Oto kilka cytatów z artykułu pt. "Bezimienna wieża", "Rzeczpospolita" (27.12.05 Nr 302) =>
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... j_a_7.html
"Wieża na Wielkiej Sowie powstała ku czci kanclerza Bismarcka. Niemcy chcą przypomnieć o tym w stulecie budowy - miejscowe władze są przeciw."
"Po 1945 r. Polacy usunęli ślady po kanclerzu. Wieży nadali imię generała Sikorskiego, potem Mieczysława Orłowicza."
I jeszcze inny cytat z innego źródła:
"Jako przewodnik sudecki zawsze będę mówił że tą wieżę postawiono ku czci Bismarcka. Bo tak było naprawdę..." Tomasz Dygała => http://forum.pttk.pl/index.php?co=wiadomosc&id=22743
Po tym oświadczeniu widać, że pochodzący z Warszawy T. Dygała bardzo szybko przesiąkł do cna prusofilską ideologią wrocławskiego SKPS. Szkoda, że o tym czym ta wieża jest obecnie, jakie nazwy nosiła później i jaką ma obecną oficjalną nazwę, to nie warto już mówić i pisać, choć to też prawda. A czy warto mówić kim był Bismarck dla Polaków? Nie warto mowić prawdy, bo i po co? Przecież lepiej podlizywać się Niemcom.
Również inni działacze związani z wrocławskim SKPS-em próbują fałszować historię. I to od dawna. Przykładowo w opublikowanym w 1992 r. w wydawnictwie SKPS "Karkonosz" artykule pt. "O Aleksandrze Ostrowiczu - inaczej" autor stwierdza, że pochodzący z Wielkopolski dr Aleksander Ostrowicz "... nie działał zbytnio w szerzeniu polskości i reklamowaniu Lądka wśród Polonii" itd. Zdaniem autora nie reklamował Lądka, mimo że - jak sam autor tego pełnego sprzeczności artykułu zauważył - Ostrowicz napisał i wydał własnym sumptem obszerny, ponad 200 stron liczący, polski przewodnik zachęcający Polaków z wszystkich zaborów do wypoczynku i kuracji zdrowotnych w tym uzdrowisku oraz do wędrówek po okolicznych górach.
A przecież o Ostrowiczu sporo pisała XIX-wieczna poznańska prasa: "(...) uprzyjemnienie pobytu w powyższym kierunku lekarzowi tutaj ordynującemu zawdzięczamy, który bacznym jest na wszelkie możliwe uwzględnienie drogiego nam języka ojczystego." ("Dziennik Poznański" nr 154 z 1883 r.), "(...) tworzy niejako duszę i główne skupisko polskiej kolonii, zbierającej się corocznie w śląskim zdrojowisku, a niezwykłą uprzejmością swą jedna sobie sympatię wszystkich, którzy tylko go poznali." ("Dziennik Poznański" nr 176 z 1893 r.).
W swym artykule autor stwierdził m.in., że wydany w 1881 r. w Poznaniu przewodnik A. Ostrowicza "Landek w Hrabstwie Kłockiem w Szląsku" jest "w większości dosłownie zerżniętym...", zarzucając Ostrowiczowi bezpośrednie tłumaczenie z niemieckiego, a całej jego pracy miernotę. Tymczasem Klub Sudecki PTTK z Poznania od dawna posiadał kompletną dokumentację kserograficzną tego przewodnika, więc na podstawie analizy tekstu można było łatwo sprawdzić, że taki zarzut jest całkowicie bezpodstawny.
Opinii autora przeczą także notatki z ówczesnej polskiej prasy. W "Kurierze Poznańskim" (nr 134 z 1881 r.) czytamy: "Dziełko to zaś już i dlatego ma pierwszeństwo przed innymi niemieckimi, że jest najnowszym, gdyż dopiero przed kilku dniami opuściło prasę (druk J.I. Kraszewskiego - dr W. Łebiński w Poznaniu), a niemieckie ostatnie wydania drukowane były w r. 1877, tak iż dla zachodzących bez przestanku zmian dziś już są niewystarczające."
Według autora tego artykułu, wszyscy niemieccy lekarze w Lądku byli "wybitni", natomiast polski lekarz - przeciętnym i niczym nie wyróżniającym się lekarzem uzdrowiskowym.
