Wolne przewodnictwo (dotyczy również Sudetów)

Gdzie jechać? Jak dojść? Co zobaczyć? O turystyce w Sudetach.
Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Wolne przewodnictwo (dotyczy również Sudetów)

Postautor: Lech » 09-01-2008 20:19

Witaj sieciowy wędrowcze, który trafiłeś tutaj wiedziony wolnymi i nieskrępowanymi ścieżkami netu. Ten skromny blog jest początkiem inicjowanej przez mnie akcji obywatelskiej, która - mówiąc krótko, ma na celu:

1. Natychmiastowe zaprzestanie policyjnych kontroli grup turystycznych i karania osób je obsługujących, czyli - jak czasem pisze prasa - ścigania tzw. "nielegalnych przewodników"

2. W dalszej perspektywie - nowelizacja ustawy turystycznej i wykreślenie z niej wszelkich urzędowych regulacji i ograniczeń odnośnie uprawiania zawodu przewodnika czy pilota turystycznego w miejscach publicznych.

Już wkrótce opublikuję zestawienie materiałów prasowych i relacji które unaocznią opinii publicznej szokujący proceder jaki uprawia się w naszym kraju. Na skutek pojedynczych donosów sfrustrowanych działaczy starej daty, z tytułu bzdurnych argumentów - administracja państwowa uruchamia siły policyjne aby: gwałcić konstytucyjne prawa wolności obywatelskiej, łamać zakaz cenzury, hamować rozwój nowoczesnego rynku usług, szykanować osoby z twórczą fantazją i pożyteczną biznesową inicjatywą, wreszcie - psuć wizerunek Polski w świecie. Co ważne - dokonuje się tego nie w imię rzeczywistych intencji ustawodawcy, czyli ochrony konsumenta, tylko na opak - aby utrzymywać monopol uprzywilejwanej grupki i armię urzędników.

W zeszłych latach niejednokrotnie dawałem temu wyraz w listach do prasy. Tym razem, mam nadzieję - w sprzyjającej sytuacji politycznej nastał czas na konkretniejsze działania i wykazanie się obywatelską postawą: Zebranie grupy inicjatywnej, zredagowanie petycji do władz, mobilizacja mediów, opieka prawna wobec osób szykanowanych i ukaranych, zbieranie podpisów, wreszcie akcje bezpośrednie - ulotki wręczane strażnikom miejskim, uruchomienie telefonu alarmowego dla poszkodowanych turystów, akcje obywatelskiego nieposłuszeństwa, ośmieszające happeningi wzorem dawnej pomarańczowej alternatywy itp.


Więcej -> http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/
Obrazek

Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 10-01-2008 19:19

441 - Bojanka (Pogórze Izerskie)


Sądzę ze lobby przewodnickie tak łatwo nie odpuści. Znajdą się dziesiątki argumentów uzasadniających utrzymanie obecnego statusu. Jeśli gdzieś nie daj Boże się coś wydarzy to zaraz dziennikarze brukowców i stacji trypu TVN żądni sensacji podniosą larum pt."Czy musiało do tego dojść" umiejętnie podsycane przez to lobby.

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Przewodnicy i paranoiczny paternalizm

Postautor: Lech » 11-01-2008 11:35

wlkp pisze:Sądzę ze lobby przewodnickie tak łatwo nie odpuści. Znajdą się dziesiątki argumentów uzasadniających utrzymanie obecnego statusu. Jeśli gdzieś nie daj Boże się coś wydarzy to zaraz dziennikarze brukowców i stacji trypu TVN żądni sensacji podniosą larum pt."Czy musiało do tego dojść" umiejętnie podsycane przez to lobby.
Pewnie będą bronić swych monopoli i lokalnych grajdołków jak w swoim czasie Jaruzelski bronił niepodległości. Jednak krytyka się nasila, a poza tym Unia też naciska. Bardzo ciekawa jest wypowiedź na blogu Łukasza Warzechy, komentatora dziennika "Fakt."

Przewodnicy i paranoiczny paternalizm

Nie sądziłem, że w nudnawych, niedzielnych świątecznych „Wiadomościach" TVP jakiś materiał mnie poruszy. A jednak: był to reportaż o akcji kontrolowania nielegalnych przewodników turystycznych. Zrobiony zresztą w tonie banalnej, świątecznej opowiastki - autor kompletnie nie wyczuł, że porusza sprawę arcyważną.

