Wczoraj byliśmy w gronie paru kolegów na zakupach w Czechach.
Pojechaliśmy po narty śladowe, przy okazji zwiedziliśmy Trutnov, Vrchlabi, Jablonec nad Nysou, Harrachov. Co prawda nart nie kupiliśmy, ale z wycieczki wróciliśmy bogatsi o kilka spostrzeżeń natury ogólnej.
Jak to jest, że w 30-tysięcznym mieście zaopatrzenie w artykuły sportowo-turystyczne jest porównywalne z ponad 600 tysięcznym Wrocławiem (nie mówiąc o Wałbrzychu, Jeleniej Górze czy Kłodzku)???
Ano pewnie dlatego, że na takie artykuły jest popyt porównywalny z popytem wszystkich mieszkańców Wrocławia.
Zapytajmy w taki razie dalej: jak to jest, że średnio 20 razy więcej Czechów uprawia sport / turystykę ? (nie mówię np o hokeju - zdumiewająco dużo sprzętu hokejowego od łyżew po kaski, lecz np zwykłe bieganie...)
Co sądzicie skąd tak inny styl życia niż u nas?
Czy jest to wynik jakiegoś szerzej zakrojonego ogólnego programu promowania zdrowego trybu życia, czy jakiejś tradycji, a może są jeszcze inne powody?
Czesi - tak blisko a tak inaczej...
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
apollo pisze:walter02 pisze:to muszą mieć proste żyły....![]()
Nigdy się nad tym szerzej nie zastanawiałem... Po prostu Czechów zawsze było dużo w górach - i tyle.
Oczywiście pewnie pojawią się głosy, że to efekt takiego a nie innego prawa
Prawo na pewno nie jest bez znaczenia, bo to ono wywiera wpływ na gospodarkę turystyczną. Jeśli prawo nie jest przyjazne rozwojowi turystyki wędrówkowej w polskich górach, to wygląda ona tak jak wygląda...
Powinno się dążyć do odblokowywania biurokratycznych barier hamujących aktywność obywatelską, tymczasem nasi prawodawcy poruszają się w pełni po linii komercjalizacji i biurokratyzacji turystyki. Mnożenie kolejnych wymogów uprawnień, barier, licencji i certyfikatów w turystyce (i nie tylko w turystyce) nie służy niczemu innemu jak tylko prywatnemu interesowi ludzi, którzy te bariery ustanawiają.
Prowadziłem w sierpniu w tym roku obóz wędrujących rodzin Klubu Sudeckiego z Poznania na obszarze Jesioników. Zrobiliśmy sobie wycieczkę pieszą w okolicy Zlatych Hor. Na przejściu turystycznym na szczycie Biskupiej Kopy przekroczyliśmy granicę i udaliśmy się do polskiego schroniska aby sie posilić i napić. Pełnia sezonu, a w schronisku kompletne pustki. W bufecie każdy zamówił sobie indywidualnie jakiś posiłek i coś do picia. Właściwie to nie było specjalnie z czego wybierać. Ja wziąłem pierogi z kapustą, inni bigos i jakąś kiełbasę na ciepło. Pierogi były ohydne, chyba z mikrofalówki, polane jakims starym tłuszczem z przypaloną celulą. Wypiłem też kawę...
Po posiłku niektórzy konsumenci zechcieli skorzystać z WC, a tu taki afront. W bufecie zażądano od każdego opłaty w wysokości 1 zł za WC ... Po prostu szok. W Czechach coś takiego jest nie do pomyślenia. Tam nigdzie od konsumentów takich opłat się nie pobiera, jedzenie smaczne, miła obsługa a turysta jest traktowany jak gość, a nie jak jakiś intruz...
Dlatego będziemy nadal wyjeżdżać do Czech, a ja osobiście będę zachęcał wszystkich do wyjazdów do tej małej, gospodarnej Republiki.

