"Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3526
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

"Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Pudelek » 31-01-2019 18:49

W tym roku zima zaskoczyła wielu, bowiem w górach... spadł śnieg :P. No dobra, spadło go bardzo dużo, co od początku stycznia zaczęło rodzić pewne komplikacje dla ludzi chcących tam uprawiać turystykę.

Karkonosze planowałem tydzień wcześniej, lecz prognozy były fatalne, do tego codziennie GOPR w swoich komunikatach straszył katastrofalnymi warunkami. Posłuchałem mądrzejszych i przełożyłem wyjazd na ostatni weekend miesiąca. Okazało się to średnio trafnym pomysłem, bowiem wspaniali meteorolodzy nie przewidzieli, że w owym wcześniejszym terminie pojawią się dwa dni z przepiękną pogodą, natomiast na naszą wyprawę zapowiadano pełne zachmurzenie, opady i wiatry. Czyli to, co widuję w górach od kilku miesięcy :|. Podejrzewam, że ktoś rzucił na mnie klątwę...

W mało optymistycznym nastroju wyruszamy z Bastkiem o bardzo wczesnej porze z Górnego Śląska. Logistycznie musimy trochę kombinować, więc samochodem docieramy do Szklarskiej Poręby Górnej i tam zostawiamy go na jednej z ulic. W powietrzu czuć lekki mróz oraz straszliwy smród z okolicznych kominów (ale opłatę klimatyczną zapewne gmina pobiera!).

Udaje nam się zdążyć na autobus i z ukraińskim kierowcą teleportujemy się do Jeleniej Góry. Jak to ostatnio jest modne, dworzec autobusowy przyklejono do galerii handlowej. Ponieważ mamy trochę czasu, to wchodzimy do środka aby się ogrzać i może zjeść coś ciepłego. Pierwszy za drzwiami jest kebab, więc ściągam plecak i próbuję oprzeć o ścianę, a potem złożyć zamówienie, gdy nagle słyszę karcący głos ochroniarza:
- Panie, to nie poczekalnia!
Tak mnie zatkało, że nawet nie zdążyłem rzucić żadnego bluzga, a debil w czarnym wdzianku zdążył już zniknąć za służbowymi drzwiami. No nieee, tutaj na pewno nic jeść nie będziemy!

Nie wiem co facet miał w głowie, możliwe, że pierwszy raz przy dworcu autobusowym widział kogoś z plecakiem! W każdym razie te hasło dźwięczało nam w głowach jeszcze długo i stało się niejako motywem przewodnim całego wyjazdu.

Kolejnym busem z kolejnym Ukraińcem za kierownicą osiągamy wreszcie początek szlaków w Karpaczu Górnym obok kościoła Wang. O ile w Jeleniej Górze praktycznie nie było śniegu, tutaj widać prawdziwą zimę.
Obrazek

Są ferie, więc i ludzi mnóstwo. Zanim ruszymy na szlak to zaglądamy jeszcze do sympatycznego lokalu niedaleko świątyni ewangelickiej. Starsza Ukrainka nalewam nam po Primatorze (miał być weizen, a okazał się ciemnym), a inni goście kosztują kresowe przysmaki.

Zegarek wskazywał prawie 13-tą, gdy w końcu trzeba było ruszyć tyłki. Już na samym początku sfrajerzyliśmy się płacząc haracz Karkonoskiemu Parkowi Narodowemu, zamiast jak większość osób minąć budkę bokiem. Eh, uczciwość człowieka kiedyś zrujnuje...
Obrazek

Niebieski szlak to prawdziwa autostrada. Walą tędy tłumy, zatem nie było możliwości, aby był nieprzetarty. Sporo osób zjeżdża na różnych przedmiotach, więc przezornie zakładamy raczki. Mimo szarówki atmosfera jest przyjemna.
Obrazek

Słabe widoki w kierunku wyższych partii gór.
Obrazek

Przecinamy Starą Polanę. Śniegu przybywa, schodząc z ubitego traktu momentalnie się zapadamy. Tutaj odbicie do Domku Myśliwskiego (St. Leonard am Kleine Teich).
Obrazek

Oczywiście odcinek szlaku biegnący wzdłuż Kotła Małego Stawu jest zamknięty jak w każdą zimę. Jeszcze kilka dni wcześniej obowiązywał 3. stopień zagrożenia lawinowego, potem obniżono go do 2-go.

Obejście zimowe przez las prowadzi drogą transportową do schronisk. Zaraz potem pojawia się przestrzeń.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zasypane mostki niebieskiego szlaku.
Obrazek

Schronisko "Samotnia" (Kleine Teichbaude). Niewątpliwie jedno z najładniej położonych w śląskich górach, a może i polskich.
Obrazek

Powszechnie uznawane jest za obiekt "z cudowną atmosferą". Ja nigdy jej nie wyczułem. Przeważnie kłębią się w nim masy odwiedzających, a gdy kiedyś spaliśmy w nim poza sezonem, to obsługa zachowywała się, jakby była co najmniej angielskimi lordami. Chyba powinniśmy im czapkować, że to pracownicy tak sławnego przybytku...

I tak zaglądamy do środka. Nawet udaje nam się znaleźć wolny stolik.
Obrazek
Obrazek

(To nie ten co na zdjęciu ;)).

Kolejka do baru spora, bowiem przyjmowaniem zleceń, przygotowywaniem kawy i nalewaniem piwa zajmuje się tylko jedna osoba. Braki kadrowe czy chcę podręczenia klientów?

Zaintrygował mnie z kolei kominek: na kracie liczba 1000, zarys gór oraz sylwetka faceta z koroną. Czyżby powstała z okazji świętowania Tysiąclecia Państwa Polskiego?
Obrazek

Wypijamy po drogim piwie i znowu wychodzimy na czarno-biały świat. Chociaż nie - w jednym miejscu widać kawałek niebieskiego! Cud!
Obrazek

Gramolimy się pod górę, Samotnia i zasypany Mały Staw (Kleiner Teich) zostaje w dole.
Obrazek
Obrazek

Na grani nieźle musi wiać i trochę się przejaśnia.
Obrazek
Obrazek

Położona o rzut beretem Strzecha Akademicka (Hampelbaude). Uznawana za jedne z najstarszych w Karkonoszach. Choć sam budynek to konstrukcja z początku XX wieku, to wędrowcy byli w tym miejscu przyjmowani już w 17. stuleciu.
Obrazek

Do środka wpadam tylko po pieczątkę i zaraz potem idziemy dalej.
Obrazek
Obrazek

Tymczasem... niebo zaczyna nabierać nieśmiałych kolorów! Od razu robi się przyjemniej.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wędruje się bardzo dobrze - szlak nadal jest znakomicie ubity. W dodatku od dawna nie było większych opadów, więc śnieg nie miał go jak przykryć.
Obrazek

Widać słupki czerwonego szlaku graniowego oraz odbicie do Luční boudy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Grupa piechurów to jakiś zorganizowany wypad z dwoma ważnymi przewodnikami, ale też wszyscy na lekko. Osób z dużymi plecakami widzieliśmy bardzo niewiele.
Obrazek
Obrazek

Nie mamy szans dojrzeć słońca z powodu nisko zwisających chmur, ale to, co pojawia na odsłoniętym fragmencie nieba, i tak wygląda pięknie.