Autor tego paszkwilu - W. Ciężkowski odkrywa też takie oto rewelacje:
"Fakt, że mamy do czynienia z tłumaczeniem wyjaśnia również wątpliwości K. R. Mazurskiego dotyczące:
- braku czasów proponowanych wycieczek,
- braku map i rysunków,
- nie zauważenia młyna papierniczego w Dusznikach,"
Ha, ha, ha!!! Skoro autorzy niemieckich XIX wiecznych przewodników nie podali czasów wycieczek, nie zamieścili map i rysunków, nie zauważyli młyna papierniczego w Dusznikach, który stoi tam już od XVI wieku, to oni też musieli tłumaczyć swoje prace. Tylko ciekawe skąd je tłumaczyli? Szkoda słów. Po prostu ręce opadają, kiedy czyta się te pseudonaukowe manipulacje...
Wieża Bismarcka na Wielkiej Sowie a prusofilstwo SKPS...
Wieża na Wielkiej Sowie (bo tylko do niej chcę się odnieść) to faktycznie delikatna sprawa. Z jednej strony - należy przyznać, że to Niemcy ją wybudowali, nadając jednocześnie imię Bismarcka, z drugiej strony - nie wolno nam zapominać o poczynaniach Bismarcka względem polskiej mniejszości w Prusach, bo tak chyba powinniśmy się nazywać(?).
Ziemie odzyskane, a i z nimi Dolny Śląsk, mają specyficzny charakter, z uwagi na częste zmiany granic. Należy pamiętać, że sam Śląsk (jeszcze przed podziałem) należał - o ile mnie pamięć nie myli - do Księstwa Wielkomorawskiego, potem do Polski, do Czech, do I Rzeszy (częściowo), od czasów Kazimierza Wielkiego ciążył ku Czechom (z wyjątkiem ks. świdnicko - jaworskiego ks. Bolka), w końcu należał do Austrii, Prus, II Rzeszy, III Rzeszy, no i wreszcie po '45 r. - do Polski.
Znakomicie ten "tygiel" kultur i narodowości opisuje prof. Norman Davies, tytułując swą pozycję o Wrocławiu mianem "Mikrokosmos". Doprawdy, Śląsk to istny mikrokosmos, z silnym piętnem niemieckim, ale i zaznaczonymi wpływami czeskimi i innymi. Polska niewątpliwie odegrała kluczową rolę na Śląsku, ale nie wolno nam - Polakom - zapominać także i o tym, że Śląsk zaczęliśmy tracić jeszcze w okresie rozbicia dzielnicowego XII w. Inna rzecz, czy nastąpiło to pokojowo, czy też z użyciem oręża.
Jestem przeciwny antypolskiej symbolice przypisywanej np. Wieży z Wielkiej Sowy przez niektórych działaczy mniejszości niemieckiej. Śląsk, a z nim i wieża, są częścią Polski, która w ciągu wieków stanowiła "Boże igrzysko", że posłużę się innym tytułem prof. Daviesa. Ale nie wolno i nam zapominać o tym, że wieżę wybudowali Niemcy, nadając jej imię Bismarcka. Nie wolno fałszować historii, choćby była dla nas bolesna. Inaczej postąpilibyśmy dokładnie tak samo, jak lwowscy radni odmawiający nam prawa do Cmentarza Orląt Lwowskich albo rosyjscy działacze, antagonizujący nasze narody antypolskimi wystąpieniami w rocznice wojny bolszewickiej z lat dwudziestych XX w. czy polskich akcji militarnych w pierwszych dekadach XVII w.
Reasumując: niech wieża będzie symbolem pojednania i niech łączy, a nie dzieli.
Ziemie odzyskane, a i z nimi Dolny Śląsk, mają specyficzny charakter, z uwagi na częste zmiany granic. Należy pamiętać, że sam Śląsk (jeszcze przed podziałem) należał - o ile mnie pamięć nie myli - do Księstwa Wielkomorawskiego, potem do Polski, do Czech, do I Rzeszy (częściowo), od czasów Kazimierza Wielkiego ciążył ku Czechom (z wyjątkiem ks. świdnicko - jaworskiego ks. Bolka), w końcu należał do Austrii, Prus, II Rzeszy, III Rzeszy, no i wreszcie po '45 r. - do Polski.
Znakomicie ten "tygiel" kultur i narodowości opisuje prof. Norman Davies, tytułując swą pozycję o Wrocławiu mianem "Mikrokosmos". Doprawdy, Śląsk to istny mikrokosmos, z silnym piętnem niemieckim, ale i zaznaczonymi wpływami czeskimi i innymi. Polska niewątpliwie odegrała kluczową rolę na Śląsku, ale nie wolno nam - Polakom - zapominać także i o tym, że Śląsk zaczęliśmy tracić jeszcze w okresie rozbicia dzielnicowego XII w. Inna rzecz, czy nastąpiło to pokojowo, czy też z użyciem oręża.