Dla mnie Czechy to pewien "fenomen" pod względem turystycznym i sportowym. W większości dyscyplin sportowych biją nas na głowę; w przypadku dyscyplin zimowych ich dominacja jest powalająca. Może się to wydawać co najmniej dziwne, szczególnie kiedy pod uwagę weźmie się fakt, że nas jest prawie 40 milionów, a Czechów tylko 10. Tak więc szanse na wyłuskanie talentu są u nas 4-krotnie większe. Inna sprawa, że Czesi takie talenty potrafią odnaleźć i odpowiednie je obrabiać/szlifować. Mają do tego odpowiednią bazę i fachowców, którzy ów talent młodych ludzi potrafią zamienić na sukcesy sportowe.
Kolejna kwestia - Czechy to kraj gór, nie za wysokich, ale jednak. Nie dziwi więc fakt, że infrastruktura turystyczna związana z górami jest zdecydowanie bardziej rozbudowana i profesjonalna.
Ciekawą obserwację miałem podczas jesiennego wypadku w polską i czeską część Masywu Śnieżnika. Z samego rano dotarłem na szczyt Śnieżnika, na którym już harcowało 3 Czechów, a od ich strony zmierzały kolumny turystów. Oczywiście, po naszej stronie pustki.
Kiedy przeszedłem na czeską część masywu to zrobiło się tłoczno. Ewakuowałem się na Susinę, gdzie mogłem odetchnąć od turystycznej gawiedzi.
Nie potrafię podać przyczyny tego stanu rzeczy, tzn. że Czesi walą w góry całymi tłumami, a my garstkami. Nie wiem, czy problem tkwi w edukacji (to wydaje mi się najbardziej prawdopodobne), czy jak sugeruje Lechu w urzędowym prawie (to wydaje mi się najmniej prawdopodobne).
W sumie zawsze ciekawiło mnie to, że dzielą nas od Czechów tylko góry, a są oni od nas tak inni. Choć również jesteśmy Słowianami zachodnimi, mentalność mamy całkiem różną. Więcej nas łączy z Ukraińcami, niż z sąsiadami z południa. Niektórzy wskazują na to, że wyrośliśmy w kulturze żyta, Czesi natomiast w kulturze chmielu
Kolejna kwestia - Czechy to kraj gór, nie za wysokich, ale jednak. Nie dziwi więc fakt, że infrastruktura turystyczna związana z górami jest zdecydowanie bardziej rozbudowana i profesjonalna.
Ciekawą obserwację miałem podczas jesiennego wypadku w polską i czeską część Masywu Śnieżnika. Z samego rano dotarłem na szczyt Śnieżnika, na którym już harcowało 3 Czechów, a od ich strony zmierzały kolumny turystów. Oczywiście, po naszej stronie pustki.
Kiedy przeszedłem na czeską część masywu to zrobiło się tłoczno. Ewakuowałem się na Susinę, gdzie mogłem odetchnąć od turystycznej gawiedzi.
Nie potrafię podać przyczyny tego stanu rzeczy, tzn. że Czesi walą w góry całymi tłumami, a my garstkami. Nie wiem, czy problem tkwi w edukacji (to wydaje mi się najbardziej prawdopodobne), czy jak sugeruje Lechu w urzędowym prawie (to wydaje mi się najmniej prawdopodobne).
W sumie zawsze ciekawiło mnie to, że dzielą nas od Czechów tylko góry, a są oni od nas tak inni. Choć również jesteśmy Słowianami zachodnimi, mentalność mamy całkiem różną. Więcej nas łączy z Ukraińcami, niż z sąsiadami z południa. Niektórzy wskazują na to, że wyrośliśmy w kulturze żyta, Czesi natomiast w kulturze chmielu
że wyrośliśmy w kulturze żyta
w mniejszych miejscowościach podgórskich (z resztą nie tylko tam) teraz to się zmieniana kulturę jabola....
Myślę, że duże znaczenia ma fakt, który przytoczyłeś, że Czesi mają dużo więcej gór..
A to różnicę w mentalności może da się wytłumaczyć tym, że obecni mieszkańcy naszej części Sudetów nie żyją tutaj "z dziada pradziada", lecz pochodzą z rodzin przeniesionych jakieś pół wieku temu. Być może pół wieku (ledwo co dwa pokolenia) to za mało, żeby uznać dane miejsce jako swoje...

