Legnica - Śnieżka - Legnica 06-07.08.2011

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
maciejowy
łazik
Posty: 55
Rejestracja: 17-04-2011 23:16
Lokalizacja: Legnica

Legnica - Śnieżka - Legnica 06-07.08.2011

Postautor: maciejowy » 12-08-2011 16:23

Skąd pomysł przejścia tej trasy? Nie wiem czy uwierzycie, ale zrodził się w mojej głowy :).Ktoś zapyta się po co to robię? Co z tego będzie miał? Mógłbym długo odpowiadać na te i inne pytania, lecz najprostszą odpowiedzią będzie to że, robię to co lubię. Stawiam przed sobą cele do których dążę. Czasami do tej mojej łepetyny wpadnie jakiś ekstremalny pomysł, który później staram się zrealizować. Dla kogoś może to głupie, ale osobiście wolę żałować że coś zrobiłem, niż później miałbym żałować że nawet nie spróbowałem.

Kiedyś ktoś powiedział, że ludzi można podzielić na tych którzy to zrozumieją i na tych którzy nigdy tego nie będą rozumieć – i niech tak pozostanie. Koniec tych mądrości przejdźmy do rzeczy :)

Kilka osób deklarowało się, że spróbują swoich sił i pójdą ze mną. Jak zwykle kończy się tylko na deklaracjach i ostatecznie wyruszam sam.

Piątek rano, dzwoni budzik do pracy, i już od samego rana w głowie setki myśli: czy mi się uda? jakie tempo narzucić? czy mi się uda? co zabrać ze sobą? czy mi się uda… :) i tak cały boży dzień. Początkowo miałem wyjść o godzinie 3 w nocy, chcąc dać sobie większe szanse ruszam punktualnie o północy. Zegar zaczął odliczać czas 48:00:00…47:59:59…

Legnicę opuszczam bardzo szybko, jest bardzo ciepła noc, a na niebie niezliczona ilość gwiazd. Wraz z minięciem Legnicy mijam ostatnią latarnie i dalej jest ciemno jak w dupie, a nawet ciemniej. Odpalam czołówkę i maszeruję przed siebie. Mijam Kościele, w oddali słyszę głosy kilku osób, no pięknie jeszcze tego mi brakowało by mnie ktoś zaczepił – a dało się poznać że towarzystwo jest pod wpływem znacznej ilości płynów imagogennych. Gaszę latarę i szybko oddalam się. Przede mną Warmątowice Sienkiewiczowskie teren dobrze mi znany, z oddali słyszę nadjeżdżające auto i głośne umcy umcy, schodzą jak najdalej od ulicy auto mnie mija, po czym się zatrzymuję i cofa… o zgrozo cóż ja uczynię :). Myślę może jakiś znajomy, święcę po twarzach w samochodzie nikogo nie znam więc z miejsca ruszam dalej ignorując osoby w aucie. Po raz kolejny wychodzę „cało”. Gdzieś w Warmątowicach miałem odbić na drogę do Bielowic, oczywiście w ciemności pomyliłem drogi i teraz idę szczerym polem. Ale co tam byle iść w kierunku południowym. Kilkanaście minut później dochodzą do mnie odgłosy pracujących maszyn rolniczych i krzyki znacznej ilości ludzi. Zdziwienie pracujących przy żniwach ludzi na mój widok było bezcenne :)

Po nieco ponad 2 godzinach marszu jestem na zaporze zbiornika retencyjnego w Słupie. Przecinam Chroślice z których miałem dojść do Bogaczowa, właśnie miałem… mylę drogę i wychodzę w Męcince robiąc kilku kilometrowe kółko. Nie ma tragedii, mam dobry czas. Między Bogaczowem a wsią Pomocne miałem odcinek specjalny. Droga przez kilka kilometrów biegnie pod górę, dookoła las i krzaki tam to dopiero było ciemno jak w dupie. Ale miało to swój plus bo przez to niebo było niesamowicie ale to naprawdę niesamowicie gwieździste. Istna rozkosz dla moich oczu:) zrzucam plecak zakładam słuchawki od mp3-ki włączam jakiś relaksujący kawałek i kładę się na ulicy ciesząc się zastanym widokiem – „cieszmy się z małych rzeczy”. Nachodzi mnie refleksja, odnośnie tego, że idę sam, jest cholernie ciemno – nawet swojej wyciągniętej ręki nie widziałem, co chwilę widzę świecące się ślepia jakiejś zwierzyny a mimo to jakoś nie bałem się o siebie, o to co się może stać. Nie zawracałem sobie głowy myślami co by było gdyby… ktoś mnie napadł, zaatakowała jakaś zwierzyna czy cokolwiek innego. Liczyłem się tylko ja i mój cel który sobie wyznaczyłem do osiągnięcia. Pewnie zdecydowana większość ludzi bała by się iść w takich ciemnościach… wychodzi na to, że nie zaliczam się to tej większościowej grupy społeczeństwa :)

Przed wsią Pomocne na niebie zauważam jakąś „dziwną” rzecz (zdjęcie w fotorelacji), ni to chmura ni to Ufo :P, nie mam pojęcia może jakaś mądra głowa będzie znała odpowiedź.

