Od Czeremchy do Porosiuków - z lichem przez płd. Podlasie

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Od Czeremchy do Porosiuków - z lichem przez płd. Podlasie

Postautor: Pudelek » 03-06-2014 17:26

Miłe złego początki...

to powiedzenie sprawdziło się w 100 procentach! Mój drugi (a dla niektórych czwarty) wyjazd na Podlasie zaczął się sympatycznie - piwko w Opolu, piwka w pociągu, spotkanie ze znajomymi we Wrocławiu i w dobrych humorach wsiadaliśmy do nocnego zuga w kierunku stolicy.

A potem nad ranem zorientowałem się, że mój aparat zniknął :( Nie wchodząc w szczegóły, tej nocy sporo osób zostało w pociągu okradzionych, działała jakaś zorganizowana szajka, prawdopodobnie przy udziale części konduktorów.

W pierwszej chwili chciałem wrócić do domu - dla mnie wyjazd bez możliwości robienia zdjęć jest zupełnie bezcelowy. Eco tylko się modlił, aby opóźnienie naszego pociągu wzrastało, abym mógł nieco ochłonąć i zmienić decyzję. W sumie wymodlił, bo z ciężkim sercem przesiadłem się do kolejnego pociągu na Siedlce i zdecydowałem się kontynuować wędrówkę - Buba obiecała mi dowieźć swoją zapasową małpkę, a przez pierwsze dwa dni robiłem zdjęcia do spółki z Eco. Tak więc galeria zdjęć jest nieco mieszana...

A przecież licho już wcześniej dawało znać - Eco zapomniał mapnika, prawie zapomniał namiotu i spóźnił się przez to do pracy, w robocie zapomniał jedzenia. Potem narastające opóźnienia kolejnych pociągów... w pociągu KM licho znów się objawiło, bo bilet na wcześniejszy kurs nie obowiązywał na ten! zapowiadał się ciężki tydzień!

Do Czeremchy (Черемха) dojechaliśmy tylko we dwójkę - resztę dopadło życie i mogli dojechać dopiero dzień później. Z ulgą wylazłem z pociągu, miałem wszystkiego serdecznie dość.
Obrazek

Na szczęście tuż obok zbyt dużego dworca (Czeremcha powstała w 1906 jako osada kolejarska i właściwie tylko tym się charakteryzuje) jest sklep, funkcjonujący jako knajpa. Ledwo jednak kupiliśmy piwo, dosiadł się miejscowy. Niby miły, niby sympatyczny, na pewno oczytany bardziej niż wskazywał jego wygląd, ale jednocześnie namolny i na siłę chcący ukazać, że wie więcej od nas. Drażniło zwłaszcza poprawianie naszej wymowy (facet, dla którego językiem domowym był raczej białoruski, mówi nam, że powinniśmy poprawić akcent), potem jakieś niby żartobliwe docinki, typu, że Andrzej nie powinien nosić brody, bo jest na to za młody :D Na koniec zaczął wspominać coś o wsadzaniu mydełka w dupę i podpalaniu - w tym momencie stwierdziliśmy, że czas na nas, tym bardziej, że akurat burza się skończyła ;) "Zagroził" nam, że jutro odnajdzie nas swoim Zetorem :D

Jeszcze składanie sztabówki i można iść :)
Obrazek

Podlasie jak to Podlasie - śpiewny akcent, cyrylica, cerkwie, a przede wszystkim drewniane, zdobione domy, których jednak coraz mniej.
Obrazek

Próbujemy złapać stopy - zatrzymuje się tylko strażnik graniczny w cywilnym wozie.
- Eee, ja tylko do roboty, 300 metrów... - tłumaczy. To po co stawał?

Po wyjściu z Czeremchy fotka przy drodze nr 66 do przejścia granicznego z Białorusią.
Obrazek

Idziemy sobie niespiesznie przez las, bo w sumie nic nas nie goni.
Obrazek

Krótki postój przy przystanku, pod którym znajdujemy odkrywczy wierszyk:
TY BĘDZIESZ MOJA,
JA BĘDĘ TWÓJ,
RAZEM BĘDZIEMY
WYWOZIĆ GNÓJ

Brawo.

Około godziny 20-tej dochodzimy na skraj wsi Zubacze.
Obrazek

Od razu skręcamy w prawo, w pylistą drogę, szukając miejsca pod namiot. Nie jest łatwo, bo dookoła krzaczki albo koleiny, jedyne rozsądne miejsce to prawosławny cmentarz, zwany Wesołym, z racji kolorowych nagrobków.
Obrazek

W końcu udaje się znaleźć całkiem niezłą miejscówkę w niskim, ale gęstym lasku - podłoże jest piaszczysto-mchowe, ale namiot całkiem dobrze stoi. Obok jest kilka dołów, w którym można rozpalić ognisko, a z racji gęstości iglaków to nie jesteśmy widoczni z pobliskiej wsi.

