Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 30-01-2017 10:16

Zmierzch zaczyna nas doganiac w okolicach Krywego Ozera. Gdzies w tym miasteczku planujemy spac. Okolice na biwak jakos nie rokuja, objechalismy pare miejsc, ktore z mapy wydawaly sie fajne, ale wszedzie albo zabudowania albo pola uprawne. Nie chce sie nam juz szukac a po dwoch "przygodach" z maszynami rolniczymi noclegom w bliskiej okolicy upraw mowimy zdecydowane NIE. Krecimy sie po miasteczku. Na wjezdzie stoja w kukurydzy gieroje. Jeden ma rozwiana peleryne niczym batman.

Obrazek

Obrazek

Centrum jest mocno nafaszerowane symbolami wspolczesnymi i dawnymi. Przeplataja sie one ze soba, wspolistnieja na kazdym kroku, tworzac przedziwna mozaike. Lokalny niewielki ryneczek to "Majdan niezaleznosci", obok Szewczenko, tablica zasluzonych mieszkancow i oczywiscie flaga. A w tle sierp z mlotem wkomponowany w stara mozaike. Ciekawi tez kilkukrotne podkreslenie, ze na majdan sie nie wjezdza. Trzy znaki o tym informuja a wjazd i tak na wszelki wypadek zatarasowano betonowymi plytami ;)

Obrazek

Obrazek

Nieopodal pusty cokol pomnika. Ale wciaz podpisany zlotymi literami. Obalajac takowe chyba warto zadbac o szczegoly, bo wychodzi zabawnie. A moze wodz rewolucji tylko na kawe poszedl i zamierza wrocic niebawem?

Obrazek

Nie ma kogo zapytac, majdan jest pusty, tylko flagi łopocza na wietrze. Kolo urzedu kreci sie ochroniarz ale chowa sie na moj widok.

Napotykamy tez inny, bardzo ciekawy pomnik poswiecony piekarzom? “Chliborobam” a na cokole jakby maly traktorek!

Obrazek

Obrazek

W centrum mial byc stary hotel. Robimy trzy rundy wokol miasteczka ale ani widu ani slychu. Moze tu dla odmiany zdjeli tylko szyld a hotel pozostal? Rozpytujemy w sklepach i na skwerkach, bez skutku.

W bocznej uliczce nad stadem krow unosi sie pyl, w ktorym fajnie zalamuje sie zachodzace slonce. Wieczorne miasto ma swoje prawa.

Obrazek

Wedlug porad miejscowych noclegownia jest tu jedna - motel przy autostradzie. Z braku wyboru osiedlamy sie tam. Budynek jest nowy i ociekajacy gadzetami i symbolami bedacymi dla wiekszosci wyznacznikami luksusu i komfortu. Jest dywan na schodach, na ktorym udaje mi sie poslizgnac dwa razy. Lustra, kinkiety, krysztalowe zyrandole, sztukateria, rzezby stylizowane na antyczne, obrazy, kandelabry. Tapety w pokojach w odcieniach komponujacych sie z barwa i deseniami poscieli, wiszace na scianach telewizory i klimy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mamy wiec uzasadnione przeczucie, ze skasuja nas tu niezle, ale coz, nie chce nam sie juz dalej jechac w ciemnosci. Ide zaplacic do recepcji. W przeliczeniu na polskie pieniadze od osoby 20 zl. Ile???? Wybałuszam oczy na babke, a ona widzac moje zdumienie zaczyna przepraszac, ze tak drogo, ona wie, ze to kupa kasy- ale coz zrobic, tak szef postanowil, a warunki sa dobre i pokoje przestronne... I w cene wliczone jest sniadanie, tu mamy liste 5 sniadan, sposrod ktorym mozemy sobie wybrac.. Place bez slowa i ide do pokoju. Czuje sie dziwnie. Jak jakis burzuj. Jezdze na Ukraine od 19 lat, ale takiej rozbieznosci w cenach to nie bylo nawet w latach 90 tych. Z jednej strony fajnie, ze z nas nie zdarli, nie lubie tracic kasy na noclegi i luksusy, ktorych nie potrzebuje, ale.. jakos troche sie czuje jakbysmy kogos oszukali, albo zanocowali i nad ranem uciekli przez okno...

W pokoju, na szafce, wsrod chyba 4 pilotow, lezy kartka ze spisem wszystkich cennych rzeczy znajdujacych sie w pokoju. Co ciekawe, tylko cena stolika jest wyrazona w dolarach, wszystkie pozostale sprzety maja ceny w hrywnach. Czy ma to oznaczac, ze stolik jest zagraniczny? Czy ma podkreslic jego wartosc? Tylko po co ten wykaz? Aby nocujacym zadrżala reka zanim zniszcza wyposazenie albo wynoszac pod pacha wiedzieli za ile puscic na allegro? Czy moze lista ma podkreslic elegancje i wysoki standard pomieszczenia?

Obrazek

Z Krywego Ozera jedziemy w strone Pierwomajska jakimis bocznymi drogami. Tu chyba najbardziej dziurawa z nich

Obrazek

Suniemy przez male wioski, pola, klimaty sielskie, spokojne i przyjemne na oka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem trafi sie mercedes na sprzedaz

Obrazek

Czasem dziwna budowla

Obrazek

Albo niekonczace sie łany slonecznikow

Obrazek

Czasem zarosla przydrozne tworza zwarta zielona sciane.

Obrazek

Mijamy nieraz ciekawe pojazdy. Tu akurat przyczepka. Zawsze zachwyca mnie na wschodzie umiejetnosc przeksztalcania jednych rzeczy w drugie i wykorzystywania przedmiotow tak dlugo jak sie da.. A nie mania wyrzucania bo zepsute, stare, niemodne..