Dla każdego człowieka, wierzącego w swój zdrowy rozsądek, brzmi to oczywiście idiotycznie, więc na wszelki wypadek wyjaśniam. W niektórych miastach w Polsce przewodnicy turystyczni muszą mieć licencje. Nie wiem dokładnie, jaki przepis to reguluje (zapewne jakieś ministerialne rozporządzenie), ale tak jest. Jeżeli ktoś wciela się w rolę przewodnika, nie mając takiej licencji, to może zostać ukarany mandatem.

Materiał zaczynał się od scenki, gdy strażnicy miejscy w Krakowie karzą mandatem jakiegoś włoskiego nauczyciela, który swoim uczniom powiedział parę zdań o mieście. Zastanawiam się, czy gdybym szedł po krakowskim rynku, opowiadając np. dwojgu przyjaciół to, co wiem choćby o Sukiennicach, to także mógłbym zostać ukarany mandatem. Być może warunkiem ukarania jest pobieranie za tę usługę zapłaty, ale - jak wyjaśnili w materiale oburzeni licencjonowani przewodnicy - ta zapłata to czasem po prostu obiad. Zatem gdybym opowiedział moim przyjaciołom o Sukiennicach (nie daj Boże myląc jakąś datę), a oni następnie zaprosiliby mnie do restauracji, to wówczas już na pewno straż miejska mogłaby mi wlepić mandat.

W reportażu pojawili się oczywiście przewodnicy z licencjami, którzy oznajmili, że ci bez licencji psują opinię ich zawodowi, gadają bzdury o historii i mylą fakty oraz po prostu zabierają miejsca pracy. „Przecież do wykonywania zawodu lekarza też jest potrzebne uprawnienie" - wywodził jeden z licencjonowanych. Najwyraźniej nie dostrzegł subtelnej różnicy, polegającej na tym, że lekarz nie znający się na rzeczy może pacjenta zabić (znający się zresztą także), a przewodnik raczej nie.

Wszystko to byłoby bardzo zabawnym klimatem rodem z Monty Pythona, gdyby nie to, że to jest naprawdę i na serio.

Zastanawiałem się kiedyś, czy państwo powinno wydzielać tak restrykcyjnie koncesje na osobowy transport samochodowy (a przypominam, że system licencji i koncesji, zwłaszcza opartych na uznaniowych kryteriach, to jedno z najpoważniejszych źródeł korupcji). Uzasadnienie jest oczywiście takie, że jeśli firma chciałaby wozić ludzi starymi autobusami, to nie zapewni im bezpieczeństwa. Ale za to zapewni im tańsze bilety - i wtedy to jest wybór podróżujących: albo jadą droższym, ale bezpieczniejszym autobusem, albo tańszym, ale ryzykownym. To może jest jednak wątpliwy przykład, bo przecież wadliwy autobus może wyrządzić szkodę nie tylko tym, co w nim jadą.

Ale przesunięcie zasady koncesjonowania i licencjonowania na dziedziny takie jak przewodnicy turystyczni to przykład paternalizmu państwa posuniętego do absurdu. I dedykuję go wszystkim tym, którzy się oburzają na apele, żeby rolę państwa ograniczyć.

Jeśli raz przyjmie się bez zastrzeżeń sposób myślenia, że państwo musi zadbać o obywatela, bo on sam o siebie zadbać nie potrafi (np. musi mu wskazać, z usług których przewodników może, a z których nie wolno mu korzystać), to będziemy mieli do czynienia z sytuacją tzw. slippery slope - zabraknie argumentu, dlaczego tego myślenia nie poszerzać na kolejne dziedziny.

No bo skoro reglamentujemy tych, którzy mogą nam opowiadać o Wawelu, to czemu nie wprowadzić licencji np. dla artystów kabaretowych? Przecież nie każdy artysta kabaretowy naprawdę nas rozśmiesza. Jeśli zapłacimy za bilety na występ nieśmiesznego kabareciarza, to stracimy pieniądze. Państwo powinno nas przed tym chronić! Należałoby sformować specjalną komisję oceniającą i licencjonującą, najlepiej jedną na cały kraj, która przyznawałaby licencje. Najlepiej, żeby była ich limitowana liczba. A gdyby ktoś kiedyś chciał te zasady zliberalizować, to ci już mający licencje podnieśliby raban, że przecież spowoduje to degradację zawodu, a ucierpią głównie widzowie. Bo wprawdzie występy będą tańsze, ale jakiej marnej jakości!