Nastrój wieczoru nieco mąci kolejny atak licha - Eco zostawił całą butelkę wody w sklepie - ale potem jest już tylko trzaskanie ognia, kowbojskie skręciki i rozgwieżdżone niebo.
Obrazek

Niedzielny poranek jest tak gorący, że po 7:30 nie można już wysiedzieć w namiocie. Dodatkowo okazało się, że rozbiliśmy się tak naprawdę na jednym wielkim mrowisku - mrówki są wszędzie! W nocy chyba spały, a teraz tylko łyk swojskiego wina i trzeba się ewakuować.
Obrazek

Śniadanie odkładamy na później, więc o dość wczesnej porze przechodzimy przez Zubacze (Зубачы). Wioska to niewielka, choć w dokumencie z 1580 roku określana jest jako miasteczko. Dzisiaj to rząd drewnianych domów z wszechobecnymi bocianami.
Obrazek

Ozdobą jest drewniana cerkiew p.w. Opieki Matki Bożej z 1895 roku, choć po dokładnym remoncie wygląda tak świeżo, iż myślałem, że to nowy obiekt.
Obrazek

Akurat w środku trwa nabożeństwo, więc nie zaglądamy i po krótkim odpoczynku odbijamy ze wsi na wschód, w kierunku Bobrówki (Баброўка). To już kompletne zadupie, położone nad potokiem Brodziec, będącym dopływem Pulwy (która z kolei jest dopływem Bugu). Leży tuż przy granicy - co więcej, przynależny do niej dawny majątek Turowszczyzna (Туроўшчына), po sztucznym wytyczeniu granicy został przecięty na pół. Po radzieckiej stronie pozostał niszczejący dwór i park, po polskiej pola, ogrody i domki służby.

W sumie wleźliśmy tutaj aby sprowokować Straż Graniczną - chcieliśmy zobaczyć jak szybko zareaguje :D Wzbudzaliśmy spore zainteresowanie wśród mieszkańców, na Eco rzucił się nawet pies o wdzięcznej nazwie Dracula (właściciel przywołał go gromkim "Job twoju mać") i wydawało się, że patrol zaraz się zjawi.

Nagle droga gwałtownie się kończy, druty, zaorany, podmokły pas i słupki graniczne.
Obrazek
Obrazek

Siadamy niedaleko i robimy śniadanie, czekając na tą SG - nadaremnie! Zwyczajnie nas olali! Może w tym roku nie wyglądamy na przemytników?

Obrazek

Upał jest nieziemski, więc wracając postanawiamy wziąć kąpiel w Brodźcu. Kapitalna sprawa, choć żeby umyć bardziej wrażliwe części ciała należało usiąść na kamieniach!
Obrazek

Jakoś się tak złożyło, że potem mamy z półtorej godziny maszerowania właśnie w największym upale - mało jest drzew, topi się nawet pseudo-asfalt, a o stopie można zapomnieć - jakieś auta co prawda jeżdżą, ale nic nie staje.
Obrazek
Obrazek

W Klukowiczach (Клюковичі) ku naszej nieopisanej radości działa sklep! Siadamy więc w cieniu, wkrótce też dosiadają się miejscowi i integracja trwa w najlepsze, są też i lokalne specjały ;) Andrzejowi najbardziej podoba się sprytny uchwyt w miejscowym rowerze, z kolei naszym rozmówcom jego bagnet ("o, tu jest rowek na krew!").
Obrazek

W międzyczasie idę do pobliskiej szkoły zagłosować, wzbudzając sporą panikę wśród wypindrzonych panienek - tylko zastępca komisji wie, gdzie mnie dopisać. Po raz kolejny zadaję pytanie czego oni się uczą na tych szkoleniach? Na samym budynku ciekawostka - przedwojenny napis "SZKOŁA POWSZECHNA".
Obrazek

Inna ciekawostka - bardziej tragiczna - z ławek spod sklepu dobrze widać las graniczny z wyraźną przerwą - to miejsce, gdzie kilka lat temu spadł śmigłowiec SG i zginęła cała załoga. Szczątki podobno były po białoruskiej stronie i ciężko je było odnaleźć.
Obrazek

Trzecia ciekawostka - Klukowicze i okolice to jedyna część przedwojennego województwa poleskiego ze stolicą w Brześciu, która po 1945 pozostała w Polsce (z ocalałych dla Polski kawałków utworzono wówczas gminę Klukowicze).

Jeden z miejscowych (którzy między sobą mówią mieszanko białorusko-polską, z naciskiem na tą pierwszą) - Seba - obiecuje załatwić nam transport. Dzwoni po znajomych i rzeczywiście - po jakimś czasie zjawia się jego znajomy. Trochę dla nas za wcześnie, ale nie marudzimy, bo zamiast 2 godzin to po 5 minutach jesteśmy pod sklepem w Siemichoczach, gdzie wkrótce dociera Iza.

Piękna pogoda zaczyna się psuć, zbliża się burza, więc szukamy jakiegoś daszku. Niedaleko jest budynek marowni, a przynajmniej tak mi się zdaje - ze schodami i sporym daszkiem. Siadamy tam więc, po jakimś czasie dodzwania się Grześ, że on z Bubą i Toperzem rozłożyli się przed wsią. Potem, już w deszczu, Grzesiu do nas przychodzi, a po nim mniej spodziewany gość - jakiś facet wywala nas spod dachu, bo to, jego zdaniem, miejsce nie do siedzenia, miejsce święte i że nie mamy wstydu. Przed deszczem "sugeruje" schronić się pod przystanek... Dopiero po powrocie przeczytałem, że owa marownia to jakaś nowa kaplica katolicka - może stąd taka agresja, bo facet mieszkał zaraz obok?

