Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 12-11-2016 12:00

Dolnoślązak pisze:[Jednak z kabakiem myślę, że taką sytuację możesz mieć szybciej niż myślisz i to w ilości mnogiej :)


najwyzej jak sie nie da inaczej to zrobimy psiarnie u babci w Bytomiu bo u nas to sami sie ledwo miescimy..
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Dolnoślązak » 12-11-2016 12:34

Wiesz, z tymi psami to nieco inna sprawa niż ze świnkami czy chomikami. To członkowie rodziny na równi z resztą domowników, więc chyba tak na odległość się nie da :wink:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 13-11-2016 19:28

Podczas wycieczki do Uszguli bardzo sympatycznie nam sie gadalo z Suzaną, wiec postanawiamy, ze kolejny dzien tez spedzimy razem. Suzana bardzo reklamuje nam jedna z gorek w poblizu Mestii, z ktorej ponoc sa jedne z najpiekniejszych widokow w Swanetii. Wjezdza sie tam kolejka linowa i ona jutro planuje sie tam wybrac i nas zaprasza na wspolna wycieczke. Stawiamy sie wiec rano w umowionym miejscu i jest nam troche glupio bo okazuje sie, ze Suzana za nas placi bo jestesmy jej goscmi i nie da sie jej przetlumaczyc ze to przeciez wspolna wycieczka. Dostajemy bilety na kolejke do łapy i nie ma o czym gadac. Kolejka niestety nie jest taka klimatyczna jak te z okolic Cziatury i Saczkere. Normalna kolejka krzeselkowa taka jak i u nas sa. Pakuje my sie wiec w czworke na jedna ławe i ziuuuuu jedziemy. Kolejka ma w zwyczaju, ze kilkakrotnie sie zatrzymuje i krzeselka bujaja sie na wietrze przez kilka minut a potem nagle rusza i sie jedzie dalej. Nie powiem- za pierwszym razem juz zesmy sie troche wystraszyli gdy kolejka stanela. Wspomnielismy sobie wiesci z przeszlosci kiedy na rosyjskim Kaukazie turysci dyndali chyba kilkanascie godzin zanim nadeszla pomoc. Jak wtedy chodzic do kibelka? W miejscu gdzie dojezdza kolejka jest chyba jakas knajpa albo cos w tym rodzaju, ale nawet tam nie zagladamy bo nie wyglada zbyt sympatycznie, jakas taka za nowa. Idziemy sobie na spacer gorskim grzbietem, z ktorego rozciagaja sie rewelacyjne widoki na wszystkie strony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jęzory lodowcow sa stad jak na wyciagniecie reki. Dokladnie tez czuc chlod ciagnacy od okalajacych nas zamarzlych gor. Co ciekawe lodowce nie sa jednolite w kolorze, przeplata sie tam glownie bialy z zoltym, miejscami wszystko wpada troche jakby w niebieski i fiolet, a nieraz w ciemno szary. Zwaly sniegu sa tez jakby podrapane ogromnymi pazurami. Niektore sa gładkie, inne szczeliniaste a jeszcze inne wygladaja jak wzburzone morze. Jest w tym napewno jakies posępne piekno ale łazic po tym i wlatywac w te szczeliny to bym nie miala ochoty. Milo sie patrzy na taka groze przyrody stojac w sloneczku na wygrzanej łące pelnej kolorowych kwiatow! Choc kiedys bym chciala podejsc do takowego zwalu lodu od dolu i zobaczyc jego koniuszek. Suzana opowiada, ze lodowiec ma szczegolny zapach i potrafi "spiewac" na rozne melodie. Wprawne ucho jest w stanie na podstawie opowiesci lodowca wnioskowac o powodzeniu wyprawy. Za mlodu, jeszcze za czasow sajuza, Suzana byla dwukrotnie na wycieczce z klubu sportowego gdzie wspinali sie na takowe jęzory. Gdzies to bylo na terenie dzisiejszej Osetii ale nie pamieta juz nazwy miejscowosci ani gory. Suzana jest druga osoba jaka spotkalam w zyciu, ktora chyba potrafilaby mnie zainteresowac wysokimi gorami (ten poprzedni to byl poszukiwacz yeti :P )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu widac dokladnie jak lodowiec zamienia sie w strumien..

