Z Wałbrzycha do Barda - również z Agaciorem

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Raubritter
bardzo stary wyga
Posty: 2089
Rejestracja: 26-01-2008 22:49
Lokalizacja: Poznań

Z Wałbrzycha do Barda - również z Agaciorem

Postautor: Raubritter » 04-07-2012 01:39

Z Wałbrzycha do Barda, kontynuując m.in przejście Głównego Szlaku Sudeckiego. Ruszamy standardowo pociągiem "Kamieńczyk" z Poznania do Jeleniej Góry, wysiadamy we Wałbrzychu Głównym, robimy małe zakupy i uderzamy prosto na szlak. Ach, jakże złaknieni jesteśmy gór! Przygody! Twardej marszruty! Ukąszeń muszek! No i kiełbasy z ogniska!... :wink:
Postanawiamy nie wracać do Andrzejówki, gdzie ostatnio zakończyliśmy wędrówkę tylko ominąć część czerwonego szlaku, który już kiedyś zrobiłem przechodząc dookoła Kotlinę Wałbrzyską, dlatego też ruszyliśmy wpierw żółtym szlakiem przez ruiny zamku Nowy Dwór (niezwykle miłe podejście na "dzień dobry"), a następnie niebieskim pod Borową i w okolicach Jedliny Zdrój lądujemy na Głównym Szlaku Wiadomo Jakim.

Obrazek

Idzie się nam w miarę dobrze, choć w kościach czujemy pięciogodzinną podróż pociągiem i lekkie niewyspanie. Pogoda jest taka sobie - na szczytach wieje mocny, zimny wiatr, po niebie przewalają się gęste, szare chmury. Dopiero pod koniec dnia wiatr się zupełnie uspokaja, niebo przejaśnia i nocą widać już gwiazdy oraz księżyc.

Obrazek

Późnym popołudniem wkraczamy w Góry Sowie w Masyw Włodarza i docieramy do Przełęczy Marcowej (712 m n.p.m.), gdzie zatrzymujemy się na nocleg w ładnej bo nowej, choć przypominającej nieco z wyglądu oborę wiacie. W środku jest sucho, bardzo dużo miejsca, dookoła czyściutko, stoją ławki, jest miejsce na ognisko, śmietnik i specjalnie napewno dla nas, porąbane w szczapy drzewo na ognisko. Widząc je odetchnąłem z ulgą, gdyż oprócz porannego pakowania się i zwijania namiotu, nie przepadam za bardzo za wieczornym zbieraniu drzewa :wink:

Oczywiście smażymy kiełbaski, w plecaku znajduje się przygotowana na tą okazje flaszka - delektujemy się jedzeniem, piciem oraz pobytem na łonie natury. Powiem Wam szczerze, że to właśnie wieczory spędzane w lesie przy ognisku, z dala od cywilizacji najbardziej lubię w całym tym moim chodzeniu po górach. Maszeruję cały dzień z myślą, że przyjdzie wieczór, że w końcu rozbiję się namiotem albo usnę we wiacie, uprzednio wpatrzony w blask ognia, wsłuchany w nocny las. Po prostu bajka.

Obrazek

Rano budzimy się dosyć późno, na niebie nie ma ani jednej chmurki choć jest dość zimno. Zjadamy naprędce śniadanie i ruszamy dalej czerwonym szlakiem. Niestety aż do opuszczenia Masywu Włodarza widoczki są znikome, szlak prowadzi przez większość drogi przez gęsty las mieszany. Dopiero za Grządkami - w drodze do Przełęczy Sokolej, wychodzimy na łąki i możemy podziwiać panoramy.

Mimo że jest środa, na trasie do schroniska Orzeł, Sowa i na samą Wielką Sowę mijamy sporo ludzi, wycieczek przede wszystkim złożonych z ludzi starszych. Wstępujemy do Orła na piwko i po pieczątkę, następnie do Sowy po to samo, aby wdrapać się na Wielką Sowę... po raz trzeci po to samo :lol: Wchodząc do sklepiku w wieży uderza nas dym rozpalonych kadzidełek, muzyka reggae, a na szczycie wieży mocny, zimny wiatr okalający nasze spocone ciała. Dlatego długo na niej nie przebywamy, robimy sobie słitaśne focie i siadając na ławce pod wieżą delektujemy się miłą odmianą (to znaczy brakiem wiatru i przygrzewającym słońcem). Nie mija pół godziny a na horyzoncie pojawiają się groźnie wyglądające chmury, które robiąc się coraz ciemniejszymi poczęły się szybko przybliżać. Zwijamy się zatem i ruszamy do naszego ostatniego celu wędrówki na ten dzień, jakim było schronisko Zygmuntówka. Oczywiście goniący nas deszcz nie daje tak łatwo za wygraną i w końcu nas dopada, choć nie mokniemy zbyt mocno.

Obrazek

Zygmuntówka. Dawno tutaj już nie byłem, będzie z trzy lata. Oczywiście jest wolny pokój, korzystamy z takich wynalazków naszej wspaniałej cywilizacji jak prysznic i czajnik. No i oczywiście piwo. Na dworze niestety z przerwami pada. Huśtamy się na huśtawce i z braku laku idziemy spać. W między czasie dowiaduję się, że jest już nowy dzierżawca schroniska a obecni już za niedługo wracają do domu. Szkoda bo się do nich przyzwyczaiłem i szczerze mówiąc nie wiem, czy inna twarz będzie mi pasowała do tego miejsca. Z drugiej strony, jest wiele rzeczy do zrobienia w tym schronisku, a które do tej pory nie były robione. Pożyjemy, zobaczymy - jak mawiają.

Obrazek

Na drugi dzień wyglądając przez okno widzę, że nie pada choć las zalega w chmurach i mgle. Oczywiście jak wychodzimy musi zacząć padać aby było zabawnie. Dopiero (albo już w sumie) na Bielawskiej Polance deszcz ustępuje i niebo zaczyna się nieśmiało przecierać. Wcześniej z wieży na Kalenicy nic niestety nie było widać...
Odcinek do Srebrnej Góry jest dość nużący, choć niekoniecznie męczący. Robimy krótki popas na Przełęczy Woliborskiej i idziemy dalej. Docieramy do Twierdzy Srebrnogórskiej, wypogodziło się już zupełnie. Bilet na zwiedzanie kosztuje 13zł, zwiedza się twierdze z przewodnikiem i trwa to około godziny. I szczerze mówiąc nie chce nam się jeszcze godziny chodzić po twierdzy i słuchać tego, co przeczytaliśmy w przewodniku. Poza tym te 13zł... - kiedy indziej - podejmujemy decyzję. Przybijam tylko pieczątkę, robię parę fotek i opuszczamy zimne mury.

Obrazek

Na ten dzień nie mamy zaklepanego nigdzie noclegu i nie ma nigdzie w pobliżu Srebrnej Góry żadnych wiat gdzie można by przenocować, choć z doświadczenia wiem, ze agroturystyk i pokoi do wynajęcia jest tam sporo. Z cichą nadzieją zamierzam wstąpić i spytać się o cenę noclegu w dawnym schronisku PTTK w Srebrnej Górze. A nuż będą wolne pokoje za przystępną cenę? I rzeczywiście udaje się - są takowe dla turystów plecakowych za 35zł od osoby - dla mnie jest to ostateczna górna cena jaką jestem gotów zapłacić za nocleg.
Budynek jest cały wyremontowany, powrócił do swojej dawnej, przedwojennej nazwy "Villa Hubertus". Standardy jakie w nim panują nawet dla turystów plecakowych są bardzo dobre, jest czystko, pachnie drewnem, śpi się w pościeli, a same pokoje są trzyosobowe. Ale to jeszcze nic! W barze oprócz jedzenia można napić się piwa - i to jakiego, ha! Czeski Opat pod każdą postacią - zwykły, miodowy, jakieś dwa owocowe chyba, podwójnie chmielony, do tego piwo marcowe z tegoż browaru i wszystko to za 6zł. Pić nie umierać.