Żadnego elementu tej argumentacji nie trzeba będzie zresztą na nowo wymyślać. Ona już jest gotowa, choćby w wykonaniu adwokatów, protestujących przeciwko otwarciu dostępu do zawodu.

Wracając do przewodników: jeśli mam ochotę, żeby po Krakowie oprowadzał mnie klaun i opowiadał mi historię w wersji z „Kajko i Kokosza", to co państwu do tego?! I jeśli ma fantazję obsypać go za to złotem, to czy nie jest to tylko moja sprawa? Przewodnicy licencjonowani mają swoje plakietki i certyfikaty. Jeżeli turysta będzie chciał koniecznie, żeby właśnie ktoś taki służył mu pomocą, to go poszuka. Ale dlaczego państwo ma go do tego zmuszać?

Przewodnicy z licencjami powinni teraz zaprotestować przeciwko sprzedaży w naszym kraju wszelkich przewodników drukowanych - wydawanych przez Pascala czy Książkę i Wiedzę. Z mojego doświadczenia wynika bowiem, że mogą one z powodzeniem zastąpić licencjonowanego przewodnika, ględzącego po raz 3451. to samo.


źródło => http://www.lukaszwarzecha.salon24.pl/10851,index.html
Obrazek

Awatar użytkownika
wirek
stary wyga
Posty: 1927
Rejestracja: 12-09-2004 21:43
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: wirek » 11-01-2008 12:31

Jeżeli komuś nie podoba się jakiś akt prawny to może:
1. Wystąpić z inicjatywą obywatelską i po zebraniu 100000 podpisów skierować własny projekt do sejmu. Dla prężnie działającego klubu turystycznego 100000 tys. jest do zrobienia
2. Znaleźć posła, najlepiej opozycyjnego i niezbyt aktywnego, wytłumaczyć w czym rzecz a pewnie chętnie wystąpi z zapytaniem poselskim, nad którym nie musi pracować żeby poprawić się w rankingu na najaktywniejszego.
3. Skierować skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na niezgodność prawa polskiego z unijnym.
4. Najechać Warszawę, zablokować Marszałkowską, zabrać siekierę i raz na zawsze zrobić porządek.
A tak, to tylko my na tym forum, co najwyżej niezbyt zainteresowani możliwościami realizowania się przez przewodników, słuchamy co komu przeszkadza w pracy.

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 11-01-2008 23:10

wirek pisze:A tak, to tylko my na tym forum, co najwyżej niezbyt zainteresowani możliwościami realizowania się przez przewodników, słuchamy co komu przeszkadza w pracy.
Fora dyskusyjne służą m.in. do ukazywania zjawisk patologicznych. W tym wątku po prostu obnażam arogancję środowiska przewodnickiego i niekompetencję naszych władz, która jest po prostu porażająca. Oto próbka przepisów, ukazująca paranoiczny paternalizm naszych urzędników ministerialnych.

ROZPORZĄDZENIE MINISTRA GOSPODARKI z dnia 17 stycznia 2006 r. w sprawie przewodników turystycznych i pilotów wycieczek
§ 11. Uprawnienia przewodników miejskich obejmują także oprowadzanie po obiektach i obszarach znajdujących się w strefie podmiejskiej, jeżeli te obiekty i obszary są związane z historią, kulturą lub gospodarką miasta oraz objęte są programem szkolenia przewodników miejskich.
(...) § 12. Organizator turystyki jest obowiązany w obsłudze grupy turystów do zapewnienia udziału: (...)
3) przewodnika terenowego lub przewodnika miejskiego w przypadkach, o których mowa w § 11, w parkach narodowych, krajobrazowych i rezerwatach udostępnianych do ruchu turystycznego, jeżeli program imprezy obejmuje zwiedzanie tych miejsc, w muzeach i obiektach zabytkowych, w których nie oprowadza uprawniony pracownik etatowy, a także na obszarach, na których obowiązują przepisy porządkowe prawa miejscowego w zakresie ochrony zdrowia lub życia.
źródło: http://isip.sejm.gov.pl/servlet/Search? ... 060104.pdf

