Kiedyś ktoś powiedział, że ludzi można podzielić na tych którzy to zrozumieją i na tych którzy nigdy tego nie będą rozumieć – i niech tak pozostanie. Koniec tych mądrości przejdźmy do rzeczy
Kilka osób deklarowało się, że spróbują swoich sił i pójdą ze mną. Jak zwykle kończy się tylko na deklaracjach i ostatecznie wyruszam sam.
Piątek rano, dzwoni budzik do pracy, i już od samego rana w głowie setki myśli: czy mi się uda? jakie tempo narzucić? czy mi się uda? co zabrać ze sobą? czy mi się uda…
Legnicę opuszczam bardzo szybko, jest bardzo ciepła noc, a na niebie niezliczona ilość gwiazd. Wraz z minięciem Legnicy mijam ostatnią latarnie i dalej jest ciemno jak w dupie, a nawet ciemniej. Odpalam czołówkę i maszeruję przed siebie. Mijam Kościele, w oddali słyszę głosy kilku osób, no pięknie jeszcze tego mi brakowało by mnie ktoś zaczepił – a dało się poznać że towarzystwo jest pod wpływem znacznej ilości płynów imagogennych. Gaszę latarę i szybko oddalam się. Przede mną Warmątowice Sienkiewiczowskie teren dobrze mi znany, z oddali słyszę nadjeżdżające auto i głośne umcy umcy, schodzą jak najdalej od ulicy auto mnie mija, po czym się zatrzymuję i cofa… o zgrozo cóż ja uczynię
Po nieco ponad 2 godzinach marszu jestem na zaporze zbiornika retencyjnego w Słupie. Przecinam Chroślice z których miałem dojść do Bogaczowa, właśnie miałem… mylę drogę i wychodzę w Męcince robiąc kilku kilometrowe kółko. Nie ma tragedii, mam dobry czas. Między Bogaczowem a wsią Pomocne miałem odcinek specjalny. Droga przez kilka kilometrów biegnie pod górę, dookoła las i krzaki tam to dopiero było ciemno jak w dupie. Ale miało to swój plus bo przez to niebo było niesamowicie ale to naprawdę niesamowicie gwieździste. Istna rozkosz dla moich oczu:) zrzucam plecak zakładam słuchawki od mp3-ki włączam jakiś relaksujący kawałek i kładę się na ulicy ciesząc się zastanym widokiem – „cieszmy się z małych rzeczy”. Nachodzi mnie refleksja, odnośnie tego, że idę sam, jest cholernie ciemno – nawet swojej wyciągniętej ręki nie widziałem, co chwilę widzę świecące się ślepia jakiejś zwierzyny a mimo to jakoś nie bałem się o siebie, o to co się może stać. Nie zawracałem sobie głowy myślami co by było gdyby… ktoś mnie napadł, zaatakowała jakaś zwierzyna czy cokolwiek innego. Liczyłem się tylko ja i mój cel który sobie wyznaczyłem do osiągnięcia. Pewnie zdecydowana większość ludzi bała by się iść w takich ciemnościach… wychodzi na to, że nie zaliczam się to tej większościowej grupy społeczeństwa
Przed wsią Pomocne na niebie zauważam jakąś „dziwną” rzecz (zdjęcie w fotorelacji), ni to chmura ni to Ufo
Zaczyna świtać po mej prawicy Czartowska Skała, przejeżdżający koło mnie na skuterze grzybiarz pyta czy nie podrzucić mnie kawałek, grzecznie dziękuje i idę dalej. W Muchowie zaczynam wędrować już szlakami, pierwszym będzie jakiś szlak czarny który doprowadza mnie do Lipy tam przesiadka na szlak niebieski. Zza horyzontu pokazuję się już Słoneczko, będzie dzisiaj zdrowo grzało. Z każdą minuta wydaje mi się jakby było coraz goręcej leje się ze mnie niesamowicie. Przeszedłszy cała Lipę wychodzę w Mysłowie na drogę nr 3. Tam, opadając z sił rozkładam się na przystanku, nastawiam budzik na 30 minut i drzemię chwilę. Jeszcze nie wspominałem chyba o bolących kolanach, oj bolały i to od jakiegoś czasu już. Gdy ruszam dalej ni stąd ni z owąd normalnie pękam. Idąc wzdłuż całej wsi powstrzymywałem się od rozklejenia się na dobre – była już 9 rano i dość dużo ludzi kręciło się dookoła. Oj walczyłem z sobą chciałem zrezygnować ale ni chuj się nie poddałem, „maszeruj albo giń”
Teraz trochę asfaltu wzdłuż krajowej 3, mijam Kaczorów na Przełęczy Radomierskiej odbijam na czarny szlak, który prowadzi mnie na Różankę, jest piekielnie gorąco. Brakuje sił. Zbiera się na burzę. W Janowicach Wielkich zaczyna padać deszcz. Atakuje sklep i uzupełniam płyny który spożywam w ogromnych ilościach. Dalej zielonym szlakiem w stronę ruin zamku Bolczów. Po drodze robię sobie pit stopa nad strumykiem, o jak przyjemnie się ochłodzić ta lodowata wodą
Jeśli chodzi o dystans jaki pokonałem to mniej więcej 65-70 kilometrów w ok. 16 godzin
Łapie stopa do centrum Kowar, tam udaje się na PKS i czekam na jakieś połączenie z Jelenią Górą. Dochodzi do mnie Gracek kończący prace w Parku Miniatur, razem wracamy do Jelonki. Autobusu do Legnicy mam za dwie godziny. Zaczynam karmić gołębie, chlebem jaki mi został, od razu przykolegowała się do mnie mała dziewczynka. Daje jej chleb żeby sama karmiła gołębie – mała w ogóle nie słuchała się swojej mamy:). Na ławkę koło mnie dosiada się starszy pan, też czeka na autokar do Legnicy. Zaczynamy dyskutować, z jakże wielką przyjemnością słuchałem o rzeczach o których mi opowiadał. Zwłaszcza, że większość z nich sięgała czasów kiedy mnie na tym świecie nie było. Dziadek miał 81 lat, a sposób jego mówienia dość „współczesny”, często zdarzało się mu w zdania wplatać zgrabne „kurwa” bądź inne epitety
Nie udało się tym razem, jakiś mały niesmak pozostał na pewno, ale „co ma wisieć nie utonie” i za jakiś czas spróbuję jeszcze raz - to mogę obiecać:)
link do skromnej galerii zdjęć z trasy poniżej:
https://picasaweb.google.com/maciekkolo ... directlink