Obrazek

Jest tu chyba na tyle wysoko, ze jest inny klimat niz w dolinach. Mimo ze jest koniec lipca tu wciaz trwa wiosna- łąki sa pelne cudnych, kolorowych, swiezych kwiatow! Niektore z nich widze chyba pierwszy raz w zyciu. Inne przypominaja nasze dzwonki- ale sa gigantyczne!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dole, po przeciwleglej stronie zbocza niz Mestia, w bardzo wąskiej dolinie, widac jakis niewielki przysiolek. Wieze obronne oczywiscie tam maja!

Obrazek

Na trasie jest tez jakies miejsce odbiorczo-nadawcze. Stoja zamkniete na cztery spusty baraczki, anteny i dwa spodki, ktore leza w dosc dziwny sposob na trawie. Nie wiemy czy sie przewalily czy taka jest ich uroda.

Obrazek

Nasza towarzyszka ostatnich wycieczek ma jakas magiczna umiejetnosc- chodzenia z omijaniem blota albo wrecz latania nad nim. Chodzi w rażąco zoltych tenisowkach, wczoraj byla w nich tez w Uszguli i buty sa idealnie czysciutkie, nie ma na nim nawet plamki. A my ubloceni po kolana... Chodzimy tymi samymi drogami, czesto gesiego. Nie wiem jak to dziala!

