Rychlebské hory i Jeseníky wczesnym październikiem

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Rychlebské hory i Jeseníky wczesnym październikiem

Postautor: Pudelek » 08-10-2015 23:43

Październik w górach to często szansa na ładną pogodę, kolorowe drzewa i... niskie temperatury. Wszystko mieliśmy, jednego więcej, innego mniej ;)

Pierwszego dnia miesiąca spotykam się z Andrzejem o godzinie 14-tej pod Biedronką... Pociąg przywiózł mnie na miejsce o kwadrans za wcześnie - z czymś takim jeszcze się nie spotkałem :!: To chyba dobry znak?? Ładujemy się do auta aby ominąć korki i z dwoma krótkimi przerwami jedziemy aż do Jesenika (Freiwaldau), gdzie zostawiamy samochód w miarę bezpiecznym miejscu niedaleko dworca kolejowego.

Mamy jakieś pół godziny, więc na szybko szukamy jakiegoś lokalu - kierowcę bardzo suszy ;) Udaje nam się znaleźć świetną spelunkę, gdzie leją piwo z ośmiu kranów! Nie lubię tak pić z zegarkiem w ręku, ale co zrobić?

Wracamy na dworzec i ładujemy się do zatłoczonego autokaru - linia kolejowa w kierunku Šumperka nadal jest w remoncie. Pościskani jak zwierzęta na ubój docieramy do Horní Lipovej (Oberlindewiese); wychodząc niemal zabijam jakąś kobiecinę plecakiem ale w końcu zostajemy sami :)

Mimo, że jest dopiero po 17-tej, słońce już powoli schodzi za góry i czuć spadającą temperaturę...
Obrazek
Obrazek

Podchodzimy asfaltem do stacji kolejowej - choć pociągi obecnie nie jeżdżą to budynek jest otwarty i można kupić bilety. Czyli odwrotnie niż w Polsce.
Obrazek
Obrazek

My jednak nabywamy bilety nie kolejowe, lecz wstępu do mini-muzeum, poświęconego samej linii kolejowej - wybudowana w 1888 roku z racji swej krętości i przewyższeń w górskim terenie nazywana jest Śląskim Semmeringiem. W środku eksponaty z dawnych lat dla miłośników kolejnictwa i nie tylko.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Można przybić pieczątkę Czechosłowackich Kolei Państwowych.
Obrazek

Po wyjściu na zewnątrz widać, że temperatura nadal się obniża, a słońce trzyma się jeszcze tylko na szczytach.
Obrazek

Przed nami kolejny cel - Leśny bar. Idąc do niego mijamy wiadukt kolejowy oraz... wypożyczalnię kijków trekingowych i drewnianych :D
Obrazek

Po pół godzinie jesteśmy na miejscu!
Obrazek

We wiacie można nabyć kiełbaski, chleb, jest keczup i musztarda. Są słodycze i pamiątki. Napoje dla dzieci i to co najważniejsze - piwo chłodzone bezpośrednio ze strumienia.
Obrazek
Obrazek

Nie znaleźliśmy tylko czegoś mocniejszego, choć kieliszki stały... Za wszystko płacimy wrzucając kasę do skarbonki i samemu wydając sobie resztę. Cudowny wynalazek, w Polsce niemożliwy do zrealizowania, a przynajmniej nie na długo.

Podobno w weekendy bywa już tutaj jakaś obsługa z racji naporu ludzi, zdarzały się kradzieże. Ale w tygodniu całkowita samoobsługa. Nam się trochę udało, bo rodzinka z dziećmi rozpaliła przed nami ognisko i pozostało nam tylko dołożyć drewna (kupa klocków do rąbania i siekiera leży obok). Mamy własny wuszt, więc korzystamy tylko z miejscowego chleba i przypraw.
Obrazek

Po jakimś czasie podjeżdża samochód, wychodzą dwie osoby - chyba opiekunowie. Pytają się czy zostajemy, czy idziemy dalej, po czym trochę sprzątają, chowają część piw, ale zostawiają kilka, gdyby nam się jeszcze zachciało i odjeżdżają ;)

Chęć może by była, ale zrobiło się niemal całkowicie ciemno, więc wkładamy plecaki i wchodzimy bezszlakowo ostro pod górę Martwą Doliną (Mrtvé údolí). Czyżby ktoś tu umierał z braku piwa?

