kombinować coś na miejscu. Dysponując tylko jednym samochodem najrozsądniej bedzie wyruszyć z Hejnic i z powrotem tam wrócić.

oj musze się w końcu z Wami wybrać w te góry gdzieś..tylko mi się moje butki rozwaliły po ostatniej wyprawie w Tatry Niżne 
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
Taja pisze:oj musze się w końcu z Wami wybrać w te góry gdzieś..tylko mi się moje butki rozwaliły po ostatniej wyprawie w Tatry Niżne
Taja, koniecznie - może już na następny wyjazd wstępnie planowany na 2-4.11.
Na Sudety nie potrzeba ekstra butów, wystarczą "adidaski" - byle tylko miały odpowiednio twarde podeszwy i miękkie wkładki.
Ostatnia wyprawa GGS-em dotarła chyba w najładniejsze miejsca jak do tej pory.
Wróciłem do domu o 03:15 i muszę trochę odpocząć i uporządkować wrażenia, ale na jutro postaram się sklecić jakąś relację.
pomyślimy nad terminem, zobaczymy co się da zrobic w tejże kwestii, butki zastępcze w sumie nawet pewnie bym jakieś znalazła..póki co się kuruję bo przeziębienie mnie okrutne dopadło, ale do listopada jest jeszcze trochę czasu 
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
Nareszcie po bardzo długiej przerwie znaleźliśmy się ponownie na Głównym Grzbiecie Sudeckim. Chociaż wycofał sie sam pomysłodawca, to jednak staramy się dalej realizować jego pomysł. Mariuszu pozdrawiamy i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś dołączysz do nas na trasie, choćby pod koniec gdzieś w Jesionikach.
Zgodnie z planem pojawiłem się w umówionym miejscu o 5:30.
Kiedyś istniało takie powiedzenie – „punktualny jak kolej wiedeńska”, które było synonimem punktualności. No niestety nie można tego powiedzieć o Apollo. Może trzeba wymyślić nowe – punktualny jak PKP. Jednak w tym przypadku byłoby to trochę krzywdzące dla tegoż PKP, bo pospieszny z Gdyni dojechał do Wrocławia punktualnie. Tak czy owak z Wrocławia wyjechaliśmy ze sporym opóźnieniem. Dalej już wszystko poszło sprawnie do momentu kiedy Apollo nie wypatrzył bodajże w Tanvaldzie sklepu z mapami. To nadwyrężyło nasze zasoby czeskiej waluty do tego stopnia, że musieliśmy jeszcze szukać kantoru i przyszło nam kupować korony po dosyć niekorzystnym kursie. Po tych perturbacjach dojechaliśmy w końcu do miejscowości Záskali i wyruszyliśmy na zdobywanie pierwszej dominanty – Javornika.
Javornik 683 m npm.
Szczyt Javornika okazał sie miejscem bardzo zaludnionym. Koło kapliczki, którędy to schodziliśmy odbywała się chyba jakaś impreza modeli latających.
Wracając inną drogą mieliśmy bardzo przyjemne widoki.
Pakujemy się do samochodu i jedziemy do Milire, skąd idziemy na Cisarsky kamen 637 m npm.
Tutaj dla odmiany nie spotykamy nikogo, ale okazuje się, że Walter był tu przed nami.
Cały czas jesteśmy pod wrażeniem znakomitych czeskich oznakowań zarówno szlaków turystycznych jak i tych drogowych.
Kolejny cel naszej wędrówki - Cerna Studnice 869 m npm osiągnięty.
Z wieży widokowej za dwadzieścia koron można podziwiać piękne widoki, chociaż przejrzystość powietrza nie jest najlepsza.
Tutaj robimy sobie przerwę na obiad. Pewne problemy sprawia nam wybranie czegoś z menu. Jakże teraz przydałby sie Mariusz, ale jakoś pokonujemy barierę językową i udaje nam się zaspokoić głód dzięki niebywałym postępom jakie zrobił Apollo w posługiwaniu się językiem naszych południowych sąsiadów. Jeśli dalej będzie robił postępy w takim tempie, to gotów jeszcze wylądować na bohemistyce albo zostać tłumaczem przysięgłym.
Teraz jedziemy obejrzeć źródło Nysy Łużckiej.
Na tym kończymy zdobywanie „michałków” i jedziemy w „prawdziwe góry”.
Jezioro Souš i na horyzoncie Jizera.
Teraz już widać dlaczego nie udało się załatwić noclegu w Smedavie.
Jedziemy do miejscowości Bily Potok szukać noclegu. Za trzecim podejściem znajdujemy nocleg w Poledniku. Dochodzi godzina 17:00. Przychodzi nam do głowy szalony pomysł, żeby iść jeszcze na Smrka. Idziemy żółtym szlakiem, zaczynając koło Bartlovej Boudy. Trasa
No i jesteśmy na Palicniku. Skałki przypominają trochę Małpoluda na Szczelincu.
Podziwiamy trochę widoki.
Zbliżający się zmierzch powoduje, że dochodzą w nas do głosu odruchy zdrowego rozsądku i zawracamy. Po drodze żartujemy, że może gdyby był z nami Walter – amator nocnych wędrówek, to pewnie byśmy doszli na tego Smrka, a tak grzecznie meldujemy się na naszej kwaterze. Na dzień dobry mały zgrzyt – nie ma ciepłej wody ...brr. Poza tym jednak wszystko jest OK. Okazało się, że nowy właściciel działa tu dopiero od dwóch dni i nie wszystko jeszcze jest dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Zapłaciliśmy 240 koron za nocleg z obfitym śniadaniem i rano już była ciepła woda.
cdn
Zgodnie z planem pojawiłem się w umówionym miejscu o 5:30.
Kiedyś istniało takie powiedzenie – „punktualny jak kolej wiedeńska”, które było synonimem punktualności. No niestety nie można tego powiedzieć o Apollo. Może trzeba wymyślić nowe – punktualny jak PKP. Jednak w tym przypadku byłoby to trochę krzywdzące dla tegoż PKP, bo pospieszny z Gdyni dojechał do Wrocławia punktualnie. Tak czy owak z Wrocławia wyjechaliśmy ze sporym opóźnieniem. Dalej już wszystko poszło sprawnie do momentu kiedy Apollo nie wypatrzył bodajże w Tanvaldzie sklepu z mapami. To nadwyrężyło nasze zasoby czeskiej waluty do tego stopnia, że musieliśmy jeszcze szukać kantoru i przyszło nam kupować korony po dosyć niekorzystnym kursie. Po tych perturbacjach dojechaliśmy w końcu do miejscowości Záskali i wyruszyliśmy na zdobywanie pierwszej dominanty – Javornika.
Javornik 683 m npm.
Szczyt Javornika okazał sie miejscem bardzo zaludnionym. Koło kapliczki, którędy to schodziliśmy odbywała się chyba jakaś impreza modeli latających.
Wracając inną drogą mieliśmy bardzo przyjemne widoki.
Pakujemy się do samochodu i jedziemy do Milire, skąd idziemy na Cisarsky kamen 637 m npm.
Tutaj dla odmiany nie spotykamy nikogo, ale okazuje się, że Walter był tu przed nami.
Cały czas jesteśmy pod wrażeniem znakomitych czeskich oznakowań zarówno szlaków turystycznych jak i tych drogowych.
Kolejny cel naszej wędrówki - Cerna Studnice 869 m npm osiągnięty.
Z wieży widokowej za dwadzieścia koron można podziwiać piękne widoki, chociaż przejrzystość powietrza nie jest najlepsza.
Tutaj robimy sobie przerwę na obiad. Pewne problemy sprawia nam wybranie czegoś z menu. Jakże teraz przydałby sie Mariusz, ale jakoś pokonujemy barierę językową i udaje nam się zaspokoić głód dzięki niebywałym postępom jakie zrobił Apollo w posługiwaniu się językiem naszych południowych sąsiadów. Jeśli dalej będzie robił postępy w takim tempie, to gotów jeszcze wylądować na bohemistyce albo zostać tłumaczem przysięgłym.
Teraz jedziemy obejrzeć źródło Nysy Łużckiej.
Na tym kończymy zdobywanie „michałków” i jedziemy w „prawdziwe góry”.
Jezioro Souš i na horyzoncie Jizera.
Teraz już widać dlaczego nie udało się załatwić noclegu w Smedavie.
Jedziemy do miejscowości Bily Potok szukać noclegu. Za trzecim podejściem znajdujemy nocleg w Poledniku. Dochodzi godzina 17:00. Przychodzi nam do głowy szalony pomysł, żeby iść jeszcze na Smrka. Idziemy żółtym szlakiem, zaczynając koło Bartlovej Boudy. Trasa
No i jesteśmy na Palicniku. Skałki przypominają trochę Małpoluda na Szczelincu.
Podziwiamy trochę widoki.
Zbliżający się zmierzch powoduje, że dochodzą w nas do głosu odruchy zdrowego rozsądku i zawracamy. Po drodze żartujemy, że może gdyby był z nami Walter – amator nocnych wędrówek, to pewnie byśmy doszli na tego Smrka, a tak grzecznie meldujemy się na naszej kwaterze. Na dzień dobry mały zgrzyt – nie ma ciepłej wody ...brr. Poza tym jednak wszystko jest OK. Okazało się, że nowy właściciel działa tu dopiero od dwóch dni i nie wszystko jeszcze jest dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Zapłaciliśmy 240 koron za nocleg z obfitym śniadaniem i rano już była ciepła woda.
cdn
Ostatnio zmieniony 10-10-2007 19:55 przez wlkp, łącznie zmieniany 1 raz.
cd
NIEDZIELA
Trasa:
Bily Potok – Wodospad Cernego potoku – Hajni kostel – Sedlo Holubniku – Cerna hora – Na Cihadle – Kneipa – Jizera – Poledni kameny – Bily Potok
Na trasę wyruszyliśmy o 10:00 i okazało się, że było to zdecydowanie za późno, bo nie sprawdziliśmy dokładnie odległości do przebycia, a było to jednak dosyć sporo GOT-ów. Przywitała nas bardzo ładna pogoda w porównaniu z tą z piątku.
Idziemy bukowym lasem wzdłuż szumiącego Cernego potoku.
Krajobraz tutaj tworzy iście bajkową scenerię.
Wodospad Cernego potoku.
Wracamy na główny szlak i po kilkuset metrach znowu odbijamy, tym razem na Hajni kostel.
Widok na Frydlantskie cimburi.
Wracamy na zielony szlak i typowymi drogami izerskimi dochodzimy do Sedlo Holubniku. Teraz zdecydownie zmienia się rodzaj nawierzchni.
„Drewnostrada” na Cerną horę
Cerna hora to obszar bagienno-torfowy i większa część szlaku tak tutaj wygląda. Bez tej „podłogi” raczej nie dałoby się tu chodzić.
Kolejna dominanta zdobyta!
Na Cernej horze są jeszcze dwa wierzchołki ze skałkami i punktami widokowymi: Certuv odpocinek i Snezne vezicky. Oczywiście obowiązkowo odwiedzamy oba. Teraz schodzimy do rezerwatu Na Cihadle
Stoi tam bardzo ładna dwukondygnacyjna wieża, która mogłaby od biedy posłużyć na nocleg w letni dzień.
To jej parter.
Widok z piętra na rezerwat.
Kneipa – kolejny przystanek
Tutaj raczymy się posiłkiem obiadopodobnym w postaci czeskiej parówki i resztek naszego prowiantu.
Przed nami kolejna dominanta na GGS-e – Jizera.
A to już jej wierzchołek.
Widok na Jested, na którym byliśmy na poprzedniej wyprawie.
Widok na Smrk, od którego mamy nadzieję zacząć wędrówkę 2.11.2007r.
Schodzimy z Jizery i wracamy przez Poledny kameny i Frydlandske cimburi
Frydlandske cimburi
Widok na kanion Cernego potoku.