Przestaje padać, więc idziemy z Grzesiem na obozowisko - miejsce faktycznie niezłe, na polance pod laskiem. Pozostaje coś wychylić na przywianie :)

W poniedziałek znowu pięknie i gorąco.
Obrazek

Wracamy do Siemichoczów (po drodze większość wzięła kąpiel w mulistym strumyku - jak zwykle, poza brudasem Bubą :D), gdzie pod otwartym dziś sklepem robimy cały garniec jajecznicy. Miejscowi są bardzo mili i uczynni - pani ze sklepu czyści nam stolik, jeden pan wsadza Bubę i Toperza do auta i wozi po wsi w poszukiwaniu jajek, a sam dodaje od siebie boczek i sałatę! Dwóch piwoszy również cieszy się z naszego towarzystwa i wzajemnie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jajecznica jest sycąca, atmosfera zachęca do drzemki, ale znowu się chmurzy, więc chcąc nie chcąc musimy iść dalej. Za kaplicą wyskakuje do nas z pyskiem babsztyl, zapewne żona wczorajszego awanturnika. Jakim prawem robimy zdjęcia, tu nie wolno robić zdjęć, byliśmy tu już wczoraj i zawczoraj, a w ogóle to spokojna miejscowość i proszę opuścić wieś! :D Dopiero gdy Iza sugeruje, że jak się babie coś nie podoba to niech wezwie policję, tamta się nieco uspokaja. Jacyś wyjątkowi frustraci mieszkają koło tej kaplicy... kompletne przeciwieństwo wszystkich spotykanych do tej pory lokalsów.

A licho jest coraz bliżej...
Obrazek
Obrazek

W ostatnim momencie chronimy się pod niezbyt szczelnym przystankiem, zaczyna lać i walić gradem! Nie tracimy jednak rezonu - wspominam coś o tańcu na rurze, więc Eco dzielnie wskakuje na słupek, za co dostaje nagrodę ;)

Obrazek

Gdy przestaje padać pora w końcu iść przed siebie wśród parującej drogi.
Obrazek

W lesie mijamy kaplicę, wystawioną przez hrabinę Potocką, aby powstrzymać w swoich dobrach pomór bydła. Nie wiadomo czy pomogło, ale dziś modlą się tu i katolicy i prawosławni.
Obrazek

Po wyjściu z lasu widzimy kolonię Anusin, a przy niej rozległy cmentarz z kaplicą prawosławną z 1930 roku...
Obrazek

oraz cerkiew Kosmy i Damiana z lat 1902-1904, która jeszcze niedawno była zielona (dzisiaj te wszystkie po remontach są brązowe).
Obrazek

Szukamy jakiegoś miejsca na zrobienie obiadu i nasz wybór pada na zadaszone ujście strumyka, być może służące kiedyś jako chrzcielnica.
Obrazek
Obrazek

Przed nami jeszcze sporo drogi, więc niektórych trzeba do ruszenia tyłka jakoś zmotywować ;)
Obrazek

Za Werpolem (Верпіль), należącym w przeszłości, podobnie jak m.in. Siemichocze, do Sapiehów, kończy się asfalt i zaczyna się piaszczysta droga przez Puszczę Mielnicką, południową pozostałość po Puszczy Białowieskiej. Najbardziej charakterystyczne miejsca to skrzyżowania.
Obrazek
Obrazek

Dziewczyny i Toperz wyrywają nam do przodu (co do nich zupełnie niepodobne), męska trójka spokojnie maszeruje na tyłach. Mijamy osadę Adamowo-Zastawa (Адамова), leżącej przy drodze w kierunku zamkniętej granicy, w której znajduje się przepompownia rurociągu Przyjaźń.
Obrazek

Przez chwilę łudzimy się sklepem, bo widzimy reklamę piwa, ale to tylko jakaś prywatna impreza. Podczas postoju na opłotkach wsi dostajemy informację, że w Mętnej (Мутна) czeka na nas nocleg przy świetlicy wiejskiej - jest tam wiata, miejsce pod namiot i ognisko, wychodek, drewno, kran z wodą - i to wszystko za darmo!
Obrazek

CDN...
Ostatnio zmieniony 03-06-2014 21:35 przez Pudelek, łącznie zmieniany 2 razy.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

kris_61
wędrowiec
Posty: 266
Rejestracja: 28-01-2013 20:49
Lokalizacja: Księstwo Bytomskie

Postautor: kris_61 » 03-06-2014 18:09

Obrazek

Ten zielony do Czeremchy :)

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 03-06-2014 18:10

Koleje Mazowieckie ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4950
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Od Czeremchy do Porosiuków - z lichem przez płd. Podlasi

Postautor: buba1 » 03-06-2014 20:58

Pudelek pisze:[
oraz cerkiew Kosmy i Damiana z lat 1902-1904, która jeszcze niedawno była zielona (dzisiaj te wszystkie po remontach są brązowe). .


W roku 2006 wygladala tak:

Obrazek

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
włóczykij
tramp
Posty: 34
Rejestracja: 01-10-2008 18:23
Lokalizacja: Świdnica

Postautor: włóczykij » 03-06-2014 23:54

Z tym wierszykiem z przystanku to grubsza sprawa
http://www.youtube.com/watch?v=wHktKOX189k

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 04-06-2014 13:59

Pod Wiejską Świetlicą w Mętnej spało mi się bardzo dobrze, nawet nie rozkładałem z Grzesiem namiotu, tylko bęc pod wiatę. Rano przyjechali jacyś faceci z roślinkami i byli zdziwieni, że wygodnie mi na kostce.
- Po bimbrze to wszędzie wygodnie - odparłem ;). W jednej z wiosek zakupiliśmy miejscowy napitek, ale obiektywnie pisząc był paskudny. Tzn. po każdym kolejnym łyku mniej paskudny, ale zawsze rano bolała mnie później głowa. No ale płacąc 30 zł za trzy flaszki Wersalu się nie spodziewać :D

Ledwo wyszliśmy ze wsi, a Iza złapała stopa - pana od motyli i pana od chrząszczy, obaj niemiejscowi - może dlatego się zatrzymali. Zaraz potem lekką przemocą (blokując szosę) zatrzymaliśmy drugie auto i tak cała ekipa szybko znalazła się w Mielniku.

