Osiek Jasielski i kościół pod wezwaniem Przemieniania Pańskiego z 1640r
Zaraz obok Załęże i kościół pod wezwaniem św Jana Chrzciciela z 1760r
Zanim wjadę w góry właściwe jeszcze Pielgrzymka i kościół pod wezwaniem Michała Archanioła z 1872r
Z Pielgrzymki jadę do Nowego Żmigrodu i wjeżdżam w głąb Beskidu. Tutaj na starcie mam Krempną i cerkiew pod wezwaniem śś Kosmy i Damiana z 1780r
Jako, że obiekt był otwarty, tzn w zasadzie tylko drzwi. Wejście do nawy było zablokowane, ale i tak udało się podejrzeć ikonostas.
Oczywiście biegam jeszcze wokoło i szukam odprysków z łemkowskiej przeszłości…
Teraz czas na Kotań i cerkiew pod wezwaniem św Dymitra z 1840r
Na koniec objazdówki zostawiłem sobie dwie perełki, na które czekał najbardziej – Świątkowa! Cerkiew w Świątkowej Małej pod wezwaniem św Michała Archanioła z 1762r
I błękitne cudo ze Świątkowej Wielkiej, czyli cerkiew pod wezwaniem św Michała Archanioła z 1757r
Tutaj również było otwarte, ale trwało nabożeństwo, więc pozostała mnie szybka fotka „z biodra”…
Zaglądam na pobliski cmentarz…
Za mną 800km autem, wracam do Krempnej. Tutaj mam nocleg na dwa najbliższe dni. Muszę odespać wczesnoporanną jazdę z Gdańska. Plan mam taki, aby kolejnego dnia odstawić furmankę do Nowego Żmigrodu i po zrobieniu pętli w górach wrócić po samochód. Miejsce w ryneczku wydaje się bezpieczne. Deponuję zatem auto i ruszam na szlak. Początkowo znaki zielone. Początek jest już ciekawy, bo Wisłokę przechodzę po urokliwym linowym mostku.
Teraz kieruję się na Bucznik [518mnpm]. Sprawnie osiągam szczyt, który okazuje się być pozbawiony lasu. Zerkam na okolicę Przeł. Hałbowskiej i masywu Kamienia [714mnpm]
Wg dwóch niezależnych pogodynek dziś miało być pięknie, a pogoda niestety spłatała mi figla i jest jakoś tak…deszczowo. Na szczęście widoczność jakaś tam jest, a z Bucznika dobrze widać okoliczne urokliwe wzgórza.
Mam resztki dzisiejszego słońca, a jest nieco po 8:00. Małym laskiem przebijam się na kolejny szczyt – Pagórek [519mnpm]
Ten, podobnie jak Bucznik, też jest widokowy. Na południu ostre, zachodnie zbocze Trzech Kopców [696mnpm], w dole Mrukowa. Na dalszym planie Świerzowa [809mnpm], który też mam dziś w planie.
Tam idę!
A tutaj widok na północ… Pogórze Ciężkowickie? Babia Góra nad Jasłem [387mnpm]? Tego „giganta” nie rozkminiłem…
Tymczasem schodzę do Mrukowej, przed definitywnym wejściem w las zastaję miejsce do rekreacji z wiatą i miejscem na palenisko z grillem. Tutaj zjadam śniadanko!
Mniej więcej w tym miejscu zaczyna się tutejsza górska droga krzyżowa. Nie mam wyjścia, wkraczam na tę drogę. Po niewczasie dochodzę do kapliczki i cudownego źródełka.
Stąd cisnę w gęstym lesie w kierunku jednej z wielu wiat-schronów w B. Niskim, w tym wypadku Ostrysz.
Robię sobie chwilę przerwy…z dobrych miejscówek trzeba korzystać. Przede mną solidne podejście i najwyższy punkt dnia, a może i nawet całego wyjazdu. Niejaki Kolanin [705mnpm].
Ze szczytu mamy jako takie widoki na południe. Widać głównie wzniesienia nad Świątkową Małą – Cyrla [694mnpm]
Wschodnia ściana Kolanina jest godna, ja tu tylko schodziłem, ale podejście w drugą stronę musi wyciskać siódme poty. Ja natomiast po zejściu instaluję się w kolejnej wiacie i spożywam drugie śniadanie. Na tym wyjeździe rządzą definitywnie jaja gotowane!