Jestem przeciwny antypolskiej symbolice przypisywanej np. Wieży z Wielkiej Sowy przez niektórych działaczy mniejszości niemieckiej. Śląsk, a z nim i wieża, są częścią Polski, która w ciągu wieków stanowiła "Boże igrzysko", że posłużę się innym tytułem prof. Daviesa. Ale nie wolno i nam zapominać o tym, że wieżę wybudowali Niemcy, nadając jej imię Bismarcka. Nie wolno fałszować historii, choćby była dla nas bolesna. Inaczej postąpilibyśmy dokładnie tak samo, jak lwowscy radni odmawiający nam prawa do Cmentarza Orląt Lwowskich albo rosyjscy działacze, antagonizujący nasze narody antypolskimi wystąpieniami w rocznice wojny bolszewickiej z lat dwudziestych XX w. czy polskich akcji militarnych w pierwszych dekadach XVII w.
Reasumując: niech wieża będzie symbolem pojednania i niech łączy, a nie dzieli.
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
apollo pisze:Reasumując: niech wieża będzie symbolem pojednania i niech łączy, a nie dzieli.
Jedna istotna sprawa, która gdzieś w tym wszystkim umyka. Otóż niech nikt nie będzie naiwny sądząc, że celem postawienia wieży na Wielkiej Sowie było tylko i wyłącznie uczczenie postaci "Żelaznego Kanclerza" Otto von Bismarcka. Celem ówczesnej lokalnej społeczności było przede wszystkim postawienie tam wieży widokowej, a dzięki znalezieniu "zaszczytnego celu" zyskali oni szybko wsparcie i pomoc (w tym finansową) władz pruskich, bogatej arystokracji i fabrykantów, a przy takim czynnym wsparciu łatwo zfinalizowali swój pomysł.
Chyba nikt nie jest na tyle naiwny aby wierzyć, że celem postawienia w Warszawie Pałacu Kultury i Nauki było uczczenie Jóżefa Stalina. Za tym oficjalnym kryły się zupełnie inne, faktyczne cele tej budowy... I chyba tylko ktoś naprawdę niepoważny mógłby dziś domagać się przywrócenia tej monumentalnej budowli jej pierwotnej nazwy.

-
Prusofil
W odpowiedzi pozwolę sobie przytoczyć stanowisko zarządu SKPS sprzed... roku, kiedy Lech R miał poprzednią fazę w tym zakresie.
Stanowisko Zarządu Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich
Uważamy, że dyskusje z p. Lechem Rugałą nie mają sensu, ze względu na jego
- powiedzmy oględnie - dość specyficzne cechy charakteru. Jednak ostatnio
p. Rugała powiela na różnych listach dyskusyjnych swój nieznacznie
modyfikowany tekst, szkalujący nasze koło przewodnickie
(np: http://tinyurl.com/b49kn
http://www.pttk.pl/forum/wiadomosc.php?id=13729
http://www.gory.vel.pl/forum/viewtopic.php?t=732). Tekst ten, którego
autor kreuje się na znawcę Sudetów, jest po prostu bzdurny, a ponadto
szerzy kłamliwe informacje o naszym Kole. W związku z tym zdecydowaliśmy
się zabrać głos, nie po to, by dyskutować z autorem, ale by sprostować to
co p. Rugała był uprzejmy namieszać.
Wbrew twierdzeniom p. Rugały, nie jesteśmy jakimiś szczególnymi sympatykami
czy piewcami niemieckiej historii Sudetów i Śląska. Staramy się jednak
pisać o tej historii tak, jak ona naprawdę wyglądała, bez
hurra-patriotycznego zadęcia i bez jakiejś germanofobii. A prawda jest
taka, ze Niemcy w Sudetach przeważali już od XIII/XIV w., aż do końca
ostatniej wojny. Polskie (lub czeskie) wsie istniały przedtem w niżowej
części Śląska, także na Przedgórzu, pogórzach, w głównych kotlinach
śródgórskich i w niektórych dolinach głównych rzek w górach. Jednak wyżej w
górach wsie były zakładane dopiero w okresie kolonizacji od 2. poł. XIII w.
i od początku były zasiedlone przez Niemców. Nigdy nie miały polskich nazw.