Mielnik (Мельник) to najbardziej znacząca miejscowość na naszej trasie. Dawne sławne miasto królewskie na obrzeżach Wielkiego Księstwa Litewskiego zasłynęło z dwóch wydarzeń w historii - oba miały miejsce w 1501 roku. Najpierw podpisano tutaj akt Unii mielnickiej, kolejny w dziejach Polski i Litwy, zacieśniający więzy. Potem tzw. przywilej mielnicki, który de facto wprowadzał w Rzeczpospolitej senacko-oligarchiczną republikę - rządzić miała arystokracja poprzez Senat, a król był jedynie "pierwszym z równych", przewodniczącym Senatu i niewiele więcej. Oba ustroje nie weszły w życie - przeciwko Unii wystąpili Litwini i sami Jagiellonowie, przeciwko przywilejowi średnia szlachta pozbawiona wpływu na rządy.

Czasy świetności Mielnika skończyły się w XVII wieku - miasto doszczętnie spalili Szwedzi i Węgrzy. Ośrodek już się nie podniósł, w czasach zaborów zapanowała kompletna stagnacja, a w 1939 roku Rosjanie wysiedlili wszystkich mieszkańców i rozebrali niemal wszystkie drewniane budynki, mieszkańców z kolei wysiedlono, gdyż na Bugu biegła granica - po drugiej stronie była już III Rzesza. Po wkroczeniu Niemców Mielniczanie powrócili, ale dzisiaj to dość senna wioska ze śladami dawnej świetnej przeszłości.
Obrazek

Szybko znajdujemy bardzo sympatyczny lokal - Restaurację Wczasową. Można tam i smacznie zjeść i napić się, jest też weranda. W sam raz dla nas :)
Obrazek

Po posileniu się idziemy na wieś obejrzeć co zostało z dawnych czasów. Najwyższy punkt osady to Góra Zamkowa, na której kiedyś stał zamek, w którym podpisano Unię i przywilej. Dziś jest zarośnięta i stoi kilka cegieł - pozostałość po kaplicy św. Aleksandra Newskiego, postawionej przez władze carskie w 1863 (w podziękowaniu za stłumienie powstania styczniegowego) lub 1865 roku (w podzięce za ocalenie cara z zamachu). Przy tej kupie gruzu pamiątkowe zdjęcie.
Obrazek

Z góry ładny widok na Bug i tereny położone po obu stronach rzeki.
Obrazek
Obrazek

Właściwe zabytki są wokół Góry - najbardziej widokowa jest ruina katolickiego kościoła gotyckiego, wybudowanego w XV wieku ponoć przez księcia Witolda. Kościół, w czasach carskich będący cerkwią, spłonął w czasie niemiecko-rosyjskich walk w 1915 roku. Planowano go odbudować, ale w końcu stanął inny, nowy, a ten pozostawiono w takim stanie w jakim jest.
Obrazek
Obrazek

Obok kościoła plebania z XVIII wieku - bardzo skromna, patrząc na dzisiejsze pałace farorzy.
Obrazek

Z drugiej strony Góry dwie cerkwie - murowana z 1825 roku - wpierw unicka, dziś prawosławna...
Obrazek

...oraz drewniana, cmentarna z 1777 roku.
Obrazek

Współczesne nagrobki oraz ogłoszenia w cyrylicy świadczą, że społeczność Białorusinów (choć niektórzy uznają ich za Ukraińców, a dialekty podlaskie za ukraińskie) nadal jest tutaj żywa.

W Mielniku jest jeszcze zniszczony kirkut, synagoga tak przebudowana, że niczym nie różni się od zwykłego domu oraz kopalnia kredy, do której nie chciało mi jednak iść.

Wracamy do Wczasowej, gdzie następuje konflikt interesów - Iza chciałaby napierdzielać, bo dziś nic nie przeszliśmy (co nie było prawdą, bo do złapania stopa, dojścia do knajpy i do zabytków zrobiliśmy z dobre 1,5 kilometra :D), my natomiast wziąć kolejny kufel. Większość wybrała rozsądek, a niezdecydowaną Bubę przekupiono kielonkiem wiśniówki ;)
Obrazek

Niestety, Iza w ramach zemsty poszła do sklepu i wykupiła mój ostatni chłodnik :evil:

Kiedy w końcu wyruszyliśmy i zahaczyliśmy jeszcze o market, było już miłe popołudnie. Przez Mielnik-Przedmieście dotarliśmy do promu na Bugu, bo w tej okolicy mostów brak.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Najwyższy już był czas na poszukiwanie miejsca na nocleg - obok promu była wiata, ale za mała, podobnie jak na mielnickiej stronie. Poszliśmy więc kawałek dalej, pogawędziliśmy z wędkarzami i znaleźliśmy fajne miejsce, tuż przy rzece, z widokiem na podmokłą wyspę na samym Bugu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Można było nawet popływać, bo prąd był słaby i nie znosiło :)
Obrazek

