Przegięcie

Gdzie jechać? Jak dojść? Co zobaczyć? O turystyce w Sudetach.
Lech

Przegięcie

Postautor: Lech » 22-12-2004 22:30

W swoich tekstach, które zamieściłem na stronie: http://www.kspoz.prv.pl/ przeciwstawiam się m.in. panującej modzie na przypodobanie się Niemcom i propagowanie niemieckiej przeszłości regionu Sudetów, jaka ogarnęła niektórych krajoznawców na Dolnym Śląsku.

Skąd wzięła się ta moda? Trudne pytanie. Ja myślę, że źródeł tej mody można doszukiwać się m.in. w publikacjach Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich PTTK we Wrocławiu. Otóż niektórzy jego działacze, dając się zbyt daleko ponieść na fali wolności słowa w okresie przemian społeczno-politycznych lat 80-tych, w swej nadgorliwości i zapalczywości wpadli we wprost histeryczne uwielbienie niemieckiej przeszłości regionu Sudetów, o której wcześniej nakazywano milczeć. Jakby chcąc nadrobić straty z czasów, kiedy cenzura blokowała dostęp do tego rodzaju informacji krajoznawczych, wpadają tym razem w przesadę. Wydawnictwo SKPS "Karkonosz" zostaje zdominowane artykułami tłumaczonymi z archiwalnych niemieckich publikacji, kiedy jednocześnie z tekstami prezentującymi wyważone spojrzenie na historię i zabytki regionu Sudetów trudno było się przebić.

"Karkonosz" padł, ale niestety osoby związane z tym środowiskiem, określając siebie mianem "kosmopolitów", z uporem godnym lepszej sprawy nadal dyskredytują słowiańską przeszłość tego regionu i jego historyczne związki z Polską i Czechami, a jednocześnie wielbią czasy pruskie (niemieckie). O ich prusofilstwie można przekonać się w rozmowach z nimi, jak wpadają w złość kiedy napomknie im się o niektórych Polakach, jacy zapisali się w historii regionu Sudetów. Przykład: Kiedyś dyskutowałem z Krzysztofem Rostkiem z SKPS na temat pomnika św. Jana Nepomucena w Cieplicach Śl. Z zacietrzewieniem stwierdził, że taka informacja, iż cokół tego pomnika ufundował Polak Rafał Gurowski, kasztelan poznański i starosta Wschowy jest zupełnie nieistotna dla prowadzonej wycieczki, a znacznie ważniejsze jest zwrócenie uwagi na osobę Niemca - rzeźbiarza Jerzego Leonarda Webera ze Świdnicy. Po prostu ręce opadają...

W moich artykułach prezentuję m.in. historyczne nazewnictwo, ludzi i fakty związane z naszą europejską obecnością w Sudetach na przestrzeni dziejów, a zwłaszcza związki Wielkopolski i Wielkopolan z tym regionem, które okazują się sięgać nawet początków państwowości polskiej. O tym można dowiedzieć się z lektury niektórych tekstów na wspomnianej wyżej stronie.

Pozdrawiam

Lech

Obrazek

Michal Ciesielski

Milo bylo poczytac

Postautor: Michal Ciesielski » 25-12-2004 20:36

http://www.kspoz.prv.pl - ciekawe teksty. Warto bylo poczytac. Dziekuje i pozdrawiam swiatecznie : )

Lech

Re: Milo bylo poczytac

Postautor: Lech » 07-01-2005 23:51

Michal Ciesielski pisze:http://www.kspoz.prv.pl - ciekawe teksty. Warto bylo poczytac. Dziekuje i pozdrawiam swiatecznie : )


Proponuję jeszcze przeczytać tekst na stronie: http://ksp.republika.pl/kto.htm
Co sądzisz o opisanej tam sprawie?

Pozdrawiam

Lech

Obrazek

klossone
tramp
Posty: 41
Rejestracja: 03-01-2005 21:23
Lokalizacja: Olsztyn

Postautor: klossone » 08-01-2005 14:54

Witam.
Posiadam w swoich zbiorach reprint wspomnianego przewodnika i uważam, że pomimo upływu lat jest świetny, co świadczy o "jakości" dr. Aleksandra.
W związku z tym w sprawie tablicy nie mam nic do powiedzenia - a raczej mam: wierzyć się nie chce, że takie rzeczy się dzieją, skandal.
I tyle.

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 11-01-2005 15:08

klossone pisze:Witam.
Posiadam w swoich zbiorach reprint wspomnianego przewodnika i uważam, że pomimo upływu lat jest świetny, co świadczy o "jakości" dr. Aleksandra.
W związku z tym w sprawie tablicy nie mam nic do powiedzenia - a raczej mam: wierzyć się nie chce, że takie rzeczy się dzieją, skandal.
I tyle.


