Pomysł na tą trasę chodził za mną już od jesieni ubiegłego roku – po lekturze wpisu Gryfa
W ubiegłym roku wyprzedziła mnie jednak zima, w tym roku wiosną i latem też jakoś się nie złożyło. Okazja nadarzyła się dopiero teraz, na początku września.
Postanowiliśmy też zmodyfikować nieco pomysł Gryfa. Furmankę zostawiliśmy nie w Szpindlerowym Młynie ale w Przesiece – pod Chybotkiem. Na szlak wyszliśmy późno, bo po dziewiątej. Udało nam się pojechać w piątek – a że był to już wrzesień – więc było puuuusto. W drodze na Przełęcz Karkonoską spotkaliśmy tylko leśników i dwójkę cyklistów zjeżdżających ku Przesiece.
Po drodze widzieliśmy resztki tego co zostało z Petrovej Boudy.
Na przełęczy opadła mi szczęka. Jakoś tak się złożyło, że wcześniej zawsze bywałem tam zimą. Ostatnim razem mgła była tak gęsta, że ledwo trafiłem do Odrodzenia – więc za wiele widoków nie oglądałem. Tym razem było bezchmurnie, więc mogłem sobie pooglądać... wielki parking, plac, przystanek, przy nim czekający właśnie autobus, boiska do kosza i „autostradę”, którą można do tego wszystkiego dojechać. Szok! Trzeba przyznać, że bracia Czesi mają na turystykę inne spojrzenie.
Nie chę tego komentować ani na „+” ani na „–” ale że jest INACZEJ tego po prostu nie da się nie zauważyć.
Nie da się też nie zauważyć wpływu takiej drogi na zagospodarowanie terenu.
To co po polskiej stronie drogi na Przełęcz Karkonoską wygląda mniej więcej cały czas tak:
w Czechach wygląda tak:
Na szczęście zielony szlak w dół nie wiódł już asfaltem, chociaż kilkukrotnie przecinał drogę do Szpindlerowego.
Zejście jest dość monotonne, widoki można podziwiać w zasadzie tylko na asfaltowych przejściach i przy Jelenich Boudach.
Z asfaltem spotkaliśmy się ponownie na Rozdrożu pod Jelenimi Boudami, skąd niebieskim szlakiem szliśmy w do schroniska przy Białej Łabie. Teoretycznie można było zejść z przełęczy ciekawszym szlakiem żółtym, ale my chcieliśmy pooglądać sobie rzekę i jej wodospady. Zapewniam, że warto!
Sama droga – choć asfaltowa – oferuje jednak nadprzeciętne widoki. Swoją drogą jest przy niej rozbudowana infrastuktura dla rodzin z dzieciakami (place zabaw) i osób niepełnosprawnych.
W schronisku wychyliliśmy staropramena i po kilkunastu minutach lenistwa poszliśmy dalej – niebieskim szlakiem w kierunku Lucni Boudy. Właściwie już za schroniskiem zaczęła się najlepsza część szlaku. Ścieżka jest wąska, kamienista, pnie się zakosami coraz wyżej i wyżej. Z każdym krokiem widać coraz więcej i więcej. A w dole cały czas słychać rzekę.
Na górze, przed Lucną Boudą, krajobraz Białej Łąki jest zupełnie inny. Na jednej z tablic informacyjnych ten obszar nazwany został Karkonoską Tundrą – i faktycznie tak wygląda.
Na rozdrożu przed schroniskiem przeszliśmy na szlak czerwony i po kilku minutach doszliśmy do punktu widokowego przy Kozich Grzbietach.
Widoki z tego miejsca są fantastyczne. I to dosłownie w każdą stronę.
Równie rewelacyjne jest zejście do Szpindlerowego Młyna, zwłaszcza ścieżka na zboczu Kozich Grzbietów. Momentami czułem się jakby zawędrował w inne góry.
Ze Szpindlerowego wracaliśmy mocno już zmęczeni znanym nam zielonym szlakiem. Dodam tylko, że chcieliśmy skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji i wjechać na górę autobusem, ale spóźniliśmy się na ostatni kurs... 15 minut.
Za to spotkaliśmy...
...a chwilę później...
Na Przełęczy było już czuć nadchodzący wieczór
Do Przesieki zeszliśmy około 20.
Podsumowując – szlak jest rewelacyjny. Myślę, że w dużej części dostępny jest od wiosny do jesieni – więc jeśli ktoś chciałby... to radzę się pośpieszyć.
Dla zainteresowanych kilka informacji praktycznych:
Nasze czasy dotarcia do kolejnych miejsc:
Początek 9.25
Przełęcz Karkonoska 11.00
Jelenie Boudy (pierwsze budynki) 11.40
Rozdroże pod Jelenimi Boudami 12.00
Schronisko u Bileho Labe 12.50
Bila louka (skrz. szlaków pod schr. Loucni Bouda) 14.30
Punkt widokowy przy Kozich Grzbietach 15.00
Spindlerów Mlyn (węzeł szlaków) 16.30
Przełęcz Karkonoska 18.00
Koniec 20
Dłuższy odpoczynek robiliśmy w zasadzie tylko przy schronisku przy Białej Łabie. Oprócz tego było wiele krótkich przerw na foty
A to dla tych, którzy zechcą zjechać z Przełęczy autobusem albo wjechać na nią ze Szpindlerowego Młyna.
Więcej zdjęć z całej wycieczki można obejrzeć
tutaj