Oczywiście kto się nie kąpał, zgadnijcie, na kto? :D

A potem jak co wieczór - zapłonęło ognisko i boczek... dojechał nawet kolega od Buby z Białej Podlaskiej, choć początkowo zjawił się pod innym promem ;)

I tak półmetek podlaskiej wędrówki za nami. Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/1103445063 ... oMielnika#

CDN....
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4950
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 04-06-2014 16:51

Woda byla tak lodowata ze toperz jak wskoczyl na chwile to mial taka mine

Obrazek

i zaraz wybiegl na brzeg, ubral sweter i napil sie wodki. I mowil jeszcze chwile pozniej ze go telepie.

Ja sie bardzo lubie kapac ale dla ochlody w upalny dzien. A takie warunki niestety tylko na pierwszym Podlasiu panowaly :(

ale do wody weszlam dwa razy ( coby nie bylo ze mam calkowity "rzekowstret")

Obrazek

Obrazek

Pudelek pisze:a niezdecydowaną Bubę przekupiono kielonkiem wiśniówki ;)


Wisniowka to by mnie nikt nie przekupil! wisniowka soplica wystepuje wszedzie! A to byla porzeczkowka i sliwkowka- ktorych to nigdy wczesniej nie spotkalam :P
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

kris_61
wędrowiec
Posty: 266
Rejestracja: 28-01-2013 20:49
Lokalizacja: Księstwo Bytomskie

Postautor: kris_61 » 07-06-2014 22:21

Blisko Korczewa byliście. Na Bugu w tamtych rejonach bywają wiry na rzece ;)Pozdrawiam :)

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 10-06-2014 13:36

Przekraczając Bug przekroczyliśmy kilka granic. Współczesną, bo z województwa podlaskiego znaleźliśmy się w woj. mazowieckim - po raz kolejny widać, że granice dzisiejszych województw są idiotyczne, skoro fragment Podlasia jest w województwie, którego stolicą jest Warszawa. Z dawnej carskiej Rosji przenieśliśmy się do dawnej Kongresówki. I wreszcie przekroczyliśmy granicę religijno - mentalną: z krajobrazu zniknęły cerkwie, teraz spotykać będziemy tylko świątynie katolickie (co najwyżej będące w przeszłości cerkwiami), a napisy w cyrylicy stały się rzadkością.

Przekroczyliśmy też granicę pogodową - upalne, słoneczne dni pozostały po stronie Mielnika, my budzimy się w pogodzie szarej, burej i chłodnej. Plany kąpieli u większości osób zostały anulowane.

Gdy pakujemy namioty (przy okazji okazało się, że Grześ śpiąc zamordował jaszczurkę) zaczyna padać deszcz. Dochodzimy do pobliskiej wiaty przy promie i tam czekamy na Romka, który wkrótce się zjawia.
Obrazek

Zatem w dalszą drogę ruszamy już w siódemkę, co ewidentnie nie podoba się niebo, bo nasila opady. Przechodzimy przez Zabuże, dawne przedmieście Mielnika, w którym najbardziej charakterystyczny jest dwór z XIX wieku, dziś przebudowany i działający jako wypasiony hotel ze SPA.
Obrazek

W deszczu suniemy piaszczystymi, a następnie asfaltowymi drogami, przyglądając się mijanym drewnianym domom.
Obrazek

W Klepaczewie odbijamy do sklepu, gdzie pod przyjemną werandą siadamy sobie na dłuższą chwilę.
Obrazek

Na szczęście przestaje mocno padać, więc do sąsiednich Serpielic idziemy już mniej opakowani w peleryny. U części osób, również u mnie, zaczyna nasilać się burczenie w brzuchu i stwierdzamy, że warto by było coś zjeść. Na skarpie nadbużańskiej przed Serpelicami jest kilka ośrodków wypoczynkowych, opanowanych przez hałaśliwe bachory. Mijamy również lokale gastronomiczne, ale nieczynne. Dopiero na skraju wsi trafiamy na bar ze śmieciożarciem przy jakimś remontowanym hotelu. Wygląda to na jedyne miejsce, gdzie można coś zjeść, więc siadamy pod parasolami, a ekipa stopniowo zagląda też do pobliskiego sklepu.
Obrazek

Dominantą tej części Serpelic jest drewniany kościół, ale dość młody, bo z 1947 roku, w którym rządzą kapucyni.
Obrazek

Przy okazji wychodzi, że ktoś z parafii nie uważał w szkole na języku polskim, gdyż na tablicy ogłoszeniowej namiętnie opisując rzekę używał słowa BÓG ;)

Szlak czerwony, bo nim się teraz poruszamy, skręca z głównej drogi i wyprowadza nas w pola, razem z jakąś dziecięcą wycieczką. Na szczęście młodzi awanturnicy kończą szybciej trasę i przez spokojną okolicę idziemy dalej sami.
Obrazek

Kolejna wioska, ostatnia tego dnia, to Borsuki - typowa ulicówka. Mijamy zakrwawione ścięte drzewa...
Obrazek

...a pod przystankiem dowiadujemy się z Eco, że tutaj też są dwa sklepy, jeden nawet w kierunku gdzie chcemy iść. Radośnie zmierzamy więc do Borsuczka :)
Obrazek

Buba robi obiad, my konsumujemy różne napitki, przy okazji zasięgamy języka u miejscowego żula odnośnie noclegu. Opisuje miejsce nad Bugiem, ale oglądając moją mapę stwierdza "to nie te Borsuki" :D Za to autochtoni zapytani o bimber kategorycznie nie chcą nam wskazać producenta - widać, że porządni obywatele.

