VI Zimowy Zlot Forum - Poganka - ankieta odnośnie terminu
- ecowarrior
- stary wyga
- Posty: 1008
- Rejestracja: 28-10-2007 13:38
- Lokalizacja: Zdzieszowice
ecowarrior pisze:Prostuję, te mało apetyczne skarpety były mojeNie zostały zjedzone tylko wyrzucone dok kosza, prawie się spaliły...
Jakbym wyglądał tak jak one, też bym się spalił - ale ze wstydu.
Ostatnio zmieniony 08-02-2011 10:00 przez Kurrant, łącznie zmieniany 1 raz.
"[...]Wolność miłuję i powietrze ponad rześką ziemią." F. Nietzsche
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
ecowarrior pisze:Prostuję, te mało apetyczne skarpety były mojeNie zostały zjedzone tylko wyrzucone dok kosza, prawie się spaliły...
Eco, ze zdjęć wynika, że w obydwie noce piekłeś nad kominkiem te same skarpety
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Widac że impreza udana nad wyraz,ważne że wszyscy cali i zdrowi.Tylko co niektórych zdjęc nie powinno byc na forum-można niechcący zrobic komuś krzywdę i nie powinno się opisywac co niektórych sytuacji,czytają to różni ludzie, także z poza forum i może byc to niesmaczne ........pozdrowionka
życie jest piękne ale jest tylko jedno...
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
myślę, że jeśli nikt nie protestuje, to jest ok. Mnie tam w sumie osobiście zwisa, jakie moje zdjęcia są w relacji - w końcu to co robię w wolnym czasie to moja sprawa. Nie mniej na tym wypadzie byłem jednym z najmniej rozrabiających, więc mam same porządne
a że dla kogoś to może być niesmaczne - chyba bardziej niesmaczne by było, gdyby w relacji opisano tylko same wędrowanie, ktoś się na coś takiego ładnego nastawił, a potem, o zgroza, na stołach i w rękach pojawił się alkohol

a że dla kogoś to może być niesmaczne - chyba bardziej niesmaczne by było, gdyby w relacji opisano tylko same wędrowanie, ktoś się na coś takiego ładnego nastawił, a potem, o zgroza, na stołach i w rękach pojawił się alkohol
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- ecowarrior
- stary wyga
- Posty: 1008
- Rejestracja: 28-10-2007 13:38
- Lokalizacja: Zdzieszowice
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
a propos jeszcze wież
http://wroclaw.hydral.com.pl/266653,foto.html
to wieża na Bazaltowej - kiedyś chyba była wyższa i jeszcze z 20 lat temu coś tam było z niej widać poza drzewami. Chyba ją nieco skrócili podczas remontu
http://wroclaw.hydral.com.pl/266653,foto.html
to wieża na Bazaltowej - kiedyś chyba była wyższa i jeszcze z 20 lat temu coś tam było z niej widać poza drzewami. Chyba ją nieco skrócili podczas remontu
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Strider pisze:Michał pisze:bunkier wodny koło ZŁotoryi,
próbowałem coś znaleźć o tym obiekcie ale bezskutecznie, mógłbyś coś więcej napisać, albo jak zdjęcia czy link?
To moja prywatna nazwa.
No to czas na kilka słów o zlocie z mojej perspektywy.
Piątek, 4 lutego 2011
Ja podobnie jak kilka innych osób miałem problemy komunikacyjne. We Wrocławiu spotkałem się z frankiem i chcieliśmy kupić bilet na PKS, okazało się jednak, że nasz autobus do Jawora jest zlikwidowany, więc pojechaliśmy najbliższym do Bolkowa. Tam zrobiliśmy szybkie rozeznanie w tym co tam kursuje i okazało się, że najbliższy interesujący nas autobus jest za 2,5h, więc postanowiliśmy podejść kawałek do wylotówki z miasta i połapać stopa. Po drodze wywiązała się interesująca rozmowa z miejscową "elitą" o czerwonych stringach pracujących w pobliskim sklepie ekspedientek
Stopa udało się nam złapać stosunkowo szybko i zostaliśmy podrzuceni pod sklep w Kwietnikach (w samochodzie zgubiłem rękawiczkę). Stamtąd spacerek do Grobli i oczekiwanie na gubiącą szlak ekipę idącą z Myśliborza. Po 19 pojawia się ekipa w składzie Mikrut, Pudelek i ecowarrior. Razem udajemy się do miejscowej knajpy/domu weselnego, a następnie do Sołtysa po klucze. W nocy dociera Baniak, a później seb, Bartek i Misiek.
Sobota, 5 lutego 2011
Budzę się koło 7, dorzucam drzewa do kominka i zapadam w półsen. Budzi mnie z niego Iza dzwoniąc i pytając się co robimy i czy załapie się jeszcze na wyjście z nami na trasę. Gdy usłyszała, że jeszcze śpimy, to stwierdziła, że spokojnie zdąży ;] Nasza trasa biegła wzdłuż zielonego szlaku, który biegnie dużą swoją częścią wzdłuż potoku, który jakoś nader często go przecina. A z powodu roztopów potok bardziej przypominał rzekę, to nie było łatwo go pokonać. Trasa była wymagająca, trudna, ale ciekawa i z ładnymi widokami. Inaczej rzecz miała się z wieżą widokową - celem naszej wędrówki. Z wieży widoki były tylko na drzewa, Mimo tego, warto było się na nią wspiąć, bo po drodze mijało się słupy bazaltowe. Po zejściu z wieży udaliśmy się do Lipy w poszukiwaniu sklepu/baru. Po ich odnalezieniu rozpoczęła się konsumpcja jedzenia i picia pod wszelkimi postaciami ;] Droga powrotna minęła nadspodziewanie szybko (grupa dogadała się z Michałem, który siedział w chatce, żeby ich podrzucił co przyśpieszyło ich powrót do chatki). Natomiast ja wraz z dwoma osobami (nie pamiętam ich imion/nicków niestety
)poszliśmy pieszo do chatki. Wiał mocny wiatr, ale na szczęście w plecy, co postanowiliśmy wykorzystać podbiegając (a raczej biegnąc odbijać się od drogi i pozwalać wiatrowi nas pchać). W chatce grono osób się powiększyło w porównaniu do tego z rana i było cieplej (całodzienne palenie w kominku robi swoje).
Niedziela, 6 lutego 2011
Niedzielny poranek mija jako czas pakowania i sprzątania chatki. Baniak opuścił nas wcześnie zostawiając w chatce czapkę, którą zgarnąłem ze sobą jako trofeum
(Może kiedyś ją odzyska ;] ). Później była zrzuta za nocleg, odwiedziny sołtysowej, zapłata za domek, pożegnanie Izy, która wyruszyła w kierunku Bolkowa by łapać stopa. Następnie wraz z Kurrantem ruszamy na Radogost. Pies przybłęda dotrzymuje nam towarzystwa przez niemal całą drogę na wieżę. Wchodząc na wieżę spotykamy Stridera i kellera. Z tej wieży widok jest rewelacyjny, widać ładną panoramę Sudetów. Po skończeniu podziwiania widoków wracamy do Grobli do samochodu (pies poszedł z kellerem i Striderem) i jedziemy do Strzegomia, gdzie robię zakupy w Biedronce i oglądam Rynek (niestety nie udało mi się wejść do tego kościoła miedzy Rynkiem a Biedronką, co mnie zdziwiło).
Piątek, 4 lutego 2011
Ja podobnie jak kilka innych osób miałem problemy komunikacyjne. We Wrocławiu spotkałem się z frankiem i chcieliśmy kupić bilet na PKS, okazało się jednak, że nasz autobus do Jawora jest zlikwidowany, więc pojechaliśmy najbliższym do Bolkowa. Tam zrobiliśmy szybkie rozeznanie w tym co tam kursuje i okazało się, że najbliższy interesujący nas autobus jest za 2,5h, więc postanowiliśmy podejść kawałek do wylotówki z miasta i połapać stopa. Po drodze wywiązała się interesująca rozmowa z miejscową "elitą" o czerwonych stringach pracujących w pobliskim sklepie ekspedientek
Sobota, 5 lutego 2011
Budzę się koło 7, dorzucam drzewa do kominka i zapadam w półsen. Budzi mnie z niego Iza dzwoniąc i pytając się co robimy i czy załapie się jeszcze na wyjście z nami na trasę. Gdy usłyszała, że jeszcze śpimy, to stwierdziła, że spokojnie zdąży ;] Nasza trasa biegła wzdłuż zielonego szlaku, który biegnie dużą swoją częścią wzdłuż potoku, który jakoś nader często go przecina. A z powodu roztopów potok bardziej przypominał rzekę, to nie było łatwo go pokonać. Trasa była wymagająca, trudna, ale ciekawa i z ładnymi widokami. Inaczej rzecz miała się z wieżą widokową - celem naszej wędrówki. Z wieży widoki były tylko na drzewa, Mimo tego, warto było się na nią wspiąć, bo po drodze mijało się słupy bazaltowe. Po zejściu z wieży udaliśmy się do Lipy w poszukiwaniu sklepu/baru. Po ich odnalezieniu rozpoczęła się konsumpcja jedzenia i picia pod wszelkimi postaciami ;] Droga powrotna minęła nadspodziewanie szybko (grupa dogadała się z Michałem, który siedział w chatce, żeby ich podrzucił co przyśpieszyło ich powrót do chatki). Natomiast ja wraz z dwoma osobami (nie pamiętam ich imion/nicków niestety
Niedziela, 6 lutego 2011
Niedzielny poranek mija jako czas pakowania i sprzątania chatki. Baniak opuścił nas wcześnie zostawiając w chatce czapkę, którą zgarnąłem ze sobą jako trofeum
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
a ten powrót w sobotę z Lipy na chatkę to nie był czasem z Kurrantem i grafologiem? oj, chyba w Lipie za długo się siedziało 
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/