Skracamy drogę, jedziemy przez Czechy i zatrzymujemy się w wiosce Travna. Auto zostawiamy pod czujnym okiem fanklubu Skody
W Czechach raczej mało przejmują się ochroną przyrody, czego ofiarą pada żmija zygzakowata
Po drodze mijamy zamknięty niestety neogotycki kościół pw. Najświętszej Marii Panny wybudowany w latach 1879-1881 wg projektu wiedeńskiego architekta Friedricha von Schmidta.
Po lekturze wątku kibelkowego myślałem, że to wersja dla wielu osób, ale boiska i krzesełka sugerują, że to są raczej szatnie dla zawodników
Czesi mają poczucie humoru, a i nam on się od razu polepsza
Idąc niebieskim szlakiem natrafiamy na stary poniemiecki krzyż
Nie znam niemieckiego, ale to chyba na pamiątkę po śmierci Johanny
Kwitną naparstnice purpurowe - jedne z ważniejszych roślin leczniczych
Docieramy w końcu na szczyt Borówkowej. W planach był też ewentualny nocleg w wiacie, ale zbliżająca się burza sprawiła, że lepszym wariantem było rozbicie namiotu, oczywiście nie przy samej wieży, która pod drewnianym okryciem kryje mnóstwo piorunolubnego żelastwa...
Zdążyliśmy zrobić dosłownie kilka zdjęć...
... i musieliśmy szybciutko rozbić namiot.
Zdążyliśmy dosłownie w ostatniej chwili i się zaczęło. Pioruny waliły chyba nieprzerwanie przez kilka godzin. Sama wieża zaliczyła kilka bezpośrednich trafień. A ulewa i wietrzysko bardzo uprzykrzały nam sen.
Namiot wytrzymał, my również, ale nie chciałbym powtarzać takich wrażeń...
Namiot się suszy, a my delektujemy się herbatką i śniadankiem w samotności na szczycie. To rzadkość raczej w tym miejscu, a wracając do auta naliczyłem ponad 40 osób idących do góry.
Jeszcze wdrapujemy się na wieżę, żeby zorientować się w ogólnej sytuacji...
... i znajdujemy prawdziwe kibelki. Luksusy te jednak nie dla nas, ponieważ opłata wynosi 1zł (do przeżycia), ale klucz jest u pani w budce z piwkiem. Problem w tym, że budka z piwkiem zamknięta, a pani pewnie siedzi w cieplutkim domku gdzieś na dole
Przy okazji Misiek wymyśla patent jak przymocować matę do spodni i ruszamy na dół...
Po drodze wpadamy na nietypową jaszczurkę czyli padalca
Kawałek idziemy granicą, jednocześnie niebieskim szlakiem czeskim i zielonym szlakiem polskim.
Jeszcze raz wkraczamy do krainy krasnali i udajemy się w kierunku Lądka Zdroju
Zgodnie z informacją od Cezaryola da się przejechać z Travnej do Lądka Zdroju, tyle że po czeskiej stronie jest bardzo dobry asfalt, a od granicy zaczyna się gówniany asfalt. Ale autko daje radę i zatrzymujemy się w Lądku Zdroju. Misiek jako urzędnik państwowy nie może przeżyć bez kawy, a ja delektuję się lodami z genialnymi świeżymi czerwonymi porzeczkami
W końcu dojeżdżamy do Bielic, skąd zamierzamy uderzyć na Kowadło
Jeszcze tylko obczajamy dobre miejsce na obiad i toaletę
Widok z zielonego szlaku na Bielice
Pogoda wymarzona, co chwila mijamy ciekawe okazy flory - tu dzwonek rozpierzchły
Dochodzimy do granicy. W tym miejscu szlak jest beznadziejnie oznakowany, więc wybieramy czeski wariant - szlak koloru żółtego, jak się okaże później - dużo ciekawszy.
Podobno cena na nizinach dochodzi do 30zł/litr, więc nie żałuję sobie... i skutecznie zwalniam tempo wejścia na szczyt
Trafiamy na punkt widokowy na czeską stronę i Rychlebske Hory
Na szlaku towarzyszy nam całkiem sympatyczna rodzinka odpoczywająca parę wiosek dalej. Mały Wituś (na oko ze 2 lata) wcina z zapałem jagody i... też skutecznie obniża tempo
Starszy - może z 4-letni- Staś jest jeszcze lepszy. W pewnym momencie pokazuje nam podeszwę od buta i z wielkim bananem na twarzy oświadcza, że to jego, ale jemu to nie przeszkadza, bo będzie miał lżejszego buta
Najpierw czeska wersja szczytu...
... a zaraz za chwilę polska. Zwrócić uwagę trzeba na różnicę w wysokości - cały 1 metr
Pół godziny odpoczywamy na szczycie. W tym momencie następuje ożywiona korespondencja z bubą i zamiast iść na widoczne na tym zdjęciu Góry Bialskie wybieramy się w podróż nad Jezioro Mietkowskie.
Wracamy już cały czas zielonym szlakiem i mamy widok na Bielice z góry
Jeszcze tylko zdjęcie-dedykacja dla syna - wielkiego miłośnika koparek. Mam nadzieję, że już niedługo ruszy ze mną na szlak. I pociągnie za sobą starszą siostrę
Obiadek i toaleta w Białej Lądeckiej i można ruszać do buby i toperza
A jak potoczyły się nasze dalsze losy można przeczytać i zobaczyć tu:
http://sudety.it/forum/viewtopic.php?t=3349
Jak ktoś ma ochotę na więcej zdjęć z Gór Złotych, to zapraszam tu:
https://picasaweb.google.com/1023601864 ... e67072012#