Mijając kolejne domki zauważam, że przy numerach podają informacje nie tylko kto w środku mieszka, ale też czyim jest synem! Szkoda, że nie podali numeru buta...
Obrazek

Po wyjściu z Bosuków zmienia się asfalt - to znak, że opuszczamy województwo mazowieckie, a wchodzimy w lubelskie.
Obrazek

Zaraz też pojawiają się znaki na punkt widokowy, o którym słyszeliśmy i od znajomego Buby i od miejscowych. Faktycznie, widok na Bug i pola, położone na drugim brzegu, ładny, ale zbliżający się wieczór i pochmurność nieco studzą entuzjazm obserwowania.
Obrazek

Kierujemy się do polecanej w okolicy wiaty, która okazuje się gigantyczną stanicą, należącą do ZHP. Miejsca jest tutaj na dobre 30 osób, jest kominek, wychodek w lesie, równie wielki plac na ognisko. No i rzeka zaraz obok, ale że zimno i nurt silniejszy niż pod Mielnikiem, to jakoś nikt nie chce wskoczyć.
Obrazek

Pod wiatą jest beton, więc towarzystwo woli rozstawić namioty, niż spać pod dachem... gdyby człowiek wiedział, co przyniesie ranek. Na razie jednak zbieramy drewno i hajcujemy aż miło i tylko chmary muszek lecące do czołówek zakłócają zachwycanie się ogniem.
Obrazek

Kładziemy się spać około 2-giej, licząc, że rano, przy słońcu, pójdziemy porobić zdjęcia na punkt widokowy. Niestety, z godzinę czy dwie później zaczyna lać. Po obudzeniu mamy ścianę wody, która za nic nie chce przestać istnieć, mimo, że mijają kolejne godziny.
Obrazek

Przenosimy namioty pod dach, gdzie przynajmniej dalej nie mokną, choć Grzesiowy i tak jest w środku cały mokry. Czekamy przy ognisku, ale pogoda nie popuszcza, nadal pada i pada... Pomysły na resztę dnia są różne - jest już nawet idea, aby zostać tu na drugą noc i tylko skoczyć do sklepu po jakieś sprawunki.

W końcu jednak pakujemy się i wychodzimy z lasu, gdzie na drodze nawet lekko opad się nasila. Po chwili dochodzimy do wioski o sympatycznej nazwie Gnojno - i faktycznie, gnój widać od razu przy wielu chałupach.
Obrazek

W Gnojnie od dawna istniała przeprawa przez Bug, w 1794 roku zbierało się pospolite ruszenie, w 1812 miał przeprawiać Napoleon, a w czasie powstania styczniowego stoczono potyczkę z Rosjanami. Jest też dawna cerkiew, a dzisiaj kościół, z 1875 roku.
Obrazek

Przy tej pogodzie nie myślimy jednak o historii, a szukamy jakiegoś schronienia i znajdujemy go pod wiatą przystankową przy sklepie. Siedzimy tam sobie jakiś czas, sprytnie schowani z drugiej strony, bo podobno i na takim zadupiu policja lubi sobie poprawiać statystykę.
Obrazek

Dobrze, że nie posłuchaliśmy wczoraj Izy, która zamiast pod wiatą chciała napieprzać dalej i spać pod Gnojnem - ładnie byśmy wyglądali, budząc się na jakimś polu w tym deszczu, bez szans na postój w suchym.

Po wyjściu spod przystanku mijamy stado krów, które inteligentnie kroczy całą szerokością drogi.
Obrazek

Tu i ówdzie widać stare drewniane domy (np. z datą 1912) oraz jeden pomnik z napisem w cyrylicy.
Obrazek
Obrazek

Kolejna wioska nosi równie frapującą nazwę - Stary Bubel! Każdy chce się więc sfotografować z tablicą :)
Obrazek

Suniemy przez Bubel szybko, bo choć padać przestało, to cięzkie chmury nadal wiszą nad nami. Na chwilę zatrzymujemy się przy kościele z 1740 roku, który wybudowano jako cerkiew unicką. Następnie był prawosławny, w międzywojniu przejęli go katolicy, ale na skutek protestów mieszkańców i tak do 1944 w praktyce użytkowali go tylko prawosławni.
Obrazek

Za wsią ma znajdować się wiata, ale nie umiemy jej odnaleźć, idziemy więc dalej przez kolejne przysiółki jak Bubel-Lutowiska itp.. Przy okazji podpadamy pannie sółtysównie, która na widok robienia zdjęć budynkom stwierdza, że do tego trzeba mieć zezwolenie ;)
Obrazek

Zaczyna robić się późno, więc pora myśleć o miejscu na nocleg. Ktoś wpada na niezbyt mądry pomysł, aby podejść do Bugu, tworzącego tutaj granicę. No to podchodzimy... Gdybyśmy mogli latać, to 10 kilometrów dalej, na Białorusi, jest Wołczyn (Воўчын), miasto rodzinne Stanisława Augusta i miejsce jego spoczynku w latach 1938-1988.
Obrazek
Obrazek

Latać jednak nie potrafimy, jest mokro i grząsko, więc ani namiotu tu nie rozbijemy, ani nie przejdziemy dalej, chyba, że po grzęzawisku. Wracamy więc do drogi i pytamy po domach o miejsce noclegu. Wszyscy odsyłają nas do agroturystyki, gdzie facet proponuje nam stodołę, ale pokoje, nie siano. Idziemy więc znowu przed siebie i chyba większość już zwątpiła w fajne miejsce noclegowe...