Rozdroże koło Spalonej Strażnicy - na górnym zdjęciu kolory w balansie bieli ustawionym na pochmurną pogodę, na dolnym balans bieli automatyczny. Ten drugi bardziej oddaje stan naturalny.
Obrazek
Obrazek

Migawki strzelają.
Obrazek

Jeden z pierwszych widoków na Śnieżkę (Sněžka, Schneekopee). Trochę podrasowany.
Obrazek

Pozostał nam już krótki odcinek z plecakami.
Obrazek
Obrazek
Obrazek Obrazek

Studniční hora (Brunnberg) po czeskiej stronie.
Obrazek

W pewnym momencie widzimy, że nad Obřím dolem (Riesengrund) pięknie przechodzą chmury z czerwoną poświatą w tle. Ruszamy w te pędy w kierunku przepaści, co przepłacam wywrotką w głębokim śniegu; Bastek był jednak tak zaaferowany, że nawet tego nie zauważył :D.
Obrazek

Gdzieś mieli ładną pogodę, my cieszymy się z jej namiastki. Bardzo klimatycznej namiastki.
Obrazek

Na horyzoncie widzę wieżę. Wygląda zupełnie jak ta na górze Ještěd obok Liberca, ale to przecież nie ten kierunek ani odległość. Rzut oka na mapę rozwiązał zagadkę - nadajnik Černá hora.
Obrazek

Jesteśmy już pod Śląskim Domem (Schlesierhaus). To jedyne śląskie schronisko na grani w którym jeszcze nie spałem i dzisiaj ten stan ma się zmienić.
Obrazek

Budynek, który w obecnej formie powstał na początku lat 20. XX wieku, zawsze mi się podobał i wyróżniał się nietypową żółtą barwą. Oryginalnie jednak był brązowy, podobnie jak inne górskie chaty. Współcześnie to najwyżej położony obiekt noclegowy w polskich Sudetach i jednocześnie czwarty na takiej liście w Polsce (1400 metrów n.p.m.).
Obrazek

Zanim wejdziemy do środka sycimy wzroki końcówką dnia. Przez chwilę przebijają się promienie słońca i doświetlają zbocza Śnieżki.
Obrazek

Z góry schodzą jeszcze pojedynczy ludzie. Większość ma coś założone na buty (my też - raczki pomagały w kilku mocniej wychodzonych miejscach), niektórzy targają nawet czekany. No bo GOPR w końcu ostrzegał, że są bardzo trudne warunki zimowe na szlakach; co prawda do tej pory tego nie zauważyliśmy, ale może coś przegapiliśmy...

Nawet się zastanawialiśmy, czy także nie skoczyć na szczyt, ale ostatecznie uznaliśmy, że wobec zbliżającego się zmroku odłożymy ten pomysł na jutro.

Tymczasem dzień rzeczywiście się kończy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W jadalni wita nas... pustka. W kącie siedzi jakaś parka, za barem pani z obsługi, a oprócz tego nikogo. Spodziewałem się większej frekwencji, zwłaszcza, że w takim okresie miejsce dostać tutaj niełatwo.
Na piętrach okazuje się jednak, że chyba wszystkie pokoje są zajęte, a obok pryszniców bytuje nawet kilku glebowiczów, tyle, że wszyscy integrują się we własnym gronie, a zwłaszcza ze smartfonami. Gniazdka elektryczne były miejscami strategicznymi.
Nasza dwójka (40 złotych od osoby) to niewielka klitka, w której ciężko jest zmieścić się dwom osobom między łóżkami. W dodatku Bastek twierdzi, że w szafie coś bulgocze! Może to jakaś rura albo ktoś zapomniał sprzętu do bimbrownictwa? Niestety, po otwarciu drzwi nie znajdujemy przyczyny tajemniczych odgłosów :P.

Zjadamy ciepły posiłek (całkiem smaczny żurek i podobno niezłe flaki - a fuuj!) i ruszamy do Czechów. Zamiast płacić 11 złotych za sikacza wolimy wydać ciut mniej za kufel z własnego browaru, jaki posiadają w hotelu Luční bouda. O samym obiekcie napiszę jeszcze w kolejnej części, teraz tylko wspomnę, że w tamtą stronę szliśmy przy bezchmurnym, rozgwieżdżonym niebie ale wracaliśmy już w lekkiej zadymce, która z każdą chwilą się zwiększała. Na szczęście nie było jakoś specjalnie zimno - termometr przy Śląskim Domu wskazywał -12 stopni, a straszono dwójką z przodu... Za dnia czasem było tak ciepło, że musieliśmy rozpiąć kurtki lub ściągać czapki.

Po powrocie postanowiliśmy zajrzeć do świetlicy nocnej, która posiada taką oto formę:
Obrazek

Za parawanem z przestawionych stołów siedziało starsze od nas towarzystwo mieszane. Przywitaliśmy się, rozłożyliśmy się obok, trochę pogadaliśmy, ale ogólnie to każda grupa zajmowała się swoimi sprawami. Dopiero kiedy panie poszły spać jakoś tak męskie grono od razu zacieśniło krąg :D. Potem pojawiło się jeszcze dwóch chłopaków, którzy zeszli właśnie ze Śnieżki i po przerwie podążali w doliny do samochodu.
Obrazek

(Zwróćcie uwagę na ilość śniegu za oknami :P).

Dzień się zakończył i był to udany początek wędrówki. Nawet pogoda pokazała trochę łaskawsze swoje oblicze, szkoda tylko, że na kolejne dni prognozy były gorsze.