Obrazek

Obrazek

A tu dla odmiany ciezarowka, ktorą wszyscy szybko i bardzo nerwowo starali sie wyprzedzic. Nikt nie chcial za nia jechac ;)

Obrazek

Przypadkiem lądujemy w miejscu bedacym geograficznym srodkiem Ukrainy- okolice wsi Dobrowieliczkiwka sa udekorowane z tej okazji specjalnym pomnikiem, tablicami i wiata biesiadna.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kirowogradzka oblast wita przemyslowo-rolnicza plaskorzezba

Obrazek

W Pierwomajsku ide do sklepu samochodowego zakupic jakies naklejki na skodusie np. taka z bobasem. Mamy juz bulgarska “bebe w kolata” i ukrainska “w awto dytyna”. Moze tu po rosyjsku beda tez miec? Facet jednak rozklada rece- “odgorny zakaz sprzedawania naklejek samochodowych z rosyjskimi napisami. Jak przyjdzie kontrola to grozi wysoki mandat. Mialem oczywiscie ale wszystkie musialem wywalic.” Patrze na drzwi- napis “otwarte”, godziny pracy, spis sprzedawanych akcesoriow- wszystko po rosyjsku. Tu mozna? “Godzin otwarcia i informacji dla klientow nie zabronili. Co nie jest zabronione jest dozwolone” - sprzedawca smieje sie blyskajac zlotymi ząbkami. Cos musialo byc w tym rozporzadzeniu. Odwiedzamy chyba z 10 sklepow. Nie ma nigdzie takich naklejek.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 03-02-2017 09:12

Jadac przez Ukraine wiele razy spotykamy sie z odleglymi, ale jednak echami wojny. Na ktorejs z przydroznych knajp wisiala petycja aby wysylac datki na poszkodowanych ochotnikow, ktorzy wrocicli z Donbasu w stanie dosc niekompletnym. Dołączone zdjecia. Dosyc drastyczne. Nad morzem na regulaminie pola namiotowego jednym z punktow bylo, ze uczestnicy ATO maja 90% znizki.

Ciekawa tez jest propaganda sukcesu zapodawana przez lokalna telewizje. Ciag wiadomosci- w Turcji wybuch- 53 osoby zginely, w Japonii powodz, zrywa mosty, W Indiach spadl z wiaduktu autobus, trupow co niemiara, jak to w Indiach... We Francji szaleniec zabil na ulicy niewinnych przechodniow! A tymczasem na Ukrainie... Powstalo ostatnio 200 km nowych drog, kolorowe plastikowe placyki zabaw dla dzieci (usmiechniete matki dziekuja rządowi), a z okazji poczatkow roku szkolnego najbiedniejsze dzieci dostaly wyprawke szkolna a w niej kredki o 50 kolorach. Zblizenie na paletę kredek i usmiechiete dzieciece buzie. I szybki przeskok- a tymczasem w Rosji rosnie problem z narkomanią, ćpaja juz kilkuletnie dzieci- zdjecia zasiniałych ciałek lezacych gdzies na ulicy jak psy... Nie podwazam faktow, ktore podala telewizja. Zapewne wszystkie sa prawdziwe. Jednak ich zestawienie pozostawia jedno wrazenie- Ukraina jest szczesliwa wyspą na morzu plag, nieszczesc i przemocy. Na innym programie jakis polityk wyglasza orędzie do narodu o nienaruszalnosci ukrainskich granic i pelnym bezpieczenstwie wszystkich obywateli. W koncu do nas dociera czemu wszystkie telewizyjne stacje sa takie przesycone klimatem zwyciestwa, szczesliwosci i patriotyzmu- wlasnie maja tu rocznice 25 lat wolnej Ukrainy! Wszystkie stacje nadaja wiec w ten desen! Moze na codzien tak nie jest?

Nie tylko stacje telewizyjne. Kipią tym rowniez przydrozne bilbordy- "z dniem niezaleznosci Ukrainy". Na zdjeciach dominuja piersiaste niewiasty w strojach ludowych i z warkoczami, polmiski narodowych potraw, zarys kraju w narodowych barwach, pola uprawne, twarze lokalnych lub kijowskich politykow z ojcowskim usmiechem, nieraz na ta okazje wystrojeni w narodowe soroczki z barwnymi haftami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jezeli jakis bilbord nie jest zwiazny z rocznica to spora szansa, ze bedzie nawolywal aby wstapic do wojska i bronic wschodnich granic. W wojskowych fatałaszkach usmiecha sie z plansz rowniez wiele kobiet, o twarzach jakby przed chwila opuscily salon kosmetyczki. Zwraca uwage zroznicowanie i spora dowolnosc umundurowania. Przypominaja nam sie slowa jednego goscia spotkanego w knajpie- idac do wojska mundur i bron załatwiasz sobie sam. To twoja broszka. Mowia, ze warto np. sobie kupic dobra kamizelke kuloodporna, ale nie kazdego chlopaka z wioski na to stac...

Z plakatow zachecaja i kuszą powolujac sie na rozne wartosci, dume narodowa a takze kase. Nie mniej niz 7 tys UAH! Gdy robie zdjecie plakatu zagaduje mnie jakis chlopak- "A co diewuszka, chcesz sie zaciagnac? Wiesz, ze ci z drugiej strony placa lepiej? Ale nie oplaca sie, tam latwiej zginac. I to nie bohatersko w walce, tylko dzikie bandy cie rozwala za pol dolara, albo za lepsze gacie." Pytam go czy byl na froncie (po obu stronach) skoro tak dobrze sie orientuje? "Nie... a zreszta czy to wazne? Kumple mi opowiadali."

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przystanku po drugiej stronie drogi wisi ogloszenie "Praca w Polsce za 14 tys UAH". Dwa ogloszenia... albo za 7 na front, albo za 14 na szparagi"... Ale szparagi juz bez zdjec, bez odnoszen do slawy, honoru czy prawdziwej meskosci..