Suzana dzis jest duzo bardziej rozmowna, zwlaszcza gdy schodzi na tematy zwiazane z polityka i problemami spolecznymi. Jest wielka milosniczka Miszy Budowniczego, co nie dziwi nas wogole. W koncu wszyscy spotykani przez nas policjanci zawsze wychwalali pod niebiosa bylego prezydenta, jako ideal wodza w ich kraju. Trzeba przyznac, ze za jego rzadow byli bardzo zaopiekowana grupa- podniosl im pensje, dostali nowe samochody, glownie terenowe pickupy, wyremontowano lub zbudowano wypasne posterunki i komisariaty. Suzana podkresla tez wazna kwestie, jaka jest bezpieczenstwo. Wczesniej idac na impreze w Tbilisi musiala wracac taksowka, gdyz przejscie przez miasto w nocy dla samotnej kobiety bylo samobojstwem. Teraz chodzi i o 3 w nocy a trzeba naprawde miec pecha lub zachowywac sie prowokujaco aby stalo sie cos zlego. Na obecne wladze Suzana narzeka. Twierdzi, ze wiele spraw w Gruzji idzie rozpedem wiec dobrze dzialaja ale rowniez wiele sie posypalo. Od kilku lat np. nie poswieca sie wogole uwagi na remonty drogi do Mestii. Suzana sie obawia, ze za kolejnych dziesiec moze sie okazac, ze Swanetia znow jest odcieta od swiata, bo droga poleci w przepasc i juz tam zostanie. Pytam o Anaklie i Lazike.... Suzana twierdzi, ze za cene bezpieczenstwa jest w stanie zaakceptowac wszystkie takie fanaberie. W Anakli nie byla i nie musi bywac, a na tbiliskiech ulicach czy osiedlach i owszem. Z taka argumentacja ciezko sie nie zgodzic. Suzana rowniez bardzo chwali czasy Sajuza, ze wtedy rowniez zylo sie bezpiecznie i stabilnie. Ze w porownaniu z innymi republikami Gruzja nie doznawala szczegolnych represji, mozna bylo mowic po gruzinsku i przynajniej nikt z jej rodziny czy znajomych sobie nie krzywdowal. Najstraszniejsze nadeszlo pozniej. Za najgorszego przywodce Gruzji uwaza Gamsachurdie - w czym akurat nie jest odosobniona. Kazdy mieszkaniec Gruzji, z ktorym mialam okazje na takie tematy rozmawiac mowil tak samo. Czy to gangster w blyszczacej terenowce, czy ormianski pasterz z Gor Samsarskich. Tu akurat byla zgodnosc, ze koleś nie posiedzial na stolku zbyt dlugo, ale ze swoim haslem “Gruzja dla Gruzinow” zdolal rozpetac dwie wojny, zadrzec z Rosja i wszystkimi mniejszosciami narodowymi i religijnymi na terenie Gruzji. Wedlug Suzany to on, jego chore pomysly i otaczanie sie osobami ze swiata kryminalnego byly winne temu, ze Gruzja na dlugie lata stala sie niebezpiecznym i niestabilnym krajem, a Abchazja i Osetia zostaly stracone. Ponoc cud ze podobny los nie spotkal rowniez Adżarii gdzie ow pierwszy gruzinski prezydent probowal za wszelka cene wytępic isniejacy tam od wiekow islam, meczety zamieniac na cerkwie lub palic. Szewardnadze potem chcial naprawiac, mial dobre zamiary ale byl nieudolny, za stary, wogole patrzyl na swiat wedlug starych zasad. No a potem przyszedl Misza- i znow plyna dlugie hymny pochwalne ku czci ulubionego polityka. Na co obecnie Suzana najbardziej narzeka? Na wysokosc pensji nie, jest zadowolona ze swoich zarobkow i warunkow zycia. Ubolewa jedynie nad zlym traktowaniem pracownikow w Gruzji jesli chodzi o przestrzeganie czasu wolnego przez pracodawcow. Ustawowo jest 40 dni urlopu. Ale Suzanie w tym roku dali tylko 6, a reszta przepada. Bo jest duzo roboty i koniec. Makabra… Drugim problemem dla Suzany sa uchodzcy z Abchazji i Osetii, ktorzy mimo ze minelo 20 lat nie zasymilowali sie na terenach na ktorych przyszlo im zyc, maja roszczeniowe podejscie do wszystkich wokol, nie dbaja o swoje domy a potem maja zal do wladz, ze im sie zawala na łeb. Ponoc w wielu miastach, zwlaszcza na zachodzie kraju, to oni odpowiadaja za wiekszosc przestepstw. Mowi ze jesli chcemy zobaczyc co uchodzcy zrobili z kwitnacym za czasow radzieckich kurortem- to mamy pojechac do Tskaltubo. Z drugiej strony nie bylo opcji aby ich nie przyjac i nie pomoc- w koncu to rodacy, to tez Gruzini, tylko mieli pecha mieszkac w zlym miejscu.. Zazdrosci nam, Polakom, ze nie mamy takich problemow. Pytam Suzane czy by wolala Arabusow z polowy Azji i Afryki tak jak w zachodniej Europie… Suzana krzywi sie.. nieeee, to ja juz wole tych naszych, przynajmniej po gruzinsku gadaja i rozumieja nasze tradycje. Na takie oto tematy gadamy sobie wsrod cudnej przyrody, kwiatow i lodowcow. Bylo tez oczywiscie o polskiej polityce, ale tego juz nie bede mieszac do relacji ze swańskich wzgórz :P

Dziwi nas troche, ze nie spotykamy na trasie zbyt wielu turystow. Doslownie kilka osob. Mijamy tez wiele cudnych miejsc biwakowych, ale namiotow nie widac zadnych. Sa czasem jakies slady dawno zgaslych ognisk. Gdyby nie to ze nie mamy jak tu wtarabanic skodusi to zaraz bysmy tu spali! A tymczasem pusto wokol... Chyba wszyscy co wjechali kolejka zostali w knajpie albo zjechali najblizszym kursem w dol i pognali gdzies w pospiechu, jak to turysci maja w zwyczaju. Po stadach w Mestii i Uszguli tu az dzwoni w uszach cisza.. i tylko hula wiatr wsrod traw i ziół... I czasem rozlegnie sie łopot skrzydel wielgasnego ptaszydla!