W okresie pruskim - od 2. poł. XVIII w. - zwarte grupy Polaków były jeszcze
liczne w prawobrzeżnej części Dolnego Śląska, natomiast w części
lewobrzeżnej (w stosunku do Odry) nie było ich wcale. Trafiający się
gdzieniegdzie Polacy byli tylko wyjątkami, przybyszami, nie tworzyli
skupisk. Czy to jednak osłabia nasze obecne prawa do Śląska i śląskiej
strony Sudetów? Bynajmniej! Wynikają one z umów międzynarodowych zawartych
po ostatniej wojnie, które nie wymagają podpierania ich propagandowymi
czytankami o "odwiecznej polskości".
Polskie akcenty w historii Sudetów są bardzo miłe i ciekawe, o nich też
mówimy i piszemy, ale nie udawajmy, że to Polacy grali w niej pierwsze
skrzypce. Te polskie akcenty w Sudetach to przede wszystkim przemarsze
wojsk, pobyty kuracjuszy, turystów i emigrantów, podróże naukowe czy
handlowe itp. To jednak tylko epizody.
W wydawnictwach naszego koła ("Karkonosz" i "Pielgrzymy") "polskich"
artykułów nazbierało się całkiem sporo: o wyprawie wojennej Bolesława
Krzywoustego, o bitwie ułanów pod Strugą, o Polakach w
Teplicko-Adrszpachskich Skałach, o polskich kuracjuszach w Dusznikach, o
Kazimierzu Pułaskim w Szczawnie, Aleksandrze Ostrowiczu w Lądku, o Elizie
Radziwiłłównie i Izabelli Czartoryskiej, a także kilka mniejszych notatek.
Także przytoczony "w celach dowodowych" przez p. Rugałę tekst jego
autorstwa o Rafale Gurowskim, fundatorze cokołu w Cieplicach, został
opublikowany właśnie w "Karkonoszu". Zdanie p. Rugały, że "z tekstami o
Polakach trudno się było przebić" jest czystą fantazją.
Ktoś jednak może pomyśleć, że nie ma dymu bez ognia i pewnie jakieś ziarno
prawdy w tekstach p. Rugały się znajduje. Tym ziarnem jest fakt, że od
momentu oblania egzaminu przewodnickiego p. Rugała nie cierpi przewodników,
nazywa ich "mafią przewodnicką" i oskarża o wszystko co najgorsze. A
szczególną antypatią darzy SKPS w związku z tym, że w "Karkonoszu" pojawił
się w 1992 r. (tak! 13 lat temu!) tekst, którego autor poważył się
odbrązowić nieco wielbionego przez p. Rugałę sudeckiego Wielkopolanina -
Aleksandra Ostrowicza (nie ujmując mu zresztą zasług, lecz nieco ostrożniej
niż poprzednicy je oceniając). Od tej pory SKPS jest na czarnej liście p.
Rugały. A tacy źli z czarnej listy to muszą trzymać z Prusakami...
Powyższy tekst jest stanowiskiem naszego Koła - nie będziemy podejmować
dalszej dyskusji w tej sprawie.
Zarząd SKPS Wrocław
http://skps.wroclaw.pl
Stanowisko Zarządu Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich
Uważamy, że dyskusje z p. Lechem Rugałą nie mają sensu, ze względu na jego
- powiedzmy oględnie - dość specyficzne cechy charakteru. Jednak ostatnio
p. Rugała powiela na różnych listach dyskusyjnych swój nieznacznie
modyfikowany tekst, szkalujący nasze koło przewodnickie
(np: http://tinyurl.com/b49kn
http://www.pttk.pl/forum/wiadomosc.php?id=13729
http://www.gory.vel.pl/forum/viewtopic.php?t=732). Tekst ten, którego
autor kreuje się na znawcę Sudetów, jest po prostu bzdurny, a ponadto
szerzy kłamliwe informacje o naszym Kole. W związku z tym zdecydowaliśmy
się zabrać głos, nie po to, by dyskutować z autorem, ale by sprostować to
co p. Rugała był uprzejmy namieszać.
