Rozpoczęliśmy w Głubczycach zakupem koron, okazało się, że przy granicy jest znacznie taniej, jak w głębi Polski. A w Krnovie zrobiliśmy dłuższy postój, aby kupić (wreszcie) mapy , bo właściwie to nie wiedzieliśmy, gdzie chcemy jechać.
Krnov wymarły, jedyne żywe istoty poruszały się wokół Kauflanda i czeskiego odpowiednika Biedronki, ale na rynku czynna informacja turystyczna. Jedynym, oprócz mnie gościem był Polak na rowerze
Jak poczytałem ulotki, odjechałem. W pięknie wydanych folderach reklamują stare, nieczynne huty, kopalnie, inne fabryki w rejonie Vitkovic i Trzyńca jako zabytki techniki, zachowane i udostępnione dla turystów do zwiedzania. Coś, co u nas dawno by rozkradziono lub wylądowało na złomie, tam jest pielęgnowane i stanowi atrakcję turystyczną regionu. Zachorowałem, obowiązkowo robimy tam wyprawę na wiosnę lub lato. Oprócz tego reklamowana jest masa szlaków rowerowych i pieszych, wieże widokowe, a także m. in. samoobsługowy bar leśny nad Horni Lipova.
Muszę rozważyć zmianę obywatelstwa na czeskie
Dobra. Pojechaliśmy dalej do Valsteina, gdzie zrobiliśmy 9 km pętlę wokół wzniesienia Nad Kostelem i Ztracenej Vody. Śniegu nie było zbyt dużo, tak ok. 10-15 cm, ale szlaki nie przetarte.
Poniżej skutki fotograficzne, ostatnie zdjęcie chyba nie muszę opisywać, gdzie zrobione i co wcinamy
