Tego roku poniosło mnie w Karpaty Południowe, w pasmo Fogaraszy.
Droga daleka, pierwsza noc w chatce w Zawadce Rymanowskiej, druga już u Rumunów
W okolice Sebesu De Sus dotarliśmy nocą, rozbiliśmy się koło zaparkowanego niemieckiego campera. Po cichu liczyliśmy na nawiązanie kontaktu.
Nic z tego, po kwadransie od naszego rozbicia mało towarzyski Niemiec odpalił przyczepę na kółkach i pojechał w siną dal
Rano na biwaku.
Auto zostawiamy na podwórku u Pani sklepowej, bardzo miła osoba.
Po wyjściu z wioski idziemy wzdłuż potoku Moasa Sebesului.
Okazuje się, że jest to popularne miejsce plażowe okolicznych mieszkańców.
Nad brzegami potoku palą się ogniska i grille, dzieci pluskają się w wodzie, dorośli piwkują i opalają się.
Muzyka puszczną z samochodów niesie się w dolinie.
Widać, że niektórzy na sprzęcie grającym nie oszczędzają.
Jest cholernie gorąco, więc też robimy sobie popas nad potokiem.
Nic tak nie orzeźwia jak jak chłodna kąpiel.
Miejsce było dość głębokie, więc czemu nie poskakać.
Idąc w górę potoku mijamy liczne kaskady.
Po mozolnej wspinaczce lasem docieramy do pozostałości schroniska.
Wg mapy, miał w tym miejscu stać schron, a mamy schronisko w budowie, gdzie można skorzystać z noclegu pod dachem (25 lei), w ofercie mają też piwo
Chcemy iść dalej, ale dowiadujemy się, że wyżej nie ma dogodnego miejsca do biwakowania, więc decydujemy się zanocować koło schroniska (za free).
Wieczorem rozpalone zostaje schronisko w stylu "co mamy to do ognia". Iskry lecą daleko, dobrze że wiało w przeciwnym kierunku do namiotów.
Wieczór spędzamy z grupą studentów z Sibiu, czas mija nam na rozmowie o górach, o życiu i o życiu studenckim.
Rano znowu lampa.
Po śniadaniu i zwinięciu namiotu, świerkowym lasem, mozolnie pniemy się pod górę, by w końcu zostawić go za sobą i wkroczyć w spalone słońcem połoniny.
Widoki mówią same za siebie.
Niektórzy z wrażenia ściągnęli skarpetki i pokazali gołą klatę :mrgreen
Obraliśmy kierunek na wschód, w stronę Jeziora Avrig.
Było gorąco i nie omieszkałem wymoczyć sadła
Przy okazji skonsumowaliśmy obiad. W trakcie posiłku pojawił się koło nas pies pasterski, chudy jak kostucha.
Podzieliliśmy się z nim czym mogliśmy.
Psina bez mruknięcia wciągała nawet suchy chleb.
To smutne jak niektórzy traktują zwierzęta, nawet te, które są im wiernie oddane.
Popołudnie mijało, więc ruszyliśmy się w kierunku planowanego noclegu.
Szlak momentami prowadził skalisty grzbietem, częściowo ubezpieczonym stalowymi linami.
W trakcie tej wędrówki udało mi się zobaczyć jednego z przedstawicieli wysokogórskiej awifauny, płochacza halnego.
Widać już miejsce noclegu - Refugiu Scarii
Obok starego schronu został postawiony nowy, bardziej funkcjonalny oraz obszerniejszy.
W środku znajduje się miejsce noclegowe dla 16 osób, które stanowią blaszno/prętowe prycze, czasami wyłożone pianką izolacyjną.
Następnego dnia czekało na nas Negoiu.
Szlak z Serboty na Negoiu to klasyk.
Przez załomy skalne i turnie -cześciowo ubezpieczone- dostaliśmy się na przełęcz Saua Cleopatrei.
Stamtąd już tylko krok po skałach na Negoiu.
Dalej chcielismy osunąć się Żlebem Drakuli.
Niestety, ze względu na osuwiska skalne był zamknięty.
Więc, na okrętkę Żlebem Doamnei potruchtaliśmy do Jeziorka Caltun.
Nad jeziorkiem strasznie wiało, więc z kąpieli nici.
Pozostało tylko ugotować w schronie strawę.
Zostało nam jeszcze trochę sił w kolanach, dlatego postanowiliśmy pójść dalej.
Dla ochłody trafił się nawet śnieg
Nocleg wypadł koło "rumńskich Krupówek" nad Jeziorkiem Balea, przy trasie trans fogaraskiej.
W drodze.
Coraz bliżej.
Jako, że trafiliśmy na cywilizację nie żałowaliśmy sobie
Degustacja piwa nad Jeziorem Balea.
Tłumy turystów przy trasie trans-fogaraskiej.
Bez żalu żegnamy się z tą komercyjną doliną.
Na nocleg decydujemy się dojść do schroniska Podragu.
Po drodze mijamy górskie Jezioro Capra oraz znajdujący się tam pomnik upamiętniający ofiary lawiny śnieżnej.
Widać ścieżkę
Po drodze spotkaliśmy przedstawicieli fogaraskiej fauny:
Psy pasterskie
Świstaki (niestety do zdjęcia wypiął się tyłem)
W końcu schronisko.
Kilka słów o tym przybytku:
1. Ceny: nocleg - 30 lei, piwo: 10 lei.
2. Woda: jedynie w "małyszówce" (w spłuczce).
3. Warunki noclegowe: jak jest pogoda to lepiej kimnąć w namiocie.
4. Obsługa: wieje komuną.
Następnego dnia rano, pogoda się trochę zbiesiła i lunęło.
Na szczęście długo nie padało i ruszyliśmy w drogę na "dach Rumunii" - Moldoveanu.
W drodze.
Uwaga kozice!!!
Na grzbiecie Fogaraszy.
Zaczyna padać, czas na ponczo
Chmury się kotłują.
Podejście na Moldovieanu.
Na "dachu Rumunii".
Później było zejście, obiadek i burza.
Po burzy znów wyszło słońce i na przełęczy Fereastra Mica Sambatei ukazał się schron (niezaznaczony na mapie)
Pod schronem opalanie klaty...
...osiołki...
...i dużo owiec
W schronie syf, ale szło wytrzymać, tylko myszy w nocy nie pozwalały spać
Rano pogoda jak marzenie, wiec w drogę!
Ostatnie podejście na Urleę i jesteśmy w chmurach.
Zejście w chmury...
...i na ziemię.
Góry tylko dla rozważnych.
Refugiu Urlea - piłka w grze.
Pożegnanie z górami.
Tniemy przez kosówkę w kierunku schroniska Cabana Urlea z nadzieją za ciorbę.
Niestety zupy już nie serwują
Noclegów także, jednak na piętrze znajduje się jedno uprzątnięte pomieszczenie gdzie można zanocować we w miarę przyzwoitych warunkach.
Następnie zeszliśmy do Breazy na piwko
Następny dzień zajmuje nam powrót do auta.
Przesiadka w Fagarasu, gdzie odwiedzamy miejscowy targ...
...królestwo arbuza
Na koniec przechadzka po ścierniskach do Sebesu De Sus, połączona z konsumpcją melona
To był ostatni miły akcent wyjazdu, została nam tylko długa i nużąca droga do domów, ale warto było