Czytam i nie wierzę:
http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/682573,po-ciemku-turysci-zabladzili-w-drodze-na-sleze-szukali-ich,id,t.html
Dobrze, że nie była potrzebna interwencja helikoptera ratunkowego. To nie lada wyczyn, żeby wybrać się do lasu wieczorem bez latarki i zgubić się na czerwonym szlaku na Ślężę.
zagubieni na Ślęży
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
Zapewne kolejni "trampkowicze" na szlaku. Nihil novi.
Chociaż na ostatniej wyrypie wygrała naszym zdaniem inna trójka wycieczkowiczów, którą spotkaliśmy jak schodziliśmy do Przełęczy Tąpadła. Jak wiem że żółty to "lajcik" ale panie uzbroiły się w wydatne szpilki, a towarzyszył im jegomość w garniaku, jakichś mokasynkach i z parasolem w dłoni.
No ale dla chcącego...
Chociaż na ostatniej wyrypie wygrała naszym zdaniem inna trójka wycieczkowiczów, którą spotkaliśmy jak schodziliśmy do Przełęczy Tąpadła. Jak wiem że żółty to "lajcik" ale panie uzbroiły się w wydatne szpilki, a towarzyszył im jegomość w garniaku, jakichś mokasynkach i z parasolem w dłoni.
No ale dla chcącego...
A mi się kiedyś zdarzyło „sprowadzić” turystkę z synkiem z Witoszy – to taka górka nad Staniszowem koło Jeleniej Góry. Okazało się, że pani przyjechała na wakacje z Gdańska, zeszła ze ścieżki i wpadła w panikę. Bała się, że zabłądzi, że wieczór blisko, a tu górzyska strome i srogie - a może jeszcze niedźwiedziedzie... I tak na serio.
Do dziś pamiętam jak ona się tam darła

Do dziś pamiętam jak ona się tam darła
...nie ma szans bez ryzyka, życia bez napięć a drogi bez niebezpieczeństw...
Mój komentarz do całej tej sprawy zawarłem tu
http://npm.pl/forum/viewtopic.php?p=748 ... ght=#74831
http://npm.pl/forum/viewtopic.php?p=748 ... ght=#74831
tirpiz pisze:A mi się kiedyś zdarzyło „sprowadzić” turystkę z synkiem z Witoszy – to taka górka nad Staniszowem koło Jeleniej Góry. Okazało się, że pani przyjechała na wakacje z Gdańska, zeszła ze ścieżki i wpadła w panikę. Bała się, że zabłądzi, że wieczór blisko, a tu górzyska strome i srogie - a może jeszcze niedźwiedziedzie... I tak na serio.
Do dziś pamiętam jak ona się tam darła![]()
![]()
Nie wszystkim trzeba tłumaczyć, gdzie to jest - ja nawet na Witoszy byłem (i oglądałem resztki kolumny Bismarcka
Leuthen pisze:A ta pani to zabłądziła wchodząc od strony Staniszowa czy Jeleniej?
A to w ogóle taka ciekawa historia - usłyszeliśmy tą panią gdy siedzieliśmy sobie już na górze. Brzmiało to mniej więcej tak: "Oooj, o Jezu. Oooj. Ratunku. Boże, ktoś tu jest? Pomocy. Oooj, ojojoj..." Zbiegliśmy do niej, bo te wołania brzmiały dość dramatycznie - a okazało się, że nic się nie stało, tylko.... nie wie jak wrócić na szlak (zeszła z niego jakieś kilka - może kilkanaście metrów).
Kobieta (jak się później okazało - nauczycielka polskiego) postury była nikczemnej ale dźwigała gigantczny plecak, do którego zabrała chyba pół domu i do tego dzieciaka, który miał wszystkiego dość.
Przyjechała sobie na wakacje - tak ogólnie - w góry. A na pytanie gdzie droga prowadzi - odpowiedziała, że "no.... w zasadzie.... to .... hmmmm... do Jeleniej chyba... na jakiś nocleg". A tak w ogóle to do chcieli jechać do Karpacza, a do Staniszowa to ktoś ich podrzucił stopem, bo to ładna miejscowość i bardzo blisko Jeleniej, więc będą sobie mogli dalej pojechać, itp.
My wracaliśmy do Cieplnic, więc poszła z nami. Nieśliśmy jej wtedy na zmianę ten cholerny plecak...
Skończyło się tak, że już w Cieplicach daliśmy jej naszą mapę, ona nas wyściskała i zaprosiła do siebie na wakacje nad morze. Ale jakoś tak wyszło, że nie skorzystaliśmy...
...nie ma szans bez ryzyka, życia bez napięć a drogi bez niebezpieczeństw...
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”