Obrazek

Odezwy w sprawie wojska werbuja rownie zacheta jak i grozba. Zrobilo na mnie wrazenie jedno ogloszenie. Przyklejone na przystanku autobusowym i pozornie sprawiajace poczatkowo wrazenie inicjatywy oddolnej, jakby soltysa wsi, lub zgromadzenia miejscowych. Tresc pisma jest w skrocie mniej wiecej taka "Jesli nie wstepujesz do armii albo nie dajesz kasy na wojsko to jestes zdrajca i jeszcze wieksza gnida jak Ruscy". Nie wiem co taka retoryka ma na celu- czy sklocenie ludzi, czy wzbudzenie poczucia winy, czy zniechecenie do wspomagania wojska? Co ciekawe- przedruk tego samego ogloszenia spotykamy na przystankach i 15 km dalej. I 50 km.. (zatrzymujemy sie na przystankach bo fotografuje stare mozaiki- bedzie osobna relacja o nich)

Obrazek

W wiosce gdzies przed Lipniażką zagladam do sklepu, niby nic nam nie trzeba ale jedno piwko zawsze mozna nabyc. A wioska i sklep wyglada tak milo, ze zal by bylo nie zawitac.

Obrazek

Obrazek

W srodku zmeczona i znudzona sprzedawczyni, ktora stara sie ignorowac żulika, ktory caly czas cos nawija i burczy pol do siebie. Gdy pijaczek mnie dostrzega i znajduje we mnie obcokrajowca, stwierdza, ze napewno jestem z Francji. Bo za granica jest Francja. On tam byl, dawno temu to bylo, ale byl. I zaczyna mowic po francusku. Nie znam kompletnie tego jezyka, aby zweryfikowac sensownosc jego wypowiedzi, ale brzmi jak jakis wiersz..

Na scianie sklepu wisi ogloszenie. Zaproszenie na koncert z okazji 25 lecia niepodleglosci w wiejskim klubie! Zapraszaja i miejscowych i przebywajacych w wiosce goscinnie (to my!). Klimat napewno bedzie! Kiedy to? Wrocimy tu!

Niestety... Bylo tydzien temu... :(

Obrazek

Jadac przez Ukraine napewno dostrzega sie jedno- ze producenci zoltej i niebieskiej farby ostatnio musieli stac sie milionerami! Jakos sie tak porobilo, ze wyrazem symptii i poparcia dla ojczyzny jest pomalowanie wszystkiego na kolory flagi narodowej. Czasem sie zastanawiam czy ma to wydzwiek patriotyczny - czy moze wrecz przeciwnie? Czasem malowane sa rzeczy nieco ..dziwne

balustrada mostu

Obrazek

co drugi slupek wiaty przystankowej

Obrazek

caly przystanek autobusowy

Obrazek

Obrazek

informacja o poczatku miejscowosci

Obrazek

Ławka na przystanku. Tu dodatkowo pracowicie wygrawerowano wiersz tematyczny.

Obrazek

Obrazek

blaszana beczka

Obrazek

słup

Obrazek

palik znaku drogowego

Obrazek

sztandar w rekach kołchoznikow

Obrazek

doniczka

Obrazek

pomnik poleglych w Afganistanie

Obrazek

kubek z kawa na stacji benzynowej

Obrazek

wolny bilbord

Obrazek

mis olimpijski

Obrazek

gwiazda na helmie gieroja (zdjecie zrobione przez Radka z forum sudeckiego)

Obrazek

Ciekawe jak powstaly te wszystkie kolory- czy Sasza z Wania wznoszac wieczorem kolejny toast dochodza do wniosku- "trzeba cos zrobic dla ojczyzny", łapia za kubelek farby i co na drodze to nieprzyjaciel (kot sąsiadki tez sie zalapal) ;) Czy moze jakies akcje zorganizowane w sensie cala klasa idzie malowac mostek/przystanek? Czy farbe trzeba zakupic samemu czy jest gdzies wydawana w ilosciach hurtowych? Pytalam kilku osob ale twierdzili, ze nie wiedza i nie przyznawali sie do wspoluczesniczenia w procederze.

Aha! reklamowki w sklepach tez daja uroczyste, wprawdzie dla odmiany w innych barwach, na ludowo, z napisem "Ukraina ponad wszystko"

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Lech » 03-02-2017 09:47

buba1 pisze:Aha! reklamowki w sklepach tez daja uroczyste, wprawdzie dla odmiany w innych barwach, na ludowo, z napisem "Ukraina ponad wszystko"
Dosłownie taki sam zwrot jak "Deutschland über alles". Przyznam, że z takim zwrotem w polskim wydaniu się nigdy nie spotkałem.
Obrazek

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Dolnoślązak » 04-02-2017 11:21

Nie wiem który tu numer relacji bo czytam od samego Tytusa bezpośrednio :wink: ale:

Nocujemy tez w jakims zajezdzie przydroznym o parkingu tak stromym, ze pod kola trzeba koniecznie cos podlozyc. Gospodyni ma juz przygotowane odpowiedniu ociosane kloce.

Nie wiem, czy Toperz nie wie ale przecież wystarczy zostawić auto na biegu. Ja ten patent stosowałem z powodzeniem w Mercedesie gdzie miałem ręczny w pedale, który oczywiście nie działał :wink:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 04-02-2017 11:43

Dolnoślązak pisze:Nie wiem który tu numer relacji bo czytam od samego Tytusa bezpośrednio :wink: ale:

Nocujemy tez w jakims zajezdzie przydroznym o parkingu tak stromym, ze pod kola trzeba koniecznie cos podlozyc. Gospodyni ma juz przygotowane odpowiedniu ociosane kloce.

