Po drodze odwiedzamy miasteczko Pribor, z klasycznym układem urbanistycznym.
Miasteczko słynie z miejsca urodzin Zygmunta Freuda, słynnego autora psychoanalizy; gdzie zachował się dom rodzinny.
Przed domem pomnik- kozetka dla pacjentów Freuda.
Na jednej z uliczek spotkaliśmy turystów też z Polski, i niemal równocześnie krzyknęliśmy, że urocze wąskie uliczki przypominają miasteczka Chorwacji.
Jechaliśmy na chybił trafił, nie mieliśmy konkretnego planu ani upatrzonego miejsca na nocleg. Przejechawszy przez Koprivnice- przemysłowe miasto u podnóża Beskidu Morawskiego, znane z zakładów Tatra, dotarliśmy do miejscowości Stramberk na zboczu Bilej Hory. Stramberk, zwany Morawskim Betlejem okazał się małą mieścinką o turystycznym charakterze, pełną gospód i „pensjonów”. Nieopodal jest stary zamek i wieża widokowa.
W informacji turystycznej otrzymaliśmy wykaz miejscowych „ubytovni” i rozpoczęliśmy rekonesans za jakimś noclegiem. Ale nic ciekawego nie znaleźliśmy bo albo nie było miejsc, albo jacyś dziwni ludzie gościli, albo coś tam, coś tam. Zrezygnowani powróciliśmy do Koprivnic, gdzie również jest informacja turystyczna, (tak, tak, w przemysłowych miastach w Czechach są punkty informacji turystycznej), w której pomiędzy folderami m.in. wydanymi po polsku, wygrzebałem wykaz koprivnickich ubytowni.
Dwie pierwsze miejscówki wg listy wyglądały na zachęcająco, bo miały być schroniskami młodzieżowymi, ale na miejscu okazały się hotelami robotniczymi na terenie dawnego post-socjalistycznego ośrodka sportowego; z towarzystwem nieciekawej proweniencji, zresztą, nie zastaliśmy nikogo z obsługi, zatem daliśmy sobie spokój.
Następna w kolejce była Ubytovnia „U Matesa”. Długo nie mogliśmy znaleźć tego przybytku, w końcu odnaleźliśmy lokum ukryte pomiędzy blokami na osiedlu mieszkaniowym
Ten zacny lokal, o którym później napiszę, okazał się wart naszej uwagi, skorzystaliśmy z jego gościnnych progów i założyliśmy w nim bazę wypadową.
Następnego dnia wyruszyliśmy na pogórze stanowiące zachodni początek Beskidów (a nawet chyba Karpat, niech geografowie się wypowiedzą).
Hukvaldy i Hrad.
Przełęczą będziemy za chwilę jechać
Skansen dawnej wsi Kozlovice.
Dawna zakladni skola w Kozlovicach (szkoła podstawowa), też udostępniona do zwiedzania, tylko my oczywiście musieliśmy jechać poniedziałek, kiedy wszystkie muzea i skanseny pozamykane.
W Czechach być i słynnej kofoli nie pić to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. W Kozlovicach zaspokajamy nasze potrzeby w tej dziedzinie.
Znowu beskidzko- morawskie pejzaże.
Coś dla miłośników industrialu. Koprivnice.
Centrum przemysłowego miasta Koprivnice. W tle biurowiec zakładów Tatra.
Katolicki dum (coś w stylu domu ludowego), z tradycyjną czeską gospodą, w której objadaliśmy się śmażenym syrom z tatarską omastą i hranolkami popijanym oczywiście Radegastem, a jakże
Trzeci dzień spędziliśmy na wycieczce rowerowej w przeciwną stronę, pojechaliśmy do Nowego Jicina (tego od Rumcajsa).
Znowu coś dla miłośników industrialu. Kopalnia gazu ziemnego- odwiert gazowy.
Nowy Jicin- wjazd godnie uczczony kofolą
Rynek miasteczka.