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Lech » 13-11-2016 20:31

Obrazek
Archiwalna fotografia przy Skodusi 105, którą jeździłem pod koniec ubiegłego stulecia.
Obrazek

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 13-11-2016 22:03

Ten model byl ponoc najlepszy! znajomi tez go mieli i bardzo chwalili.. pewnie by jezdzili nim do teraz gdyby nie utonal w jeziorze ;)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 16-11-2016 10:27

Glownym celem dzisiejszego dnia jest obejrzenie sztolni/tuneli kolo miejscowosci Kaiszi. Czesc tuneli lezy przy samej drodze, inne za rzeka, na roznych wysokosciach skarpy. Wszystkie sa otwarte, nie ma tu jeszcze obłędu jak u nas, zeby wszystko kratowac, zamykac, zabetonowac - niby w celu chronienia ludzi przed nimi samymi… Od Zugdidi po Uszguli rozpytujemy wszystkich o te sztolnie. I normalnie czeski film. Wiekszosc ludzi tylko wybałusza na nas oczy, kompletnie nie wiedzac o czym mowimy. Ogolnie wywiad srodowiskowy przyniosl takie oto strzepki informacji: “to napewno tunele alternatywnej drogi”, “sztolnie zlota”, “uranu tam szukali albo czegos innego ale nie znalezli”, “elektrownia wodna miala tu byc”, “ruskie tam cos trzymali”. Smsy wysylane do znajomych aby sprawdzili w internecie tez nie przynosza zbyt duzo informacji. Udaje sie wypatrzec 19 tuneli. Czesc jest ocembrowana betonem, inne obetonowane tylko czesciowo. Niektore to sztolnie wykute po prostu w skale. Czesc jest zalana woda od wejscia, inne dopiero po 50 metrach. Ze scian i sufitow czesto plyna wodospady wody. Niezbyt dobry czas nam sie trafil na eksploracje, kiedy codziennie solidnie leje. Moze przy innej pogodzie jest w srodku mniej wody? Z czesci tuneli ciągnie chlodem, tak jakby prowadzily gdzies glebiej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Ciekawe miejsce jest przy samej drodze, gdzie z wyraznie sztucznego progu wsrod skal spada spory wodospad. Pod nim sa dwa otwory czesciowo zalanych tuneli gdzie sufity przeciekaja jak sito.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najdziwniejsze sztolnie znajduja sie za dziurawym mostem. Juz przejscie samego mostu jest dosc interesujacym przezyciem. Dechy pod nogami sa solidne, nawet nie skrzypia, jak to czesto gruzinskie kładki maja w zwyczaju. Ale dla osob z lękiem wysokosci jednak nie polecam ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ci, ktorzy lęku wysokosci nie maja moga wspiac sie na wysokie filary mostu gdzie prowadza prowizoryczne drabinki.

Obrazek

Obrazek

Widac ze most byl kiedys solidny, wyraznie przystosowany pod pojazdy. Teraz prowadzi donikad.. W polowie mostu stoi na barierce cos co przypomina kapliczke. W srodku slady po wypalonych swieczkach.

Obrazek

Jeden z wiekszych otworow zamostowych prowadzi do obetonowanego, kilkakrotnie rozgalezionego tunelu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W podlodze sa dwie solidne studnie

Obrazek

Jeden z korytarzy prowadzi do ogromnej komory o żebrowanym suficie i scianach. W komorze jest taka mgla, ze wykonanie zdjecia zarowno z blyskiem jak i na dlugim czasie jest niemozliwe. W tej jednej sztolni panuje dosc dziwny zapach, nie umiem okreslic czego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy kilku obetonowanych wejsciach sa rosyjskie napisy mowiace ze wstep wzbroniony, a z reszty zatartych przez czas i przyrode liter nie mozemy odcyfrowac zadnego sensu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W okolicy okolotunelowej jest maly kamieniolomik zalany woda. Szkoda ze nie jest cieplej to bysmy poplywali!