Nie mogę na koniec nie wrócić do pewnej kwestii, która cały czas nie dawała mi spokoju, a mianowicie do wspomnianych komunikatów karkonoskiego GOPR-u. Śledziłem je codziennie i wyglądały one prawie identycznie: warunki zimowe bardzo trudne albo warunki zimowe trudne. Hasła dość lakoniczne, żadnych szczegółów, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie. Tak samo było w dniu wyjazdu. Tymczasem okazało się, że przejście tych szlaków, z których korzystaliśmy, nie stanowiło żadnego problemu! Wydeptane, otyczkowane, żadnych zagrożeń! Fakt, w kilku miejscach było trochę ślisko z powodu dużego ruchu i pomagały raczki, lecz także bez nich każdy był w stanie sobie poradzić. Więc po co tak straszyć potencjalnych turystów? Licząc na to, że część osób odpuści sobie wyjazd? Możliwe. Człowiek jednak jest przekorny i po takim doświadczeniu na drugi raz stwierdzi: "Ostatnio straszyli, a było lajtowo, więc teraz pewnie też przesadzają" (podobnie jak z nadmierną ilością ograniczeń dla kierowców na drogach). Tym bardziej, że to nie pierwszy raz mam sytuację, iż GOPR, delikatnie pisząc, rozmija się z prawdą.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 681
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Zły Marcin » 02-02-2019 14:39

Pudelek pisze:Nie mogę na koniec nie wrócić do pewnej kwestii, która cały czas nie dawała mi spokoju, a mianowicie do wspomnianych komunikatów karkonoskiego GOPR-u. Śledziłem je codziennie i wyglądały one prawie identycznie: warunki zimowe bardzo trudne albo warunki zimowe trudne. Hasła dość lakoniczne, żadnych szczegółów, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie. Tak samo było w dniu wyjazdu. Tymczasem okazało się, że przejście tych szlaków, z których korzystaliśmy, nie stanowiło żadnego problemu! Wydeptane, otyczkowane, żadnych zagrożeń!


A tutaj się trochę poprzekomarzam...byłem w zachodniej części Karkonoszy przed Tobą, w wekend 11-13.01. świeżo po intensywnych opadach i nie powiedziałbym, że chodzenie po szlakach nie stanowiło żadnego problemu. Np odcinek żółtego ze Szklarskiej w kierunku Pod Łabskim Szczytem - przetarty był dopiero od dojścia do Starej Drogi (wcześniej przedzieranie się przez piękne zaspy, sporo połamanych choinek w poprzek szlaku no i słychać jak łamią się w lesie czubki drzew i gałęzie pod ciężarem śniegu).
Obrazek

Szlak idący grzbietem był przeratrakowany i ubity to prawda i myślę, że tam jedynymy utrudnieniami mogły być mgła, zadymka śnieżna i wiatr (odrobinę śliska nawierzchnia - jak Piszesz) ale wystarczyło tylko zejść na któryś ze szlaków nieprowadzących grzbietem i zaczynała się zabawa.
Np. prosty jak włos mongoła odcinek zielonego spod Łabskiego Szczytu w kierunku Mokrej Przełęczy przez Szrenicki Kocioł - normalnie 30minut spacerku - zmienił się w mordęge na 1.5h z miejscami nawianym śniegiem do pasa...
Obrazek
Obrazek
do tego po drodze mijałem ze dwa siodełka gdzie leżała duża platforma ze śniegu, która wyglądało mocno lawiniaście...
Tak samo po czeskiej stronie - większośc szlaków zimą to przeratrakowane trasy narciarskie (to jest do dupy, bo piechurzy są tam intruzami) a tam gdzie jest szlak tylko pieszy jest orka na ugorze. Poruszaliśmy się nie szybciej niż kilometr na godzinę i trasa z Krakonošova snídaně do U čtyř pánů zamiast 50 minut spacerku przez las okazała się walką na 2h i 50min bo nogi zapadały się od pół łydki do kolana w sypki śnieg przy każdym kroku i już po godzinie takiej zabawy zaczynasz mieć już dość.
Obrazek
Obrazek
Ale piszę to tylko po to, że wiadomo - Ty jesteś stary (niewyleniały jeszcze :mrgreen: ) górski lis, potrafisz się przygotować, masz kondycję, aura nawet jeśli Cię zaskoczy to jesteś w stanie jej podołać i ja też byłem przygotowany na kiepskie warunki, wypoczęty, nienajgorzej wyposażony, znałem trasę, nawet jeśli po drodze do końca jej nie poznawałem to mniej więcej kojarzyłem co i gdzie powinno być. Więc: duży wysiłek wiadomo, ale też i spora frajda, zero strachu, wyziębienia czy niemiłych zaskoczeń. A teraz pomyśl o tych "niedzielnych turystach" którzy brną w śniegu, bez stuptutów, rękawiczek, mapy, ciepłej herbaty z prądem, znajomości trasy, nie mają instynktu, więc nie zawrócą po śladach jak zrobi się gorzej tylko będa cisnąć do utraty sił - i myślę że dla takich osób właśnie powinny być te wszystkie komunikaty, straszaki itp.

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3526
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Pudelek » 02-02-2019 15:28

Uderzyłeś w sendo sprawy ;) Fakt, przez większość stycznia warunki w Karkonoszach były cieżkie lub bardzo ciężkie. Dlatego też m.in. przełożyłem wyjazd o tydzień. I wtedy, po tym jak przez tydzień nie było już opadów, a liczni turyści przedeptali trasy - te warunki się radykalnie polepszyły. Nie wszędzie oczywiście - z tego co mi opowiadano, to żółty pod Łabski Szczyt nadal był mocno zasypany, podobnie jak zielony, a ludzie potrafili się cofnąć nawet spod schroniska w dół. Tyle, że mnie to wcale nie dziwiło, od początku zakładałem, że akurat te odcinki będą słabo przetarte. Specjalnie starałem się wybierać szlaki potencjalnie najbardziej popularne.

Ale wracając do warunków: GOPR ich zmiany nie zauważył. Codziennie komunikaty nadal informowały o bardzo trudnych i trudnych warunkach. Pewnie były kierowane do "niedzielnych", ale nie łudźmy się - większość osób z tych "jednorazowych turystów" czegoś takiego nie czyta. A ja tak i na przyszły raz informacje GOPRu zleję. Bo skoro teraz zamiast profesjonalnego podejścia i rzeczywistego stanu w górach serwuje się negatywną propagandę, to zapewne przy innej okazji będzie to samo. A takie informacje to można se w d...e wsadzić.

