Świeradowskie szlaki i okoliczne...

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Alicja
łazik
Posty: 83
Rejestracja: 30-05-2009 18:56
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Alicja » 01-07-2011 18:47

Często łazikuję sama, więc dla mnie oznakowanie szlaków to podstawa. Nieważne jakie, ważne żeby było. Na szlakach zdarzały się odręcznie namalowane znaki, słowa naprowadzające, dzięki temu moglam spokojnie iść dalej, ale były też odcinki tras po polskiej, jak i po czeskiej stronie bez oznaczenia. Koniec języka za przewodnika, tak, tak, ale gorzej, gdy nikogo nie spotka się na trasie, wtedy się idzie na czuja. Miałam momenty powrotu w to samo miejsce i dalsze kombinowanie, którą drogę wybrać, szczególnie właśnie na rozdrożach, gdzie często mam trzy drogi do wyboru. Mapa nie zawsze skutkowała, ale wiele razy mi pomogła. Często ludzie chodzą bez map, bo są przekonani, że cały szlak będzie czytelny. Niestety, zabierajcie mapy, dobre mapy. Miałam dwie, jedna lepsza od drugiej. Gdybym wzięła tylko jedną (złą) miałabym problem. Nie znając terenu trudno oszacować, która z map jest dokłaniejsza.
Czeskie oznaczenia w kilometrach na jednym szlaku powtarzają się na różnych wysokościach w takich samych wartościach - śmieszne, przecież im dalej zajdę, powinno ich ubywać. Tak naprawdę w końcu nie wiedziałam, ile kilometrów rzeczywiście ma szlak od podstawy do szczytu.
Kolejny raz Sudety zaskakują mnie tak niską frekfencją turystów, są oczywiście wyjątki, które zostały tutaj wymienione.
Mimo tego należy wyciągnąć jeden plus - człowiek uczy się prawidłowego odczytu mapy; nawet strumyk, czy jakaś oznaczona skałka na mapie wyciągnie z opresji.
Zupełnie inaczej idzie się samotnie przy pięknej pogodzie na nieoznakowanych trasach. Kiedy leje deszcz, jest burza, wtedy podnosi się ciśnienie. Człowiek może liczyć tylko na siebie.
Wniosek: oznakowanie terenu, naładowany telefon z numerem ratunkowym to podstawa.
Góry...Lubię do nich wracać....

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 01-07-2011 18:53

Alicja pisze:Czeskie oznaczenia w kilometrach na jednym szlaku powtarzają się na różnych wysokościach w takich samych wartościach - śmieszne, przecież im dalej zajdę, powinno ich ubywać.

o tak, o tym wielokrotnie też pisałem. Na szczyt 5 kilometrów, do najbliższego rozwidlenia kilometr. Po przejściu kilometra widzę, że albo a) przeszedłem kilometr, a na szczyt 4,5 kilometra b) na szczyt 4,5 kilometra, ale przeszedłem pół... i tak się tracę te kilometry na różnych odcinkach.

Powtarzam się, ale orientacyjne określenie czasu przejścia jest dla mnie zawsze bardziej wiarygodne
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Fadel
obieżyświat
Posty: 981
Rejestracja: 27-05-2009 20:17

Postautor: Fadel » 02-07-2011 15:40

Mapa mapą, doświadczenie doświadczeniem, ale...
Bywają tez takie sytuacje, jak np. moja przygoda na Ochtińskiej Planinie. Zwiedzałem kiedyś Słowacki Kras, namiot rozbiliśmy na campingu pod Gombasecką Jaskinią. W sobotę, jak się okazało, niestety, postanowiliśmy zwiedzić Ochtińską Jaskinię Aragonitową. Do Plešivca poszliśmy z campingu pieszo, bo to tylko kawałek. Mieliśmy zamiar dostać się z Plešivca do Ochtiny pociągiem. Na mapie była zaznaczona linia kolejowa. Na stacji w Plešivcu okazało się, że właśnie została zlikwidowana, z powodów podobnych, jak to bywa w Polsce. Jednak Słowacy są uprzejmi, i jeden z kolejarzy podwiózł nas swoim samochodem do Ochtiny. Stamtąd poszliśmy uczęszczaną, ale nie znakowaną ścieżką do jaskini. Opis ścieżki był w internecie. Po zwiedzeniu jaskini postanowiliśmy pójść do miejscowości Štítnik korzystając z niebieskiego szlaku. Ten jednak po pewnym czasie w pokrzywach i gęstym lesie zagubił się nam. Za chwilę odnalazł ponownie, po czym ponownie go zagubiliśmy. No niestety, tak był wyznakowany. Po pewnym czasie znów weszliśmy na niebieski szlak. Coś mi nie pasowało, ale że był, to nim szliśmy. Zamiast w Szczytniku wyszliśmy prawie w Ochtinie. Doszliśmy tam niebieskim szlakiem. Ale nie tym, którym zaczęliśmy iść z jaskini. Po prostu na pewnym odcinku biegły te szlaki blisko siebie, równolegle. Zeszliśmy z jednego, weszliśmy na drugi. Mapy tego akurat terenu niestety nie mieliśmy. Z autobusami było "po ptokach", jak to w sobotę. Spotkani Słowacy wędkujący na stawie nie mogli nas już podwieźć (promile), więc umęczeni zaczęliśmy iść drogą w stronę Szczytnika. Zabrało nas na szczęście przejeżdżające taxi. Od tej pory przestałem liczyć na swoje "doświadczenie", które może przeceniłem, albo zbagatelizowałem zasadę zniknął szlak - wracam do ostatniego widzianego znaku. Nie mając punktów odniesienia(las, mgła, brak grzbietów górskich) nie trudno o pomyłkę. Nabiliśmy niepotrzebnych kilometrów że ho ho. Postanowiłem więc skorzystać z pomocy techniki i kupiłem turystycznego GPS'a. Niedawno kupiłem nowszy model, który czyta skalibrowane mapy rastrowe. Jestem z niego bardzo zadowolony. Z wyznaczonej trasy zejdę co najwyżej 10 metrów i wiem, że coś jest nie tak. Można się upierać, co do mapy i kompasu, ale te spory uważam za nieistotne. Wszystkie te rzeczy są potrzebne, a na pewno przydatne.