W praktyce całkowicie niewykonalne. Kto będzie decydował i sprawdzał po urzędach, które to obiekty i obszary są prawnie uznane za związane z historią, kulturą lub gospodarką miasta oraz które z nich objęte są programem szkolenia przewodników miejskich? Ten stek nonsensów, jakim jest rzeczone ROZPORZĄDZENIE, mogła podsunąć ministrowi do podpisu tylko jakaś grupa nawiedzonych i zakompleksionych dziadów, chorych na punkcie własnej ważności i cierpiących na jakąś paranoję czy podobną chorobę.

Dla jasności dodam, że to samo ROZPORZĄDZENIE nakłada na organizatorów turystyki w obsłudze grupy turystów na obszarach górskich, a takimi wg tegoż ROZPORZĄDZENIA są m.in. płaskie obszary Przedgórza Sudeckiego, obowiązek zapewnienia przewodnika górskiego - sudeckiego. Czy ci ludzie, którzy takie nonsensy prawne, przekraczające granice śmieszności powymyślali, są normalni?
Obrazek

gar
stary wyga
Posty: 1516
Rejestracja: 29-01-2006 16:14
Lokalizacja: Ruda Śląska

Postautor: gar » 11-01-2008 23:44

355 - Skalica (Wysoczyzna Ostrzycy)

Lech pisze: Kto będzie decydował i sprawdzał po urzędach, które to obiekty i obszary są prawnie uznane za związane z historią, kulturą lub gospodarką miasta oraz które z nich objęte są programem szkolenia przewodników miejskich?

Musisz przyznać że to jest tak głupie że aż genialne:
1. jak się domyślasz nie ustalono które dokładnie obiekty i obszary podchodzą pod ten zapis z czego wynika teoretycznie, że:
2. np. jako przewodnik miejski krakowski możesz nawijać na terenie połowy Polski (a już zupełnie spokojnie na terenie województwa Małopolskiego), bo przecież z historią, kulturą i gospodarką Krakowa w Polsce łączy się bardzo wiele (podobnie masz z Warszawą, Poznaniem, Wrocławiem itd.)

Tak na marginesie są uprawnienia przewodnika miejskiego na GOP (to jest dopiero numer) ale trzeba się dobrze naszukać żeby wiedzieć co tenże GOP obejmuje (w rozporządzeniu tego nie ma).

I pewnie o to w tym wszystkim chodzi.
Wszystko co piękne jest przemija, wszystko co piękne jest zostaje ...

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 08-02-2008 09:12

"Dziennik Polski": Wszystkie trasy narciarskie w Polsce powinny zostać natychmiast zamknięte, ponieważ nie odpowiadają przepisom. Nielegalne są także wycieczki do Morskiego Oka lub Doliny Chochołowskiej.
Od 11 lat obowiązuje rozporządzenie Rady Ministrów, które powoduje, że niemal wszyscy notorycznie łamiemy prawo, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. W dokumencie pełno jest absurdalnych paragrafów.

Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze od lat toczą beznadziejną walkę z kolejnymi rządami o zmianę rozporządzenia z maja 1997 r. "w sprawie określenia warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, pływających, kąpiących się i uprawiających sporty wodne". - Jaki sens jest łączyć w jednym akcie prawnym kwestię reguł zachowywania się w górach i nad wodą, tym bardziej, że istnieją odrębne rozporządzenia rządu o alpinizmie czy o przewodnictwie górskim - mówi Adam Jonak, od 1963 r. ratownik GOPR, inicjator i współautor 4-tomowego "Poradnika ratownika GOPR".

Okazuje się, że nie ma w Polsce wyciągu narciarskiego, który spełniałby normy określone przez rząd 11 lat temu. Wymagają one, by narciarz zjeżdżający ze stoku miał wokół siebie 100 metrów kwadr. wolnej przestrzeni. Na zdecydowanej większości tras narciarskich w naszym kraju jest - jak wynika to z wyliczeń - mniej niż 50 m kwadr. wolnej powierzchni na osobę.

- Mamy teraz następujące wyjścia: albo zamknąć trasy narciarskie, by respektować prawo, choć jest ono skrajnie nieżyciowe, albo doprowadzić do wycięcia w kraju setek hektarów lasów, żeby trasy spełniały wymogi rozporządzenia - mówi Adam Jonak.

