Po rozstaniu z chłopakami Na Skrzitku
http://npm.pl/forum/viewtopic.php?t=5206
chcialem podążać ogólnie w kierunku południowo-wschodnim a w pierwszej kolejności odwiedzić ruiny Rabsztajnu.
Na polanie pod ruinami (o jakieś 500m) stoi gospoda Rabsztejn a przy niej samorzutne pole namiotowe , oblężone głównie przez wspinaczy , boulerowców i innych wszelkiej maśći "łojantów"
Wyglądało to razem bardzo sympatycznie.
Nad ruinami wznosi się zarazem szczycik Zadni Skały (803) na który dostaniemy się za pomocą sztucznych ułatwień:
Widok ze szczyciku jest zaiste zarąbisty:
- z morza lasów Hanuszowickiej Vrchowiny wyłania się południowy skraj grzbietu Wysokiego Jesenika.
Wspinacze przy swoich zabawach:
Tu tylko linę zdążyli powiesić i poszli pić...mleko
Tabliczka w wc w gospudce mówi nam , jak segregować oddawane płyny , widocznie idą do wtórnego przerobu:
Poedjmuję tutaj wiążącą i istotną decyzję - zamiast iśćprzez coraz niższe pagórki HV na południe skieruję się w stronę Rymarzowa i tam zobaczę co dalej.
No ba , łatwo powiedzieć , to raptem 13 km przez lasy ...wystawia to na próbę moje psychiczne siły
Widok na Hruby Jesenik po wyjściu z lasu
Rynek w Rymarzowie:
Doszedłem tam w gorącym popołudniowym slońcu i już bylem zdecydowany , by tam pozostać i rano szukać jakiegoś połączenia na południe , w Niski Jesenik. Szczególnie korciło mnie kąpielisko , niestety , wyraźnie napisali , że "taboriste zakazano"
Poszedłem bez szczególnej nadziei na autobusowe nadrazi a tam cud - okazuje się,że za 15 minut mam autobus do Szternberka. No to hajda , autobus jedzie przez pagóry czymś w rodzaju dróżki rowerowej
Szternberk fajne miasteczko , klimat lekkiego zaniedbania , jakoś swojsko się czuję. Zamiast do czeskiej trafiam do wietnamskiej knajpy
Ryneczek:
Bez większego napinania się na szukanie miejscówki idę na pole namiotowe Dolni Żleb (70Kc za stan) - ciepła woda do oporu , uff.
Niedziela była najładniejszym dniem wyjazdu i miała być też dniem lajtowym
Na drugi dzień odkrywam dalej w dolinie fajne jeziorko z potencjalną możliwością stanovania za free:
Wysokości bezwzględne niby nieduże , ale radzę każdemu zapoznać się z podejściem z doliny Sitki na krawędź masywu Niskiego Jesenika (z 300 na 550)
Następny przystanek - przirodni koupaliszte Dalov:
Mały relax w Dalovie - pivo , rohlik i plaster mięsiwa:
Stamdąd ruszam polną drogą , z południa nadciągają burzowe chmury co mnie dopinguje do większego wysiłku.
Krajobraz Niskiego Jesenika w drodze na Pomezi (703)
Gdzieś tutaj dopadają mnie dwie burze i najbliższe pół godziny spędzam w krzaczorach, czekając az się rozejdą na boki.
Kilka kilometrów przez las i wychodzę na pastwiska wokół Detrzichova , za wioską widać już dzisiejszy główny cel - masyw Slunecznej (800), najwyższy punkt NJ:
W Detrzichowie odwiedzam motoreścik , dzienne "meni" za 69 Kc
Sluneczna niby niewysoka ale te 200m trzeba podejść. Na szczycie wpis do księgi i spadam dalej na północ, bo mam dziwne przeczucia
Zmierzam w strone oddalonej o kolejne kilka km wioski Lomnice , tuż przed stacja kolejową spadają pierwsze krople solidnego deszczu ale załąpuję się jescze na piękny widok całego głównego grzbietu Hrubego Jesenika z tej nietypowej dla mnie, południowowschodniej strony
Z Lomnic podjeżdżam (za free, bo konduktor się nie pofatygował) 2 stacje do Bruntala a stamtąd - wciąż w deszczu - do Vrbna pod Pradziadem.
Już po ciemku odnajduję camp Dolina i się rozbijam pod świerkami
Kolejny lajtowy dzień - 31km
Na drugi dzień idę uregulować za pole , zamiast 100Kc szefowa bierze ode mnie 50 - "zleva" dla uczciwego turysty
Nie idę od razu w góry bo chcę zobaczyć Karlovą Studziankę. A poza tym mam umówione spotkanie z tym Panem :
Miejscowość faktycznie urokliwa , torchę sporo ludzi bo to tylko jedna ulica w wąskiej dolinie.
Ja po krótkim śniadaniu na ławeczce wbijam na "modry" szlak aby zobaczyć dolinę Bilej Opawy. Robi to miejsce wrazenie , klimaty trochę tatrzańskie.
Piesek niesie ze sobą prowiant
W dolinie skromna wiatka na awaryjne spanie (jeszcze przed granicą NPR Praded)
Ścieżka na stoku:
Sam Pradziad tego dnia mało dla mnie przyjazny , gwiździ i duje. W knajpie drogawo i zupa jak to czeska zupa
Idzie mi sie tak sobie przez Jezernik i Klinovec , pogoda zagraża deszczem ale w końcu obywa się na paru kroplach. Na Czerwonohorskim jakiś tani obiad tym razem w barze naprzeciw hotelu. Potem przypadkiem gubię czerwony szlak i idę biegówkowym do zielonego , nawet fajny. We Wrzosowej Studziance kilka prób dostania się na górę kończy się fiaskiem (drabiny brak , ławki połamali), padam do śpiwora po lajtowym dniu
Ranek jest piękny , zupełnie inny niż wieczór , chmury uciekają w popłochu a mnie czeka podejście na Keprnik a potem Szerak.
Z Keprniczka panorama cudowna , super prezentuje się wystający ponad chmury szczyt Śnieżnika
Widok w stronę Rychlebów , przez które będę wracał do kraju
Pożegnanie z głównym grzbietem
Na Szeraku wyciąg wypluwa kolejnych turystów bliskiego zasięgu. Wśród nich buszuje śmieszny pies z różowym nosem ,domagając się natarczywie poczęstunku i coraz to kogoś naciągając na żarcie :
Ja po strasznie drogim toście (ale już nie mogłem wytrzymać) schodzę niemilosiernie długim żółtym szlakiem na Jesenik.
Tu fajniejsze miejsce , u góry Jesenicke lub Prysznicowe (od Pana Vinzenta Priessnitza , co natrysk wymyślił) Lazne
W Jeseniku trochę barłożę w barze , smażony syr i kolejna szara zupa
Wybieram wariant z podjechaniem kilku km do Jaskini Pomezi. Stamtąd ruszam żółtym przez Smrcznik i dalej
Wylania sięprzede mną masyw częściowo ukryty w chmurze , załamany zastanawiam się, jak tam wejdę...po chwili orientuję się,że to Szerak i nie muszę tam wchodzić
Solidne podejście i tak mnie jednak nie ominie , przed Obłym Wierchem zaczyna się podchodzenie na Lvi Horę (1040) i niestety zaczyna padać. Trzeba podejść ok 350 m. Buty szybko padają w mokrej trawie , szlak malo uczęszczany. Czechy po mnie płaczą
Tuż przy ścieżce spotykam taką oto zmokłą koleżankę (z dedykacją dla Nuctei):
Namiotu na Smreku nie chce mi się w deszczu rozkładać , padam na krzywą ławkę i jakoś tam przesypiam do rana.
Rano nie pada , oto wiata na pamiątkę
Zamiast iść grzbietem jak zwykle schodzę tym razem na czeską stronę doliną Strebrnego Potoku, oczywiście ścieżka jak potok.
Tu fajne miejsce - Nýznerovsky srub , polowa zamykana a połowa otwarta dla viatingu
Zbaczam na biały biegówkowy , w pewnym momencie zauważam bardzo podobny do śnieżnickiego domek.
Daje się wejść tylko do przedsionka , dalej zamknięto.
Ostatni czeski akcent - studzianka Peklo tuż pod przełęczą o tej samej nazwie.
Dalej schodzę na Bielice i łapię stopa do Stronia Śl.
To był fajowy wypadzik.
Koniec.