Zaczyna świtać po mej prawicy Czartowska Skała, przejeżdżający koło mnie na skuterze grzybiarz pyta czy nie podrzucić mnie kawałek, grzecznie dziękuje i idę dalej. W Muchowie zaczynam wędrować już szlakami, pierwszym będzie jakiś szlak czarny który doprowadza mnie do Lipy tam przesiadka na szlak niebieski. Zza horyzontu pokazuję się już Słoneczko, będzie dzisiaj zdrowo grzało. Z każdą minuta wydaje mi się jakby było coraz goręcej leje się ze mnie niesamowicie. Przeszedłszy cała Lipę wychodzę w Mysłowie na drogę nr 3. Tam, opadając z sił rozkładam się na przystanku, nastawiam budzik na 30 minut i drzemię chwilę. Jeszcze nie wspominałem chyba o bolących kolanach, oj bolały i to od jakiegoś czasu już. Gdy ruszam dalej ni stąd ni z owąd normalnie pękam. Idąc wzdłuż całej wsi powstrzymywałem się od rozklejenia się na dobre – była już 9 rano i dość dużo ludzi kręciło się dookoła. Oj walczyłem z sobą chciałem zrezygnować ale ni chuj się nie poddałem, „maszeruj albo giń” :).

Teraz trochę asfaltu wzdłuż krajowej 3, mijam Kaczorów na Przełęczy Radomierskiej odbijam na czarny szlak, który prowadzi mnie na Różankę, jest piekielnie gorąco. Brakuje sił. Zbiera się na burzę. W Janowicach Wielkich zaczyna padać deszcz. Atakuje sklep i uzupełniam płyny który spożywam w ogromnych ilościach. Dalej zielonym szlakiem w stronę ruin zamku Bolczów. Po drodze robię sobie pit stopa nad strumykiem, o jak przyjemnie się ochłodzić ta lodowata wodą :). Ruiny zamku mijam, byłem setki razy a i za tydzień też będę. Tutaj znów pękam. Po prostu rozłożyło mnie. Siadam na glebie i klnę jak szewc :). Psia jego mać wstawaj gościu przeszedłeś tyle pójdziesz dalej jak powiedział tak zrobił. Jak by to powiedział pewien hardcorowy koksu „nie ma opierdalania się” :) Mijam Starościńskie Skały i szczerze powiedziawszy idę jak kaleczniak, ale idę. Schodzę z niebieskiego szlaku na żółty prowadzący do Strużnicy. Teraz asfaltem w palącym słońcu do Kowar. Dochodzę do Gruszkowa, gdzie niedaleko Przełęczy Pod Średnicą pękam trzeci i ostatni raz. Nie umie się już pozbierać. Bolą kolana i ze stopą jest nie za dobrze. Słońce i piekielny gorąc też swoje zrobiły. Serce chciało iść ale reszta odmawiała… rezygnuje z dalszej drogi.

Jeśli chodzi o dystans jaki pokonałem to mniej więcej 65-70 kilometrów w ok. 16 godzin

Łapie stopa do centrum Kowar, tam udaje się na PKS i czekam na jakieś połączenie z Jelenią Górą. Dochodzi do mnie Gracek kończący prace w Parku Miniatur, razem wracamy do Jelonki. Autobusu do Legnicy mam za dwie godziny. Zaczynam karmić gołębie, chlebem jaki mi został, od razu przykolegowała się do mnie mała dziewczynka. Daje jej chleb żeby sama karmiła gołębie – mała w ogóle nie słuchała się swojej mamy:). Na ławkę koło mnie dosiada się starszy pan, też czeka na autokar do Legnicy. Zaczynamy dyskutować, z jakże wielką przyjemnością słuchałem o rzeczach o których mi opowiadał. Zwłaszcza, że większość z nich sięgała czasów kiedy mnie na tym świecie nie było. Dziadek miał 81 lat, a sposób jego mówienia dość „współczesny”, często zdarzało się mu w zdania wplatać zgrabne „kurwa” bądź inne epitety :). I tak czas zleciał bardzo szybko, w autokarze po 36 godzinach bez snu momentalnie odlatuje i budzę się tuż przed Legnicą.

Nie udało się tym razem, jakiś mały niesmak pozostał na pewno, ale „co ma wisieć nie utonie” i za jakiś czas spróbuję jeszcze raz - to mogę obiecać:)


link do skromnej galerii zdjęć z trasy poniżej:

https://picasaweb.google.com/maciekkolo ... directlink

Red-Angel
podróżnik
Posty: 186
Rejestracja: 25-12-2010 23:26
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Red-Angel » 13-08-2011 23:30

Gratuluję podjęcia próby, pomimo, że się nie udało, na pewno to jakieś nowe doświadczenie, które sprawią, że następnym razem się uda :)

Awatar użytkownika
gosper
łazik
Posty: 59
Rejestracja: 28-02-2011 14:00
Lokalizacja: DKL

Postautor: gosper » 07-03-2012 22:57

fotostyle pisze:W tym roku także planujemy taki marsz


Daj znać mniej więcej w jakim terminie, ja zawsze jestem ZA :)
"Patrzyli na te same góry, na te same drzewa, ale każde z nich widziało je inaczej..." — Paulo Coelho

1976
podróżnik
Posty: 226
Rejestracja: 08-01-2012 22:55

Postautor: 1976 » 15-03-2012 09:12

Po głowie chodzi mi identyczny pomysł, z tym że chciałem przejść tą trasę w czasie zbliżonym do jednej doby. Sądzę, że należy poczekać aż warunki turystyczne w Karkonoszach ulegną poprawie i będzie można podejść na Śnieżkę w lżejszym obuwiu. Dajcie znać na forum jeżeli sprawa będzie rozwojowa :)


Wróć do „Relacje z wypraw”