Mało kto zdaje sobie także sprawę z tego, że bez górskiego przewodnika wycieczka nie może chodzić po parkach narodowych i rezerwatach, niezależnie od wysokości nad poziomem morza. Grupy nie mogą też poruszać się w terenie leżącym powyżej 1000 m npm - tak bowiem stanowi rozporządzenie Rady Ministrów.

W praktyce oznacza to, że przewodnika musi mieć grupa idąca np. z Gubałówki (1120 m npm) drogą asfaltową na Butorowski Wierch (1160) czy z Palenicy Białczańskiej szosą do Morskiego Oka lub brukowaną drogą z Kuźnic do schroniska Kalatówki.

- Bez przewodnika nie można też iść, by nie łamać prawa, z Sidziny do schroniska na Hali Krupowej czy z Rycerki Górnej do schroniska Wielka Racza - irytuje się Adam Jonak. - Podobnych przykładów, przecież na zdrowy rozum absurdalnych, można podać wiele - dorzuca.

Adam Jonak ma bardzo bogatą korespondencję pomiędzy kolejnymi rządami a TOPR, GOPR i PTTK. Jej efekt jest w zasadzie zerowy. Premierzy, ministrowie spraw wewnętrznych i administracji oraz posłowie najczęściej w ogóle nie odpowiadali na pisma tych trzech kompetentnych instytucji, a jeśli już - to były one bardzo zdawkowe, świadczące o całkowitym niezrozumieniu problemu.


źródło => http://wiadomosci.onet.pl/1688305,11,item.html

Poniżej przykład zdawkowej odpowiedzi MSWiA na propozycję zmiany tego przepisu sprzed czterech lat.

Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
baniak
wędrowiec
Posty: 487
Rejestracja: 05-09-2006 19:52
Lokalizacja: Śnieżnicka Kraina(Stronie Śląskie)

Postautor: baniak » 02-03-2008 22:19

:D Podoba mi się określenie "Wolne przewodnictwo"troche podciągam je pod siebie,przecież nie potrzeba mi blachy,żeby poprowadzić znajomków po Górach... :arrow: baniak

kurczak1986
tramp
Posty: 23
Rejestracja: 26-11-2007 08:19
Lokalizacja: Walbrzych

Postautor: kurczak1986 » 03-03-2008 07:55

ja tu rozumiem, że jak tylko ktoś coś powiehistorycznego, ale reką pomacha na rynku coś wyjaśniając dostaje mandat. Czy to nie zakrawa o jakiś totalny zakaz ciszy? Z drugiej strony wspomniany nauczyciel włoski miał pecha i trafił na wyedukowanych strażników miejskich :) :twisted:
Przekazujac1%dochodu ratujesz zabytki.Przelej na konto Muzeum Przemyslu i Kolejnictwa KRS nr 0000225114, Bank BPH S.A. I o/ Wrocław, nr konta: 35106000760000320001008390, ul. Towarowa4, 58–140 Jaworzyna Śląska

Awatar użytkownika
mariomar
stary wyga
Posty: 1135
Rejestracja: 30-07-2005 20:28
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: mariomar » 29-03-2008 20:31

Czy jeśli dotknę jedną ręką gniazdka elektrycznego, a drugą złapię jakiegoś, przypadkowo napotkanego, Bogu ducha winnego turystę, czy wtedy też mogę się określić jako WOLNE PRZEWODNICTWO? I czy moja postawa, lekko konwulsywna, w świetle prawa jest legalna? :wink:
Jestem Starym Wygą, jestem Starym Wygą...

Nawet GPSu górnolotna myśl techniczna,
nie zastąpi wrażeń, jakie daje Ci ZWYKŁA MAPA TOPOGRAFICZNA!!!

Dobrze, że w górach są szosy - przynajmniej wszędzie można dojechać samochodem...

Awatar użytkownika
wirek
stary wyga
Posty: 1927
Rejestracja: 12-09-2004 21:43
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: wirek » 31-03-2008 06:00

Niby tak, ale jeśli masz żonę, to już nie jesteś wolnym przewodnikiem. A tak w temacie, czy ktoś już informował Palikota o tym przepisie?


Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”