[12-14 listopada] góry stołłowe
[12-14 listopada] góry stołłowe
Batorów. Skalne Grzyby, Radkowskie Skały, Torfowisko Batorowskie i insze atrakcje. Schronisko ponoć puste. Jakby ktuś reflektował...
Modlitwa - modlitwą
a tu trzeba brzytwą
albo jeszcze gorzej
sprężynowym nożem
a tu trzeba brzytwą
albo jeszcze gorzej
sprężynowym nożem
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2089
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań
No cóż. Powiedziało się A, trzeba powiedzieć dalszy ciąg, czyli skrobnąć relację.
Wyprawa (cóż za mocne słowo) zaczęła się 11 listopada w Poznaniu, gdzie impreza połączona ze śpiewaniem pieśni niepodległościowych, degustacją mocnej orzechówki i marcińskich rogali, przeciągnęła się do 4.30. Skutecznie przeszkodziło mi to w zdążeniu na bezpośredni pociąg do Kłodzka, który startuje z Poznania o 6.45
W trakcie kombinowanej podróży, odkryłem, że nie wziąłem czołówki, co spowodowało niestety zmianę planów pierwszego dnia. Zamiast startować z Dusznik żółtym szlakiem do Batorowa (bardzo powoli chodzę i bałem się, że w lesie zastanie mnie zmrok), ruszyłem asfaltem ze Szczytnej i już o 15 byłem w schronisku w Batorowie. Pozostawiwszy bagaż, ruszyłem na lekko na górę św. Anny, obejrzałem drogę krzyżową, kaplicę i okoliczne lasy. A w schronisku odespałem całą poprzednionocną imprezę.
W sobotę plan był prosty - ruszyć w górę żółtym szlakiem i obejrzeć Skalne Grzyby, Pielgrzyma, Radkowskie Skały, Stroczy Zakręt i inne tego typu atrakcje. Plan został w pełni zrealizowany. Do plusów tego dnia mogę zaliczyć niemal zupełną pustkę na szlakach (jedynie 6 osób - wszystkie spotkane na odcinku czerwonego szlaku od szosy 100 zakrętów do Skalnych Grzybów), nadspodziewanie dobrą pogodę i widoczność. Wambierzyce i Radków było widać z punktów widokowych jak na dłoni, niczym makiety. Miałem nawet wrażenie, że widzę poruszające się na wstążkach asfaltowych dróg małe samochodziki. Do minusów muszę zaliczyć nadmierne opatulenie się z obawy przed niekorzystnymi prognozami pogody, co spowodowało, że, zwłaszcza w pierwszej części trasy podziwiałem "świat za mgłą" (zaparowanych okularów). W Batorówku jakiś owczarek próbował zmusić mnie do zabawy, podrzucając mi pogryzioną i obślinioną szyszkę i sugerując, że świetnie nadaje się do aportowania. W schronisku nadal jestem jedynym gościem, więc oddaję się lekturom, które przewidująco zabrałem ze sobą.
Niedziela, to całodzienny powrót do domowych pieleszy. A tu jak na złość ciepło i słonecznie. Wyszedłem wczesnym rankiem zielonym szlakiem do Polanicy, planując tam złapać PKS do Kłodzka. Swoją drogą wyjście tego szlaku z Batorowa jest dość hardkorowe, jak na warunki "cywilizowanych" Sudetów - trzeba przejść w bród Czerwoną Wodę, która okazała się dość okazałym potokiem. Następnie szlak prowadzi ścieżką tuż przy rzeczce. Ta jednak natrafiła w swym korycie na przeszkodę, więc... no tak - zgadliście - w chwili, kiedy przemierzałem ten szlak, stanowił on dno nowego koryta potoku. Po pokonaniu tych trudności szlak okazał się całkiem przyjemny. Podobało mi się, że w dużej części trasy nie prowadził gotowymi drogami leśnymi, ale wydeptaną ścieżką na przełaj przez las. Do Polanicy dotarłem około 10 rano. Później to już epopeja dworcowo-kolejowa. O 11.17 pociągiem do Wrocławia, stamtąd o 14.51 do Leszna, a z Leszna o 17.40 do siebie.
