Chciałem rozruszać moje stare kości.
Miało być coś jak Ślęża: niskie, na jeden dzień, bez szaleństw, ale i bez tłumów.
Postanowiłem, że odwiedzą braci Czechów i wybór padł na Zlutawską Pahorkatinę.
Pierwsze kroki - Bozi Hora.
Kościół na szczycie.
Dla amatorów, wiatka przy kościele.
Dalej zasuwam w stronę Smolnego Vrchu.
Atrakcjami okolic Zulowej (przynajmniej dla mnie) są wyrobiska dawnych kamieniołomów.
Po drodze mijam też gospodarstwo z dużą ilością trzody chlewnej ( świniodzików).
Przykłady: maciorolocha i prosiakowarchlak.
Tu już Smolny Vrch. Przy dobrej pogodzie widoki pewnie przednie.
Kolejną atrakcją mają być ruiny zamku Kaltenstejn.
Ruszam zielonym szlakiem.
Kamień, graniczny, pokutny??? Ktoś coś wie na ten temat???
Czechom się przelewa.
I tak cały dzień.
Na pozdamczu wiata nówka.
Olbrzymi Żywotnik olbrzymi.
Z zamku niewiele zostało, ale trzeba mu oddać, że klimat ma - szczególnie gdy mglisto.
Tu zrobiłem krok w bok. No i proszę.
Chatkowego nie zastałem.
W środku malina. Czysto, sucho, koza w rogu. Trzeba będzie się tam wkrótce wybrać.
W lesie asfalt - jak to u Czechów.
I jeszcze na koniec - romantycznie.
Arcibiscupsky lom.
Później się ściemniło, zamiast do Zulowej doszedłem do Vapennej, co skutkowało na finiszu darciem asfaltu.
Pozdrawiam


