Po godzinie 13stej 15stego czerwca wysiadamy w Jeleniej Górze i wsiadamy do PKSu - jako że jesteśmy pierwszy raz w tych rejonach, pokazuję mape kierowcy i proszę go aby powiedział mi kiedy będziemy na danym przystanku PKSu. Kierowca chyba miał kiepski dzień gdyż mówi mi; - "Mapa mnie nie interesuje, prosze mi to wziąść, jedziecie czy nie, hmm?"
Cóż, jedziemy. Jakoś sobie poradziliśmy i wysiadamy na odpowiednim przystanku w Mysłakowicach przy dawnym dworcu PKP. A potem już na szlak do wiaty przy Kamiennej Ławce. Po drodze mijamy sporo dawnych niemieckich drogowskazów, wcześniej ruiny opactwa (chyba cysterskiego), zaglądamy jak się ma pałac w Bukowcu oraz do schroniska PTSM Skalnik w tejże wiosce. Niestety nikt nam nie otwiera mimo, że wcześniej dzwoniłem w sprawie noclegu i schronisko miało być całe zajęte.
W nocy rozpalamy przytulne ognisko, smażymy kiełbaski i idziemy spać. Mamy nadzieję, że będzie tliło się przez całą noc (dookoła peło paliwa), lecz niestety koło godziny zerowej zrywa się wiatr więc gaszę ognisko i zasypiamy... Nad ranem budzi nas LKT, wstajemy, pijmy resztkę wody i soku i ruszamy przez Małą Ostrą do dawnego schroniska Czartak. Tam dostajemy za darmo wode do butelki oraz wrzątek.
Kolejna przerwa w Szarocinie - dzięki Bogu jest tam sklep - myślałem, że dłużej już nie wytrzymam bez piwa! Dokonujemy zakupu, delektujemy się trunkiem. W międzyczasie podchodzi jakiś tubylec, który wierzcie mi - wyglada jak Jakub Wędrowycz (pozdro dla tych, którzy wiedzą o kim mówię
Jako że brak w tym dniu wiaty w której można by przenocować, decydujemy się na agroturystyke w Starej Białce - z czego nadzwyczaj zadowolona jest Agacior jako, że coś tam przebąkuje że śmierdzi itp, itd - zupełnie jej nie rozumiem
No i kolejny dzień - tym razem do Krzeszowa. Ja czuje się dobrze, Agacior jest niewyspana i jak to kobieta, co chwilę mi sapie do ucha jaka to ona jest zmęczona i ile by dała aby znaleźć sie w łóżku
Cóż, docieramy do Krzeszowa na wieczór, dookonujemy zakupów, raczymy się piwem w naprzceciwkoklasztornej knajpie (o ile można się raczyć zwykłą masówką) i uciekamy do klasztoru. Witają nas zakonnice... Agacior jest hmm... przerażona - ja czuję się jakby wsadzono mnie do średniowiecza - SUPER! Szybka kąpiel, kolacja i do łóżka (do 21szej trzeba było stawić się w klasztorze). Jak do tej pory było to jedno z najlepszych miejsc w których spałem. Odmiennego zdania jest Agacior - nie przespała pół nocy trzęsąc się ze strachu, ponoć po dwunastej słyszała jakieś krzyki, wrzaski, jęki...
Przedostatni dzień - dalej czerwonym szlakiem do schroniska Andrzejówka. Najgorzej dało się nam we znaki podejście na Lesistą Wielką. W tym dniu było strasznie gorąco - marszruta w penym słońcu była wykańczająca. Pod koniec dnia czułem jak pulsuje mi ze zmęczenia oraz przegrzania głowa - dobrze, że w Andrzejówce podają takie dobre piwo, które zaraz postawiło mnie na nogi
A ostatni dzień, to już tylko zielonym do Wałbrzycha na PKP. Będąc na głównym okazało się, że kasy są zamknięte więc podjechaliśmy sobie autobusem na Wałbrzych Miasto. Dwie godziny czekania = dwa piwa,czekolada i paczka chipsów. A potem przyjechał pociąg.
Wszystkie zdjęcia tutaj; https://picasaweb.google.com/1157835289 ... ZAgaciorem