Zdjęć jak zwykle nie ma, tym niemniej wycieczkę mogę uznać za w pełni udaną.
Ps. Ktoś wie co to za ruiny przy żółtym szlaku w Batorowie (w stronę Batorówka)?
Wyprawa (cóż za mocne słowo) zaczęła się 11 listopada w Poznaniu, gdzie impreza połączona ze śpiewaniem pieśni niepodległościowych, degustacją mocnej orzechówki i marcińskich rogali, przeciągnęła się do 4.30. Skutecznie przeszkodziło mi to w zdążeniu na bezpośredni pociąg do Kłodzka, który startuje z Poznania o 6.45
W trakcie kombinowanej podróży, odkryłem, że nie wziąłem czołówki, co spowodowało niestety zmianę planów pierwszego dnia. Zamiast startować z Dusznik żółtym szlakiem do Batorowa (bardzo powoli chodzę i bałem się, że w lesie zastanie mnie zmrok), ruszyłem asfaltem ze Szczytnej i już o 15 byłem w schronisku w Batorowie. Pozostawiwszy bagaż, ruszyłem na lekko na górę św. Anny, obejrzałem drogę krzyżową, kaplicę i okoliczne lasy. A w schronisku odespałem całą poprzednionocną imprezę.
W sobotę plan był prosty - ruszyć w górę żółtym szlakiem i obejrzeć Skalne Grzyby, Pielgrzyma, Radkowskie Skały, Stroczy Zakręt i inne tego typu atrakcje. Plan został w pełni zrealizowany. Do plusów tego dnia mogę zaliczyć niemal zupełną pustkę na szlakach (jedynie 6 osób - wszystkie spotkane na odcinku czerwonego szlaku od szosy 100 zakrętów do Skalnych Grzybów), nadspodziewanie dobrą pogodę i widoczność. Wambierzyce i Radków było widać z punktów widokowych jak na dłoni, niczym makiety. Miałem nawet wrażenie, że widzę poruszające się na wstążkach asfaltowych dróg małe samochodziki. Do minusów muszę zaliczyć nadmierne opatulenie się z obawy przed niekorzystnymi prognozami pogody, co spowodowało, że, zwłaszcza w pierwszej części trasy podziwiałem "świat za mgłą" (zaparowanych okularów). W Batorówku jakiś owczarek próbował zmusić mnie do zabawy, podrzucając mi pogryzioną i obślinioną szyszkę i sugerując, że świetnie nadaje się do aportowania. W schronisku nadal jestem jedynym gościem, więc oddaję się lekturom, które przewidująco zabrałem ze sobą.
Niedziela, to całodzienny powrót do domowych pieleszy. A tu jak na złość ciepło i słonecznie. Wyszedłem wczesnym rankiem zielonym szlakiem do Polanicy, planując tam złapać PKS do Kłodzka. Swoją drogą wyjście tego szlaku z Batorowa jest dość hardkorowe, jak na warunki "cywilizowanych" Sudetów - trzeba przejść w bród Czerwoną Wodę, która okazała się dość okazałym potokiem. Następnie szlak prowadzi ścieżką tuż przy rzeczce. Ta jednak natrafiła w swym korycie na przeszkodę, więc... no tak - zgadliście - w chwili, kiedy przemierzałem ten szlak, stanowił on dno nowego koryta potoku. Po pokonaniu tych trudności szlak okazał się całkiem przyjemny. Podobało mi się, że w dużej części trasy nie prowadził gotowymi drogami leśnymi, ale wydeptaną ścieżką na przełaj przez las. Do Polanicy dotarłem około 10 rano. Później to już epopeja dworcowo-kolejowa. O 11.17 pociągiem do Wrocławia, stamtąd o 14.51 do Leszna, a z Leszna o 17.40 do siebie.
Zdjęć jak zwykle nie ma, tym niemniej wycieczkę mogę uznać za w pełni udaną.
Ps. Ktoś wie co to za ruiny przy żółtym szlaku w Batorowie (w stronę Batorówka)?
Modlitwa - modlitwą
a tu trzeba brzytwą
albo jeszcze gorzej
sprężynowym nożem
a tu trzeba brzytwą
albo jeszcze gorzej
sprężynowym nożem
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2089
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań