Świerkowy las znów szumi - Jeseniki (2026)

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Świerkowy las znów szumi - Jeseniki (2026)

Postautor: buba1 » 07-05-2026 14:18

Nie od wczoraj wiadomo, że każdy długi weekend w Polsce to jakiś koszmar. A majówka to już chyba w szczególności... Trzeba gdzieś spierdzielać! Zachowaliśmy dosyć pozytywne wspomnienia z sierpniowego wyjazdu w Jeseniki, więc postanawiamy iść za ciosem i uderzać gdzieś tam. Może na jakiś skałkach, gdzieś, gdzie nie ma szlaku i specjalnych widoków, a o ich nazwach mało kto słyszał - ukryjemy się i nie zostaniemy zadeptani? Udaje się wyczaić na mapach kilka takich rokujących miejsc i ruszamy.

Pierwszy godny uwagi obiekt namierzamy już w Łukowicach Brzeskich, gdzie zatrzymujemy się, aby wyskoczyć za krzaczek. Przy okazji oglądamy ruiny wiatraka - setki razy go widziałam przejeżdżając, ale pierwszy raz mam okazję zajrzeć do środka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga, którą wybraliśmy (już po czeskiej stronie), oczywiście okazuje się być nieprzejezdna. Jakoś mamy zawsze cholerne szczęście do namierzania zamkniętych dróg. Klucząc jakimś objazdami trafiamy na rozległy, widokowy plac. Mówimy, że fajne miejsce na nocleg by było. Acz dzisiaj mamy inny plan, więc jedziemy dalej.

Obrazek

Obrazek

Miejsce, gdzie parkujemy, niedaleko miejscowości Vidly, dla odmiany nie ma zbyt wielu pozytywnych określeń, jakie można by o nim użyć. No może oprócz tego, że jest dokładnie tam, gdzie sobie zaplanowaliśmy powędrować a potem spać. Udaje się wcisnąć w ostatnie wolne miejsce, ale busio musi mocno wciągać brzuszek. Przynajmniej połowa aut to Polacy. Tak... Za blisko od granicy, więc i tu nas majówka dorwała...

Obrazek

Szybko opuszczamy to siedlisko jazgotu, łupiącej muzyki i ujadania psów. Niezbyt pozytywne myśli wirują nam w głowach - może trzeba stąd natychmiast spierdzielać? Byle dalej? Byle gdzie indziej? Może to był największy, najgorszy błąd, żeby przyjechać akurat tutaj???

W lesie udaje się ochłonąć dosyć szybko. Jest pusto. I tak już pozostaje. Nie wiem gdzie poszedł ten dziki tłum z parkingu - ale nie tutaj. I uprzedzając nieco fakty - szczęśliwie jak wróciliśmy wieczorem to również z parkingu się teleportował. Została jedynie ekipa Czechów paląca w wiacie ognisko i jeden polski kamper, zupełnie bezinwazyjny.

Co pierwsze zwraca uwagę w lesie? SZUM!!! Ten sam szum świerkowego lasu! Identyczny jak w sierpniu. Chyba nigdzie świerki tak cudnie nie szumią jak w Jesenikach! To jest chyba jakiś znak firmowy tych gór! :)

Obrazek

Obrazek

Świerk to chyba moje trzecie ulubione drzewo - zaraz po brzozie i sośnie! :)

Obrazek

Obrazek

I jest z nami Wiewiór. Macha kitą przy każdym kroku i ciągle trzeba mu dawać nowe szyszki, bo ma wilczy apetyt.

Obrazek

A w ogóle to zmierzamy na szczyt zwany Lyra. Już na pierwszym skałkach się rozsiadamy, bo zdecydowanie nadeszła pora obiadowa - trzeba wciągnąć jakąś bułeczkę, by mieć siłę iść dalej.

Obrazek

Był plan zapodać odżywianie już na parkingu, no ale jego stan zapewne wywołał by znaczną niestrawność przy podjęciu takiej próby. A tu jest bardzo przyjemnie, skały mamy dla siebie tzn. musimy je dzielić jedynie z gigantycznymi mrówkami i jedną jaszczurką, która dziwnie wokół nas krąży ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki stąd są dość ograniczone, ale coś obłego tam gdzieś przeziera. Zawsze coś dla zawieszenia wzroku podczas wbijania zębów w kanapkę.

Obrazek

Kolejne skałki Lyry okazują się jeszcze ciekawsze.

Obrazek

Obrazek

Przełazimy wąskim korytarzykiem, gdzie pozostały jeszcze jęzory lodu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przestrzeń, która się otwiera tu przed wędrowcem, prezentuje się całkiem akceptowalnie. Jak okiem sięgnąć ani jednego zabudowania! :)

Obrazek

Obrazek

Schodzimy, przysiadając czasem na zboczach, w co bardziej urokliwych miejscach, gdzie urzekną nas widoki czy korzeniowiska. A dookoła świeżość - aromat potoków i żywicy, ktorą nawiewa wiatr. Jaki miły ciepły wiatr! Jak totalnie inny niż to lodowate coś jeszcze sprzed tygodnia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy skrzyżowaniu stokówek stoi drewniany budynek. Sedlovka - głosi napis.

Obrazek

Pasowałoby tu schronisko albo przynajmniej knajpka. Może kiedyś było?? Bardzo przyjemne to miejsce i przelatuje przez głowę myśl, że bardzo szkoda, że jest zamknięte. Ale czy to nie tak, że jest ono takie miłe właśnie dlatego, że nie jest czynne? Dlatego, że teren wokół wypełnia tylko świergot wiosennego ptactwa i szum otaczającego lasu? Gdyby było otwarte i podawali tu piwo z frytkami - czy atmosfera nie byłaby jak na parkingu, z którego tak szybko uciekaliśmy? Pozytywne doznania gastronomiczne to nie wszystko. A "żarcie" = "tłum".

Obrazek

Obrazek

Wspinamy się na Žárový Vrch. Coby nie było nudno - tu skałka, tam skałka.

Obrazek

Obrazek

Ściana świerków i ściana modrzewi - oddzielone ścieżynką.

Obrazek

I jeszcze jedno co zauważyliśmy w Jesenikach - tu jakoś odległości są krótsze, góry są niższe i mniej strome niż wydawałoby się z mapy. Drugi raz tu jesteśmy w rejonie - i drugi raz to samo. Planuję jakąś trasę i myk, myk już jesteśmy na górze, bez zadyszki, o niebo szybciej niż by się wydawało. A czas jakby się wydłużał i płynął wolniej. Dziwne miejsce...

No więc Žárový szczyt pojawia się iście znienacka ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na Pradziadzie i okolicznych graniach to jeszcze płaty śniegu leżą!

Obrazek

Na bałwana by starczyło ;)

Obrazek

Dobrze, że nas tam nie ma. Tu mamy ciepłe, wygrzane skałki - do wyboru do koloru. Jest gdzie powłazić. Wiewiórowi się chyba bardzo podoba, bo ciągle macha kitą :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Klucząc po lasach namierzamy też bardzo przyjemne miejsce ogniskowe - pod skalnym okapem, więc i na deszczowy dzionek jak znalazł. Nie wykorzystujemy go niestety zgodnie z przeznaczeniem, bo raz, że już wszystko zjedliśmy i grzankę można by zrobić jedynie z Wiewióra ;) Dwa, że woda też się skończyła i nie byłoby za bardzo czym gasić. No ale miejsc piękne - i kto wie? Może kiedyś?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Powrót przez lasy rozświetlone zachodzącym słońcem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tuptamy przez połacie szyszek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczorny cień powoli wpełza na stokówki. A im słońce opada niżej - tym las zaczyna szumieć bardziej solidnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem niespodziewanie między drzewami błyśnie widoczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po całkiem ciepłym i przyjemnym dniu noc nastaje tak lodowata, że przez dwie godziny nie mogę się zagrzać, mimo śpiwora i dwóch ciepłych kocy. Pomaga dopiero kurtka puchowa i trzeci koc. Dopiero w takiej gawrze udaje się usnąć. Masakra - jak krótkie są te okresy w roku, gdy człowiek nie marznie i może z siebie ściągnać ten milion szmat!

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Świerkowy las znów szumi - Jeseniki (2026)

Postautor: buba1 » 15-05-2026 11:46

Kolejnego dnia na wycieczkę ruszamy z doliny rzeki Střední Opava, gdzieś między wioskami Železná i Bílý Potok. Mijamy samotny letni domek (na tym etapie jeszcze nie wiemy, że zaraz obok stoi też drugi)

Obrazek

Przez łąki i łany zieloności pełzniemy powoli pod górę.

Obrazek

Mijamy przyjemne źródełko. Strumyk płynie w niewielkim wąwozie, po drewnianej rynience mocno wyścielanej mchem. Woda jest chłodna, widać gdzieś niedaleko jest jej wypływ. Dzień jest na tyle ciepły, że z dużą radością myjemy sobie gęby! :) Widać jest to doceniane ujęcie wody, bo ktoś nawet zostawił kubeczek! :)

Obrazek

Obrazek


A se znalazł miejsce do życia... Mniszek żwirowy...

Obrazek

Przez przyjemne świerkowe lasy pniemy się do góry.

Obrazek

Obrazek

Fragmenty lasu są nieco przetrzebione więc tu i ówdzie trafi się jakiś widoczek.

Obrazek

Obrazek

Tu każda skałka wygląda jak potencjalne miejsce na nocleg!

Obrazek

Dziś chyba pierwszy taki dzień w tym roku, że można iść na krótki rękaw i nie marznąć! (tzn. mówię o sobie, bo toperz z kabakiem chadzali już wcześniej.)

Obrazek

Tak to sobie wędrując docieramy na cudne skałki zwane Pytlák.

Obrazek

Korzeniowiska, mchy, porosty, dywany z igliwia. Początkowo wydaje się, że specjalnych widoków stąd nie będzie...

Obrazek

...ale nic bardziej mylnego! Tu i ówdzie między drzewami otwiera się szersza przestrzeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jak ciepło! I jaki zapach - taki jakby trochę... morza? Jakby nadmorskiej wydmy? I do tego ten szum! Śmiejemy się, że byśmy mieli miny jakbysmy po wyjściu na szczyt zamiast Pradziada i spółki zobaczyli morskie fale! Ale póki co tylko bodźce słuchowe i zapachowe zawierają elementy podejrzane - wizualnie wszystko wygląda w sposób tradycyjny i przewidywalny. I znów wszędzie pusto, zielono, ani pół domku czy drogi. Niesamowite, że tak wyglądają widoki w terenach obiektywnie tak mało dzikich i gęsto zamieszkanych, gdzie w dolinach jest od groma wsi i miast. W takich np. Beskidach to gdzie człowiek spojrzy to wsie podchodzą pod szczyty i wszystko upstrzone wszelaką zabudową. I jeszcze jedna ciekawa rzecz - tu nie ma niedźwiedzi a w Beskidach są! To najlepsze kombo - góry, które wyglądają dziko a miśkow nie ma. Cieszy podwójnie! (acz kiedyś chyba musiały być - te wszystkie Medvědí vrchy nie wzięły się z niczego ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo przyjemna buda tu stoi na jednej ze skałek. Nie wiem czy to wiata turystyczna czy ambona. Miejsce emanuje spokojem i zachęca, aby posiedzieć w środku czas dłuższy. Miło pachnie stare drewno, skrzypią podłogowe dechy. Acz nasza obecność chyba się nie podoba stałym lokatorom - myszom. Jedna ucieka nam spod nóg, a druga przysiada na filarze i patrzy na nas z wyraźną dezaporobatą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czyżby kabak był już większy ode mnie???? Sie porobiło! ;)

Obrazek

Na szczycie Pytlaka jest też taki słupek. Nie wiem czy to data? Bo raczej nie wysokość... ;)

Obrazek

Złazimy. Ze świetlistych skał w coraz bardziej cieniste lasy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przechodzimy koło źródełka...

Obrazek

A zaraz obok mijamy chałupkę. Janska Chata się zwie.

Obrazek

Obrazek

Bardzo mi ona przypomina Marianówkę - pewnie też taka do wynajęcia. Chociaż? Jak w majówkę nikogo tu nie ma??

Werandę zrobili z bardzo żywicznego drewna - wypływa obfitymi, aromatycznymi soplami!

Obrazek

Dalej w lasach różne dziwy! Spotykamy np. konika z wypchanych worków. A może to sarna? Czy to ma coś odstraszać czy raczej przywabiać? Albo po prostu - stoi dla ozdoby?

Obrazek

Naszym celem są Janovy Skaly. Nie jest to miejsce jakoś specjalnie widokowe, ale połazić jest gdzie - pomiędzy kamiennymi blokami, nawisami i grotami.

Pierwsze się rzuca w oczy zadaszenie ogniskowe, a nasze odzienie (lub jego brak) na zdjęciach pokazuje jak wspaniale ciepły to był dzionek!

Obrazek

Obrazek

Dalej prowadzą wąskie korytarzyki, cieniste bramy, wilgotne tunele pod nawisami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem trzeba się trochę powspinać, by dostać się na słoneczne tarasy na szczytach skał. I wśród borówek i małych świerczków można się do woli powygrzewać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dochodzi tu też do dziwnego zjawiska - mamy jeden batonik, do podziału na trzy. W czasie wyjmowania batonik nieszczęśliwie upada na skały, turla się i wpada w szczelinę. Widzieliśmy jak się toczy, jak się zatrzymuje na błotnistym kawałku, że leży na dole. Podejmuję się akcji ratunkowej - obchodzę skały, spełzam w szczelinę, cała się uwaliłam w błocie i to na marne! Bo batonika nie ma! Zniknął!! Leży tylko jakiś stary śmieć. Jak nic duchy skał zeżarły nasz batonik! W sumie - może i dobrze? Nie utyjemy! ;)

Nacieszywszy się skałami powoli spełzamy w dół.

Obrazek

Obrazek

Liczne wycinki umożliwiają oglądanie widoków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieramy do obszernego placu, gdzie stoi Chata František.

Obrazek

Zamknięta, też taka jakby na wynajem. I też pusta. Chata ma śliczny ganeczek okalający ją z 3 stron.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest to więc fajne, że zbłąkany wędrowiec docierający tu w deszczowy dzień - ma się gdzie schronić.

Obrazek

Fragment werandy ma nawet oszkloną ścianę zewnętrzną, więc zaciszność jest znaczna. I stoi tu jakieś dziwne urządzenie.

Obrazek

Jest też wychodek, ale nie testowałam. Ba! Nawet nie zajrzałam do środka. Wstydzę się... Jak mogłam dopuścić takiego niedopatrzenia!?

Obrazek

Obrazek

W ogóle najbliższa okolica obfituje w miejsca noclegowe - są wypaśne, otwarte paśniki. Z siankiem na stryszkach.

Obrazek

Obrazek

Albo karłowata ambona. Do wyboru do koloru.

Obrazek

Dalej tuptamy sobie stokówką.

Obrazek

Mijając różne formy skalne np. podkorzeniowe...

Obrazek

...czy poprzerastane drzewami w inny sposób.

Obrazek

Tak docieramy do ruin zamku Rabenštejn. Dużo tu sympatycznych skał.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No dobra, wszystko ładnie pięknie - ale gdzie ten zamek?? Może coś na tej skale będzie?

Obrazek

No i faktycznie. Są jakieś kamienne ściany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ponoć to miejsce pełniło funkcje strażnicy do wypatrywania i było związane z pobliskim zamkniem Veisenštejn, gdzie już dziś nie zdążymy się wybrać. Ciekawe czy w tym całym sredniowieczu była na terenie Czech jakaś skałka, na której nie było zamku? Bo mam wrażenie, że chyba żadnej nie odpuścili ;)

Ma się już ku wieczorowi, ale skoro już tu jesteśmy to sobie jeszcze podejdziemy na pobliski punkt widokowy znaczony na mapie, zwany Kamzičí skála. Już po drodze coś tam majaczy przez nie całkiem jeszcze opierzone drzewa.

Obrazek

Albo wiszą nad drogą fajne skałki.

Obrazek

Wyłazimy na mocno przepaścistą ostrogę skalną z krzyżem...

Obrazek

Obrazek

... i zbieramy szczęki z podłogi! Odczucie jest jakby nie, że otworzył się przed nami widok, ale jakby nas nagle zawiesiło w powietrzu, a przestrzeń była przed nami, za nami, z lewej, z prawej, z góry, z dołu - dosłownie wszędzie!!! Jakby taki dziub statku, ale zamiast wody - bezkres pustych, falujących gór. Miejsce robi na nas mega wrażenie - jest to zdecydowanie najlepszy widok z całej naszej dwudniowej trasy. I napewno nie jest to miejsce dla osób z lękiem wysokości ;) Powykręcane drzewa łapią się korzeniami pionowych zboczy. Widać, że targane wiatrem i brakiem oparcia poprzybierały fantazyjne kształty. Z ludzkiej ingerencji jest tylko ten krzyż i trzymające go liny. I żadnego gówna w postaci barierek, drabinek, poręczy. Podchodzisz tak blisko urwiska jak ci gra w duszy, tak jak pozwalają ci umiejętności, ochota i wiara w swoje ręce i nogi. Piękne miejsce - mające w sobie oddech wolności, przestrzeni i (wiem, że złudnej) dzikości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jest coś, czego niestety nie odda żadne zdjęcie. Przez ten dwubarwny las na pierwszym planie co jakąś chwilę przechodzi fala. To chyba takie podmuchy wiatru. W zupełnie inny sposób falują świerki, a w inny ten "kaczy puch" pomiędzy nimi - jakby ruszał się w przeciwną stronę? Wygląda to niesamowicie, zwłaszcza, że jest przerywane ciszą i absolutnym znieruchomieniem. A potem znów buch! jakby takie drzewne tsunami! A do tego szum, tak - ten tytułowy szum Jeseników, acz tu zwielokrotniony, brzmiący jak wzburzone morze. I jakby na chwilę zamknąć oczy - to znów jakby trochę morzem pachniało! Do tego dokłada się dużo cichszy szum, ale taki ciągły - chyba to rzeka w dolinie albo jakiś wodospad tu mają? Oglądamy to zjawisko z otwartymi japami czas dłuższy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy. Cienie coraz dłuższe, zaczynają przypominać nie ludzi, ale jakieś dziwne istoty nie z tego świata. Z dolin ciągnie chłodem i wilgocią. Nie wiem ile nam światła zostało, ale musimy jeszcze znaleźć miejsce na nocleg.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy to dobrze widać na tym zdjęciu, ale mamy z kabaczkiem takie same bluzy :) Tzn. nie podobne, ale identyczne - tego samego rozmiaru. Na mnie jest trochę przymała, a na nią ciut przyduża. No ale mimo wszystko daje to jakiś obraz tego jak ogromne to już jest dziecko. A tak niedawno było niemowle, pod pachą się nosiło jak teczkę... 10 lat temu... jak wczoraj ;)

