A teraz parę słów relacji: wyjazd dość spontaniczny i niskobudżetowy, wpierw miało być pociągiem ale że cena biletu z Wrocławia do Krakowa to 45zł a polski bus za 10zł to padło na tego drugiego. Jaka cena taka i jakość chciałoby się rzec, wyjazd teoretycznie 4.45, przyjechał dobrze po 5, więc czekanie na mrozie w pakiecie. Dobrze, że w sumie tylko tyle bo wszak informacji o opóźnieniu w przeciwieństwie do pociągu brak, a na infolinie by zapłacić drugie tyle co za sam bilet nikt dzwonić nie będzie. Na szczęście w Krakowie na przesiadkę do busa mieliśmy godzinę. W autobusie oczywiście komplet, cudem znalazły się dwa miejsca obok siebie z tym, że na nogi miejsca tyle, że inaczej jak skosem nie szło siedzieć a do wysokich raczej nie należę. Jakoś te 3 godziny męki minęły
Z Krakowa Mercbusem do Zawoji Markowa, komfort oczywiście o niebo lepszy niż w PB i można zaczynać wędrówkę. Wg mapy na Diablak 3h, nam zajęło 3,5h co przy warunkach zimowych uważam za dobry czas. Może, gdybyśmy raczki założyli wcześniej a nie dopiero pod przełęczą Brona byłyby te 3... ogólnie z raczkami to był debiut, gdyż zupełnie inny komfort chodzenia, niestraszne strome i śliskie zbocza, idzie się jak przyklejony
Na szczycie meldujemy się o 14.45 i od razu ostry marsz w dół, wszak bus o 16.30. Co gorsza, na rozkładzie na dole była 16.20, jak się okazało, drobny błąd, ale w tym wypadku 10 min w te czy we wte robi różnicę... powrót analogicznie do przyjazdu, kołchozbusem, dobrze, że miałem piwo, choć korzystnie z toalety w nim w pozycji półzgiętej nie należy do zbyt komfortowych
Parę zdjęć z wyjazdu https://goo.gl/photos/7Pm7DzNUKGXsxRdZ8