Nie wiem, czy Toperz nie wie ale przecież wystarczy zostawić auto na biegu. Ja ten patent stosowałem z powodzeniem w Mercedesie gdzie miałem ręczny w pedale, który oczywiście nie działał :wink:


Zwykle pomaga to prawda. Ale pomaga tylko na zjezdzanie z gorki- na zeslizgiwanie sie juz nie. Kiedys tak zostawilismy łade na stromej gorce na biegu i po deszczu zjechala po mokrej trawie z blotem ;) Od tego czasu wierzymy tylko w solidne kamienie i kloce :lol: Zreszta- po cos ta babka te kloce tam miala... A przecie wszystkie auta moglyby zostawiac tylko na biegu..
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 06-02-2017 09:11

O Lipniażce dowiedzialam sie gdzies w odmętach internetu. Ze osiedle, ze robotnicze blokowisko i prawie calkiem opuszczone. Przez miejscowosc o tej nazwie przechodzi glowna szosa relacji Pomiczna- Nowoarchangielsk. Na pierwszy rzut oka jest tu normalna wies o niskiej zabudowie i calkowicie nieopuszczona. Dobrze, ze wzrok przyciaga rzezba ogromnego bociana, stojacego przy miejscu biesiadkowym. Za bocianem dokladnie widac miejsce, ktorego szukamy.

Obrazek

Obrazek

Dosc dlugo kluczymy aby z wioski dotrzec do blokowiska, ktore widac dokladnie przez pola. Wybieramy rozne drogi, ale raz po raz konczymy w burzanach i skodusionieprzejezdnym blocie.

Obrazek

Problem w tym, ze blokowisko lezy jakby za wąwozem z młakowata rzeczką a mostki nie sa przewidziane. Jest tuz tuz, ale znow musimy zawrocic bo cos co wzielismy za droge konczy sie stosem kapusty w obejscu jakiejs babuszki...

Obrazek

Obrazek

Dziwnie wyglada ta normalna, zywa wies na tle ogromnych, betonowych wydmuszek... Polozenie osiedla na pagorku wzmaga poczucie monumentalnosci.

Obrazek

Obrazek

Wracamy do wsi. Znajdujemy malusią cerkiewke wsrod kablowisk

Obrazek

Z zestawem dzwonkow roznych rozmiarow, do wyboru do koloru!

Obrazek

Nieopodal przyszkolny ogrodek udekorowany rzezbami z odpadow- z butelek, starych opon, dziurawych miednic i butow. Powstala piekna dzdzownica, slimaki, lew, zyrafa, mis, kwiatki, sloneczko. Jak super mozna zrobic cos z niczego! Strasznie podoba mi sie ten ogrodek. Bo widac w nim nie kase i zadęcie, ale wlozona czyjas mysl, prace i serce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pytajac o droge trafiamy do sklepu i do knajpki. W knajpie jest dosc malomowny facet odpowiadajacy na pytania zdawkowo acz dokladnie, zupelnie jak robot. Zreszta rusza sie tak samo jak mowi. W sklepie sprawa ma sie zgoła inaczej. Babcia Ania nalezy do tych, ktore upajaja sie swoim glosem a kazdy wspolrozmowca jest skarbem, zwlaszcza jak nie przerywa monologu na wiecej niz "yyhy". Mysle, ze maz tej pani napewno lubi chodzic na ryby. Ale akurat mnie ta sytuacja bardzo pasuje i chetnie wysluchuje dlugiej opowiesci niemlodej juz niewiasty. Babka niegdys mieszkala na osiedlu, ktorego szukamy. Pracowala w tutejszych zakladach- byla "nakręcaczką". Dlugo nie moge zrozumiec o co chodzi ale babcia nie daje za wygrana i dokladnie mi tlumaczy uzywajac wielu rekwizytow przyniesionych z zaplecza. Chyba wiec pracowala przy tasmie i cos zakrecala. Od kiedy osiedle mocno podupadlo a bloki przestaly byc wygodne- przeniosla sie do corki, ktora ma domek we wsi.

Kiedys byla tu zwykla wies ale w latach 80 tych na stepowych łakach na wzgorzu powstala ogromna cukrownia a obok niej osiedle robotnicze z dwudziestoma kilkoma blokami i cala osiedlowa infrastruktura. Mieszkalo tu w najlepsze lata 4 tys ludzi. Po upadku sajuza zaklad przemyslowy i osiedle spotkal klasyczny los. Zaklad dzialal coraz marniej az w koncu zdechł smiercia naturalna okolo przelomu tysiacleci. Zabily go przeksztalcenia i gospodarka rynkowa. Podzielil losy setek i tysiecy innych obiektow przemyslowych, od Odry po Władywostok, ktore byly potrzebne a potem nagle przestały.. Obecnie po pobliskich zakladach nie zostalo juz prawie nic. Tylko pokruszone kawalki betonu, z ktorego najwytrwalsi nadal wyrywaja wszelakie pręty zbrojeniowe i wszystko co nadaje sie na zlom. Osiedle z szarych plyt wciaz stoi, moze tylko nieco bardziej krzywo niz niegdys. Pogoda robi swoje, deszcze wygryzaja nieimpregnowane dachy a wiatr i sniegi mieszkaja w pokojach zamiast ludzi. Miasteczko jest w 3/4 opuszczone. Obecnie okolo 50 mieszkan jest zamieszkalych a kilkaset pustych. Kto mogl wyjezdzal do rodziny, innej pracy, gdziekolwiek. Pozostali nieliczni. Osiedle za czasow swej swietnosci nazywalo sie Cukrowaja. Wladze stwierdzily, ze nie ma sensu aby prawie calkiem opuszczone osiedle mialo swoja osobna nazwe wiec zniknela z map Cukrowaja, podupadle blokowisko wlaczono administacyjnie do pobliskiej Lipniazki jako jedną z ulic (ul. Sacharnyj Zawod)

Chyba po poltorej godzinie objezdzania wszystkich wiejskich zakamarkow trafiamy na wlasciwa droge- szeroka asfaltowa arterie odbijajaca z glownej szosy. Nie wiem czemu wczesniej na nia nie zwrocilismy uwagi..