Obrazek

Domek nad potokiem. Tu się zamyka pętelka naszej dzisiejszej trasy.

Obrazek

Teraz jednak dostrzegamy, że jest tu jeszcze jedna chałupka - chyba opuszczona. Mocno zarośnięta, nie prowadzi do niej żadna ścieżyna, a grunt na większości działki wokół stanowi raczej bagno. Teren jest mocno cienisty i wilgotny, chyba nawet w słoneczny dzień.

Obrazek

Ale poza tym niezwykle tu urokliwie. Obok szumi rzeka (o której malowniczości jeszcze wspomnę później) Dookoła rosną drzewka obsypane białym kwieciem, co aromatom ogólnej świeżości dodaje jeszcze zapachu jakby perfum. Zbutwiałe, omszałe ławeczki ze stołem zachęcają by spożyć tu posiłek.

Obrazek

Obrazek

Jest też drewno na opał, które oprócz mchu i szyszek pokrywają łany szczawiku zajęczego.

Obrazek

Źródło też mamy na miejscu.

Obrazek

Ktoś tu kiedyś ognia nie lubił. Ale dawno to już było, więc pewnie ów brak sympatii dawno się przeterminował.

Obrazek

Jedno jest pewne - jakbyśmy mieli namiot to właśnie tu byłoby wymarzone miejsce na dzisiejszy biwak (bo były też suchsze wyspy wokół). No ale namiotu nie mamy. Mamy busia. A jakby busio wrył się w to bagno - to by go czołgiem nie wyrwał... Busio umie się wkopać, oj umie! ;) Trza więc jechać dalej na poszukiwania.

Nie odjeżdżamy daleko. Stajemy w małej zatoczce nad rzeką Střední Opava. Dziś na biwaku będziemy sami! Juuuuupi!!!! :) Śpi się wybornie wśród szumu świerkowego lasu. Przy busiu wiatru nie ma - nie duje w kuper jak się wychodzi na nocny kibelek. Wiatr wyje tylko gdzieś wysoko w koronach drzew.

Tak prezentuje się nasze miejsce noclegowe o poranku.

Obrazek

To jedno z tych miejsc, gdzie się podkłada pod koła duże kamienie - jakby hamulec w nocy puścił ;)

Obrazek

Pierwsze tegoroczne mycie w potoku!!! :)

Obrazek

Střední Opava zachwyciła mnie jako rzeka. Przypomina mi odrobinę mój ulubiony Wiar, ale nie wiem czy nie jest jeszcze piękniejsza. Te wielkie głazy - wręcz jak płyty skalne. Wygryzione skarpy zboczy, zwałowiska pni i gałęzi. Powyrywane z korzeniami drzewa i głębokie buniory - wręcz idealne do kapieli! Jak jakaś rzeka w niedostępnych, nieprzebytych kniejach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zdaje sobie sprawę, że to nie przypadek, ale skutki powodzi z września 2024. Wcześniej pewnie tak "dziko" tu nie było. A co Střední Opava i jej koleżanki wyprawiały wtedy - to się naoglądałam na telefonie Ukrainki pracującej w schronisku pod Pradziadem. Działo się tu grubo...

Już na powrocie zatrzymujemy się jeszcze kawałek dalej, na obrzeżach Železnej.

Obrazek

Jest tu przyjemna kładeczka.

Obrazek

Ale wzrok przykuwa bardziej zerwana tama.

Obrazek

Obrazek

Chyba musimy tu wrócić w sezonie bardziej kąpielowym! Jak na tej wielkości rzeczkę to głębie są solidne :) Można by popływać po powrocie z górskich tras albo o poranku! Mmmmmmm... Już się cieszę na wizję takowej przyszłości.

Obrazek


KONIEC