W ostatnim domu Starych Buczyc wychodzi do nas pani, którą pytamy o miejsce na łące. Łąka jednak jest podmokła, więc pani zaprasza nas do siebie na podwórko. Ku mojemu zaskoczeniu większość odmawia! Mamy okazję zapoznać się z gospodarzami, a ci marudzą! Ktoś tam coś wspomina o ognisku... Ok, lubię ogniska, ale nie muszę mieć go koniecznie co noc, w dodatku znalezienie suchego drewna jest dzisiaj chyba niemożliwe.

Gospodarze przypominają sobie, że mają też domek, w którym obecnie nikt nie mieszka. W końcu ekipa mądrzeje i radośnie korzysta z propozycji! Oprócz noclegu dostajemy też drewno na rozpalenie pieca, swojskie jajka i dżemy, gospodyni gotuje w dużej ilości kiełbaski itp.! Po prostu podlaska gościnność (agresywna para z Siemichoczów była jednym z nielicznych wyjątków).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wieczorem odwiedzają nas jeszcze gospodarze i miło sobie gawędzimy, po czym kładziemy się spać nie martwiąc się potencjalnym deszczem czy innymi nieprzyjemnościami, mogącymi czaić się na dworze...

CDN...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 12-06-2014 14:59

pora wreszcie na ostatnią część cyklu podlaskiego i widzę, że niemal jednocześnie z Bubą ;)

Na podłodze gościnnego domu w Starych Buczycach budzę się w dobrym humorze, który jednak szybko pryska podczas wizyty w wychodku - do 3 K, doszło czwarte - kleszcz! W dodatku w pachwinie... wyciągam go, ale naturalnie musiała zostać główka, którą wydłubuję przy pomocy igły od Buby. Lepsze żywa rana i mięso niż resztka kleszcza... Nie minęło pół godziny a kleszcza znajduje też Eco - jeszcze bardziej zamaskowanego i jemu też coś tam zostaje. Zaiste, licho nie odpuściło nawet tutaj!

Po jajecznicy ze swojskich jaj żegnamy się z dziećmi gospodarzy (którzy sami wcześniej wyjechali do pracy) i kierujemy się do głównej drogi, którą następnie suniemy na Janów Podlaski (Romek opuścił nas wcześniej - wracał do Warszawy).
Obrazek

Dziś przynajmniej pogoda jest o wiele lepsza - nie pada, a nawet pojawia się słońce.
Obrazek

Przed Janowem skręcamy w boczną wieś - to Stary Pawłów. Znajduje się w nim niewielka świątynia, kolejna o pokręconej przynależności religijnej. Powstała w 1930 jako cerkiew neounicka (była to próba odnowienia kościoła unickiego, zlikwidowanego przez władze carskie) parafii Pawłów-Bubel (jak pisałem wcześniej, w Bublu mieszkańcy pozostali przy prawosławiu i faktycznie tamtejsza cerkiew także pozostała prawosławna). Od 1946 roku jest kaplicą filialną katolickiej parafii w Janowie.
Obrazek

Dziś modlą się tutaj wierni trzech obrządków - katolicy, prawosławni oraz unici w rycie bizantyjsko-słowiańskim (jedyna parafia tego rytu w Polsce i na świecie znajduje się w Komstomłotach). Tą różnorodność potwierdza wnętrze, w którym są elementy charakterystyczne dla wielu odmian chrześcijaństwa...
Obrazek

Do kaplicy-cerkiewki wpuszcza nas miejscowa pani, której mąż zauważył turystów. Po zwiedzeniu przekraczamy niewielką rzeczkę Czyżówkę i wkraczamy uroczyście do Janowa Podlaskiego.

Stary to ośrodek miejski, rezydencja czterdziestu trzech biskupów łuckich, którzy do 1796 roku dbali o jego rozwój. Potem nastąpił okres stagnacji, z którego Janów już się nie obudził i dziś to tylko wioska (prawa miejskie stracił już w XIX wieku). Z ciekawostek historycznych - w traktacie brzeskim w 1918 roku, podpisanym przez Państwa Centralne z nowo utworzoną Ukrainą, Janów, jako część guberni chełmskiej, miał znaleźć się w granicach tego państwa. Jak wiadomo, historia potoczyła się zupełnie inaczej, niż podpisujący to planowali...

Obrazek

Po dawnej przeszłości pozostał w Janowie rynek. Po jednej stronie wznosi się kolegiata św. Trójcy z zespołem poklasztornym z XVIII wieku. W barokowej świątyni pochowano m.in. Adama Naruszewicza.

