Poniżej przedstawiam pamiątkową fotografię grupy prowadzonej przez nas młodzieży - uczestników obozu wędrownego w Górach Bystrzyckich, na szlaku prowadzącym przez
Rezerwat "Torfowisko pod Zieleńcem" . Zwróćcie uwagę na plecaki na zewnętrznych stelażach aluminiowych i inne elementy ekwipunku tych młodych turystów.
Dziś tamtędy nie moglibyśmy już młodzieży poprowadzić, bowiem
"wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1000 m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni." Musielibyśmy zrobić okrąg nadkładając kilka dodatkowych kilometrów.
Od 1997 r. uniemożliwiono nam i podobnym pasjonatom z PTTK, PTT czy ZHP, prowadzenie takich grup, i to nawet latem (!!!). W praktyce najczęstszym wyjściem na przeciw oczekiwaniu autorów kretyńskiego Rozporządzenia Rady Ministrów z 1997 r. okazała się rezygnacja z organizacji imprez turystyki kwalifikowanej w polskich górach. Jaki jest więc sens takiego durnego przepisu?
W tej sytuacji schroniska są zmuszone utrzymywać się głównie z gastronomii, skoro zorganizowane grupy wędrowne turystów kwalifikowanych (plecakowych) zostały wypłoszone z gór za pomocą głupich ustaw i w majestacie prawa.
Na szlakach odchodzących od schronisk pustki, nie widać grup turystów plecakowych, za to w schroniskach odbywają się wesela, popijawy, imprezy integracyjne itp. Chodzą tylko nieliczni indywidualni turyści. Na kim więc można wieszać przysłowiowe psy? - Na porządnych turystach. Jeśli który zabłądzi w górach albo zasłabnie (wiadomo, że w pojedynkę łatwiej wpaść w tarapaty niż w kilkuosobowej grupie), to jest wtedy sensacja, traktują go jak przestępcę, bo dał trochę zajęcia GOPR-owcom.