Obrazek

Gdy docieramy na miejsce okazuje sie, ze osiedle wcale nie jest takie opuszczone jak sie spodziewalismy. W kazdej klatce schodowej praktycznie ktos mieszka, wisi pranie, anteny, wyglada z okna pies lub kot. Sa sklepiki, zaparkowane auta, kreci sie sporo ludzi, jestesmy pod czujnym okiem wslipiajacych sie w nas kilkunastu osob. Moze to zabrzmi dziwnie, ale czasem czuc ciezar wzroku na plecach. Jakos w tych okolicznosciach nie mam smialosci zagladac do mieszkan, troche sie obawiajac, ze obca twarz moze tu byc tozsama z szabrownikiem, a takowych zazwyczaj mieszkancy nie darza specjalna sympatia. Ogladamy wiec osiedle jedynie z zewnatrz. Zastanawiam sie jakby ewentualnie zagadac do miejscowych ale jakos nic sensownego mi nie przychodzi do glowy. Zeby tu bylo cokolwiek co by moglo byc przyczyna naszego przybycia, ktora bedzie dla wszystkich zrozumiala i niepodpadajaca.. Coz wedrujac z plecakiem byloby latwiej, kupujesz piwo, siadasz pod sklepem i czekasz na rozwoj wypadkow. Samochod czasem bardzo nie pomaga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pomiedzy blokami działaja sklepiki. Tu tez kreci sie najwiecej osob.

Obrazek

Mieszkancy dawnej Sacharnej to glownie osoby starsze oraz rodziny wielodzietne. Sporo dzieciarni biega z kwikiem po opuszczonych budynkach, balkonach, dachach. Malo kto w tym wieku ma az tak rozlegly i urozmaicony plac zabaw! Z opowiesci pani sklepowej wynika, ze od czasu upadku zakladow praktycznie nikt z pozostalych tu mieszkancow nie trudni sie normalna praca. Zyja glownie z emerytur, rent i zasilkow na dzieci. Czesc osob dorabia nadal "na cukrowni". Acz juz nie przy tasmie czy w słodowni ale wykuwajac ostatnie kawałki złomu. Na ile jeszcze starczy zbrojonego zelastwa? Tego nie wie nikt, ale tez nikt o tym nie mysli. W takim miejscach zyje sie z dnia na dzien, a nie planuje jakas daleka, nierealną przyszlosc.

Nie maja tu teraz prostego zycia bo blokowisko nigdy nie bylo przystosowane do samodzielnego istnienia bez centralnej cieplowni czy wodociagow, ktore po upadku cukrowni szlag trafil szybko. Mieszkancy wode musza nosic w butelkach lub wiadrach z wiejskich studni, mieszkania ogrzewaja wmontowanymi samodzielnie piecykami. Najgorzej sprawa wyglada z kanalizacja. Wiekszosci nie chcialo sie postawic slawojek i schodzic do nich z 4 pietra. Kible w mieszkaniach sa, czesc rur jest. Jak sie zrobi dziure w odpowiednim miejscu rury to muszla przestaje sie zatykac, droznosc jest utrzymana a... fekalia leca do piwnic. To byl ponoc ostateczny powod, dla ktorego babcia Ania postanowila opuscic swoje mieszkanko i udac sie gdziekolwiek. Przez kilka lat nie bylo tez pradu, ale ostatnio udalo sie go ponownie tu dociagnac. Czy oficjalnie czy na lewo ciezko powiedziec. Ale wieczorami nie burcza juz masowo agregaty. Gazu nie ma. Interenet tylko przez sieci komorkowe ;)

Mieszkanie mozna tu kupic za okolo 5 tys hrywien. Kilka lat temu znalazlo sie kilku pomyslowych ludzi, ktorzy pokupowali kilka opuszczonych mieszkan i probowali pod ich zastaw wziac kredyty. Komus ponoc sie to udalo, kredytu nie splacal a gdy wyslannicy firmy pozyczkowej zobaczyli "mieszkanie" to ich zatkalo. Z bankami juz nie poszlo tak latwo- kredytow dac nie chcieli- bo miejsce figuruje w rejestrach jako nieistniejace. Miala ponoc wyniknac z tego spora awantura o ogolnopanstwowym zasiegu i pozostali sprytni nabywcy lokalnych mieszkan zostali juz z przyslowiową reka w nocniku.

Bardzo jestem ciekawa ile jest na Ukrainie jeszcze takich wyludnionych Lipniażek (i nie mam tu na mysli czarnobylskiej zony). Bo jakos mi sie nie chce wierzyc aby byla ta jedna jedyna. Gdzies kiedys slyszalam, i to z dwoch niezaleznych zrodel, ze jakies takie miasto-widmo czai sie tez w rejonach Sokala (Czerwonograd, Czerwonobrod? Czerwono-coś tam?) Jakby ktos cos kojarzyl to bede wdzieczna za informacje.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 09-02-2017 09:38

Nie przepadam za zwiedzaniem muzeow ale czasem zrobie wyjatek. Tak bylo wlasnie w tym przypadku, gdy postanowilismy obejrzec jedno takie muzeum w rejonie Pierwomajska a dokladniej wsi Pobuzkie. Takie przynajmniej mielismy namiary, ze w tym rejonie nalezy szukac. Pobuzkie znalezlismy- wioska i ogromne jak na taka mala miejscowosc zaklady przemyslowe, wiec poczatkowo one sciagnely nas w swoja strone.