Posilony i natchniony sprawnie przechodzę dalszą część szlaku czerwonego i dochodzę do Przeł. Hałbowskiej. Tutaj zachodzę w okolicę domku myśliwskiego okolicznego koła łowieckiego…mam raczej negatywne uczucia do tego typu działalności.
Z przełęczy schodzę szlakiem żółtym do Krempnej. Chwilę po opuszczeniu przełęczy spotykam pomnik – mogiłę 1250 Żydów zamordowanych w dniu 07.07.1942r
Sam szlak jest ciekawy z uwagi na liczne mostki, schodki itp. Nawet w pewnym momencie napotykam na skrytkę z…pieczątką Magurskiego Parku Narodowego.
Szlak przed Krempną opuszcza las i daje możliwość kontemplowania okolicznych, urokliwych wzgórz, udaje się nawet namierzyć cerkwi banie…
Kolejnego dnia miałem w planach udać się na południe, do granicy polsko-słowackiej. W związku z tym początkowo przez kilka kilometrów czekał mnie asfalt z Krempnej do nieistniejącej wioski Żydowskie. Plus tej części wycieczki był taki, iż w krzaczorach udało mi się zobaczyć..żbika! Ostatecznie po kilku kilometrach asfaltowania szlak zielony doprowadza mnie do Żydowskiego.
Jest tu cmentarz i cerkwisko po nieistniejącej już wsi.
Podczas II Wojny Światowej, wieś została najpierw zajęta przez oddział Armii Czerwonej, a następnie okrążona i zajęta przez jednostki niemieckie. W efekcie większość zabudowań została spalona lub rozebrana do budowy umocnień obronnych. Większość mieszkańców, chcących powrócić do Żydowskiego, zdecydowała się na przeprowadzkę do sąsiednich wsi, skąd zostali deportowani w okolice Doniecka lub Tarnopola. Po wojnie na terenie wsi utworzono PGR oraz filię zakładu karnego. Obecnie Żydowskie jest całkowicie opuszczone.
Po tej karmie dla duszy, czas na coś dla ciała. Wracam kilkaset metrów i ruszam zielonym szlakiem na Wysokie. Już początek szlaku utwierdza mnie w przekonaniu, że to będzie wyjątkowy szczyt. Tutaj góry nad Żydowskiem.
W dole Dolina Krempnej, z której przyszedłem. W lewej Kiczera Żydowiańska.
Pogoda mi się ostatecznie wyklarowała na „ocet”! Jestem na tym szczycie pierwszy raz i jest oczarowany. Jest idealna, wzorcowa jesień, a podczas podejścia mam widoki na stronę północno-wschodnią, gdzie widoczna są pola i pagóry wznoszące się nad Żydowskiem: Niedźwiedź [653mnpm], Jaworzyna [711mnpm], Żydowska Góra [719mnpm].
Już to widziałem na podejściu dało mi dużo frajdy, ale niespodzianek nie koniec. Okazuje się, że na szczycie jest wieża-platforma, a więc widoczki będą jeszcze rozleglejsze.
Dzięki wieży można zerkać również na południe. Tutaj jego wysokość Busov [1002mnpm]
Grzbiet Jaworzyny Konieczniańskiej [881mnpm]. Generalnie pomiędzy Busovem a Jaworzyną widać stąd nawet Taterki. W dniu gdy ja byłem, to miejsce było nieco pochmurane. Pogoda w Tatrach nie była taka idealna. Innym szczytem, który daje się łatwo rozpoznać w panoramie na południu jest, z uwagi na charakterystyczny masz, jest Magura Stebnicka.
W dole dolinka, którą przyszedłem z Krempnej, dalej wzniesienia nad Kotanią.
Jako, że uwielbiam dobre jadło w plenerze, to ta miejscówka na śniadanie okazała się idealna!
Nasyciwszy się widokami oraz kanapkami ruszam dalej. Czeka mnie zejście do Ożennej. Po wyjściu z lasu „atakują” te urokliwe pagóry Beskidu Niskiego. Tutaj łypię w lewo, na wschód, w okolice szczytu Nad Tysowym [713mnpm].