Do Koprivnic wróciliśmy alternatywną trasą, z napotkanymi w mijanych wsiach ciekawymi starociami architektonicznymi w Rybi i Zavisicach.
Jak wspomniałem, w Koprivnicach są zakłady Tatra, produkujące znane i u nas ciężarówki. Okazuje się, że firma posiada bogatą tradycję produkcji samochodów, nie tylko ciężarowych ale i osobowych, a nawet wagonów motorowych. Ostatni dzień spędziliśmy na zwiedzaniu muzeum poświęconym historii produkcji tejże fabryki.
Reszta fotek z muzeum będzie na końcu relacji.
Teraz coś obiecanego o ubytowni "U Matesa".
Wiem, że na forum są miłośnicy wiejskich karczm, osiedlowych barów i gospód, więc powiem Wam tak: Jeżeli nie byliście w Koprivnicach to nie wiecie, co tracicie. Te miasteczko powinno być dla Was miejscem obowiązkowej pielgrzymki, niczym mekka dla muzułmanów. Zacny lokal, z którego gościny korzystaliśmy mieści się w widocznym na zdjęciach obiekcie, w którym jest również karczma i sklep. Na górze jest trzypokojowa cześć schroniskowa, każdy pokój z własną łazienką, oraz "spolecna kuchynka"(wspólną kuchnią). Standard jak w naszych ptsm-ach, a cena też całkiem przyswajalna 150 koron (ok. 26 zł, wszędzie indziej krzyczeli 250-300 Kc). Ze schroniska można przejść "w laciach" przez zaplecze do karczmy. Karczma typowa dla Czechów- bar z kilkoma lanymi piwami i oczywiście nieśmiertelną laną kofolą.
Atmosfera klasyczna dla Czechów: do baru i ogródka schodziły się z okolicznych bloków cale rodziny (naprzeciw karczmy jest osiedlowy plac zabaw), ludzie się śmiali i bawili. Mieliśmy okno nad ogródkiem piwnym, i nie było problemem, żeby po powrocie z trasy trochę się przespać przy otwartych oknach: żadnych pijackich wrzasków, ryków i podobnej chamówy, znanej z polskiego podwórka. Ludzie siedzieli do 23 i jakoś nikomu do głowy nie przychodziło, żeby w drodze powrotnej demolować kosze na śmieci.
Miejscówka jest idealna na małe zloty i prywatne wypady turystyczne (przed nami była ekipa Słowaków na rowerach). Z Koprivnic jest doskonała baza wypadowa w Beskid Morawski i Śląski, a stosunkowo niedaleko są Sudety. Trzeba tylko wcześniej się umówić, gdyż z schroniska często korzystają firmy w delegacji do zakładów Tatra. Dla zainteresowanych mam namiary na schronisko.
Oprócz opisanego schroniska przejeżdżając rowerami przez Koprivnice naliczyliśmy jeszcze ok. 8 podobnych knajp, gospód i barów ukrytych pomiędzy blokami. Tak więc miłośnicy turystyki bufetowej mogą spędzić cały dzień w niewielkich Koprivnicach pielgrzymując od karczmy do karczmy.
Dobrze, obiecane fotki z muzeum Tatry.
Tatra opancerzona
Tatra 30
Zakłady Tatra
W pojazdach przedwojennych były już montowane radioodbiorniki (chyba lampowe
Prasa polska z 1930 roku
Ten samochód najbardziej przypadł mi do gustu
Silnik Diesla, stosowany m.in. w szynobusach.
Pojazdy w dalszej części planu brały udział w wyprawach egzotycznych oraz rajdzie Paryż- Dakar.
Wagon motorowy.
Dla zainteresowanych: trasy rowerowe o umiarkowanej trudności, dziennie robiliśmy ok. 50 km, były podjazdy, ale daliśmy (zwłaszcza Gosia) radę.