Chciałoby się posiedzieć tu dłużej, ale trzeba schodzić, o czym przypomina zachodzące słońce.
Końcowy odcinek drogi do samochodu pokonujemy już przy pomocy czołówki, którą przezornie zabrał Apollo. Wróciliśmy przez Czerniawę Zdrój. We Wrocławiu byliśmy kilka minut po 22-ej. Podczas naszych wędrówek cały czas mieliśmy kontakt telefoniczny z Lechem, ale nie udało nam się spotkać, gdyż rejony naszych eksploracji były zbyt odległe od siebie, a w niedzielę wracaliśmy zbyt późno by znaleźć na to czas.
Trochę mnie wymęczyły dwie nieprzespane noce ( dojazd i powrót), ale warto było.
NIEDZIELA
Trasa:
Bily Potok – Wodospad Cernego potoku – Hajni kostel – Sedlo Holubniku – Cerna hora – Na Cihadle – Kneipa – Jizera – Poledni kameny – Bily Potok
Na trasę wyruszyliśmy o 10:00 i okazało się, że było to zdecydowanie za późno, bo nie sprawdziliśmy dokładnie odległości do przebycia, a było to jednak dosyć sporo GOT-ów. Przywitała nas bardzo ładna pogoda w porównaniu z tą z piątku.
Idziemy bukowym lasem wzdłuż szumiącego Cernego potoku.
Krajobraz tutaj tworzy iście bajkową scenerię.
Wodospad Cernego potoku.
Wracamy na główny szlak i po kilkuset metrach znowu odbijamy, tym razem na Hajni kostel.
Widok na Frydlantskie cimburi.
Wracamy na zielony szlak i typowymi drogami izerskimi dochodzimy do Sedlo Holubniku. Teraz zdecydownie zmienia się rodzaj nawierzchni.
„Drewnostrada” na Cerną horę
Cerna hora to obszar bagienno-torfowy i większa część szlaku tak tutaj wygląda. Bez tej „podłogi” raczej nie dałoby się tu chodzić.
Kolejna dominanta zdobyta!
Na Cernej horze są jeszcze dwa wierzchołki ze skałkami i punktami widokowymi: Certuv odpocinek i Snezne vezicky. Oczywiście obowiązkowo odwiedzamy oba. Teraz schodzimy do rezerwatu Na Cihadle
Stoi tam bardzo ładna dwukondygnacyjna wieża, która mogłaby od biedy posłużyć na nocleg w letni dzień.
To jej parter.
Widok z piętra na rezerwat.
Kneipa – kolejny przystanek
Tutaj raczymy się posiłkiem obiadopodobnym w postaci czeskiej parówki i resztek naszego prowiantu.
Przed nami kolejna dominanta na GGS-e – Jizera.
A to już jej wierzchołek.
Widok na Jested, na którym byliśmy na poprzedniej wyprawie.
Widok na Smrk, od którego mamy nadzieję zacząć wędrówkę 2.11.2007r.
Schodzimy z Jizery i wracamy przez Poledny kameny i Frydlandske cimburi
Frydlandske cimburi
Widok na kanion Cernego potoku.
Chciałoby się posiedzieć tu dłużej, ale trzeba schodzić, o czym przypomina zachodzące słońce.
Końcowy odcinek drogi do samochodu pokonujemy już przy pomocy czołówki, którą przezornie zabrał Apollo. Wróciliśmy przez Czerniawę Zdrój. We Wrocławiu byliśmy kilka minut po 22-ej. Podczas naszych wędrówek cały czas mieliśmy kontakt telefoniczny z Lechem, ale nie udało nam się spotkać, gdyż rejony naszych eksploracji były zbyt odległe od siebie, a w niedzielę wracaliśmy zbyt późno by znaleźć na to czas.
Trochę mnie wymęczyły dwie nieprzespane noce ( dojazd i powrót), ale warto było.
Ostatnio zmieniony 10-10-2007 20:37 przez wlkp, łącznie zmieniany 1 raz.