Obrazek

Jak sie okazalo tam miejsca naszych poszukiwan nie bylo i odnalezlismy je dopiero w polach po drugiej stronie drogi. Jak widac i do teraz- zmylenie wroga sie udalo! "Wrog" pojechal jak cma w strone dymu kominow podczas gdy tajny obiekt spokojnie siedzial w kukurydzy.

Obrazek

Obrazek

Owo muzeum wojsk rakietowych ponoc jest unikalne i nie ma wiecej jego odpowiednikow na swiecie. Przynajmniej tak napisali w reklamowym folderku i podkreslaja to podczas zwiedzania w przynajmniej co trzecim zdaniu.

W moim opisaniu moze byc duzo niescislosci i błędow- nie sluzylam w wojsku, nie znam sie na rakietach. Moje zainteresowania militariami sa bardzo powierzchowne i zwykle sprowadzaja sie do ulubienia dla imprez i noclegow w ciemnych wnetrzach bunkrow czy radosci z wygrzewania na cieplych blachach czolgow ;)

Za czasow radzieckich w bunkrach i podziemnych schronach w rejonie Pierwomajska siedzialy poukrywane jądrowe rakiety miedzykontynentalne i czekaly az jakis desperat postanowi nacisnac guzik. Muzeum utworzono w 2001 roku kiedy jednostka wojskowa zostala zamknieta. Oprowadzajacymi sa emerytowani oficerowie dawniej stacjonujacy w tej bazie, wiec pewnie dlatego maja w krwi nieodpowiadanie na niektore pytania, ktore im sie zadaje lub odpowiadaja wymijajaco lub zupelnie nie na temat.

Obecnie (przynajmniej oficjalnie) nie ma juz na Ukrainie zadnej broni jadrowej. Wszystko zostalo wywiezione z terenow Ukrainy w latach 90 tych, a w zamian zostala im obiecana gwarancja nienaruszalnosci terytorialnej w granicach dawnej republiki. Podpisalo sie pod tym pol swiata, bo i Rosja, i Europa, i Amerykance, i Chinczyki... Co sa wazne takie "umowy" i co mozna sobie nimi podetrzec- pokazal czas...

Na muzeum sklada sie baraczek, w ktorym sa wyeksponowane rozne tablice, dokumenty, stare motory, propagandowe plakaty, obrazy bitewne i sztandary z Leninem. Tu mozna obejrzec makiety, schematy i zdjecia miejsca, w ktorym sie znajdujemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu wysluchujemy dlugiego przemowienia oprowadzajacego, ktore nudzi nie tylko mnie, ale miejscowych turystow rowniez. Ponadgodzinne sluchanie o szczegolowych danych technicznych i specjalistycznych funkcjach poszczegolnych sprzetow dla wielu ludzi ktorzy nie sa jakimis obłakanczymi fascynatami jadrowych rakiet i pragna poznac zastosowanie kazdej najmniejszej srubki - zaczyna byc lekko nuzace. Wiec wiekszosc zaczyna ziewac, szurac nogami, spogladac na zegarki a kilkoro zwiedzajacych dzieci raz po raz dopytuje "kiedy zjezdziemy do bunkra?". Bo chyba wlasnie po to wiekszosc tu zgromadzonych przyszla.

Z ciekawszych rzeczy padaja informacje, ze wieksze z rakiet palily 100 litrow paliwa na sekunde. Baza w ktorej sie znajdujemy stanowi jedynie centrum sterowania a sztolnie z siedzacymi we wnatrzu rakietami gotowymi do wystrzalu byly rozrzucone po okolicznych polach na przestrzeni 30 km. Calosc otaczalo kilka plotow drutu kolczastego, normalnie pod napieciem 800 wolt, acz z przygotowaniem, ze w razie podwyzszonej bojowej koniecznosci mozna zwiekszyc do 3 tys wolt.

Sporo wystawki jest poswiecona odziezy ochronnej pracujacych przy rakietach zolnierzy. Ponoc komponenty paliwa rakietowego byly tak trujaca substancja, ze jedna kropla upadnieta na skore mogla spowodowac smierc. Sa tez wystawki bardziej luzno zwiazane z baza - o wspolczesnych silach zbrojnych Ukrainy, o poczatkach produkcji radzieckich bomb atomowych, o Hiroszimie i Nagasaki itp

A tak ponoc wygladala glowna bohaterka- rakieta.

Obrazek

Obrazek

Potem idziemy poogladac tabor samochodowy zwiazany z baza. Sa wiec ogromne maszyny МАЗ sluzace do wyciagania ze sztolni i przewozu dlugasnych rakiet (nie wiem jak toto zakrecalo). Autko z ładunkiem wazylo ponad 250 ton. Jak to jechalo? Tego chyba zaden most nie wytrzyma?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tez cala aleja silnikow rakietowych i innego wszelakiego zelastwa.

Obrazek

Obrazek

Sa tez jakies wyrzutnie oraz sprzety zwiazane z klimatem wiec rozniste czolgi, pojazdy pancerne, armaty itp. Fajne jest, ze mozna na kazdy eksponat wylezc, wejsc do srodka, usiasc i posiedziec ile sie chce, pokrecic korbami, rowniez takimi ktore np. podnosza lufe. Krecimy wiec obie z kabaczkiem czym popadnie a radosne piski niosa sie wokolo. Niemowlaka widac bardzo cieszy zgrzypienie nienaoliwionych kawalkow a i chyba zapach smarow i rdzy bardzo ciekawi bo caly czas niucha noskiem i rusza nim jak kroliczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zagladamy w czelusc tuleji w ktorej niegdys siedziala rakieta. Teraz dziura jest tylko na 6 metrow. Pozostala czesc jest zalana betonem. Po co? nie wiadomo, ale ponoc taki byl wymog i koniecznosc przy zamykaniu bazy.