Swoją drogą wiesz może czemu zamykany jest zimą odcinek z Labskiej boudy do źródeł Łaby (Bucharova cesta)? Jak szedłem tam rok temu w marcu to nie widziałem miejsc, gdzie potencjalnie mogłyby schodzić lawiny.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 681
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Zły Marcin » 02-02-2019 18:51

Pudelek pisze:(Bucharova cesta)

A to nie wiem, na pewno nie z powodu lawin, tam przecież płaskowyż w koło, trochę w dół jest przed samą Labską Boudą, być może zamykają pod koniec zimy i w początkach wiosny przez wzgląd na Łabską łąkę i ochronę fauny/flory?, nie wiem, zgaduję...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3526
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Pudelek » 02-02-2019 19:21

No właśnie dla mnie też to trochę dziwne. Zimowe obejście prowadzi prosto z Labskiej przez środek łąki do rozdroża z zielonym. Może żeby łatwiej było trafić??
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1884
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Dolnoślązak » 03-02-2019 23:43

W tym roku zima zaskoczyła wielu, bowiem w górach... spadł śnieg :P. No dobra, spadło go bardzo dużo, co od początku stycznia zaczęło rodzić pewne komplikacje dla ludzi chcących tam uprawiać turystykę.

To prawda, jak zawsze sporo chodzę zimowo tak w tym roku od początku grudnia przymusowa przerwa. Wpierw grudzień szaro-buro-śnieżno-deszczowy potem w styczniu śniegi po pas. Ale w końci u ja nie wytrzymałem, o czym dalej... :wink:

Karkonosze planowałem tydzień wcześniej, lecz prognozy były fatalne, do tego codziennie GOPR w swoich komunikatach straszył katastrofalnymi warunkami. Posłuchałem mądrzejszych i przełożyłem wyjazd na ostatni weekend miesiąca. Okazało się to średnio trafnym pomysłem, bowiem wspaniali meteorolodzy nie przewidzieli, że w owym wcześniejszym terminie pojawią się dwa dni z przepiękną pogodą, natomiast na naszą wyprawę zapowiadano pełne zachmurzenie, opady i wiatry. Czyli to, co widuję w górach od kilku miesięcy :|. Podejrzewam, że ktoś rzucił na mnie klątwę...

Pisałem już chyba kiedyś jak to robię ja, ale zdaję sobie sprawę że nie każdy tak może... ja decyzję o wyjeździe podejmuję "za pięć dwunasta". Wiadomo, wcześniej jestem już przygotowany przynajmniej mentalnie ale ostatecznie wszystko zależy od pogody. I tak ostatnio w ten czwartek leżąc już w łóżku i planując oddać się lekturze bo pogoda raczej kiepsko się zapowiadała postanowiłem jeszcze sprawdzić prognozę pro forma. I jak o 23.50 byłem jeszcze w pieleszach tak o 23.55 już się pakowałem na autobus o 1.00 :wink:

Tak mnie zatkało, że nawet nie zdążyłem rzucić żadnego bluzga, a debil w czarnym wdzianku zdążył już zniknąć za służbowymi drzwiami.

Mówiono, że oddziały SS inteligencją nie grzeszyły :mrgreen:

Kolejnym busem z kolejnym Ukraińcem za kierownicą

To teraz strach nawet autobusem jechać, dotąd jeździli tam raczej lokalsi co drogi znali z dziada pradziada, a teraz nabiorą ludzi nie wiadomo skąd, a jak na wschodzie jeżdzą można sobie obejrzeć choćby w necie, i puszczą na ośnieżone, kręte górskie drogi... :roll:

Budynek, który w obecnej formie powstał na początku lat 20. XX wieku, zawsze mi się podobał i wyróżniał się nietypową żółtą barwą. Oryginalnie jednak był brązowy

Gdzieś widziałem go też w niebieskim wydaniu.

Zjadamy ciepły posiłek (całkiem smaczny żurek i podobno niezłe flaki - a fuuj!) i ruszamy do Czechów. Zamiast płacić 11 złotych za sikacza wolimy wydać ciut mniej za kufel z własnego browaru, jaki posiadają w hotelu Luční bouda.

Nie było od razu tam nocować?

No i też się "pochwalę" warunkami z jakimi to mnie przyszło się zmierzyć. Choć jak wspominałem zimowo to już dla mnie nie pierwszyzna, tak teraz dało mi popalić. Głównie przez to że wybrałem mało uczęszczane szlaki i słabo popularne miejsce - Lubań w Gorcach. Z Turbacza niemal codzień na fejsie są relacje, tak z Lubania raz na tydzień, dwa, nawet rzadziej. Szlak zakładał czas przejścia 5.45 i w swej naiwności myślałem, że skoro startuję z Krościenka już o 7.30 to na wieczór będę cieszył się lekturą o Rutkiewicz w swym wyrze, o naiwności :roll: Co prawda początek nie rokował najgorzej, bo w lesie było jako tako i ślady jakieś tam były tak na polanach był już dramat. Szlaku trza się było domyślać zapadając się po kolana w wariancie optymistycznym, po pas w nieco mniej :wink: Więc na Lubań zamiast 4h szedłem 6,5 licząc że potem z górki to już pójdzie szybko. Ale to była druga naiwność. Na grzbiecie wszystko dokumentnie zasypane, a że nigdy tam jeszcze nie byłem to pozostało tylko liczyć na szczęście że znajdę drogę zielonego szlaku do Tylmanowej gdzie chciałem zejść. Wracać znów 10km do Krościenka mi się już nie chciało, choć nie byłoby to takim głupim pomysłem jak się wnet okazało. Szlak odnalazłem, w trzeciej już naiwności myśląc żem uratowany a to był dopiero początek :D Dodam, że ze szlakowskazu czas przejścia 1.45 to już dosłownie rzut kamieniem. Mnie jednak zajęło tylko 4h, tylko dlatego że w połowie szlaku nastąpił cud i stał się przedeptany, szedłem więc po czyichś śladach. Do tej połówki był dramat w czystej postaci, z zapadaniem się co krok po uda, po pas z wyczołgiwaniem się ze śnieżnych dziur :P Każde spojrzenie na gps na mapie tylko mnie dobijało, bo czas mijał, zmierzchać już zaczęło a ja uszedłem w takim tempie zaledwie kawałek. Gdyby nie to, że pewnie ktoś szedł od dołu i przedeptał po czym pewnie zawrócił, musiałbym biwakować niczym Wanda :) Piwo miałem, termos miałem, nie umarłbym :wink: Na końcu jeszcze tylko, jak już się witałem z gąską i widziałem światła Tylmanowej pod sobą, trafiłem na ostatnią, dość sporą łączkę. Ciemno już było, z serii tych ciemności że choć oko wykol to gówno zobaczysz, a tu szlak nie wiadomo gdzie, po pas znów się zapadasz. Musiałem być w jakimś całkowicie zasypanym wąwozie, bo parę metrów obok znalazłem twardy i stabilny grunt którym na czuja szedłem w stronę widocznego dalej lasu i zarysów jakiejś drogi. A jak droga to raczej musi sprowadzać do miejscowości. Po jakichś 10min bo zawsze w takich miejscach nie widać szlaku, odnalazłem go jednocześnie na 3 drzewach. Tak przyświecając sobie latarką ze smartfona (ach, ten smartfon) zlazłem do samego przystanku gdzie zaraz nadjechał bus :) I dobrze, bo kolejny za godzinę, siedząc z przemoczonymi butami (gówniane stuptuty, śnieg od góry leciał jak ta lala) nie byłoby wesoło. Taki koniec mej przygody.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4080
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: buba1 » 04-02-2019 11:35