Na końcu dochodzimy do szlaku rowerowego, który trawersując bardzo się rozciąga - znajduje się tam Horní bar. Na niektórych mapach określony jest jako kolejny leśny bar, ale w praktyce to tylko strumień lecący na drewniany pojemnik, gdzie można samemu wsadzić sobie piwo. Na upalne dni jak znalazł.
Obrazek

Dalszą część drogi pokonujemy szybko - szlak jest szeroki, przewyższenia nieduże. Robimy jeszcze krótki postój przy wiacie Mates, gdzie klimaty jak z szopki betlejemskiej ;)
Obrazek

Wreszcie kwadrans po 21-szej wchodzimy na Smrk (Fichtlich), a właściwie na rozdroże szlaków niedaleko tej góry. Jest tutaj wiata, nieco szersza od poprzedniej, miejsce na ognisko i granica - słupki stoją kilka metrów obok. Andrzej już kiedyś tu spał, więc dobrze zna okolicę. Czujemy, że robi się coraz bardziej zimno, więc szybko rozkładamy namiot i idziemy na polską stronę po drewno... tam w ogóle jakoś bardziej syfiato, jakby wszyscy wychodzili za potrzebą do Rzeczpospolitej ;)

Drewna jest dużo, w miarę suche, więc już wkrótce robi się fajnie.
Obrazek
Obrazek

Przy ogniu ciepło, ale kilka metrów dalej lodówka... ostatnio noce są w tej części Sudetów na minusie i tak zapewne będzie i dzisiaj. Plecak Eco od strony lasu już zaczyna robić się powoli biały - czujemy się trochę jak w "Pojutrze" - jeśli nie dołożymy do ognia, to zamarzniemy ;)
Obrazek

Noc faktycznie jest zimna, nawet mój śpiwór nie daje całkowicie rady, ale to też moja wina, bo nie ubrałem podwójnych fuzekli... Wstajemy dość późno, zwłaszcza, że organizm jeszcze trawi nocne rozgrzewacze ;) Ale pogoda - miodzio, choć chłodno.
Obrazek
Obrazek

Widoki stąd są tylko na polską stronę - na Śnieżnik.
Obrazek

Słupki graniczne zaraz obok obozowiska - rzecz jasna jeszcze z D i CS.
Obrazek

Prawie jak Clint Eastwood, nawet fasole mamy ;)
Obrazek

Zostawiwszy plecaki idziemy jeszcze zobaczyć właściwy szczyt Smrka - najwyżej góry Rychlebów, położony kilkaset metrów dalej.
Obrazek

Jest słupek, to zapewne on. Choć jak mówił RobertJ - przesunięto go dla turystów, powinien być dalej w lesie.
Obrazek

Wracając mamy widok na Czarną Górę (Schwarzer Berg), która całą noc świeciła na nas czerwoną lampą.
Obrazek

Smrk to także granica Moraw i Śląska, a w przypadku tego ostatniego - dawnych posiadłości biskupów wrocławskich.
Obrazek

Pierwszy piątkowy odcinek jest przyjemny - głównie w dół oraz dużo w miarę płaskiego. Z daleka widać np. Brousek na czesko-polskiej granicy.