Obrazek

Obrazek

W centrum Kaiszi łażąc w kolko i rozpytujac miejscowych o sztolnie spotykamy trzech polskich rowerzystow z Wegorzewa, z ktorymi ucinamy sobie miła pogawedke.

Obrazek

Potem idziemy sprawdzic dokad prowadzi plytowa droga pnąca sie wzgorzami nad Kaiszi. Plyty pojawiaja sie i znikaja, przechodza w szuter, zarastaja krzakami albo rozszerzaja sie tworzac jakby pas startowy lotniska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze kilka opuszczonych budynkow nieznanego pochodzenia. Widac, ze nie byla to droga prowadzaca do gorskiego przysiolka czy na pastwisko. Czuc tu wyraznie poprzemyslowy charakter. Mijamy fajny wodospad.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dochodzimy tez do "bunkra", do ktorego od gory wplywa woda. Jest to ten dziwny “prog wodny” z wodospanem o ktorym pisalam wczesniej- tylko widziany od gory. Od tej strony tez wchodza do niego dwa tunele, zalane gdzies do ¾ wysokosci.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga idzie caly czas wzdluz gorskiego zbocza, powoli sie wznoszac. Widoki coraz lepsze.

Obrazek

Obrazek

Gdzies po poltorej godzinie wedrowki sobie odpuszczamy i zarzadzamy odwrot. Nie zabralismy nic do picia a jezyki przysychaja nam do podniebienia. Woda z potoku do picia sie nie bardzo nadaje, jest strasznie blotnista, widac u gory wciaz leje. Miejsce dokad prowadzi ta trasa pozostaje wiec dla nas wciaz tajemnica.

Nocujemy w domku na skraju miejscowosci, opatrzonym szumną karteczką "hotel" :) Budyneczek jest w budowie, jeszcze go calkiem nie skonczyli. Wlasciciela wyhaczamy na bazarze. Daje nam klucze do calego obiektu i jestesmy tam sami. W nocy huczy nam wzburzona rzeka (nasza noclegownia stoi na skarpie nadrzecznej) a do drzwi dobijaja nam sie krowy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano gospodarz przychodzi po odbior kluczy. Zauwazajac nasze worki ze smieciami woła corke, ktora łapie za worki, biegnie z nimi na kładke i ziuuuuuu do rzeki. Worki rozpruwaja sie o kamienie a butelki, pieluchy i wypluwki z posilkow plyna ozdobic plaze Anakli. Choc pewnie nie dotra do morza, pewnie zatrzymaja sie gdzies na tamach zbiornika Dżwari.... Pozegnawszy gospodarzy i my idziemy polazic kladka i powgapiac sie w szumiace nurty walącej z gor rzeki.

Obrazek

Zagladamy tez do ruin jakiejs fabryczki, gdzie grupa Gruzinow wlasnie zaczyna impreze. Na stol zagospodarowany z kawalka betonowego kloca, nakryty obrusem w kwiaty, trafiaja dwa upieczone sporych rozmiarow ptaki. Butelek z wodka jest chyba po dwie na osobe. Przypuszczam, ze jeszcze czekaja na jakies “posiłki”, bo sami chyba nie podołaja zgromadzonemu tu jedzeniu i piciu. W jednym z budynkow stoi schowany w sianie bus… Zasypany jest sianem prawie po dach. Uczestnicy biesiady prosza abym tego miejsca nie fotografowala. Po pozostalych budynkach chodze przez nikogo nie niepokojona...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn