Odgrzana kotlety, jak każda strawa, nie smakują tak jak powinny, daleko im do pierwotnego łechtania podniebienia, potrafią nawet wywołać niestrawność. Tak czy owak jeden z takich kotletów sobie odgrzałem. Ufam, że nie zaszkodzi...
https://picasaweb.google.com/1098405150 ... BiaOstocka
Podlasie- pieszo,stopem i rowerem cz.II- z Supraśla do Sidry
- ecowarrior
- stary wyga
- Posty: 1008
- Rejestracja: 28-10-2007 13:38
- Lokalizacja: Zdzieszowice
Oj eco- dlugo musielismy czekac na relacje
Ale dobrze ze wena cie w koncu naszla bo wspaniale powspominac te pochmurne dni wsrod bagien i bezkres wolnej wedrowki przed oczami!
Czytajac podpisy pod zdjeciami co chwile albo wpadam w zadume, albo zwijam sie ze smiechu pod stolem. Niezwykle milo zobaczyc znane miejsca, twarze i wydarzenia z troche innej perspektywy!
Wlasnie sobie czytam co mnie ominelo
Chyba bym tam wpadla w niezla panike..
Historia z tym waszym biwakiem bardzo mi przypomniala incydent sprzed wielu wielu lat gdy z Michałem z Ukrainy spalismy sobie smacznie w zbozu. Rankiem, pewnie byla gdzies 5-6 rano, bo slonce dopiero sie podnosilo, budzi mnie szarpanie z rekaw- "Wstawaj, spierdzielamy stad!!". Ton wypowiedzi i przyrazenie zobaczone w oczach kompana spowodowalo ze nie zadawalam zbednych pytan tylko od razu posluchalam. Wyskoczylam ze spiwora, zlapalam buty i zobazylam jadacy na nas kombajn.. jakies 10 m od nas.. Wialismy w strone lasu.. Sekunde pozniej wmielil nasze spiwory.. Chyba tez sie wystraszyl bo wyskoczyl z pojazdu i widzac nas uciekajacych jakies straszne wrzaski za nami bylo slychac...
To byl pierwszy zamach maszyny rolniczej na moje zycie, drugi byl wiele lat pozniej ale to juz pewnie wszyscy znaja
Ale jedno jest pewne maszyna rolnicza to zło!!
To stare zdjecie i wbity we mnie wzrok babci, mimo ze tam nie bylam ale tez skłonil mnie do refleksji...
Przypomniala mi sie pewna historia sprzed kilkunastu lat..
Mialo to miejsce na Ukrainie, byl sobie domek za zielona fortka.. Dom byl czesciowo spalony. Znalezlismy tam z kolega album pelen starych zdjec- slubnych, z dziecmi, z pierwszomajowych pochodow, z pracy. Od sasiadow dowiedzielismy sie ze mieszkajaca tam 90 letnia babcia z 10 lat wczesniej spalila sie razem z domem. Rodzina mieszka daleko i tu nie zaglada od lat. Obejrzelismy fotki, resztki domu i zabudowan. Wrzucilismy album do szuflady i pojechalismy dalej. Ale w nocy zaczely nas dreczyc dziwne sny.. I mnie i kolege... Wciaz mielismy przed oczami ten album, ten dom, tą zielona uchylona lekko furtke.. Po dwoch dniach nas na tyle wymęczylo ze wrocilismy do tego domu, musielismy znow przejechac te 300km. Nie wiedzielismy co robic, zapakowalismy album do plecaka i pojechalismy.. Ale dziwne, meczace i strasznie smutne sny wracaly..Budzilismy sie co chwile majac wrazenie ze ktos do nas cos mowi. Ale nikt nie mowil ani nikogo nie bylo kolo nas.. Tylko las szumial nad namiotem i czasem zakwilil w oddali nocny ptak..... Naprawde wkrecilismy sie wtedy niezle, ze nas cos opętalo albo co..
