Często łazikuję sama, więc dla mnie oznakowanie szlaków to podstawa. Nieważne jakie, ważne żeby było. Na szlakach zdarzały się odręcznie namalowane znaki, słowa naprowadzające, dzięki temu moglam spokojnie iść dalej, ale były też odcinki tras po polskiej, jak i po czeskiej stronie bez oznaczenia. Koniec języka za przewodnika, tak, tak, ale gorzej, gdy nikogo nie spotka się na trasie, wtedy się idzie na czuja. Miałam momenty powrotu w to samo miejsce i dalsze kombinowanie, którą drogę wybrać, szczególnie właśnie na rozdrożach, gdzie często mam trzy drogi do wyboru. Mapa nie zawsze skutkowała, ale wiele razy mi pomogła. Często ludzie chodzą bez map, bo są przekonani, że cały szlak będzie czytelny. Niestety, zabierajcie mapy, dobre mapy. Miałam dwie, jedna lepsza od drugiej. Gdybym wzięła tylko jedną (złą) miałabym problem. Nie znając terenu trudno oszacować, która z map jest dokłaniejsza.
Czeskie oznaczenia w kilometrach na jednym szlaku powtarzają się na różnych wysokościach w takich samych wartościach - śmieszne, przecież im dalej zajdę, powinno ich ubywać. Tak naprawdę w końcu nie wiedziałam, ile kilometrów rzeczywiście ma szlak od podstawy do szczytu.
Kolejny raz Sudety zaskakują mnie tak niską frekfencją turystów, są oczywiście wyjątki, które zostały tutaj wymienione.
Mimo tego należy wyciągnąć jeden plus - człowiek uczy się prawidłowego odczytu mapy; nawet strumyk, czy jakaś oznaczona skałka na mapie wyciągnie z opresji.
Zupełnie inaczej idzie się samotnie przy pięknej pogodzie na nieoznakowanych trasach. Kiedy leje deszcz, jest burza, wtedy podnosi się ciśnienie. Człowiek może liczyć tylko na siebie.
Wniosek: oznakowanie terenu, naładowany telefon z numerem ratunkowym to podstawa.
Świeradowskie szlaki i okoliczne...
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Alicja pisze:Czeskie oznaczenia w kilometrach na jednym szlaku powtarzają się na różnych wysokościach w takich samych wartościach - śmieszne, przecież im dalej zajdę, powinno ich ubywać.
o tak, o tym wielokrotnie też pisałem. Na szczyt 5 kilometrów, do najbliższego rozwidlenia kilometr. Po przejściu kilometra widzę, że albo a) przeszedłem kilometr, a na szczyt 4,5 kilometra b) na szczyt 4,5 kilometra, ale przeszedłem pół... i tak się tracę te kilometry na różnych odcinkach.
Powtarzam się, ale orientacyjne określenie czasu przejścia jest dla mnie zawsze bardziej wiarygodne
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Mapa mapą, doświadczenie doświadczeniem, ale...
Bywają tez takie sytuacje, jak np. moja przygoda na Ochtińskiej Planinie. Zwiedzałem kiedyś Słowacki Kras, namiot rozbiliśmy na campingu pod Gombasecką Jaskinią. W sobotę, jak się okazało, niestety, postanowiliśmy zwiedzić Ochtińską Jaskinię Aragonitową. Do Plešivca poszliśmy z campingu pieszo, bo to tylko kawałek. Mieliśmy zamiar dostać się z Plešivca do Ochtiny pociągiem. Na mapie była zaznaczona linia kolejowa. Na stacji w Plešivcu okazało się, że właśnie została zlikwidowana, z powodów podobnych, jak to bywa w Polsce. Jednak Słowacy są uprzejmi, i jeden z kolejarzy podwiózł nas swoim samochodem do Ochtiny. Stamtąd poszliśmy uczęszczaną, ale nie znakowaną ścieżką do jaskini. Opis ścieżki był w internecie. Po zwiedzeniu jaskini postanowiliśmy pójść do miejscowości Štítnik korzystając z niebieskiego szlaku. Ten jednak po pewnym czasie w pokrzywach i gęstym lesie zagubił się nam. Za chwilę odnalazł ponownie, po czym ponownie go zagubiliśmy. No niestety, tak był wyznakowany. Po pewnym czasie znów weszliśmy na niebieski szlak. Coś mi nie pasowało, ale że był, to nim szliśmy. Zamiast w Szczytniku wyszliśmy prawie w Ochtinie. Doszliśmy tam niebieskim szlakiem. Ale nie tym, którym zaczęliśmy iść z jaskini. Po prostu na pewnym odcinku biegły te szlaki blisko siebie, równolegle. Zeszliśmy z jednego, weszliśmy na drugi. Mapy tego akurat terenu niestety nie mieliśmy. Z autobusami było "po ptokach", jak to w sobotę. Spotkani Słowacy wędkujący na stawie nie mogli nas już podwieźć (promile), więc umęczeni zaczęliśmy iść drogą w stronę Szczytnika. Zabrało nas na szczęście przejeżdżające taxi. Od tej pory przestałem liczyć na swoje "doświadczenie", które może przeceniłem, albo zbagatelizowałem zasadę zniknął szlak - wracam do ostatniego widzianego znaku. Nie mając punktów odniesienia(las, mgła, brak grzbietów górskich) nie trudno o pomyłkę. Nabiliśmy niepotrzebnych kilometrów że ho ho. Postanowiłem więc skorzystać z pomocy techniki i kupiłem turystycznego GPS'a. Niedawno kupiłem nowszy model, który czyta skalibrowane mapy rastrowe. Jestem z niego bardzo zadowolony. Z wyznaczonej trasy zejdę co najwyżej 10 metrów i wiem, że coś jest nie tak. Można się upierać, co do mapy i kompasu, ale te spory uważam za nieistotne. Wszystkie te rzeczy są potrzebne, a na pewno przydatne.
Bywają tez takie sytuacje, jak np. moja przygoda na Ochtińskiej Planinie. Zwiedzałem kiedyś Słowacki Kras, namiot rozbiliśmy na campingu pod Gombasecką Jaskinią. W sobotę, jak się okazało, niestety, postanowiliśmy zwiedzić Ochtińską Jaskinię Aragonitową. Do Plešivca poszliśmy z campingu pieszo, bo to tylko kawałek. Mieliśmy zamiar dostać się z Plešivca do Ochtiny pociągiem. Na mapie była zaznaczona linia kolejowa. Na stacji w Plešivcu okazało się, że właśnie została zlikwidowana, z powodów podobnych, jak to bywa w Polsce. Jednak Słowacy są uprzejmi, i jeden z kolejarzy podwiózł nas swoim samochodem do Ochtiny. Stamtąd poszliśmy uczęszczaną, ale nie znakowaną ścieżką do jaskini. Opis ścieżki był w internecie. Po zwiedzeniu jaskini postanowiliśmy pójść do miejscowości Štítnik korzystając z niebieskiego szlaku. Ten jednak po pewnym czasie w pokrzywach i gęstym lesie zagubił się nam. Za chwilę odnalazł ponownie, po czym ponownie go zagubiliśmy. No niestety, tak był wyznakowany. Po pewnym czasie znów weszliśmy na niebieski szlak. Coś mi nie pasowało, ale że był, to nim szliśmy. Zamiast w Szczytniku wyszliśmy prawie w Ochtinie. Doszliśmy tam niebieskim szlakiem. Ale nie tym, którym zaczęliśmy iść z jaskini. Po prostu na pewnym odcinku biegły te szlaki blisko siebie, równolegle. Zeszliśmy z jednego, weszliśmy na drugi. Mapy tego akurat terenu niestety nie mieliśmy. Z autobusami było "po ptokach", jak to w sobotę. Spotkani Słowacy wędkujący na stawie nie mogli nas już podwieźć (promile), więc umęczeni zaczęliśmy iść drogą w stronę Szczytnika. Zabrało nas na szczęście przejeżdżające taxi. Od tej pory przestałem liczyć na swoje "doświadczenie", które może przeceniłem, albo zbagatelizowałem zasadę zniknął szlak - wracam do ostatniego widzianego znaku. Nie mając punktów odniesienia(las, mgła, brak grzbietów górskich) nie trudno o pomyłkę. Nabiliśmy niepotrzebnych kilometrów że ho ho. Postanowiłem więc skorzystać z pomocy techniki i kupiłem turystycznego GPS'a. Niedawno kupiłem nowszy model, który czyta skalibrowane mapy rastrowe. Jestem z niego bardzo zadowolony. Z wyznaczonej trasy zejdę co najwyżej 10 metrów i wiem, że coś jest nie tak. Można się upierać, co do mapy i kompasu, ale te spory uważam za nieistotne. Wszystkie te rzeczy są potrzebne, a na pewno przydatne.
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Fadel pisze:Takie szkockie forum, podobne do sudeckiego.
Wspaniałe zdjęcia. Proszę pooglądać i zastanowić się, czy da się te wspaniałe góry wyznakować w "naszym" stylu.
tyle że my mówiliśmy o górach, które mamy pod ręką, gdzie znakowanie nie stanowi problemów. W sumie porównywać góry brytyjskie do polskich czy czeskich to tak samo zasadne jak porównywać warunki np. Puszczy Kampinowskiej z Amazonią...
Pudelek, nie udawaj, że taki nieporadny w górach jesteś, i trasy nie odnajdziesz.
nie raz chodziło się na czuja, ale nigdy nie robiłem tego z przyjemnością. Zawsze wolę wiedzieć, gdzie jestem, niż kominować
A do GPS'a się przekonaj. Nie gryzie. Zapewne wolisz arkusz kalkulacyjny od suwaka logarytmicznego, prawda?
a po co mi kolejny sprzęt w górach? mało ich się nosi? akurat łażenie z GPS-em po górach byłoby dla mnie końcem pewnego romantyzmu związanego z wędrówkami...
w aucie też GPS-u nie posiadam - w zupełności wystarczy mi normalna mapa, nawet jeśli jadę kilka tysięcy kilometrów. I jakoś dziwnym trafem rzadziej się gubię niż ci, którzy mają GPS-a
Pudelek napisał:GPSu nie posiadam i posiadać nie zamierzam - dość człowiek jest uzależniony od techniki w normalnym życiu to, więc w góry pchać się z tym jeszcze dodatkowo nie muszę, zresztą w żaden sposób nie jest mi on potrzebny.
jeśli jednak chcę dotrzeć do konkretnego celu albo przebyć większą trasę to zależy mi na tym, aby nie walić zbędnych kilometrów albo nie zastanawiać się przez godzinę, czy na pewno dobrze poszedłem bo niby się zgadza ale nie do końca...
a co w tym niezrozumiałego? to, że współczesny człowiek jest tak uzależniony od techniki, że wyjście do knajpy bez komórki albo w góry bez GPS-a byłoby dla niego czymś traumatycznym, czego mógłby nie przeżyć? po co mam dokładać dodatkowy sprzęt, skoro radzę sobie doskonale bez niego? bo inni tak robią?
druga kwestia chyba też jest zrozumiała - jeśli zależy mi na czasie to staram przebyć trasę jak najszybciej a nie kombinować którą ścieżką iść...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Re: Świeradowskie szlaki i okoliczne...
Michał pisze:[Problemy : brak w niektórych punktach ciągu oznakowań szlaków, bardzo często na rozdrożach.
Naturalne zjawisko na szlakach PTTK. Kiedy wreszcie odbierze się tej organizacji prawo zarządzania szlakami? A potem się dziwić, że bez przewodnika nie chcą puszczać w góry.
[
bez szlakow tez sie da wedrowac...
Michał pisze:[ Na źle oznakowanym szlaku niedoświadczony turysta popadnie w tarapaty, na nieistniejący szlak po prostu nie pójdzie.
acz to tez jest swieta prawda!! lepiej nie znakowac szlakow wcale, niz znakowac je do d... najprostsze i najtansze rozwiazanie
Pudelek pisze:przecież jest wiele miejsc, gdzie znaki są na kamieniach i w różnych innych dziwnych miejscach. ...
taaaaaaa... nie ma jak upstrzyc znakami kamienie, skały, zabytkowe domy... albo wpierniczyc gwozdziami tabliczke do zywego drzewa..
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Pudelek napisał:
A co to za romantyzm chodzić od drogowskazu do drogowskazu, od znaku do znaku? Romantyzm w górach to czasy Orłowicza. Ja jego czasy odnalazłem współcześnie, w Szkocji. Inni szukają ich na Uralu Subpolarnym, Masywie Putorana, Wschodnich Sajanach, czy chociażby Ukraińskich Karpatach albo Polesiu.
Od pewnego czasu jednak zawsze mam ze sobą GPS. Nie tylko po to, by sobie zarejestrować trasę którą przeszedłem, ale i po to, by w razie zejścia z zamierzonej trasy znaleźć się tam, gdzie powinienem być. Wcale nie muszę być w niego wpatrzony. Leży sobie w kieszeni plecaka. Podobnie jak mapa. Czy ludzie zasuwają po górach trzymając rozłożoną mapę? Mało takich cudaków zauważyłem, być może wcale. Korzystają z mapy od czasu do czasu. Podobnie jest z GPS'em. W góry wyjeżdżam korzystając przeważnie z komunikacji publicznej. Na przystanku muszę być na czas, by wrócić do domu (czytaj pracy) na czas. Nie mogę sobie pozwolić na marnotrawienie go na poszukiwanie szlaku, bo akurat po wiatrołomach wycięto drzewa z oznakowaniem szlaku. W tym momencie romantyzm mam gdzieś.
Alicja napisała:
Kiedy wzywa się w górach służby ratunkowe do pomocy? Przeważnie, gdy doszło do urazu. Dobrze, jeżeli na wyznakowanym szlaku, i można chociażby w przybliżeniu podać ratownikom dane o swoim położeniu. Czasami jednak jest tak, że się ze szlaku zeszło, w głowie się zamotało, i co wtedy powiesz ratownikom: jestem na takiej polance, za trzecim strumykiem od tego pochylonego kamienia, tak? Jeśli masz GPS'a, i nie doszło do urazu to wcale nie musisz po nich wydzwaniać. Drogę znajdziesz. Jeśli masz uraz, podasz im swoją dokładną pozycję. Odnajdą Cię o wiele szybciej.
a po co mi kolejny sprzęt w górach? mało ich się nosi? akurat łażenie z GPS-em po górach byłoby dla mnie końcem pewnego romantyzmu związanego z wędrówkami...
A co to za romantyzm chodzić od drogowskazu do drogowskazu, od znaku do znaku? Romantyzm w górach to czasy Orłowicza. Ja jego czasy odnalazłem współcześnie, w Szkocji. Inni szukają ich na Uralu Subpolarnym, Masywie Putorana, Wschodnich Sajanach, czy chociażby Ukraińskich Karpatach albo Polesiu.
Od pewnego czasu jednak zawsze mam ze sobą GPS. Nie tylko po to, by sobie zarejestrować trasę którą przeszedłem, ale i po to, by w razie zejścia z zamierzonej trasy znaleźć się tam, gdzie powinienem być. Wcale nie muszę być w niego wpatrzony. Leży sobie w kieszeni plecaka. Podobnie jak mapa. Czy ludzie zasuwają po górach trzymając rozłożoną mapę? Mało takich cudaków zauważyłem, być może wcale. Korzystają z mapy od czasu do czasu. Podobnie jest z GPS'em. W góry wyjeżdżam korzystając przeważnie z komunikacji publicznej. Na przystanku muszę być na czas, by wrócić do domu (czytaj pracy) na czas. Nie mogę sobie pozwolić na marnotrawienie go na poszukiwanie szlaku, bo akurat po wiatrołomach wycięto drzewa z oznakowaniem szlaku. W tym momencie romantyzm mam gdzieś.