Obrazek

Maja tu tez maszt, do czego sluzyl nie pamietam, ale jest krzywy specjalnie. Bo ponoc proste maszty tego typu moga byc tylko w czynnych bazach.

Obrazek

Na koniec wreszcie to na o wszyscy czekali- podziemne centrum dowodzenia! Najpierw wchodzi sie do komory zajmujacej sie napowietrzaniem, regulacja temperatury i wilgotnosci wewnatrz kapsul i sztolni. Wiatraki i wszelakie mechanizmy po wlaczeniu robia niesamowity halas! Nawet duzo wiekszy niz nasz ulubiony odkurzacz-ogorek ;)

Obrazek

Obrazek

Potem jest dlugi korytarz z roznistym orurowaniem, ktory bardzo przypomina mi ten pod radarem w łotewskim Irbene, gdzie calą ekipa sie pogubilismy [tzn. mielismy male problemy z wyjsciem tzn otwarciem drzwi wyjsciowych] przyprawiajac obsluge radaru prawie o zawal. Tu jest mniejszy klimat bo idziemy z przewodnikiem nie sami ale korytarz podobny. A! I tu jest oswietlenie..

Obrazek

Obrazek

Drzwi to tu maja calkiem solidne

Obrazek

Obrazek

Na koniec docieramy do zawieszonej w studni metalowej kapsuly, ktora ma 12 pieter i 33 metrow glebokosci i wazy ponad 120 ton. Tu schemat obiektu:

Obrazek

Wlasnie tam na dole znajdowal sie ow przycisk mogacy zmienic losy swiata. Na kazdym pietrze jest okragly pokoj wypelniony aparatura sterownicza rakiet lub innymi sprzetami koniecznymi dla zycia obslugujacych- jest np. kibel, lozka pietrowe itp. W ramach wycieczki zjezdza sie tylko na przedostatnie dolne pietro a jeszcze na kolejne przechodzi drabinka. Zjezdza sie fajna winda- klatka gdzie mieszcza sie gora 4 osoby. Co sie znajduje na pozostalych pietrach- nie wiadomo, bo nie mozemy sie tam zatrzymac i obejrzec. Niektorzy zartuja ze tam pewnie siedzi wciaz dzialajaca aparatura. Bo jaka lepsza przykrywka dla dzialajacego obiektu jak muzeum?? ;) Kapsula jest zawieszona w studni i nie dotyka scian. Wszystko bylo ponoc wygluszone i wyamortyzowane w sposob majacy zapewnic, ze nawet w przypadku wybuchu jadrowego kapsula przetrwa i nie ulegnie rozwaleniu. Zapasy wody, pozywienia, powietrza mialy zapewnic kapsule zycie na kolo poltora miesiaca. Jak sie okazuje ow istotny przycisk wysylajacy rakiety w daleka, jednokierunkowa podroz- nie jest jeden. Aby zrobic bum trzeba bylo zaangazowania, dogadania sie i wspoldzialania kilku osob- i to nie tylko tych siedzacych w czelusciach bunkra rakietowej bazy. Swoje guziki mieli przede wszystkim urzednicy w Moskwie- glowny sekretarz czy prezydent, minister obrony itp i to od nich wszystko zalezalo. Wiec to nie byl ten jeden magiczny czerwony guzik, od ktorego wszystko zalezalo. Raczej nie bylo szans, ze ktorys wojskowy np. przysnal i oparl sie w zlym miejscu ;) Albo marzyl o ponurej slawie lub akurat zdradzila go zona i postanowil popelnic samobojstwo w dosyc spektakularny sposob ;)

Widok w studnie czelusci, w ktorej siedzi kapsuła

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wewnatrz panuje chlod, zapach metalu i martwa cisza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z uczestnikow wycieczki- mały Nikita, wszedzie biega z kamerką na kiju i nic nie umknie jego szpiegowskiej misji. Chlopiec w czasie zwiedzania kapsuly woła "tato, tu jest tak samo jak w tej opuszczonej bazie na Białorusi gdzie bylismy na wiosne! Tylko tu jest winda a tam byly schody". Na twarzy ojca pojawia sie grymas ..."ciiiii". Na pytanie przewodnika czy tam tez jest muzeum, ojciec odpowiada, ze nie i ze tam wogole nie da sie wejsc, bo calosc jest przykryta wielka, betonowa pokrywa. Mały Nikita gwizdze, patrzy w niebo i kopie papierek po podlodze. Wiecej nic nie mowi, troche poplakuje... Ojciec za kare zabral mu kamere.

Podczas calego zwiedzania widac, ze z pracownikow muzeum wylewa sie ogromna nostalgia, za wielka utracona potega, za czasami gdy byli mlodzi i mieli prace bardziej odpowiedzialna i nobilitujaca niz sprzedawanie magnesikow i pocztowek. Nie mowia tego wprost ale caly czas czuc tu ogromny zal nad zamknieta baza, nad wywiezionymi rakietami, "nad przeszloscia niedawna co jak sen minela". Juz po zwiedzaniu zagaduje jednego z przewodnikow i pytam go czy gdyby od niego zalezalo- to czy by chcial aby baza wciaz tu byla i dzialala jak niegdys. Gosc dlugo nic nie mowi, wbija tylko wzrok w polamany asfalt i zaciaga sie papierosem. Potem stwierdza, ze dla bezpieczenstwa swiata lepiej , zeby takich miejsc nie bylo. Acz z drugiej strony wciaz takie miejsca sa, sa na calym swiecie, a ich pierwomajskiej bazy juz nie ma. Wiec moze jednak szkoda, bo skoro swiat i tak jest zagrozony, to fajnie jakby oni tez mieli swoj udzial w tej ukladance. A tak zostali tak pieknie zrobieni w ch... "Tak, bardzo zalujemy, ze Ukraina oddala rakiety.." Nagle jednak zmienia mu sie wyraz twarzy, z zadumanego pojawia sie jakas zlosc. A tak wogole- to dlaczego mnie to interesuje? Dlaczego nie zadawalam pytan w czasie zwiedzania gdy o to prosil tylko teraz? A moze wogole powinnam poszukac mojego meza i dziecka? Widzial, ze siedzieli na czolgu i chyba sie niepokoili, ze mnie tak dlugo nie ma! A on musi isc oprowadzac kolejna grupe!