Chyba mało jeszcze wiesz, na co jeszcze stać co niektórych. Przewodnicy z wrocławskiego SKPS np. kłamliwie twierdzą, że "w okresie pruskim - od 2. poł. XVIII w. - zwarte grupy Polaków były jeszcze liczne w prawobrzeżnej części Dolnego Śląska", i że "w części lewobrzeżnej (w stosunku do Odry) nie było ich wcale". Wg nich obecność Polaków na tym terenie wiązała się tylko z przemarszami wojsk, wyjazdami na kuracje zdrowotne i miała charakter epizodów. Po prostu ręce opadają...

A potwierdzone źródłowo fakty są takie, że jedynie położone wyżej w górach wsie, stopniowo zakładane przez kolonistów od XIV w., od początku były zasiedlane przez Niemców. I te nigdy nie miały polskich nazw. To jednak tylko niewielki obszar Sudetów. Poza tym wiele nazw pasm górskich, rzek i dolin ma swój słowiański źródłosłów. Tak podają nawet niektóre niemieckie publikacje, pisał o tym w swojej obszernej pracy na temat nazw słowiańskich na Śląsku ks. prof. Stanisław Kozierowski z podpoznańskiej Winnej Góry - do dziś wysoko ceniony onomasta. Pisał o tym również Zbygniew Martynowski z Lądka. A pierwszy zapis polskiej mowy rdzennych mieszkanców tej ziemi w Księdze Henrykowskiej, to niby w jaki sposób się wziął?

Pod koniec XVIII wieku, kiedy pruskie władze zapoczątkowały akcję germanizacyjną poprzez szkołę, wielu nauczycieli na Śląsku nawet nie rozumiało dobrze po niemiecku. Zalecono zastąpić ich innymi, ale zanim to nastąpiło to wydany w tym czasie regulamin dla szkół np. w okręgu wrocławskim musiał być tłumaczony na język polski, w którym odbito około 3800 egzemplarzy i rozesłano do wsi (po 3 egzemplarze).

Nawet niemieckie źródła podają (dane J. Partscha oraz ankieta przeprowadzona w 1814 czyli jeszcze w I połowie XIX w.!), że wsie polskie znajdują się m.in. w powiecie kożuchowskim, świdnickim, strzelińskim, głubczyckim i nyskim, a więc na lewym brzegu Odry. Na Dolnym Śląsku mieszkało też nieco Czechów i Serbołużyczan, np. w okolicach Kudowy, Kamiennej Góry czy Ziębic, w kilkunastu koloniach pod Strzelinem. Niemcy w tym okresie stanowili tam już zdecydowaną przewagę, co jest faktem którego nie kwestionuję, jednak twierdzenie, że Polaków czy szerzej rozumianych Słowian nie było tam wcale, jest już naprawdę poważnym przegięciem.

To, co obserwuję od kilkunastu już lat, jak pewne środowiska mieszają w krajoznawstwie regionu, jest dla mnie po prostu zupełnie niepojęte, bo to przecież niektórzy polscy przewodnicy turystyczni związani z wrocławskim SKPS-em rozgłaszają takie kłamstwa. Jaki mają w tym cel? Czy oni w ogóle czują się polskimi krajoznawcami i rozumieją rolę przewodników - jako "ambasadorów" swojego kraju?

Kolejny związany z tym problem. Przepisy należy zmienić w szeroko rozumianym interesie społecznym. Nikt nie wątpi, że przepisy dotyczące przewodnictwa turystycznego sankcjonujące pewnego rodzaju monopol na "prawdę" i "jedyną słuszną wiedzę krajoznawczą o regionie", uderzają w prawo do swobodnego rozpowszechniania informacji (informacji krajoznawczych też!) i w wolność działalności gospodarczej, co jest zjawiskiem szkodliwym. Bo czym jest np. zapis, że jedynym uprawnionym do powoływania komisji egzaminacyjnej dla przewodników sudeckich jest Wojewoda Dolnośląski? A dlaczego nie może takiej komisji powołać Wojewoda Opolski (na tym terenie leży przecież część Sudetów!), Śląski, Wielkopolski czy Warmińsko-Mazurski?

Poznań na przykład może poszczycić się m.in. pierwszą powojenną, bardzo obszerną monografią krajoznawczą obejmującą Sudety. Jest to wydana w 1948 roku w Poznaniu praca zbiorowa pt. "Dolny Śląsk" (tom I i II) pod redakcją Kiryła Sosnowskiego i Mieczysława Suchockiego. Napisanie tej pracy poprzedziła ekspedycja naukowa zorganizowana przez Instytut Zachodni pod kierownictwem prof. Zdzisława Kaczmarczyka. Działający w Poznaniu przez szereg lat Instytut Zachodni i inne placówki naukowe skupiły spore grono naukowców, znających wszechstronie Sudety i problematykę związaną z tym regionem. Część z nich by mogła stanowić doskonałą kadrę wykładowców na kursie, a niektórzy być w pełni kompetentnymi egzaminatorami sprawdzającymi wiedzę i doświadczenie ewentualnych kandydatów na przewodników.

Niestety w Polsce najwięcej do powiedzenia mają ludzie związani z sobą poprzez różne układy kumoterskie. Układy te nie mają na celu dobra społecznego, a ochronę partykularnych interesów wąskich grup przewodnickich klanów, które nie zawahają się posunąć się do niecnych działań w celu zwalczania wszystkich i wszystkiego, co by mogło stanowić potencjalne zagrożenie ich rynku pracy. Nie służy to ani tworzeniu ucziwej konkurencji, a tym samym stanowi przeszkodę dla wzrostu poziomu przewodnictwa górskiego i przeszkadza w rozwoju przewodnickiej profesji na terenie całego kraju, ograniczając te grupy zawodowe do wyłącznie regionalnych grajdołków.

Przewodnicy nie zagrożeni konkurencją mogą opowiadać uczestnikom wycieczek przeróżne bajki i bzdury (także na temat Sudetów) i są w tym bezkarni. A spróbuj im zwrócić na to uwagę, to Cię zniszczą i zrobią z Ciebie "idiotę" (vide stanowisko SKPS zamieszczone m.in. na stronie: http://www.pttk.pl/forum/wiadomosc.php?id=13785 ). Albo posuną się do niecnych działań, jak w opisanej historii z tablicą pamięci Aleksandra Ostrowicza. I dlatego nie sposób się z nimi dogadać. Zachowują się arogancko, wiedzą wszystko najlepiej.

Proponuję zapoznać się z jeszcze jedną historią opisaną tu: http://ksp.republika.pl/poczatki.htm

Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony 10-02-2005 21:09 przez Lech, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

klossone
tramp
Posty: 41
Rejestracja: 03-01-2005 21:23
Lokalizacja: Olsztyn

Postautor: klossone » 11-01-2005 18:00

Witam z Olsztyna.

Z wielką ciekawością przeczytałem ww teksty i podzielę się swoją opinią.

1. Na temat monopolu "przewodników".

Myślę, że zgodnie z zasadą, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, rejon szczególnie Karkonoszy jest "modny" wsród turystów dewizowych, szczególnie z Niemiec. W związku z tym nie dziwią mnie "zagrania pod publiczkę". Myślę, że dzieje się tak nie tylko u przewodników, nie raz byłem świadkiem, jak zwykły fotograf (ubrany oczywiście jak tyrolczyk lub bawarczyk) traktuje polaków jak zło konieczne, a czeka na "dewizy", np. Szklarska Poręba.

2. Na temat polskości tych ziem.

Dzieje osadnictwa w Sudetach wiąże się z rozwojem handlu, a zaczynają się w okresie wpływów rzymskich, rejony kotlin śródgórskich zasiedlała ludność prasłowiańska, z której we wczesnym średniowieczu wykształciły się plemiona słowiańskie. W okresie późniejszym z Piastami Śląskimi (Bolesław Kędzierzawy, Bolko I Surowy, Bolko II Świdnicki) co z reguły wiązało się z nadawaniem ziem klasztorom (np. cystersom, benedyktynom). Od drugiej połowy XIII wieku Karkonosze znajdowały się w obrębie dwóch posiadłości: cystersów z Krzeszowa i joanitów z Cieplic Śląskich.
Niemały wpływ na rozwój Karkonoszy mieli czescy protestanci, którzy osiedlili się w rejonie Karpacza (1559 r.), a także Szkalrskiej Poręby (1578 r.). Wydaje mi się, że słynny ród Schaffgotschów też miał polskie korzenie - tu akurat mogę się mylić, ale nawet jeżeli, to ich zasługi dla tych ziem są ogromne. I gdzie tu mowa o niemcach., jeżeli już, to raczej o zniemczonym polskim rycerstwie. Oczywiście mówimy o okresie wcześniejszym.

Dziwią mnie komentarze na Pana temat, jakoby "wywrotowca", gdyż negują opinie wszystkich mi znanych i cenionych autorów dzieł o Sudetach, np. Pan Marek Staffa.

3. Na temat zasług niemców.

Uważam, że niemcy odegrali ogromną rolę w popularyzowaniu turystycznym Sudetów (przewodniki, oznakowanie szlaków, zaplecze turystyczne). Jako przykład podam przewodnik, który mam w swojej kolekcji "Riesengebirge" z 1894 roku, a to już IX wydanie. Jakość niektórych map tam zawartych (dokładność) przewyższa większość współczesnych, a i treść jest niezła. Nie jest to jednakże powód, aby się im podlizywać.

Z Olsztyna (nie wiem czy ciekawie) jak zwykle klossone :D

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 31-01-2005 13:28

klossone pisze:Witam z Olsztyna.
(...).
Z Olsztyna (nie wiem czy ciekawie) jak zwykle klossone :D


Ciekawie i w dodatku całkowicie się Tobą zgadzam. Niepokoi mnie natomiast fakt, że co raz więcej takich, którym zupełnie odbija w tym podlizywaniu się Niemcom. Oto niektórzy mieszkańcy Wałbrzycha szczycą się, że: "Wałbrzych wydał na świat jednego z asów Luftwaffe. Helmut Rüffler w czasie II WŚ odniósł 88 zwycięstw."

I jeszcze uważają, że należy się szacunek temi pilotowi, który gorliwie realizował zbrodnicze plany hitlerowskiej Luftwaffe. Tu można przeczytać, co wypisują:

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=168&w=19802136&a=20034121

Pozdrawiam z Poznania
Obrazek

Ropcho7
tramp
Posty: 12
Rejestracja: 25-04-2007 09:56
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Ropcho7 » 29-04-2007 19:50

Ja uważam że niekiedy przesadne jest współczesne germanizowanie historii tych ziem, lecz pod żadnym względem nie zgadzam się iż nie należy chwalić wielkich tych czasów. Jeżeli my Polacy chwalimy się wieloma postaciami związznymi z naszymi ziemiami to nie jest złe, jeżeli nie "zawłaszczamy" ich jako Polaków, i pomijamy ich związki z innymi narodami. Należy moim zdaniem chwalić ludzi i czyny według ich znaczenia, i nie jest słuszne np. oczernianie lotników wojskowych jako zbrodniarzy, ponieważ żołnierz jest przecież w armii (szczególnie na wzór pruskiej) tylko wykonawcą rozkazów, i należy go doceniać jako mężnego człowieka, tak samo jak naszych rodowitych bohaterów, bo kim on niby innnym był. Lecz polską specjalnością jest niedocenianie własnnych wybitnych postaci. Około jedna trzecia noblistów na świecie pochodzi z Polski, tylko my się do nich "nie przyznajemy" gdyż byli to Żydzi pochodzenia polskiego, o których uważamy że są innej narodowości, więc o nich nie mówimy, podczas gdy rozgłaśniamy sprawę innych osobistości często mających z Polską wspólny tylko teren urodzenia, gdyż byli z dziada pradziada Niemcami, lub Czechami (warto wspomnieć o tych Słowianach, bo tu byli nie tylko Polacy, jak niektórym się zapewne zdaje)
Podsumowywując:
chwalmy wszystkich którzy się zasłużyli dla naszych ziem i narodu

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 30-04-2007 10:19

Ropcho7 pisze:żołnierz jest przecież w armii (szczególnie na wzór pruskiej) tylko wykonawcą rozkazów, i należy go doceniać jako mężnego człowieka

Nie przesadzajmy z tym szacunkiem dla wykonujących rozkazy związane z ludobójstwem, bo przecież to co nakazywali hitlerowcy, nie akceptowali nawet niektórzy wysoko postawieni oficerowie Wehrmachtu, np. tacy, którzy przygotowali nieudany zamach na Hitlera. Położona na Przedgórzu Sudeckim Krzyżowa, dawne Kreisau i była posiadłość Helmuta von Moltke, jest miejscem, gdzie podczas II Wojny Światowej spotykała się grupa opozycjonistów zwana Kręgiem z Krzyżowej (Kreisauer Kreis), by przygotować Niemcy do przywrócenia demokracji po upadku dyktatury Hitlera. Większość z nich za swoją opozycyjną działalność została po zamachu na Hitlera stracona. To tacy, którzy mieli odwagę przeciwstawić sie złu, zasługują na szacunek i pamięć, a nie ci, którzy ślepo wykonywali rozkazy i np. strzelali do lotnika, który po strąceniu samolotu opadał na spadochronie.
Obrazek


Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”