Znow wrocilismy do tej wsi. Miejscowi juz patrzyli na nas z niepokojem, kim jestesmy i czego tak wlasciwie chcemy. Caly dzien chodzilismy po domach, spisujac jak sie nazywala ta kobieta, gdzie miala rodzine, znajomych, prace, pokazali nam gdzie babcia lezy na cmentarzu.. Pokłamalismy miejscowym ze to byla nasza krewna.. Od bylego dyrektora kołchozu dowiedzielismy sie ze we wiosce w sasiednim wojewodztwie ponoc zyje jej corka. Pojechalismy tam. I udalo sie znalezc mala chylaca sie ku ziemii chałupke gdzie mieszkala jej corka, teraz tez juz starenka babuszka. Akurat byla tez w domu wnuczka z prawnukami. Dalismy im album, opowiedzielismy o wiosce i znalezionej spalonej chałupie. Babcia szybko odnalazla swoje zdjecia z dziecinstwa.. Wszyscy płakali... Album trafil na pólke miedzy rodzinne pamiatki.. Ponoc los rzucil corke do innego wojewodztwa i od lat z racji braku zdrowia i funduszy nie mogla odwiedzic matki. Pisaly tylko listy a w koncu i to sie urwalo... Wiedziala tylko ze matka nie zyje.. Na tym sprawa sie nie skonczyla.. Rodzinka uplotla wielkie wieniec z siana i polnych kwiatow i dostalismy przykaz by zawiezc to na grob babuszki. Od siebie kupilismy tez pare zniczy i polozylismy razem z wiencem na grobie, zarosnietym i nieodwiedzanym przez nikogo od lat...
I dziwne sny zniknely. Bez sladu.. Ja wiem ze w dzisiejszych czasach sie nie wierzy w duchy i nawiedzone miejsca.. Ze w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na rzeczy niewyjasnione i niezdefiniowane.. Ze wszystko da sie sprawdzic, zbadac, sklasyfikowac.. Wiec wedlug tych obecnych standardow jedyna odpowiedzia jest ze dwojka glupich nastolatkow po prostu sobie wkrecila taki klimat, dziwny, niepokojacy, moze nawet troche przerazajacy momentami, ale zarazem majacy w sobie wyjatkowy dziwny urok...
Ale dobrze ze wena cie w koncu naszla bo wspaniale powspominac te pochmurne dni wsrod bagien i bezkres wolnej wedrowki przed oczami!
Czytajac podpisy pod zdjeciami co chwile albo wpadam w zadume, albo zwijam sie ze smiechu pod stolem. Niezwykle milo zobaczyc znane miejsca, twarze i wydarzenia z troche innej perspektywy!
Wlasnie sobie czytam co mnie ominelo
Historia z tym waszym biwakiem bardzo mi przypomniala incydent sprzed wielu wielu lat gdy z Michałem z Ukrainy spalismy sobie smacznie w zbozu. Rankiem, pewnie byla gdzies 5-6 rano, bo slonce dopiero sie podnosilo, budzi mnie szarpanie z rekaw- "Wstawaj, spierdzielamy stad!!". Ton wypowiedzi i przyrazenie zobaczone w oczach kompana spowodowalo ze nie zadawalam zbednych pytan tylko od razu posluchalam. Wyskoczylam ze spiwora, zlapalam buty i zobazylam jadacy na nas kombajn.. jakies 10 m od nas.. Wialismy w strone lasu.. Sekunde pozniej wmielil nasze spiwory.. Chyba tez sie wystraszyl bo wyskoczyl z pojazdu i widzac nas uciekajacych jakies straszne wrzaski za nami bylo slychac...
To byl pierwszy zamach maszyny rolniczej na moje zycie, drugi byl wiele lat pozniej ale to juz pewnie wszyscy znaja
To stare zdjecie i wbity we mnie wzrok babci, mimo ze tam nie bylam ale tez skłonil mnie do refleksji...
Przypomniala mi sie pewna historia sprzed kilkunastu lat..
Mialo to miejsce na Ukrainie, byl sobie domek za zielona fortka.. Dom byl czesciowo spalony. Znalezlismy tam z kolega album pelen starych zdjec- slubnych, z dziecmi, z pierwszomajowych pochodow, z pracy. Od sasiadow dowiedzielismy sie ze mieszkajaca tam 90 letnia babcia z 10 lat wczesniej spalila sie razem z domem. Rodzina mieszka daleko i tu nie zaglada od lat. Obejrzelismy fotki, resztki domu i zabudowan. Wrzucilismy album do szuflady i pojechalismy dalej. Ale w nocy zaczely nas dreczyc dziwne sny.. I mnie i kolege... Wciaz mielismy przed oczami ten album, ten dom, tą zielona uchylona lekko furtke.. Po dwoch dniach nas na tyle wymęczylo ze wrocilismy do tego domu, musielismy znow przejechac te 300km. Nie wiedzielismy co robic, zapakowalismy album do plecaka i pojechalismy.. Ale dziwne, meczace i strasznie smutne sny wracaly..Budzilismy sie co chwile majac wrazenie ze ktos do nas cos mowi. Ale nikt nie mowil ani nikogo nie bylo kolo nas.. Tylko las szumial nad namiotem i czasem zakwilil w oddali nocny ptak..... Naprawde wkrecilismy sie wtedy niezle, ze nas cos opętalo albo co..