Wbrew twierdzeniom p. Rugały, nie jesteśmy jakimiś szczególnymi sympatykami
czy piewcami niemieckiej historii Sudetów i Śląska. Staramy się jednak
pisać o tej historii tak, jak ona naprawdę wyglądała, bez
hurra-patriotycznego zadęcia i bez jakiejś germanofobii. A prawda jest
taka, ze Niemcy w Sudetach przeważali już od XIII/XIV w., aż do końca
ostatniej wojny. Polskie (lub czeskie) wsie istniały przedtem w niżowej
części Śląska, także na Przedgórzu, pogórzach, w głównych kotlinach
śródgórskich i w niektórych dolinach głównych rzek w górach. Jednak wyżej w
górach wsie były zakładane dopiero w okresie kolonizacji od 2. poł. XIII w.
i od początku były zasiedlone przez Niemców. Nigdy nie miały polskich nazw.
W okresie pruskim - od 2. poł. XVIII w. - zwarte grupy Polaków były jeszcze
liczne w prawobrzeżnej części Dolnego Śląska, natomiast w części
lewobrzeżnej (w stosunku do Odry) nie było ich wcale. Trafiający się
gdzieniegdzie Polacy byli tylko wyjątkami, przybyszami, nie tworzyli
skupisk. Czy to jednak osłabia nasze obecne prawa do Śląska i śląskiej
strony Sudetów? Bynajmniej! Wynikają one z umów międzynarodowych zawartych
po ostatniej wojnie, które nie wymagają podpierania ich propagandowymi
czytankami o "odwiecznej polskości".
Polskie akcenty w historii Sudetów są bardzo miłe i ciekawe, o nich też
mówimy i piszemy, ale nie udawajmy, że to Polacy grali w niej pierwsze
skrzypce. Te polskie akcenty w Sudetach to przede wszystkim przemarsze
wojsk, pobyty kuracjuszy, turystów i emigrantów, podróże naukowe czy
handlowe itp. To jednak tylko epizody.
W wydawnictwach naszego koła ("Karkonosz" i "Pielgrzymy") "polskich"
artykułów nazbierało się całkiem sporo: o wyprawie wojennej Bolesława
Krzywoustego, o bitwie ułanów pod Strugą, o Polakach w
Teplicko-Adrszpachskich Skałach, o polskich kuracjuszach w Dusznikach, o
Kazimierzu Pułaskim w Szczawnie, Aleksandrze Ostrowiczu w Lądku, o Elizie
Radziwiłłównie i Izabelli Czartoryskiej, a także kilka mniejszych notatek.
Także przytoczony "w celach dowodowych" przez p. Rugałę tekst jego
autorstwa o Rafale Gurowskim, fundatorze cokołu w Cieplicach, został
opublikowany właśnie w "Karkonoszu". Zdanie p. Rugały, że "z tekstami o
Polakach trudno się było przebić" jest czystą fantazją.
Ktoś jednak może pomyśleć, że nie ma dymu bez ognia i pewnie jakieś ziarno
prawdy w tekstach p. Rugały się znajduje. Tym ziarnem jest fakt, że od
momentu oblania egzaminu przewodnickiego p. Rugała nie cierpi przewodników,
nazywa ich "mafią przewodnicką" i oskarża o wszystko co najgorsze. A
szczególną antypatią darzy SKPS w związku z tym, że w "Karkonoszu" pojawił
się w 1992 r. (tak! 13 lat temu!) tekst, którego autor poważył się
odbrązowić nieco wielbionego przez p. Rugałę sudeckiego Wielkopolanina -
Aleksandra Ostrowicza (nie ujmując mu zresztą zasług, lecz nieco ostrożniej
niż poprzednicy je oceniając). Od tej pory SKPS jest na czarnej liście p.
Rugały. A tacy źli z czarnej listy to muszą trzymać z Prusakami...
Powyższy tekst jest stanowiskiem naszego Koła - nie będziemy podejmować
dalszej dyskusji w tej sprawie.
Zarząd SKPS Wrocław
http://skps.wroclaw.pl
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Prusofil pisze:W odpowiedzi pozwolę sobie przytoczyć stanowisko zarządu SKPS sprzed... roku, kiedy Lech R miał poprzednią fazę w tym zakresie.
Jeśli już mowa o fazie, to ma ją bez wątpienia kto inny. Zauważyłem na forum PTTK wzrost zainteresowania moją osobą i kolejne ataki na mnie. Rozumiem, że moje poglądy są w ocenie niektórych "politycznie niepoprawne" i bardzo ich rozdrażniły, że aż trzeba było odciąć mi dostęp do tego forum. Zablokowanie mi możliwości pisania a nawet czytania (blokadę czytania udaje mi się ostatnio obejść) stworzyło niezręczną sytuację chyba nie tylko dla mnie (jakoś nie mogą tam o mnie zapomnieć), dlatego dyskusję na jakiś ważny temat z konieczności prowadzę na innych forach i grupach.