Z tego miejsca mam też przyjemne widoki na Pasmo Graniczne nad Ożenną i Grabem.
Ostatecznie dochodzę do „centrum” Ożennej. W pierwotnych planach miałem zamiar przeskoczyć tutaj na szlak niebieski, który po esach-floresach wyprowadzi mi na granicę polsko-słowacką, ale w terenie okazało się, że szlak zielony nie kończy się w Ożennej [tak mam na mapie], a prowadzi dalej na Przełęcz Kuchtowska [również na granicy państwowej]. Ten wariant bardziej mi odpowiada. Ruszam. Po drodze klasyczne tutejsze klimaty…
Na końcu wsi odnajduję również stary cmentarz.
Tymczasem opuszczam Ożenną i wzgórzami zbliżam się do Pasma Granicznego. Nad Ożenną jest pięknie i jesiennie!
Tym bardziej, że po drodze klimaty łemkowskie. Wokół łagodne wzgórze. Całość w barwach jesieni.
Zanim wejdę w las na granicy jeszcze ostatni raz napawam się klimatami okolicy.
I tak docieram do granicy. Nie przepadam za szlakami granicznymi. Z reguły chaszcze i monotonne góra i dół. Góra i dół. Tutaj początkowo też chaszcze, ale po kilkuset metrach krzaczory i drzewa „rozstąpiły się”. Za Przełęczą Filipowską mam kolejną lekcję historii. Pomnik ku czci zabitych w obu wojach światowych.
Następnie w okolicach Przeł Tepajec otwierają się widoki na słowacką cześć B. Niskiego. Tutaj Dolina Svidnicanki i okolica przysiołka Havranec…
Ja natomiast wychodzę sobie na polską stronę Przeł. Tepajec i otaczają mnie trawy i wzgórza nad legendarną już Ciechanią…[może kiedyś, ale na pewno nie sam
W trawach wiekowy już dziewięć sił bezłodygowy.
Ostatecznie w końcu doczłapuję na Przeł Mazgalica. W tutejszej wiacie regeneruję się jadłem i napitkiem i schodzę do Huty Polańskiej. Po wyjściu z lasu wita mnie tutejszy klasyk, czyli kościół św. Jana z Dukli i św. Huberta. Kościół powstał w 1936r, następnie w 1944r zniszczony. Na początku lat 90tych pojawiła się inicjatywa odbudowy i po kilku latach powstał obecny budynek.
Drewniana tabliczka informuje mnie, że po kilku minutach marszu w bok znajdę się na terenie dawnego cmentarza.
Dziś mam w planie nocować w „Hajstrze”. Nigdy tu nie byłem. Sprawnie dostaję bardzo przytulny pokój. Okazuje się, że nie ma tu typowego okienka, a posiłki są wydawane na wcześniejsze zamówienie. Dogadałem się i okazało się, że tego wieczora i dla mnie starczy. Uraczono mnie zupą krem [z cynamonem!] z grzankami. Potem wjechała sztuka mięsa, pire, sosiwo i suróweczka. Do popicia wszystkiego kompot!
Ogólnie bardzo przyjemne i zadbane miejsce.
Prognozy zapowiadały, że tego dnia od 20tej zacznie się wielogodzinny opad. I tak też się stało.
W Polanach, w wiacie autobusowej doprowadzam się do ładu. Wg rozkłady za około 1,5h jest bus do Nowego Żmigrodu – jak na warunki B. Niskiego ideolo! Siedzieć i czekać jednak bez sensu. Ruszam drogą w kierunku Krempnej. Po kilku minutach jadę już stopem. Dobry człowiek wysadza mnie na krzyżówce w Krempnej. Stąd będę miał większe możliwości niż w Polanach. I…po 5minutach jadę już do Nowego Żmigrodu z miła damą, dla której jestem drugim w życiu autostopowiczem. A pierwszym płci męskiej. Pytam zatem – „czy się nie boi?” Lody przełamane i w miłej atmosferze ciśniemy do celu. Miła dama wysadza mnie przy samym aucie – bardzo dziękuję. Od wyjścia z Hajstry w niecałe 2h jestem przy samochodzie w Nowym Żmigrodzie. Niestety cały czas pada, ja natomiast zyskuję, to, że o ludzkiej porze wracam do Gdana.
Zimą chyba wrócę znów w Niski!