I dziwne sny zniknely. Bez sladu.. Ja wiem ze w dzisiejszych czasach sie nie wierzy w duchy i nawiedzone miejsca.. Ze w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na rzeczy niewyjasnione i niezdefiniowane.. Ze wszystko da sie sprawdzic, zbadac, sklasyfikowac.. Wiec wedlug tych obecnych standardow jedyna odpowiedzia jest ze dwojka glupich nastolatkow po prostu sobie wkrecila taki klimat, dziwny, niepokojacy, moze nawet troche przerazajacy momentami, ale zarazem majacy w sobie wyjatkowy dziwny urok...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Kurczę, Eco, odwaliłeś kawał roboty w tej relacji. Wiele zdjęć i sytuacji dopiero teraz zobaczyłem.
Ten śpiwór to kawał mojej turystycznej historii.
Kupiłem go bodajże w 2003 r, po tym jak mnie wyziębiło na jakiejś jesiennej wycieczce w Beskidach. Był to Bergson, na -12C, pakowany kompresyjnie. Zajmował masę miejsca w plecaku, pomimo kompresji, ale faktycznie zdał egzamin podczas testu bojowego na zimowej wyprawie na bacówki w Beskidach
Brał udział w dlugowekeendowych wycieczkach na bacówki w Wielkiej Fatrze na Słowacji, w wielu wyprawach rowerowych z namiotem, miałem go na pierwszym w Kostrzyniu Przystanku Woodstock, oraz m.in. zlotach tego forum na Stożku, Chatce Poganka i na Borówkowej, na letniej wyprawie w Czarnohorę na Ukrainie, obydwóch Polesiach i wielu innych ciekawych wycieczkach po Polsce i za granicą. Był noszony w plecaku, wożony rowerem, samochodem, a nawet w kabinie lokomotywy
Z początkiem tego roku została podjęta decyzja o wycofaniu go z eksploatacji. Był już przestarzałym modelem, obecne śpiwory poszły technologicznie 100 lat do przodu, po wielu praniach skurczył się, a ja, co tu dużo ukrywać, też z biegiem lat poszerzyłem swoje rozmiary, i zrobił się dla mnie za ciasny.
Podczas wycieczki http://forum.sudety.it/viewtopic.php?t=4231 w nieczynnym budynku kolejowym na stacji K-Koźle Zachodnie, wypatrzyłem, że budyneczek zamieszkują bezdomni. Kilkanaście dni później pojechałem do nich, i podarowałem im ten śpiwór, wzbudzając uśmiech szczęścia na ich twarzach.
ecowarrior pisze:Tak czy owak jeden z takich kotletów sobie odgrzałem. Ufam, że nie zaszkodzi...
https://picasaweb.google.com/1098405150 ... BiaOstocka
Ten śpiwór to kawał mojej turystycznej historii.
Kupiłem go bodajże w 2003 r, po tym jak mnie wyziębiło na jakiejś jesiennej wycieczce w Beskidach. Był to Bergson, na -12C, pakowany kompresyjnie. Zajmował masę miejsca w plecaku, pomimo kompresji, ale faktycznie zdał egzamin podczas testu bojowego na zimowej wyprawie na bacówki w Beskidach
Z początkiem tego roku została podjęta decyzja o wycofaniu go z eksploatacji. Był już przestarzałym modelem, obecne śpiwory poszły technologicznie 100 lat do przodu, po wielu praniach skurczył się, a ja, co tu dużo ukrywać, też z biegiem lat poszerzyłem swoje rozmiary, i zrobił się dla mnie za ciasny.
Podczas wycieczki http://forum.sudety.it/viewtopic.php?t=4231 w nieczynnym budynku kolejowym na stacji K-Koźle Zachodnie, wypatrzyłem, że budyneczek zamieszkują bezdomni. Kilkanaście dni później pojechałem do nich, i podarowałem im ten śpiwór, wzbudzając uśmiech szczęścia na ich twarzach.