Podsumowując temat planowanego remontu wieży widokowej na Wielkiej Sowie odniosę się do pewnej istotnej wypowiedzi Tomasza D.: "Mamy pewne fakty jak to że wieżę na Wielkiej Sowie wybudowano ku czci żelaznego kanclerza i nic nie jest w stanie tego zmienić."
Ja twierdzę, że mamy tu pewne skrótowe dawne propagandowe slogany, których powtarzanie przewodnikowi turystycznemu nie przystoi i takie prymitywne przedstawianie genezy budowy tego obiektu nie powinno w ogóle mieć miejsca.
Faktem historycznym, na który przewodnicy powinni zwrócić uwagę jest to, że celem miejscowej organizacji turystycznej - Towarzystwa Sowiogórskiego (EGV), które zajmowało się zagospodarowaniem turystycznym Gór Sowich, było postawienie twałej kamienno-żelbetowej konstrukcji wieży umożliwiającej oglądanie rozległej panoramy Sudetów i Przedgórza Sudeckiego - na miejscu zbudowanej w 1886 r. drewnianej wieży widokowej, która z powodu panujących tam surowych warunków zniszczała. I taki był prawdziwy cel tej budowy.
Oczywiście najprościej było w tamtych czasach znaleźć stosowne poparcie i finansowe wsparcie wymyślając jakiś "zaszczytny cel". I taki "zastępczy" cel wymyślono, to i środki na budowę się szybko znalazły. Ale nie zmienia to faktu, że wieżę postawiono dla turystów - głównie po to, by gospodarze tego terenu mogli przyciągnąć ich w Góry Sowie i zarabiać na turystyce. Taka jest właśnie prawda historyczna i żadne prusofilskie slogany tej prawdy nie zmienią.
Zresztą sama postać Otto von Bismarcka nawet dla samych Niemców bywa kontrowersyjna. Wśród niemieckich katolików nie cieszył się taką popularnością z powodu jego walki z Kościołem Katolickim i opozycją katolicką w Niemczech. I tak na przykład na w ogromnej większości katolickiej Ziemi Kłodzkiej nie stawiano mu pomników. Ale na takie szczegóły mało kto zwraca uwagę. Zwraca się uwagę tylko na niektóre fakty. Na przykład na to, co było w Kotlinie Jeleniogórskiej. A tam monumentalny pomnik Bismarcka stał m.in. na szczycie Witoszy koło Staniszowa, obecne wzgórze Grzybowiec koło Jagniątkowa nazwano imieniem Bismarcka itd.
Podobnie nasz wódz - Józef Piłsudski nie cieszył się i nadal nie cieszy się popularnością wśród wszystkich Polaków, np. wśród mieszkańców Poznania. Po pierwsze - za nieprzychylny stosunek do powstania wielkopolskiego, po drugie - za przewrót majowy. Kiedy w okresie ostatnich przemian ustrojowych lat 90-tych pewna grupa zwolenników Piłsudskiego dążyła do nazwania jednej z głównych ulic Poznania imieniem Marszałka, społeczeństwo miasta się temu zdecydowanie przeciwstawiło i nazwano tak jedynie część niczym nie wyróżniającej się ulicy Wioślarskiej daleko od centrum - za Wartą na poznańskim osiedlu Rataje.

-
~jm
apollo pisze:Wieża na Wielkiej Sowie (bo tylko do niej chcę się odnieść) to faktycznie delikatna sprawa. Z jednej strony - należy przyznać, że to Niemcy ją wybudowali, nadając jednocześnie imię Bismarcka, ...
Wieża od 60-ciu lat nosi oficjalnie inne imię, więc dyskusja o jej bezimienności jest zwyczajnym nietaktem wobec pamięci.
Czyjej pamięci
Zbigniew Garbaczewski; Główny Szlak Sudecki im. Mieczysława Orłowicza; Wydawnictwo PTTK "Kraj"; Warszawa-Kraków 1987; strona 108.
(cytat) ...
WIELKA SOWA (1015 m npm) - najwyższy szczyt Gór Sowich i całych Sudetów Środkowych ... na której stoi kamienna wieża widokowa.
27 września 1981 r. z okazji uroczystości ku czci Mieczysława Orłowicza nadano wieży Jego imię i wmurowano na niej tablicę pamiątkową
... (koniec cytatu)
Janusz
~jm pisze:Wieża od 60-ciu lat nosi oficjalnie inne imię, więc dyskusja o jej bezimienności jest zwyczajnym nietaktem wobec pamięci.
