Tym razem padło nie na Sudety, a Karpaty Wschodnie.
Przygodę zacząłem w Przemyślu, kurs do Medyki, bezproblemowe przejście przez granicę. Do Lwowa docieram 15 minut za późno, pociąg do Rachowa odjechał. Postanawiam obrać kierunek na Osmołodę. Marszrutka do Kałusza, śpię w Hotelu "Astoria" 50 hr. Pierwszy transport do Osmołody jest o 7.50, po trzech godzinach jazdy ok.11 docieram do celu.
Zakupy w miejscowym sklepie, dwa szybkie piwa na pokrzepienie i ruszam.
Pierwsza atrakcja - kładka na potokiem Łomnica.
Czerwonym szlakiem kieruję się na Ihrowiec. Kiedy wychodzę ponad granicę lasu, dochodzą mnie odgłosy burzy, mam obawy czy iść dalej, czy wrócić się do chatki, którą minąłem kilka minut wcześniej. Idę jednak dalej.
Morze gór.
Gdy schodzę na przełęcz Borewka burza jest już blisko. Po chwili zaczyna padać, widzę jak piorun uderza w zbocze Ihrowca.
Rozbijam namiot, razem ze mną na przełęczy nocuje jeszcze trzech Ukraińców.
W nocy burza, rano jeszcze trochę pada, więc ruszam z miejsca dopiero o 10.
I dalej czerwonym szlakiem w kierunku Sywuli.
Wśród gorganu mijam pozostałości schronów i zasiek pamiętających z czasy I wojny światowej.
Wielka Sywula coraz bliżej.
Na najwyższym szczycie Gorganów.
Z Wielkiej Sywuli, tylko krok do jej mniejszej siostry.
Na popas schodzę na połoninę Ruszczyna.
Popasałem i ruszam do Rafajłowej.
Urwisko Piekło niedaleko Ruszczyny.
W drodze do Rafajłowej.
Do wioski schodzę po zmroku, nocuję na kwaterze niedaleko knajpy, cena za łóżko - 40hr.
Następnego dnia postanawiam kontynuować wędrówkę czerwonym szlakiem.
Na szlaku spotykam grzybiarzy. Trzeba przyznać, że gorgańskie grzyby imponują swoimi rozmiarami - i jak tu się nie pochwalić.
Dwie godziny, które zabrało mi dotarcie na połoninę Płoska, brodzę po kostki w błocie.
Po dotarciu na połoninę słyszę, że grzmi, ale do puki nie pada postanawiam iść dalej.
Szlak prowadził lasem po przedwojennej granicy Polsko-Czechosłowackiej.
Po dojściu na połoninę Bohacką miałem dosyć uciekania przed burzą, namiocik rozbiłem niedaleko szałasów pasterskich.
Rano miałem takie widoczki.
Pogoda wyśmienita, zamierzałem iść dalej czerwonym szlakiem, przez Mały Gogran i Syniak, lecz....
....za przeł. Krzyżówka trafiłem na mega wiatrołom.
Po godzinie walki dałem za wygraną i zszedłem najpierw na kreskę, a później wzdłuż potoku.
Miałem dojść do wsi Polana Popowiczowska, ale najpierw ujrzałem TO:
Dla zainteresowanych: www.bukovel.com
Po tym co zobaczyłem w kompleksie bukovel pozostał tylko niesmak.
Zamyślony, astopem udałem się do Iwano-Frankowska, gdzie zdążyłem na ostatnią marszrutkę do Lwowa. Rano już tylko autobus nr.18 i kolejna marszrutka, tym razem już w stronę Polski. Na przejściu granicznym, nie było już tak miło, jak kilka dni temu, w dwóch słowach: krzyk i płacz. Kto był ten wie.
Wyjazd może i był krótki, ale chęć poznania tych gór wzmogła się we mnie jeszcze bardziej.
Wiem, że tam powrócę i to chyba już na dwa tygodnie
Pozdrawiam