Obrazek

A także Jeseniki: Šerák (Hochschar), Keprnik (Köpernik Glaser) i Vozkę (Fuhrmannstein) - które odwiedziłem w sierpniu.
Obrazek

Las nadal głównie jest zielony, tylko czasami pojawi się więcej kolorów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W południe dochodzimy do chaty Paprsek. Z daleka wygląda to jak cała osada.
Obrazek

Schronisko w 1932 roku wybudował Mährisch-Schlesischer Sudetengebirgsverein i nosiło ononazwę Schleslerhaus (Slezský dům), więc prawie jakbym był w domu ;)
Obrazek

Dziś bardzo tu hotelarsko, choć wystrój ładny i jedzenie smaczne.
Obrazek

Do tego widoki z tarasu na Jeseniki.
Obrazek

Zejście w dół szlakiem jest ciężkie dla kolan - prowadzi obok wyciągu, gdzie trwają już prace przygotowawcze do sezonu.
Obrazek
Obrazek

Następnie wpadamy na nowiutki asfalt. Nowiutki dosłownie, bo wylewany chyba tego samego dnia, gdyż ekipa drogowców nadal pracuje. Lepi się do butów i śmierdzi - paskudztwo!
Obrazek

Przy drodze stoi dawny pomnik poległych, a dzisiaj pomnik zanikłych wsi Gross Würben (Velké Vrbno) oraz Adamsthal (Adamov). Tzn. wsie jeszcze niby istnieją, gdyż stoi tam kilka domów letniskowych i tym podobnych, ale stanowią promil dawnej wielkości.
Obrazek

Co jakiś czas mijamy też krzyże, które niegdyś stały wśród domów.
Obrazek
Obrazek

Liczyliśmy, że uda nam się kawałek podjechać stopem, lecz najpierw ruch był zerowy, a następnie złapaliśmy... pół stopa. Pół, bo kierowca miał tylko jedno miejsce. Zostało nam więc nużące maszerowanie.
Obrazek

Przy dużym składzie drewna szlak w końcu odbija w las. Tu z kolei znajdują się pozostałości wsi Klein Würben (Malé Vrbno): rozwalająca się stodoła...
Obrazek

(jest w stanie takim jak humor Andrzeja ;) )
Obrazek

...kapliczka...
Obrazek

...i zarośnięte ruiny domów wśród drzew.
Obrazek

Po chwili odpoczynku gramolimy się pod górę na przełęcz obok szczytu Kutný vrch. Stamtąd znów mamy widok na Šerák oraz Keprnik.
Obrazek

Przy przełęczy szeroka polana, na której spotykamy kijkowców - oprócz kilku pań na początku nowego asfaltu to jedyni osobnicy na własnych nogach, jakich dziś widzieliśmy. W okolicy pełno też czechosłowackich schronów - na zdjęciu jeden z nich po prawej, w kępie drzew.
Obrazek

W lesie kolejny.
Obrazek

Z boku dołącza szutrowo-żwirowa droga... wydaje się pusta, lecz w pewnym momencie mija nas chyba z pięć samochodów - tutaj stopa złapalibyśmy w drugą stronę bez problemów! W dodatku bezpiecznie, bo mierzą prędkość!
Obrazek

Jeszcze trochę, jeszcze momencik... i widać zabudowania Brannej (Goldenstein). Od tej strony jeszcze do niej nie właziłem.
Obrazek

Zahaczamy o cmentarz, zachęceni starą bramą... jakieś 90% nagrobków jest niemieckich, powojennych prawie nie widać. Przy murze piękny pomnik poległych.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na rynku prowadzę Eco do znanego mi już browaru... tym razem są dwa lane piwa - doszło ciemne, warzone we wrześniu. Smakuje kapitalnie! Na minus zaś to, że w ciągu nieco ponad miesiąca ceny wszystkiego zdążyły już pójść w górę!
Obrazek

Samochód przed zamkiem stoi jak stał w sierpniu - może to atrapa? :D
Obrazek

Autobus powrotny mamy też ten sam co w lecie - o 17.23. Jest pustawy, więc wygodnie wracamy do Jesenika, zrzucamy bagaże do auta (nie przebili nam opon :) ) i suniemy do drugiego browaru restauracyjnego, o którym mówiłem Andrzejowi. Tam ceny bez zmian, choć piwo ciut słabsze. Siedząc w ciepłej sali sączymy jeszcze smaczną jabłkówkę i czekamy na trzecią osobę z naszej kompanii, która wkrótce dotrze :)
Obrazek

CDN...