Obrazek

Obrazek

A oto krótka historia obiektu; Budynek schroniska wybudował na początku XX wieku Hermann Scherwat, przewodniczący miejscowego oddziału Eulengebirgverein i dzierżawca restauracji w Don Jonie. Obiekt istniał co najmniej od 1910, nosząc nazwę "Villa Hubertus". W 1913 jego właścicielem był Julius Nitschke i prowadził w nim luksusowy pensjonat z niewieloma miejscami do spania (pokoje musiały być duże, podobnie jak ceny). Budynek był wówczas nieco mniejszy i powstał na planie zbliżony do krzyża. Do budowy zużyto kamienia, cegieł i drewna, a dach przykryto czerwoną dachówką. Obok znajdował się niewielki budynek gospodarczy.
Już w 1913 willę zakupiły władze śląskiego Jungdeutschlandsverband (Zrzeszenia Młodych Niemiec) i zmieniły nazwę na "Villa Jungdeutschland". Pełniła ona funkcję miejsca odpoczynku dla przywódców zrzeszenia oraz obsługi i recepcji schroniska młodzieżowego, znajdującego się w forcie Ostróg. Wnętrza nadal były bogato wyposażone i możliwy był w nich nocleg. W okresie I wojny światowej w budynku miał swą kwaterę kapitan Rittweger, z górskiego rezerwowego oddziału karabinów maszynowych (oddział przybył do Srebrnej Góry w 1915). W 1920 obiekt przejął baron Ernest Albert Adolf von Seckendorf Götz i urządził w nim zwykły dom mieszkalny (pod nazwą "Haus Hohenstein").
Nie wiadomo czy Seckendorfowie mieszkali w nim w czasie ostatniej wojny światowej - mogły go przejąć władze wojskowego, które w pobliskiej twierdzy prowadziły oflag.Po 1945 dom został zaadaptowany na potrzeby leśnictwa (w tym też okresie dobudowany północny fragment obiektu, w zupełnie innym układzie architektonicznym). W 1957 przejęło go miejscowe PTTK, a w 1959 otwarło w nim schronisko. W okolicach 1960 obok schroniska otwarto pierwszą na Dolnym Śląsku stację sejsmiczną Zakładu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk.
Schronisko pod koniec lat 60. było w złym stanie technicznym - zamknięto je w 1969. Po kilku latach dewastacji i podczas trwającego jeszcze remontu ponownie otwarto je w 1974 i nadano nazwę Schronisko PTTK w Srebrnej Górze Pod Fortami im. kontradmirała Stefana Frankowskiego z 38 miejscami noclegowymi. W późniejszym okresie kontradmirał przestał być patronem, a w latach 80. ponownie je zamknięto.


Jeżeli ktoś z Was zbiera pieczątki to wiedzcie, że na barze można przybić sobie starą pieczątkę schroniska PTTK :wink:

Oczywiście schodzimy do Samej Srebrnej Góry, robimy zakupy i zwiedzamy okolicę. Wtedy też w naszych głowach zrodził się plan, aby nie wracać od rana do domu, tylko przejść jeszcze się jakiś kawałek po górach, tak żeby wrócić pod wieczór. Wybór padł tym razem na Góry Bardzkie jako, że ten odcinek chciałem już kiedyś przejść.

Na drugi dzień już o godzinie dziewiątej rano jest strasznie gorąco. Opuszczamy czerwony szlak i udajemy się na niebieski, prowadzący do Barda. Idzie się ciężko, szlak co chwila znika nam za krzakami a w dodatku nie mam mapy. Następnie przychodzi spory odcinek przejść asfaltem - każdy z Was zapewne wie, jaka to przyjemność maszerować asfaltem w taki upał.

Obrazek

Większość szlaku jest zalesiona, widoków jak na lekarstwo, much zatrzęsienie, a wody i piwa za mało. W końcu docieramy padnięci do Barda i pierwsze co robimy, to szukamy sklepu aby uzupełnić płyny. Następnie wleczemy się już na przystanek PKP i czekając na pociąg oddajemy się błogiemu nicnierobieniu. Ostatni dzień dał nam najbardziej w kość ale co tam, ja już znowu chcę w góry!

Obrazek


A wszystkie zdjęcia znajdziecie tutaj: https://picasaweb.google.com/1157835289 ... eIBardzkie
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.

marcello2
podróżnik
Posty: 123
Rejestracja: 02-03-2012 08:44
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Postautor: marcello2 » 04-07-2012 08:03

całkiem spora trasa
mimo wszystko pogoda Wam dopisała ;-)

Human
stary wyga
Posty: 1112
Rejestracja: 09-10-2011 23:56
Lokalizacja: Breslau

Postautor: Human » 04-07-2012 10:50

W Zygmuntówce bez Bogdana już nigdy nie będzie tak samo... Chociaż z perspektywy czasu, to już trzy lata temu mówił coś o bacówce w Bieszczadach, więc się spodziewałem.

Obawiam się tylko, że z nowym najemcą siedzenie przy piwku przed kominkiem nie będzie już możliwe... Dla mnie to śmierć ostatniego tak klimatycznego miejsca w Sudetach.

Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2613
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Satan » 04-07-2012 11:20

Piwko, piwkiem, ale jajecznica od Bogusia...to był szlagier! :D
Szkoda...
Należy przestrzegać przepisów BHP...zwłaszcza na kolei.

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4263
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 04-07-2012 11:47

wszystko by było pięknie, gdybyś usuwał te paskudne daty ze zdjęć :P

co do Zygmuntówki to faktycznie żal tego miejsca bez starych gospodarzy, choć trzeba powiedzieć, że podczas ostatniej wizyty (majówka rok temu) to już było znacznie mniej klimatycznie niż kiedyś, więc i żal ciut mniejszy
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Raubritter
bardzo stary wyga
Posty: 2089
Rejestracja: 26-01-2008 22:49
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Raubritter » 04-07-2012 23:22

Human pisze:W Zygmuntówce bez Bogdana już nigdy nie będzie tak samo... Chociaż z perspektywy czasu, to już trzy lata temu mówił coś o bacówce w Bieszczadach, więc się spodziewałem.