Kolejnym busem z kolejnym Ukraińcem za kierownicą

To teraz strach nawet autobusem jechać, dotąd jeździli tam raczej lokalsi co drogi znali z dziada pradziada, a teraz nabiorą ludzi nie wiadomo skąd, a jak na wschodzie jeżdzą można sobie obejrzeć choćby w necie, i puszczą na ośnieżone, kręte górskie drogi... :roll:


Moze byl z Karpat - to se poradzi nawet lepiej niz lokalsi! Gorzej jak z jakis szerokich stepow ;)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 681
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Zły Marcin » 04-02-2019 11:54

Dolnoślązak pisze:No i też się "pochwalę...


hehhee i tak druga już osoba się wcina Pudelkowi w relację ze swoją wersją zdarzeń :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3526
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Pudelek » 04-02-2019 17:28

Dolnoślązak pisze:
Karkonosze planowałem tydzień wcześniej, lecz prognozy były fatalne, do tego codziennie GOPR w swoich komunikatach straszył katastrofalnymi warunkami. Posłuchałem mądrzejszych i przełożyłem wyjazd na ostatni weekend miesiąca. Okazało się to średnio trafnym pomysłem, bowiem wspaniali meteorolodzy nie przewidzieli, że w owym wcześniejszym terminie pojawią się dwa dni z przepiękną pogodą, natomiast na naszą wyprawę zapowiadano pełne zachmurzenie, opady i wiatry. Czyli to, co widuję w górach od kilku miesięcy :|. Podejrzewam, że ktoś rzucił na mnie klątwę...

Pisałem już chyba kiedyś jak to robię ja, ale zdaję sobie sprawę że nie każdy tak może... ja decyzję o wyjeździe podejmuję "za pięć dwunasta". Wiadomo, wcześniej jestem już przygotowany przynajmniej mentalnie ale ostatecznie wszystko zależy od pogody. I tak ostatnio w ten czwartek leżąc już w łóżku i planując oddać się lekturze bo pogoda raczej kiepsko się zapowiadała postanowiłem jeszcze sprawdzić prognozę pro forma. I jak o 23.50 byłem jeszcze w pieleszach tak o 23.55 już się pakowałem na autobus o 1.00 :wink:

na 1 dzień tak się czasem da, ale nie na cztery, kiedy trzeba jeszcze wykombinować 3 noclegi.

To teraz strach nawet autobusem jechać, dotąd jeździli tam raczej lokalsi co drogi znali z dziada pradziada, a teraz nabiorą ludzi nie wiadomo skąd, a jak na wschodzie jeżdzą można sobie obejrzeć choćby w necie, i puszczą na ośnieżone, kręte górskie drogi... :roll:

tu akurat nie miałem co narzekać - kierowca mówił po polsku, był na tyle miły, że z własnej woli zadzwonił do kolegi - też Ukraińca :D - spytać się o której będziemy mieli przesiadkę. Drogi znał. Nie wiem jak jeżdżą na Ukrainie, ale ze wszystkich odwiedzonych przeze mnie krajów Europy to zawsze stwierdzam zdecydowanie, że najgorszych i najbardziej chamskich kierowców to zawsze widziałem w Polsce.

Nie było od razu tam nocować?

to jest hotel *** lub ****. Gleba kosztuje ponad 90 złotych :lol:

No i też się "pochwalę" warunkami z jakimi to mnie przyszło się zmierzyć. Choć jak wspominałem zimowo to już dla mnie nie pierwszyzna, tak teraz dało mi popalić. Głównie przez to że wybrałem mało uczęszczane szlaki i słabo popularne miejsce - Lubań w Gorcach. Z Turbacza niemal codzień na fejsie są relacje, tak z Lubania raz na tydzień, dwa, nawet rzadziej. Szlak zakładał czas przejścia 5.45 i w swej naiwności myślałem, że skoro startuję z Krościenka już o 7.30 to na wieczór będę cieszył się lekturą o Rutkiewicz w swym wyrze, o naiwności :roll: Co prawda początek nie rokował najgorzej, bo w lesie było jako tako i ślady jakieś tam były tak na polanach był już dramat. Szlaku trza się było domyślać zapadając się po kolana w wariancie optymistycznym, po pas w nieco mniej :wink: Więc na Lubań zamiast 4h szedłem 6,5 licząc że potem z górki to już pójdzie szybko. Ale to była druga naiwność. Na grzbiecie wszystko dokumentnie zasypane, a że nigdy tam jeszcze nie byłem to pozostało tylko liczyć na szczęście że znajdę drogę zielonego szlaku do Tylmanowej gdzie chciałem zejść. Wracać znów 10km do Krościenka mi się już nie chciało, choć nie byłoby to takim głupim pomysłem jak się wnet okazało. Szlak odnalazłem, w trzeciej już naiwności myśląc żem uratowany a to był dopiero początek :D Dodam, że ze szlakowskazu czas przejścia 1.45 to już dosłownie rzut kamieniem. Mnie jednak zajęło tylko 4h, tylko dlatego że w połowie szlaku nastąpił cud i stał się przedeptany, szedłem więc po czyichś śladach. Do tej połówki był dramat w czystej postaci, z zapadaniem się co krok po uda, po pas z wyczołgiwaniem się ze śnieżnych dziur :P Każde spojrzenie na gps na mapie tylko mnie dobijało, bo czas mijał, zmierzchać już zaczęło a ja uszedłem w takim tempie zaledwie kawałek. Gdyby nie to, że pewnie ktoś szedł od dołu i przedeptał po czym pewnie zawrócił, musiałbym biwakować niczym Wanda :) Piwo miałem, termos miałem, nie umarłbym :wink: Na końcu jeszcze tylko, jak już się witałem z gąską i widziałem światła Tylmanowej pod sobą, trafiłem na ostatnią, dość sporą łączkę. Ciemno już było, z serii tych ciemności że choć oko wykol to gówno zobaczysz, a tu szlak nie wiadomo gdzie, po pas znów się zapadasz. Musiałem być w jakimś całkowicie zasypanym wąwozie, bo parę metrów obok znalazłem twardy i stabilny grunt którym na czuja szedłem w stronę widocznego dalej lasu i zarysów jakiejś drogi. A jak droga to raczej musi sprowadzać do miejscowości. Po jakichś 10min bo zawsze w takich miejscach nie widać szlaku, odnalazłem go jednocześnie na 3 drzewach. Tak przyświecając sobie latarką ze smartfona (ach, ten smartfon) zlazłem do samego przystanku gdzie zaraz nadjechał bus :) I dobrze, bo kolejny za godzinę, siedząc z przemoczonymi butami (gówniane stuptuty, śnieg od góry leciał jak ta lala) nie byłoby wesoło. Taki koniec mej przygody.

pierwsza zasada, jakiej się trzymam w zimie - to nie wybieram mało uczęszczanych szlaków ;) W takie się mogę bawić, gdy jest ciepło :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1884
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Dolnoślązak » 04-02-2019 23:23

Ja mam już ten problem, że praktycznie wszystkie popularne miejsca "w okolicy" zaliczyłem, a że raczej nie łażę dwa razy po tym samym to zostały mi już tylko te mniej popularne :wink: Pewnie byłoby zupełnie inaczej gdyby mieć rakiety, ale jakoś kieszeń mnie nie swędzi by je kupować :P Jedynie Tatry i Fatry zostawiam na cieplejsze pory.

A co do Ukraińców sporo było swego czasu o wypadkach jakie powodowali po pijaku we Wro, może stąd te uprzedzenie...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3526
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Pudelek » 04-02-2019 23:31

mam poważne podejrzenia, że jak Ukrainiec spowoduje wypadek po pijaku to jest o tym głośno, a jak obywatel RP - to nikt na to nie zwraca większej uwagi, w końcu norma.

Zresztą jakieś 90% wypadków powodują trzeźwi, już dawno twierdziłem, że należałoby zakazać prowadzenia samochodu nie po spożyciu ;)

Ja mam już ten problem, że praktycznie wszystkie popularne miejsca "w okolicy" zaliczyłem, a że raczej nie łażę dwa razy po tym samym to zostały mi już tylko te mniej popularne

zimę, zwłaszcza taką, traktuję jednak jako okazję do po prostu chodzenia, a nie deptania nowych okolic :) Choć teraz w Karkonoszach mi się zdarzyło.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3526
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Pudelek » 06-02-2019 20:28

Sobotni poranek w Domu Śląskim nie napawa optymizmem: na dworze pełne zachmurzenie, widoczność kiepska i ostro wieje. Nawet się zastanawialiśmy, czy nie odpuścić sobie Śnieżki, ale najwyższy szczyt Sudetów kusi... Postanawiamy, że spróbujemy wejść, najwyżej się wrócimy; ja potrafię powiedzieć STOP i cofnąć się zawczasu...
Obrazek
Obrazek

Początek nie jest taki zły, bo wiatr chwilowo słabnie. Potem, w miarę zdobywania kolejnych metrów, przybiera na sile. Są momenty, że można wręcz się o niego opierać, ale na szczęście wieje w kierunku, gdzie nie grozi nam sfrunięcie w przepaść.
Obrazek

Kilka dni wcześniej GOPR i Karkonoski PN straszył, że na czerwonym szlaku zasypało łańcuchy i zrobiło się lodowisko. Rzecz jasna okazało się to nieprawdą! Pod śniegiem zniknął łańcuch na odcinku może 2 metrów (no, może trochę więcej), a lód wystawał jedynie w kilku miejscach, które spokojnie szło ominąć. Oczywiście podchodziliśmy w raczkach, ale i bez nich powinno się bez większego problemu wejść...
Obrazek

Przy samym szczycie wieje już bardzo silnie. No cóż, Śnieżka słynie z tego, że czasem wiatr zrywa tam głowy... Do apogeum jednak jeszcze daleko. Mimo, teoretycznie, trudnych warunków wejście zajęło nam mniej niż pół godziny, czyli krócej, niż wskazują szlakowskazy. Wchodziliśmy na lekko, plecaki zostały schowane w bufecie w schronisku ;).
Obrazek

Nie byłem tu od ponad 10 lat. Rok temu w zdobyciu najwyższej góry Republiki Czeskiej przeszkodził... wiatr. Chyba był silniejszy niż dzisiaj, ale głowy nie dam.

Jest jeszcze dość wczesna pora (około 10:30), więc turystów na razie mało. Na chwilę chowamy się przy zasypanych drzwiach obserwatorium astronomicznego. Prosimy czeskiego narciarza o zrobienie nam zdjęcia.
Obrazek
Obrazek

Przez gęstą warstwę chmur przebija się biała tarcza... Kaplica św. Wawrzyńca wygląda jak w bajce!
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Poczta po czeskiej stronie.
Obrazek
Obrazek

Podobno wszystkie budynki na Śnieżce miały być zamknięte, ale widzimy, że ktoś wchodzi do poczty. Podchodzimy... na drzwiach jak byk pisze "zavřeno". A jednak są otwarte!
Obrazek

Nie wiemy, czy obiekt uruchomiono już wcześniej czy specjalnie z okazji odbywającej się tego dnia imprezy pod nazwą Zimní Sněžka sherpa cup. W każdym razie dla turystów dostępny jest korytarz, główną salę zarezerwowano dla uczestników zawodów. Nam to nie przeszkadza, za to niespodziewana możliwość wejścia do środka bardzo nas ucieszyła.
Obrazek

Gdyby poczta stała kilka metrów dalej na północ, to zapewne głównym asortymentem byłby kalendarze z Janem Paweł II, książki kucharskie siostry Donaty, pozycje o wyklętych albo biografie Lecha K.. Na szczęście to nie to państwo. W okienkach można zakupić, oprócz pamiątek, także proste posiłki oraz całą gamę napojów bez i alkoholowych. Korzystamy z okazji: kupuję sobie grzańca, a Bastek - mimo, iż rano zapowiadał rozpoczęcie etapu abstynenckiego :P - piwo.
Obrazek

Tymczasem na dworze widoczność spada do kilkunastu metrów, a wiatr się wzmaga: sami już nie wiemy, czy to tylko zwykła wichura niosąca ze sobą porwany śnieg czy jednocześnie też sypie nowy? Według pomiarów podmuchy miały wtedy prędkość 60-70 kilometrów na godzinę, choć wydawało się, że więcej.

Tu na zdjęciu widać jedyny słupek graniczny, jaki udało nam się zauważyć przez cały weekend...
Obrazek

...a tu kompletnie zasypana górna stacja czeskiego wyciągu.
Obrazek

Nagle wydaje mi się, iż mam omamy! Przed nami wyrasta... grupa roznegliżowanych facetów!
Obrazek
Obrazek

Morsy! To ostatnio modne w Karkonoszach. Z tydzień czy dwa wcześniej także było kilku takich bohaterów, jednego z nich musiał potem GOPR ewakuować. Ci podobno są bardzo twardzi, nikt nie potrzebował darmowego transportu w dół, a potem jeszcze na dokładkę kąpali się w górskich strumieniach!
Obrazek

Rozmawiałem chwilę z jednym z nich i oboje stwierdziliśmy, że pogoda nie jest taka zła, tylko te fruwające kawałki lodu drażnią skórę :D.

Zejście zajmuje nam trochę więcej czasu niż wejście i tutaj czasem raczki się przydadzą. I tak większym problemem jest wiatr walący śniegiem w oczy i nawet okulary niewiele pomagają... Jednocześnie zwiększa się ruch, z dołu nadciąga coraz większy tłum.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wracamy do schroniska, gdzie odzyskujemy plecaki. Schlesierhaus ma w sieci bardzo złe recenzje, lecz ja nie będę wobec niego aż tak surowy: był ciepły pokój, ciepła woda pod prysznicem, obsługa sympatyczna i pomocna. Największy minus to wysokie ceny. No i ta koszmarna, płatna (3 złote) toaleta z bramkami jak na stadionie! Obok drzwi jest długi tekst z argumentami dlaczego muszą pobierać ten haracz, ale - jeśli mam być szczery - mnie on nie przekonał. I zapewne każdy kto dostał sraczki będzie miał podobne zdanie...
Obrazek
Obrazek

Pora ruszyć dalej. Przekraczamy granicę i wchodzimy na niebieski szlak noszący nazwę Schustlerova cesta (od nazwiska Františka Schustlera, botanika i jednego z pierwszych pomysłodawców utworzenia parku narodowego po czeskiej stronie). Formalnie odcinek ten jest zamknięty od września, bowiem trwa wymiana drewnianych podestów ustawionych na torfowiskach. Podesty są jednak ukryte głęboko pod śniegiem, a trasa jest wykorzystywana zarówno przez pieszych jak i narciarzy. Zresztą poleciła nam ją pani ze schroniska, która sama nią chodziła. Swoją drogą to ciekawe, że niektórzy pracownicy na piwo udają się do konkurencji :P.
Obrazek

Nie będę ukrywał, że mieliśmy oszałamiające panoramy...
Obrazek

Może tylko na samym początku, kiedy w oddali jeszcze było widać morsów płci przeciwnej ;). Trochę oszukańczych, bo ubranych w śmieszne przepaski na piersiach.
Obrazek

Po nieco ponad dwóch kwadransach z szaro-białej ściany wyłania się Luční bouda (Wiesenbaude). Łąkowe schronisko dzierży kilka rekordów: jest najwyższej położone w Karkonoszach (o 10 metrów bije Dom Śląski), jest największe (choć nie wiem czy pod względem gabarytów czy pojemności) i uznawane za najstarsze w całym pasmie. Oczywiście chodzi tutaj o kontynuację działalności - wiadomo, że pasterskie szałasy stały w tym miejscu już w XVII wieku, a pierwsza pisemna wzmianka o pełnieniu funkcji turystycznej pochodzi z 1707 roku!

Obecny obiekt jest stosunkowo młody - w latach 1939-1940 postawiono go rękami żołnierzy Wehrmachtu, po tym jak po układzie monachijskim wycofujące się wojsko czechosłowackie spaliło poprzedni budynek.
Obrazek

Będąc tu wczoraj wieczorem zwróciliśmy uwagę na potężne zaspy przy jednej ze ścian - śniegu tam na 3-4 metry!
Obrazek

Przy drzwiach zaczepia mnie facet palący papierosa.
- Będziesz miał fajne zdjęcia - mówi.
- Ze słońcem byłyby fajniejsze...
- No tak, ale teraz modne są znowu czarno-białe!
Fakt, czasem ciężko dostrzec jakieś inne barwy niż odmiany białego i czarnego :D.
Obrazek

O ile podczas wczorajszej wizyty było raczej pusto, to dzisiaj przed wejściem stoją dziesiątki nart biegowych, a w środku dwa razy tyle! Zastanawiamy się, czy w ogóle będzie jakiejś miejsce w sali jadalnej! Jest ona co prawda spora, ale jednak ma swoje ograniczenia...

Wewnątrz dziki tłum. Na szczęście nie mamy problemów z dosiadaniem się do innych osób przy stoliku, więc szybko znajdujemy miejsce. Część gości z Polski odchodzi z kwitkiem, bo widząc tylko wolne krzesła odwracają się na pięcie...

Luční bouda to także najwyżej położony w Europie Środkowej browar o nazwie Paroháč czyli "rogacz". Dość dwuznacznie, bo może oznaczać zarówno zwierza z rogami jak i zdradzanego małżonka. Ilustracja na kuflu sugeruje obie wersje :D.
Obrazek
Obrazek

Ekipa kelnerska jest ta sama co wczoraj. Wiedzą już, że nie zamawiamy niczego poza piwem, więc nawet nie silą się na uprzejmość. Czujemy się prawie jak na dworcu w Jeleniej Górze - "panie, to nie poczekalnia!". Para, z którymi dzielimy stolik, płaci rachunek w wysokości 1600 koron, a my... 250 :D. Miało być więcej, ale kelnerka uparła się, że będzie gadać po polsku. No to mówię:
- Proszę doliczyć 10% napiwku.
I doliczyła... 10 koron ;).
Jedzenie ponoć jest tu smaczne, ale ceny o 50-150% wyższe niż w innych miejscach. Ja rozumiem, że Luční bouda to obecnie *** hotel, lecz bez przesady. Co ciekawe - będąc hotelem oferują... glebę! Za jedyne 580 koron ze śniadaniem.

Aha, był to też jedyny obiekt u Czechów, gdzie istniała możliwość płacenia kartą.
Obrazek

Mimo bólu portfela warto tu zajrzeć na kufelek, zwłaszcza IPĘ, pozostałe rodzaje także nie były złe.

A dla nocujących czeka... Gentelman Club. Nie wiemy czy to zakamuflowana wersja burdelu czy tylko odpicowany bar - zerknęliśmy jedynie przez szybę.
Obrazek

Na zewnątrz pogoda bez zmian. Wraz z wiatrem czuć także wyraźne ocieplenie: wczoraj było -12, na Śnieżce -7, a przy hotelu jedynie -3. Toż to prawie wiosna!