Alicja napisała:
Zupełnie inaczej idzie się samotnie przy pięknej pogodzie na nieoznakowanych trasach. Kiedy leje deszcz, jest burza, wtedy podnosi się ciśnienie. Człowiek może liczyć tylko na siebie.
Wniosek: oznakowanie terenu, naładowany telefon z numerem ratunkowym to podstawa.
Kiedy wzywa się w górach służby ratunkowe do pomocy? Przeważnie, gdy doszło do urazu. Dobrze, jeżeli na wyznakowanym szlaku, i można chociażby w przybliżeniu podać ratownikom dane o swoim położeniu. Czasami jednak jest tak, że się ze szlaku zeszło, w głowie się zamotało, i co wtedy powiesz ratownikom: jestem na takiej polance, za trzecim strumykiem od tego pochylonego kamienia, tak? Jeśli masz GPS'a, i nie doszło do urazu to wcale nie musisz po nich wydzwaniać. Drogę znajdziesz. Jeśli masz uraz, podasz im swoją dokładną pozycję. Odnajdą Cię o wiele szybciej.
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Fadel pisze:A co to za romantyzm chodzić od drogowskazu do drogowskazu, od znaku do znaku?
na pewno większy od chodzenia i zerkania na GPS "w razie potrzeby"
Nie tylko po to, by sobie zarejestrować trasę którą przeszedłem, ale i po to, by w razie zejścia z zamierzonej trasy znaleźć się tam, gdzie powinienem być.
mi wystarczy mapa
Czy ludzie zasuwają po górach trzymając rozłożoną mapę? Mało takich cudaków zauważyłem, być może wcale.
no cóż, jak już wspomniałem - ja nadaję się tylko na Krupówki, teraz jestem cudakiem (podobnie jak np. Eco), bo mapy mamy cały czas na wierzchu, w dodatku rozłożone.
Nie mogę sobie pozwolić na marnotrawienie go na poszukiwanie szlaku, bo akurat po wiatrołomach wycięto drzewa z oznakowaniem szlaku.
to sobie szukaj właściwej trasy z GPS-em, ja sobie radziłem do tej pory bez i nadal mam zamiar to robić - jak pisałem, mapa mi w zupełności wystarcza
Romantyzm w górach to czasy Orłowicza.
bo Ty tak stwierdziłeś? każdy ma swój romantyzm - Ty łażąc po szkockich górach z GPS-em w plecaku, ja w Sudetach i Karpatach po oznakowanych szlakach, z mapą w mapniku
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Pudelek napisał:
I o to chodzi. Każdy wybiera to, co mu odpowiada. Mamy tzw. demokrację. Mam nadzieję, że pozwolisz mi chodzić z GPS'em i mapą również po Sudetach i Karpatach. I nie będę tym, który sobie bez GPS'u nie poradzi. Skoro wynaleziono coś, co ułatwia życie, to z tego korzystam. Ty też. W Szumawę pojechałeś samochodem, nie konno.
każdy ma swój romantyzm - Ty łażąc po szkockich górach z GPS-em w plecaku, ja w Sudetach i Karpatach po oznakowanych szlakach, z mapą w mapniku
I o to chodzi. Każdy wybiera to, co mu odpowiada. Mamy tzw. demokrację. Mam nadzieję, że pozwolisz mi chodzić z GPS'em i mapą również po Sudetach i Karpatach. I nie będę tym, który sobie bez GPS'u nie poradzi. Skoro wynaleziono coś, co ułatwia życie, to z tego korzystam. Ty też. W Szumawę pojechałeś samochodem, nie konno.
GPS ma chyba jedna zalete nad znakowanymi szlakami... lezy sobie na dnie plecaka i go nie widac... a przynajmniej jak Fadel idzie sobie z GPSem to ja go nie widze...a poza tym wystepuje w gorach czasowo...
a szlaki lezą w oczy czy sie chce czy nie... a co gorsza sa wyznaczane na istniejacych wczesniej dogodnych sciezkach, drogach , gorskich grzbietach wiec ciezko je omijac , wrecz nie jest to mozliwe... nawet jakby sie bardzo chcialo...
a szlaki lezą w oczy czy sie chce czy nie... a co gorsza sa wyznaczane na istniejacych wczesniej dogodnych sciezkach, drogach , gorskich grzbietach wiec ciezko je omijac , wrecz nie jest to mozliwe... nawet jakby sie bardzo chcialo...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
- Ariel Ciechański
- obieżyświat
- Posty: 846
- Rejestracja: 17-11-2008 10:54
- Lokalizacja: Skierniewice
buba1 pisze: a szlaki lezą w oczy czy sie chce czy nie... a co gorsza sa wyznaczane na istniejacych wczesniej dogodnych sciezkach, drogach , gorskich grzbietach wiec ciezko je omijac , wrecz nie jest to mozliwe... nawet jakby sie bardzo chcialo...
Bubo, nie przesadzaj. Idąc dalej Twoim tokiem myślenia w góry powinniśmy jechać wozami, spać w pasterskich szałasach. Ciągle w Twoich postach widzę melancholię za przeszłością. Świat niestety idzie do prozdu. I również przejawem tego jest to, że po górach prowadzą Cię znaczki, a nie góral ubrany w owczy kożuch... Zresztą jesteś sama niekonsekwentna - Wasza Skodusia też jest elementem szpecącym górskie doliny, a jednak jedziesz nią, a nie wyżej wspomniana bryczką.
O! PrzEkroczyłem 500 postów <hura>
Każdy preferuje swój ulubiony sposób wędrowania i nie ma co obstawać przy swoim jako najlepszym dla wszystkich. Wcześniej wspomniałam, że chodząc samotnie po górach korzystam w pierwszej kolejności z oznaczeń na szlakach, jeśli to zawiedzie, wyciągam mapę.
Uważam jednak, że jeżeli gmina, PTTK, czy inne organizacje samorządowe czy pozarządowe podają drogę na swoim terenie na mapach, stronach internetowych, przewodnikach i.t.p., to powinni brać za nie odpowiedzialność - za jakość oznakowań. Turysta, który nie zna terenu ufa, że zgodnie z tym, co tam napisano, bezpiecznie będzie mógł się poruszać po szlaku.
Wiemy z doświadczeń, że często bywa inaczej. Idąc w grupie, wiadomo, jest raźniej, jest bezpieczniej, mniej stresowo w trudnych warunkach pogodowych na nieoznakowanym, nieznanym terenie. Samotny wędrowiec musi sam ponosić ryzyko za to, co go spotka po drodze, stąd ta asekuracja w mapy i telefon ratunkowy w moim przypadku. Ktoś woli GPS, ok, inny woli dreptać na dziko, po nieoznakowanych ścieżkach, ok.
Dla mnie jako samotnej wędrowczyni poczucie bezpieczeństwa zapewnia mi prawidłowe oznakowanie terenu. Niezależnie od pogody wiem, w jakim czasie i gdzie dojdę. To jest oczywiste.
Jeśli będę chciała przeżyć przygodę, to wybiorę wędrowanie w grupie i nieoznakowane ścieżki.
Uważam jednak, że jeżeli gmina, PTTK, czy inne organizacje samorządowe czy pozarządowe podają drogę na swoim terenie na mapach, stronach internetowych, przewodnikach i.t.p., to powinni brać za nie odpowiedzialność - za jakość oznakowań. Turysta, który nie zna terenu ufa, że zgodnie z tym, co tam napisano, bezpiecznie będzie mógł się poruszać po szlaku.
Wiemy z doświadczeń, że często bywa inaczej. Idąc w grupie, wiadomo, jest raźniej, jest bezpieczniej, mniej stresowo w trudnych warunkach pogodowych na nieoznakowanym, nieznanym terenie. Samotny wędrowiec musi sam ponosić ryzyko za to, co go spotka po drodze, stąd ta asekuracja w mapy i telefon ratunkowy w moim przypadku. Ktoś woli GPS, ok, inny woli dreptać na dziko, po nieoznakowanych ścieżkach, ok.
Dla mnie jako samotnej wędrowczyni poczucie bezpieczeństwa zapewnia mi prawidłowe oznakowanie terenu. Niezależnie od pogody wiem, w jakim czasie i gdzie dojdę. To jest oczywiste.
Jeśli będę chciała przeżyć przygodę, to wybiorę wędrowanie w grupie i nieoznakowane ścieżki.
Góry...Lubię do nich wracać....
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Fadel pisze:Skoro wynaleziono coś, co ułatwia życie, to z tego korzystam.
jest masę rzeczy, które ułatwia życie, ale nie musimy z nich korzystać tylko dlatego, że życie ułatwiają
W Szumawę pojechałeś samochodem, nie konno.
ale bez GPS-a
Mam nadzieję, że pozwolisz mi chodzić z GPS'em i mapą również po Sudetach i Karpatach.
tylko pod warunkiem, że nie będziesz mi pisał, iż GPS nie gryzie
Idąc dalej Twoim tokiem myślenia w góry powinniśmy jechać wozami, spać w pasterskich szałasach.
w dodatku pisze to osoba, która całymi garściami korzysta ze zdobyczy cywilizacji i nowoczesności, często nawet bardziej niż inne osoby spotkane na szlaku - mieszka w mieście, w bloku, z łazienką, a nie wychodkiem i banią, z aparatem i komórką się nie rozstaje, komputer i internet to także porządek dzienny, własnym autem się wozi regularnie, a często i pod sam cel itp.
Dużo jest takich hipokrytów - cywilizacja jest be, ale oczywiście nie wtedy kiedy ja z niej korzystam.
Ciągle w Twoich postach widzę melancholię za przeszłością.
w dodatku przeszłością, której nigdy nie zaznała - szlaki, schroniska, różnego rodzaju elementy infrastruktury turystyczne, to element obecny w górach od półtora wieku, więc okresu sprzed szlaku w górach nie zna. więc w tym przypadku nie ma mowy o tęsknotą za przeszłością, ale co najwyżej za tęsknotą za tym, co wyczytaliśmy w książkach z XIX wieku...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Pudelek napisał:
Zapewniam, że nie gryzie.
Jestem zadowolony, że mam go ze sobą. Nie muszę się też np. tak męczyć, jak Ty, by narysować sobie na mapie przebytą trasę. Podpinam GPS'a do np. Google Earth i wspomnienia przebytej trasy (tutaj granicą Sudetenlandu i Protektoratu) mam gotowe:

Cytat:
Mam nadzieję, że pozwolisz mi chodzić z GPS'em i mapą również po Sudetach i Karpatach.
tylko pod warunkiem, że nie będziesz mi pisał, iż GPS nie gryzie
Zapewniam, że nie gryzie.
Jestem zadowolony, że mam go ze sobą. Nie muszę się też np. tak męczyć, jak Ty, by narysować sobie na mapie przebytą trasę. Podpinam GPS'a do np. Google Earth i wspomnienia przebytej trasy (tutaj granicą Sudetenlandu i Protektoratu) mam gotowe:

- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
Fadel pisze:Nie muszę się też np. tak męczyć, jak Ty, by narysować sobie na mapie przebytą trasę.
tyle, że ja się w ogóle nie męczę - zrobienie zrzutu mapy i namalowanie na nim przejścia to dla mnie czysta przyjemność
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Ariel Ciechański
- obieżyświat
- Posty: 846
- Rejestracja: 17-11-2008 10:54
- Lokalizacja: Skierniewice