A mi natomiast mówił, że wracają już do domu (nie wspominając nic o żadnej bacówce w Bieszczadach).

Satan pisze: jajecznica od Bogusia...to był szlagier! :D
Szkoda...


Rzeczywiście nie omieszkałem sobie odmówić tej przyjemności na śniadanie :wink:

Pudelek pisze:wszystko by było pięknie, gdybyś usuwał te paskudne daty ze zdjęć :P


Obiecuje poprawę :!:
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.

teodozjusz
wędrowiec
Posty: 447
Rejestracja: 29-03-2012 19:01

Postautor: teodozjusz » 05-07-2012 12:39

Piwko i jajecznica furda! Co z kozami i kurami ja sie pytam :evil: W żadnym innym miejscu nic mnie tak sympatycznie nie ubodło :wink: No i kura, która codziennie znosi jajko na stole, a on przeciez nie bedzie jej wyganiał, bo sobie pójdzie gdzieś w las i szukaj tego jajka wtedy :lol:

Awatar użytkownika
fiaa
podróżnik
Posty: 166
Rejestracja: 23-10-2007 21:10
Lokalizacja: Powodowo

Postautor: fiaa » 05-07-2012 21:20

We wrześniu będzie już nowy dzierżawca? To byłoby fatalne.
Modlitwa - modlitwą
a tu trzeba brzytwą
albo jeszcze gorzej
sprężynowym nożem

Awatar użytkownika
Raubritter
bardzo stary wyga
Posty: 2089
Rejestracja: 26-01-2008 22:49
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Raubritter » 06-07-2012 00:02

fiaa pisze:We wrześniu będzie już nowy dzierżawca?


Nie pytałem się dokładnie o datę przybycia nowego dzierżawcy.
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 5007
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Z Wałbrzycha do Barda - również z Agaciorem

Postautor: buba1 » 08-07-2012 19:37

Raubritter pisze:Powiem Wam szczerze, że to właśnie wieczory spędzane w lesie przy ognisku, z dala od cywilizacji najbardziej lubię w całym tym moim chodzeniu po górach.


ja tez mam podobnie! z przebywania w gorach najfajniejsze sa biwaki i imprezy przy ognichu! dlatego czesto staramy sie je wydluzyc maksymalnie i spedzamy we wiacie, przy ognisku czy namiocie od 17 do 11 rano kolejnego dnia ;) Fakt ze nieraz cierpi na tym zrobiony kilometraz- ale co sie wybiwakujemy to nasze :P

Human pisze:W Zygmuntówce bez Bogdana już nigdy nie będzie tak samo... Chociaż z perspektywy czasu, to już trzy lata temu mówił coś o bacówce w Bieszczadach, więc się spodziewałem.

Obawiam się tylko, że z nowym najemcą siedzenie przy piwku przed kominkiem nie będzie już możliwe... Dla mnie to śmierć ostatniego tak klimatycznego miejsca w Sudetach.


Wiesz- nigdy sie nie spodziewalam ze w jakiejs kwestii zgodze sie z toba w 100% :lol:

Ostatnie prawdziwe sudeckie schronisko trafia szlag... :?

A wiesz moze do ktorej bieszczadzkiej bacowki Bogdan sie przenosi? moze kiedys tam wpadne go odwiedzic, bo pewnie fajna atmosfere zabierze ze soba!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Human
stary wyga
Posty: 1112
Rejestracja: 09-10-2011 23:56
Lokalizacja: Breslau

Postautor: Human » 08-07-2012 22:04

Wiesz Buba, ostatnio jak byłem to nie pytałem, więc nie wiem czy mu się plany nie zmieniły.

Za dwa tygodnie planuję być, może jeszcze go zastanę...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4263
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 09-07-2012 11:57

nie liczyłbym za bardzo na tą "bieszczadzką bacówkę" - po pierwsze, ostatnimi czasy nic o takiej możliwości Bogdan nie mówił, a sądzę, żeby jednak o tym wspomniał, gdyby rzeczywiście miał taki plan. Po drugie - to raczej nie lokalizacja (Zygmuntówka) było powodem aby zrezygnować z dalszego prowadzenia życia w górach, więc przenoszenie się w inne pasmo do bacówki trochę by się wzajemnie wykluczało
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”