Ależ nikt nie twierdzi, że wieża jest bezimienna. Fakt nadania jej imienia dra M. Orłowicza pozostaje bezsporny.
Nam chodzi raczej w dyskusji o to, czy należy odcinać się od historii sprzed 1945 r., czy też nie.
A tak przy okazji, w numerze 10/2005 "Sudetów", w artykule Witolda Papierniaka "Śnieżka cz. III. Przemiany zdobywców na jej szczycie" znalazłem następujący fragment:
"Czy zatem także polska turystyka górska narodziła się tutaj [tj. na Śnieżce]? Wszak wśród gości uzdrowiska Cieplice (...) było dużo Polaków. Niestety, raczej nie, a ściślej - jeszcze nie w wiekach XVII i XVIII". W dalszej części artykułu autor uzasadnia ten pogląd, przywołując wpisy w księgach pamiątkowych, w których pierwszy polski wpis Christiana Woelfsinga Borusa (bardzo słowiańskie imię i nazwisko
) pojawia się 24 VIII 1722.
Pointa jest taka, że turystyka polska w Karkonoszach rozpoczęła się dopiero w XIX w.
Ale - co ważne w poście SKPS - niezależnie od tego, kiedy Polacy wyruszyli w nasze góry, Śląsk jest polski na mocy umów międzynarodowych i nic tego nie zmieni.
Ale i nam nie wolno zmieniać historii.
Wieżę wybudowali Niemcy i rację ma Lech, że niekoniecznie dlatego, by uświetnić Bismarcka. Polska wkroczyła do Iraku nie tylko dla walki z terroryzmem
.
Ale obecnie wieża jest polska, nazwana imieniem zasłużonego dla Sudetów M. Orłowicza i nikt nie może tego kwestionować, nawet mniejszość niemiecka.
"Czy zatem także polska turystyka górska narodziła się tutaj [tj. na Śnieżce]? Wszak wśród gości uzdrowiska Cieplice (...) było dużo Polaków. Niestety, raczej nie, a ściślej - jeszcze nie w wiekach XVII i XVIII". W dalszej części artykułu autor uzasadnia ten pogląd, przywołując wpisy w księgach pamiątkowych, w których pierwszy polski wpis Christiana Woelfsinga Borusa (bardzo słowiańskie imię i nazwisko
Pointa jest taka, że turystyka polska w Karkonoszach rozpoczęła się dopiero w XIX w.
Ale - co ważne w poście SKPS - niezależnie od tego, kiedy Polacy wyruszyli w nasze góry, Śląsk jest polski na mocy umów międzynarodowych i nic tego nie zmieni.
Ale i nam nie wolno zmieniać historii.
Wieżę wybudowali Niemcy i rację ma Lech, że niekoniecznie dlatego, by uświetnić Bismarcka. Polska wkroczyła do Iraku nie tylko dla walki z terroryzmem
Ale obecnie wieża jest polska, nazwana imieniem zasłużonego dla Sudetów M. Orłowicza i nikt nie może tego kwestionować, nawet mniejszość niemiecka.
-
Prusofil
apollo pisze:A tak przy okazji, w numerze 10/2005 "Sudetów", w artykule Witolda Papierniaka "Śnieżka cz. III. Przemiany zdobywców na jej szczycie" znalazłem następujący fragment:
"Czy zatem także polska turystyka górska narodziła się tutaj [tj. na Śnieżce]? Wszak wśród gości uzdrowiska Cieplice (...) było dużo Polaków. Niestety, raczej nie, a ściślej - jeszcze nie w wiekach XVII i XVIII". [...]
Pointa jest taka, że turystyka polska w Karkonoszach rozpoczęła się dopiero w XIX w.
chciałem tylko dodać że przytoczony autor artykułu jest przewodnikiem SKPS, podobnie jak kilku innych autorów publikujących w "Sudetach"
pzdr.
Prusofil
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
apollo pisze:A tak przy okazji, w numerze 10/2005 "Sudetów", w artykule Witolda Papierniaka "Śnieżka cz. III. Przemiany zdobywców na jej szczycie" znalazłem następujący fragment:
"Czy zatem także polska turystyka górska narodziła się tutaj [tj. na Śnieżce]? Wszak wśród gości uzdrowiska Cieplice (...) było dużo Polaków. Niestety, raczej nie, a ściślej - jeszcze nie w wiekach XVII i XVIII". W dalszej części artykułu autor uzasadnia ten pogląd, przywołując wpisy w księgach pamiątkowych, w których pierwszy polski wpis Christiana Woelfsinga Borusa (bardzo słowiańskie imię i nazwisko) pojawia się 24 VIII 1722.