Przez najbliższą godzinę dreptamy czeską zimową wersją szlaku omijającą od południa Smogornię (Stříbrný hřbet, Mittagsberg). Już na samym początku spotykamy grupę zdezorientowanych narciarzy, którzy po angielsku pytają... skąd prowadzi trasa, którą szli. Ciekawie.

Widoczność spada znacznie, na szczęście paliki są ustawione blisko siebie.
Obrazek

Dopiero bliżej granicy zaczyna się pojawiać trochę więcej okolicy - to chyba Čertův důl.
Obrazek

Po polskiej stronie łączymy się z Głównym Szlakiem Sudeckim. Od razu widać więcej ludzi oraz... niebo! Nie wiemy jakim cudem, ale pojawiają się całkiem spore połacie niebieskiego oraz smugi po samolotach.
Obrazek

Trawers Małego Szyszaka (Malý Šišák, Kleine Sturmhaube) i garść nieśmiałych kolorów wieczoru.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

"Nieme znaki" - na prawo Śnieżka, na lewo Spindlerova. A prosto zamknięty szlak do Pielgrzymów.
Obrazek

Do schroniska "Odrodzenie" (Jugendkammhaus „Rübezahl”) zachodzimy w okolicach godziny 17-tej.
Obrazek

Nie mamy zarezerwowanego noclegu, więc pytam w bufecie o glebę.
- Proszę cierpliwie poczekać do 20-tej - słyszę odpowiedź.
Poczekamy, ale nie tutaj. Rzucamy plecaki i znowu przekraczamy granicę. Od czeskiej strony do Slezského sedla (przełęczy Karkonoskiej) prowadzi droga, utrzymywana nawet w czasie takiej zimy. Pługi przekopały się przez zaspy i mamy teraz coś w rodzaju chodnika z wysokimi na półtora metra ścianami.
Obrazek

Osada obiektów turystycznych pod Małym Szyszakiem. Po zmroku zrobił się klimat.
Obrazek
Obrazek

Naszym celem jest mój ulubiony obiekt wojskowy, dawna Adolf-baude. Stołowałem się w nim kilka razy, bo ceny są normalne, jedzenie smaczne i mało kto poza osobami nocującymi wie o jego istnieniu.
Obrazek

Na wejściu wita nas rozkoszny zapach czosnkowej, ale zostajemy brutalnie obdarci ze złudzeń: zup nie ma! Przynajmniej oficjalnie, prawdopodobnie były trzymane dla osób, które wcześniej zamówiły kolację. Nie ma także hermelina, ale dostaję utopenca, ogromną topinkę, a Bastek zestaw trzech serów. I nawet zwykły Gambrinus wchodzi wybornie!
- Ja lubię jeść przy jedzeniu - zwierzył się mój towarzysz pod koniec drugiego piwa. No cóż, ja też :).
Obrazek

Elementy wystroju jadalni: ludowi muzykanci.
Obrazek

Na dworze ciemność widzę, ciemność...
Obrazek
Obrazek

Po powrocie do Odrodzenia znów pytam o glebę. I jest problem: nie możemy dostać noclegu zastępczego, ponieważ ostał się jeszcze wolny pokój. Tyle, że to apartament w cenie 60 złotych za łeb osobę! Znam regulamin PTTK-owski, ale takie coś nie powinno mieć miejsca - w niektórych schroniskach oferują apartamenty za 200-300 złotych, to nie jest nocleg dla normalnego turysty!

Po negocjacji pani z obsługi spuszcza nam cenę, potem widząc nasze miny jeszcze raz i ostatecznie płacimy "tylko" 45 złotych od osoby. Otrzymujemy dwa pokoje z czterema miejscami (nawet się zastanawialiśmy, czy kogoś sobie nie przygruchać za drobną opłatę :D), własną łazienkę, czajnik i pościel. Ujdzie :P.
Obrazek

Niesmak jednak został, ponieważ na podłodze jadalni i w korytarzach kolejne osobniki zaczęły się rozkładać z materacami i śpiworami. Mam poważne podejrzenia, że po prostu się nie zgłosili do bufetu i śpią za friko! Niektórzy w czasie snu ćwiczą ręce.
Obrazek

Na pocieszenie pozostaje nam wieczór integracyjny z sympatyczną ekipą z Wielkopolski: są napitki, swojski chleb z fetem (pychota!) oraz gitara i śpiewy. I tylko parze starszych Czechów to się nie podoba, bo uparli się, że koniecznie muszą spać w tym samym pomieszczeniu co nasza impreza. Przepychanki trwały gdzieś do 1.30 w nocy, aż w końcu im odpuściliśmy...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 681
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Zły Marcin » 06-02-2019 21:22

Pudelek pisze:Sobotni poranek w Domu Śląskim nnajwyżej się wrócimy; ja potrafię powiedzieć STOP i cofnąć się zawczasu...

cwaniaczek 8)

W lipcu gleba w Odrodzeniu kosztowała 18 zeta, ale oczywiście nikt nie sprawdzał, czy ktoś płacił czy nie a praktycznie wszystkie strategiczne miejsca w korytarzach (najlepiej te przy kontaktach) czy na klatce schodowej były pozajmowane. Załapałem się na nocleg w hallu, pod stołem od pingla i też była awantura koło północy - bo w jadalni/świetlicy weseli imprezowicze cieli w trambambule a jakiś pieniacz ich tam co chwilę atakował z ryjem, że jak mają pokoje to niech s***ją - bo jaśniepan ma tu glebę i chce spać.
Spoko zdjęcia wyszły, mi zwykle na śniegu, bez czystego nieba kosmicznie szkło winietuje.
Ostatnio zmieniony 06-02-2019 21:37 przez Zły Marcin, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3526
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Pudelek » 06-02-2019 21:30

to ciekawe z tą ceną, bo według obsługi gleba kosztuje 15 złotych (nawet napisali mi to na majlu).

Winietowania są, do tego tradycyjnie mam kłopoty z balansem bieli i trzeba trochę pobawić się programem.

A dlaczego cwaniaczek? :>
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 681
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Re: "Panie, to nie poczekalnia!" - czyli bardzo zimowe Karkonosze.

Postautor: Zły Marcin » 06-02-2019 21:35

a bo tak jakoś nawiązałeś luźno NIESWIADOMIE do mojego wcześniejszego posta :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Zły Marcin pisze:nie mają instynktu, więc nie zawrócą po śladach jak zrobi się gorzej tylko będa cisnąć do utraty sił


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości