Celem wycieczki było określenie "przydatności biegówkowej" terenu pomiędzy Bardem a Nową Bielawą.
Chodziło nam głównie o sprawdzenie :
czy trasa nie obfituje w ostre podejścia i zjazdy
jakości oznakowania
typu nawierzchni (czy są to drogi jezdne, czy raczej wąskie gubiące się ścieżki)
oraz o zczytanie śladu naszej wędrówki przy pomocy odbiornika GPS :D
Wszystko to po to, aby w miarę bezpieczne i bezboleśnie przejść ten odcinek zimą na nartach.
Po 8 wysiedliśmy na stacji w Bardzie i niebieskim szlakiem ruszyliśmy przez jeszcze niemrawe miasteczko do góry.
Po minięciu ostatnich zabudować szlak wiedzie polną, później leśną drogą delikatnie wspinając się na zbocza Młynarza, później malowniczo trawersując jego wylesione zbocze.
Niestety w pewnym momencie zamiast prowadzić wygodnym leśnym duktem skręca w lewo i wąską ścieżkę i dosyć ostro opada w dół do drogi na dnie doliny.
Po chwili opuszcza ją i wąską ścieżką pnie się pod górę aby trawersować zbocza Leszka i Klimka. Po drodze przecinamy kilka szerokich dróg, w tym szlak rowerowy prowadzący z Opolnicy do Brzeźnicy
Niestety szlak w większości prowadzi przez las wąskimi ścieżkami, prawdopodobnie nie do odnalezienia po sporych opadach śniegu. Podobnie jak poprzednio od czasu do czasu przecinamy kilka szerszych dróg jezdnych. Niestety mało jest charakterystycznych punktów orientacyjnych.
W końcu docieramy na przełęcz Mikołajowską, gdzie kompletnie gubimy znaki szlaku (do tej pory oznakowanie do tej pory jest całkiem wyraźne). Ustalając namiar na Wilczak ruszamy przez las "na skuśkę" aby zdobyć szczyt.
Po drodze mamy okazje podziwiać mało popularny widok na srebrnogórskie forty:
Na Wilczaku (niestety wierzchołek jest zarośnięty, więc z panoramy - nici) o dziwo odnajdujemy niebieskie znaki (według mapy Compassu szlak powinien leciutko trawersować wierzchołek).
Ostrym zejściem dochodzimy do parkingu na przełęczy Wilczej, gdzie odpoczywamy w pięknie utrzymanej wiacie z kominkiem.
Przy kubeczku herbaty i chrupkach bananowych przychodzi czas na następujące refleksje:
1) są to tereny o bardzo niepopularne turystycznie (od opuszczenia Barda po drodze minęliśmy tylko jednego turystę, oraz dwóch myśliwych, parę razy widzieliśmy pracujący traktor)
2) miejscami szlak niebieski niestety nie nadaje się do przejścia na narciartach śladowych. Najmniej sprzyjające miejsca to:
*) podejście na grzebiet Leszka, Kminka (za ostre)
*) odcinek od przełęczy Mikołajowskiej na Wilczak (za ostre, trudności w orientacji)
*) zejście z Wilczaka na przełęcz (za strome)
3) jednocześnie teren obfituje w nieznakowane drogi leśne wygodnie poprowadzone po poziomnicy, wręcz idealne do jazdy na nartach, żeby poznać ich przebieg konieczne będą następne wyjazdy.
W dalszą wędrówkę ruszamy nieznakowaną leśną drogą przy strumieniu odchodzącą w lewo od szosy (idącą niżej niż znakowany szlak rowerowy). Po jakiś 1,5 km spotykamy zielony szlak, którym po pokonaniu wzniesienia pomiędzy Głównią i Zdanką i dosyć zagmatwanego skrzyżowania udaje nam się dojść do szosy w okolicy Zdanowa.
Po parudziesięciu metrach marszu spomiędzy drzew już widać słynny zdanowski wiadukt.
Nie bacząc na przebieg szlaku przeskakujemy przez strumyk i prosto przez łąkę idziemy wprost na niego.
Po dotychczasowym "samotnym" odcinku sporym zaskoczeniem jest dla nas spotkanie kilkunastoosobowej grupy z przewodnikiem. Po wykonaniu obowiązkowych zdjęć ruszamy w kierunku Srebrnej Góry za zielonymi znakami szlakiem kolejki sowiogórskiej.
Po chwili zagłębiamy się w wąwóz o ciekawych skalnych urwiskach, podziwiamy niecodzienne lekko wygięte płytowe formacje skalne (może ktoś przedstawi jakieś geologiczne tezy na temat) i dochodzimy do drugiego wiaduktu.
Akurat trwają jakieś gry i zabawy polegające na spuszczaniu na linie z wiaduktu złaknionego ekstremalnych przeżyć delikwenta. Opuszczamy zielony szlak, który schodzi w wąwóz i starając się nie zaplątać w liny kontynuujemy marszrutę przechodząc przez wiadukt. Kierując się na prawo dochodzimy do szosy w okolicach przełęczy Srebrnej.
Okazuje się, że godzina jest jeszcze wczesna, wiec postanawiamy iść dalej do Bielawy. W pierwszym dogodnym miejscu wchodzimy na naprzeciwległy stok i osiągamy bitą drogę z oznaczeniami niebieskiego, później czerwonego szlaku. Mozolnie dochodzimy pod Gołębią, gdzie decydujemy się na trawersowanie grzbietu zamiast mozolnego wchodzenia i schodzenia na kolejne wierzchołki. Odbicie niebieskiego szlaku pod Gołębią wygląda następująco:
Dalej jest już lepiej. Szlak prowadzi leśnymi drogami, jedynym utrudnieniem jest tylko błoto. Czasami w prześwitach pomiędzy drzewami widać Ślężę. Przyspieszamy kroku, ponieważ nie chcemy, aby zastał nas zmrok na szosie z przełęczy Woliborskiej do Bielawy. Do samej przełęczy nie dochodzimy, tylko kontynuujemy zejście leśną drogą, która wyprowadza nas ciut poniżej. Szosą idziemy ponad 1,6 km. Dziwi spory ruch samochodowy: dużo osobowych, kilka ciężarowych, nawet autobus PKS. W końcu schodzimy z szosy na wygodną leśną drogę, nią dochodzimy do parkingu. Następnie mamy niezłą frajdę schodząc do mostku na Czerwonym Potoku brodząc czasami ponad kolana w spadłych liściach. Do budynków i parkingu przy Leśnym Dworku dochodzimy już po ciemku.