Imię wcale nie musi oznaczać narodowości, ale zdradza ją język, którym się dana osoba posłużyła. A Chrystian Borus pięknie napisał po polsku (jak by nie patrzeć była to już I połowa XVIII w., a nie jak twierdzi autor wspomnianego artykułu dopiero wiek XIX):
Tyś góro Boga, ozdoba świętego,
Z ciebie jest prospekt do kraju pysznego,
Korzeniem ślicznym jesteś obtoczona,
A na spokojnym miejscu postawiona,
W tych delicyjach, żem tu przenocował,
Na znak wdzięczności tom ci ofiarował
Również obcojęzyczne wpisy w księgach pamiątkowych Śnieżki niekoniecznie muszą świadczyć o tym, że autorzy wpisów na pewno nie byli Polakami. W XVII i XIII w. polska szlachta posługiwała się powszechnie łaciną.
Dzisiaj obserwuje się bardzo często dziwne tendencje - rzekomo w trosce o prawdę historyczną unika się nawet najmniejszych wzmianek o słowiańskich lub polskich śladach. Zapomina się też, że pojęcia takie jak: naród, państwo itp. na przestrzeni dziejów kształtowały się rozmaicie, a ich współczesne rozumienie jest diametralnie różne od ich rozumienia np. w XVII wieku. Niestety tym tendencjom bardzo mocno ulegli naczelni ideolodzy wrocławskiego SKPS.

Lech pisze:Imię wcale nie musi oznaczać narodowości, ale zdradza ją język, którym się dana osoba posłużyła.
To fakt.
Co do kryteriów narodowości, to myślę, że tak naprawdę o narodowości decyduje sam zainteresowany. Język to chyba nie wszystko; inaczej Kopernik nie byłby Polakiem. A przecież za takiego go uważamy (nota bene, Niemcy uważają go za Niemca
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
apollo pisze:Lech pisze:Imię wcale nie musi oznaczać narodowości, ale zdradza ją język, którym się dana osoba posłużyła.
To fakt.
Co do kryteriów narodowości, to myślę, że tak naprawdę o narodowości decyduje sam zainteresowany. Język to chyba nie wszystko; inaczej Kopernik nie byłby Polakiem. A przecież za takiego go uważamy (nota bene, Niemcy uważają go za Niemca).
Tak czy inaczej faktem jest, że pierwszy znany polski wpis w księdze pamiątkowej Śnieżki pojawił się już na początku XVIII w.
Twierdzenie, że turystyka polska na tym terenie jeszcze się nie rozwinęła można uznać o tyle za słuszne, że niemiecka czy czeska też się jeszcze nie rozwinęła. Wejścia na Śnieżkę miały wtedy charakter wybitnie pielgrzymkowy (sakralny). O zaistnieniu właściwej turystyki górskiej w Karkonoszach można mówić dopiero w I połowie XIX wieku. I dotyczy to przedstawicieli różnych narodowości, wśród których Polacy stanowili dość liczną grupę.

Tutaj mi trudno polemizować, mogę jedynie przytoczyć przywołanego już wcześniej autora. Brak mi wiedzy w zakresie początków turystyki w Karkonoszach. Chociaż tezy artykułu o wcześniejszych zapisach niemieckich w księgach pamiątkowych brzmią przekonująco...
Zresztą, Lechu, czy to ważne, kto był pierwszy? Ważne, że możemy swobodnie korzystać z tego dobra narodowego i to wespół z innymi nacjami - Czechami i Niemcami.
Niemcy bardzo nam pomogli w ostatnim czasie - ponoć wielu niemieckich turystów protestowało przeciwko planom rozbudowy wyciągów w Szklarskiej Porębie, popierając w ten sposób opór KPN.
Zresztą, Lechu, czy to ważne, kto był pierwszy? Ważne, że możemy swobodnie korzystać z tego dobra narodowego i to wespół z innymi nacjami - Czechami i Niemcami.
Niemcy bardzo nam pomogli w ostatnim czasie - ponoć wielu niemieckich turystów protestowało przeciwko planom rozbudowy wyciągów w Szklarskiej Porębie, popierając w ten sposób opór KPN.
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”