Obrazek

Na przeciwko, po drugiej stronie rynku, jest surowa dzwonnica, wzniesiona w 1874 roku w stylu rosyjsko-bizantyjskim. Dziś przebudowana, kryje za sobą kościół podominikański z lat 1790-1801, w XIX wieku czasowo cerkiew, a obecnie nieczynny.
Obrazek

Najciekawszy jest jednak zabytek znacznie nowszy - dwa dystrybutory paliwa z 1928 roku, przy współczesnej stacji paliw. Używano ich podobno aż do lat 70.
Obrazek

Janów nie wywarł na mnie najlepszego wrażenia - nie dość, że zrobiło się zimno, ludzie się dziwnie patrzą, młodzi nawet z agresją, pokazują fakiry, do tego nie ma w centrum żadnej sympatycznej knajpki.
Obrazek

W końcu siadamy w jedynym otwartym lokalu - w pizzerii. Po szybkiej konsumpcji Eco, Grześ i ja decydujemy się bez plecaków uderzyć w kierunku tego, z czego wioska słynie - do stadniny koni, która de facto leży w pobliskiej Wygodzie, dwa kilometry od Janowa.

Założył ją rząd Królestwa Polskiego w 1817 roku - hodowla arabów przyniosła jej sławę już w XIX wieku. W okresie międzywojennym hodowlę musiano rozpocząć od podstaw (w 1915 wszystkie konie uprowadzili Rosjanie w głąb Cesarstwa), II wojnę światową część zwierząt przeżyło, ale musiano je ściągać z głębi Niemiec (niektóre konie zginęły m.in. w czasie bombardowania Drezna). Za PRL-u handel końmi był źródłem dopływu dewiz.

Dziś możemy podziwiać, oprócz ihaaa, także kompleks klasycystycznych stajni i innych budynków.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Najstarszy to Stajnia Pod Zegarem z 1841 roku.
Obrazek
Obrazek

W międzyczasie reszta ekipy złapała stopa do Białej Podlaskiej - my, na spokojnie, wracamy po plecaki do pizzerii, bez pośpiechu wypijemy piwko i do dawnej stolicy województwa jedziemy jak ludzie, busikiem ;)

W Białej Podlaskiej klimat jeszcze gorszy niż w Janowie - gwar, hałas (efekt przebywania na zadupiach przez kilka ostatnich dni), ale ludzie to patrzyli na nas tak złowrogo, że aż się nieciekawie robiło. Czasem nawet ktoś specjalnie nas, niby przypadkiem, rozpychał, byleby tylko trącić plecak... czyżby jakaś ciągła frustracja za swoim malutkim województwem?

Obrazek

W mieście jest sporo zabytków, ale fotografujemy je raczej z biegu, bo atmosfera bardzo zniechęca... szukamy knajpy - albo zamknięte albo siedzą nieprzyjemne dresy. Kierując się w kierunku potencjalnego miejsca noclegowego musimy iść koło jakiś blokowisk - tam w ogóle bieda z nędzą... wreszcie, już niemal na granicy miasta, znajdujemy sklep, a potem kolejną pizzerię - jedyny przybytek gdzie można usiąść na ostatnie knajpiane piwo.

W Sławacinku Starym dochodzimy do mostu na rzece Krzna, dopływu Bugu.
Obrazek
Obrazek

Przez telefon dowiadujemy się, że reszta znalazła miejsce na nocleg - jakąś wiatę! No to ruszamy do nich skrajem lasu, ale to jeszcze z dobre 20 minut drogi...
Obrazek

Wreszcie jest - wiata, miejsce na ognisko, hasiok, zaraz przy rzece, czeka na nas razem z Toperzem.
Obrazek

Dziewczyny poszły do pobliskich Porosiuków, aby zapłacić za nocleg - całe... 1 zł od osoby ;) Już się bałem, że ktoś okaże się skąpcem i nie będzie chciał zabulić :D
Obrazek

My też idziemy do wsi, bo jest tam sklep, w którym zresztą można zapłacić za nocleg. Okazuje się, że zarówno wiata jak i spożywczak powstały z dofinansowania unijnego (przedtem w Porosiukach nie było nic), ale to pewne kolejny spisek Brukseli w celu zniewolenia narodu polskiego... ;)

Tę noc spędzamy więc jak najzupełniej legalnie, oczywiście z ogniskiem i różnymi dobrymi rzeczami :)
Obrazek
Obrazek

Rano budzi mnie... nie, nie słońce, ale znowu licho, które pod postacią oszalałego ptaka wkradło się do przedsionka i zaczęło obsrywać wszystko dookoła. Kiedy udaje mi się je przepędzić, zostają brązowo-białe ślady jego działalności na ściankach i plecaku Grzesia...

Planowana była ranna kąpiel, ale Krzna jest tak lodowata (bardziej niż ubiegłoroczna Biebrza), że kończy się na połowicznym myciu (jedynie Grześ mężnie czyści włosy). A potem? No cóż, ostatnie śniadanie, pakowanie, szybkie piwo pod sklepem i na przystanek kolejowy, skąd po trzech połączeniach wrócimy na Zagłębie i Śląsk (i tylko biedny Eco przeżywa Trzeźwą Niedzielę - jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie :D).
Obrazek

Z okien pociągu można tylko było popatrzeć na misie...
Obrazek

...albo zagrać w szachy.
Obrazek

Kończąc, pozdrawiam wszystkich czule i rzucam linka do galerii:
https://picasaweb.google.com/1103445063 ... orosiukow#
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Raubritter
bardzo stary wyga
Posty: 2087
Rejestracja: 26-01-2008 22:49
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Raubritter » 12-06-2014 23:14

Zazdroszcze przygody!
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.


Wróć do „Relacje z wypraw”