Chcialam bardzo jeszcze dorwac ojca malego Nikity o dlugim jezyku i zadac mu jedno pytanie na osobnosci... Ale gdzies znikl bez sladu...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Farley
tramp
Posty: 21
Rejestracja: 28-01-2017 22:56

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Farley » 09-02-2017 11:58

:shock:
co za wpis
spokojnie poczytam wieczorem

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Dolnoślązak » 09-02-2017 15:02

Takich wpisów jest duzo, duzo więcej. Tak spokojnie na pół roku czytania :lol:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 13-02-2017 10:14

W kolejne dni jedziemy juz po prostu na zachod, w strone Polski. Jak nam sie spodoba jakas boczna droga to sobie zjezdzamy, robimy zdjecia mozaikom na przystankach autobusowych, pomnikom betonowych gierojow z dawnych lat. Nie spieszymy sie, ale tez staramy sie nie przekroczyc tych 10 dni, ktore byc moze mamy wbite w paszport.

W okolicach Ozernej rzuca sie nam w oczy nietypowy cmentarz, pelen nagrobnych kamiennych figur. Zagladamy na teren i okazuje sie, ze cmentarz jest ogromny, duzo wiekszy niz wydawalo sie patrzac z drogi. Jego stan zachowania tez jest bardzo fajny bo wiekszosc rzezb jest kompletna, nawet czasem jakby troche odnowiona ale jednoczesnie wszystko jest zarosniete, poprzekrzywiane, oplecione pajeczynami i owiane mgłą zapomnienia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie jakas glowa czy geba przepadly w odmetach czasu albo zmienily swoja lokalizacje..

Obrazek

Obrazek

Czasem posągom tylko głowy wystaja z plataniny nawłoci czy innego burzanu i splatanych chabazi

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

a nad nimi zwieszaja sie dojrzale kiscie owocow dzikiego bzu...

Obrazek

Obrazek

Wiele napisow na grobach jest polskich acz nie wszystkie

Obrazek

Obrazek

Tu nagrobek wyglada jakby mial slady ostrzału?

Obrazek

Juz calkiem rodzime akcenty mozna spotkac w zruinowanych resztkach dawnej kaplicy grobowej

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kopułka kaplicy wpadła do piwniczki, tam gdzie zwykle trzyma sie trumny. Nieboszczykow z opakowaniami chyba ktos zabral w nieznanym kierunku juz duzo wczesniej.. Tak daleko od domu a czuje sie tu jak na Dolnym Slasku. To samo. Identycznie. Tylko zatarte napisy sa polskie, nie niemieckie...

Obrazek

Przez srodek cmentarza wiedzie chodniczek, ale i jego przyroda zaczyna zabierac w swe władanie.

Obrazek

Dalej wglab cmentarza jest jakis czechosłowacki pomnik i to chyba ich sprawka ten chodnik- bo tam sie konczy..

Obrazek

Po drodze przez Ukraine mamy okazje nocowac w lesnym hoteliku otoczonym starym murem, o wodzie mineralnej w kranach i chyba jakis bunkrach pod spodem. Oprocz nas nocuje tu jeszcze jakis poeta. Tzn. przynajmniej tak mi sie przedstawia gdy w ulewnym deszczu wieczorem ide po cos do skodusi. Tak po prostu. "Jestem poetą, a wy kim jestescie?". Od dwoch tygodni jedzie przez cala Ukraine i szuka natchnienia. Poki co nie znalazl. Pytam go o czym pisze wiersze a on na to, ze wlasnie tego tematu szuka. Sugeruję, ze moze napisze o lesnym hoteliku z mineralna woda w kranach, ale koles chyba sie obrazil. Jest mi przykro bo nie chcialam go urazic. Ot taka gadka na ciemnym, mokrym parkingu z deszczem cieknacym za kolnierz. Choc czasem mi ludzie mowia, ze jestem najbardziej zlosliwa i paskudna jak sobie z tego zupelnie nie zdaje sprawy. A moze po prostu nie znam sie na poezji?

Obrazek

Obrazek

Przy budynku sa stare ławeczki, miejsca biesiadne, jakies betonowe grzybki. Zauwazamy, ze w okolicach jednego ze stolow kabaczek ochoczo tupie i rechocze. Odciągnieta za raczke w inne miejsce wraca tu jak bumerang i dalej tupie. W koncu i my zauwazamy, ze tupniecie tutaj ma zupelnie inny dzwiek niz kilkanascie metrow dalej! Tu odpowiada mu jakby gluche echo... Madre niemowle wyczaiło :D

Obrazek

Obrazek

Nocujemy tez w jakims zajezdzie przydroznym o parkingu tak stromym, ze pod kola trzeba koniecznie cos podlozyc. Gospodyni ma juz przygotowane odpowiedniu ociosane kloce.

Obrazek

Do tutejszego domu idzie sie przez dluga kladke a obok wogole jest parking dla tirow z wiatkami gdzie mozna nawiazac ciekawe znajomosci oraz pozywic sie wedzona ryba.

Obrazek

A z okien kwatery widoczki na wies skąpana w popoludniowym słocu. Ale juz tak jakos zapodaje jesienią...

Obrazek

Najlepszy nocleg trafia nam sie na sam koniec. Juz za Lwowem, juz blisko granicy. Zapomniana baza kempingowa nad lesnym malutkim jeziorkiem.