GSS + GSB + BONUS Lipiec/Sierpień 2012

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
gosper
łazik
Posty: 59
Rejestracja: 28-02-2011 14:00
Lokalizacja: DKL

GSS + GSB + BONUS Lipiec/Sierpień 2012

Postautor: gosper » 19-10-2012 15:22

Jako, że chwila wolnego czasu się pojawiła, postanowiłem podzielić się z Wami relacją z mojej tegorocznej górskiej przygody przez duże P :) Będzie to dość długa opowieść, jak mniemam w wielu aktach (ograniczenia czasowe), więc jak to było na lekcjach polskiego na wstępie krótka geneza :

POMYSŁ – tak się w życiu porobiło, że trzeba było wyjechać za granicę, padło na Holandię. Kasa tu jest, ale jedyna górka na jaką mogę się wspiąć to nadmorska wydma :/ Dla takiego łazika jak ja, który każdy wolny dzień spędzał na szlaku (w Polsce mieszkam w Dusznikach – Zdroju gdzie szlaków cała masa) to prawdziwa tragedia! Gdy nadchodził czas wakacji w głowie się kłębiło od różnych pomysłów, chciałem zrealizować je wszystkie aby nacieszyć się górami na zapas, aby przeżyć tu jakoś kolejne miesiące, jednak na coś trzeba było się zdecydować. I tak postanowiłem zrobić trzecie podejście do Głównego Szlaku Sudeckiego (pierwsze 2 nieudane) i jak sił starczy wyruszyć na Główny Szlak Beskidzki. Takie Polskie Góry w pigułce :)

PLANOWANIE – zazwyczaj w góry chodzę sam, jednak pomyślałem, że na tak długiej wyprawie przydałby się jakiś kompan, żeby nie zbzikować i nie gadać z drzewami. Zakładałem, że będzie spory problem ze znalezieniem wariata chętnego na wędrówkę przez kilkaset km, a tu się okazało, ze już w Holandii się taki znalazł – kolega z pracy. Nie mniejszy wariat, bo jak mu przedstawiłem plan, powiedział : „To skoro GSB kończy się na granicy ukraińskiej to może GSS zacząć już od niemieckiej?”.
Wyzwania lubię, więc podaliśmy sobie dłoń w geście aprobaty…

ZAŁOŻENIA – chcieliśmy poświęcić na tą wyprawę ok 4 tygodni, ale gdyby sprawa się przedłużała to nie byłby problem, urlopu mamy trochę więcej. Wędrówka od świtu do zmierzchu, w miarę możliwości jeden porządny ciepły posiłek, noclegi głównie pod namiotem, co 3-4 dni jakiś schron/agro/cokolwiek aby się ogarnąć.

REALIZACJA – Aby dotrzeć do granicy z Niemcami najpierw czeka nas autobus do Wrocławia, dalej kolejny do Zgorzelca. Tu robimy ostatnie zakupy i wsiadamy w ostatni już autobus do Radomierzyc. Na miejscu jesteśmy ok 20-tej. Wieczór piękny, ciepły, nogi aż się już rwą i nie mogą doczekać jutrzejszego dnia. Mały spacerek na granicę aby zrobić pamiątkowe zdjęcie, następnie zmierzamy w kierunku zbiornika wodnego Witka aby rozbić namiot. Po drodze na horyzoncie pojawiają się już Izery

11.07. – dzień pierwszy

Pobudka o piątej, choć w nocy były przerwy w śnie za sprawą ulewy. Wynalazek z Decathlonu jak na razie się sprawdza, choć z lenistwa nie przypięliśmy linek i pod ciężarem wody trochę osiadł. Po zjedzeniu czegoś i spakowaniu ruszamy. Dzisiejszy plan to dotarcie do Świeradowa – Zdroju, według prowizorycznych wyliczeń będzie to niecałe 40 km. Pogoda na szczęście dopisuje i idzie się przyjemnie. Niebieskim szlakiem docieramy do Zawidowa, niewielkie miasteczko graniczące z Czechami powoli budzi się ze snu. Przechodzimy je dość szybko i wędrujemy tym razem szlakiem żółtym. Prowadzi on polami aż do Leśnej, mijając po drodze Miedziane i Grabiszyce. Upał jest co raz większy, na dodatek atakują nas jakieś wściekłe fruwajce, które nie dają za wygraną nawet z najsilniejszym offem. Ja tam mam tylko kilka bąbli, Grzesiek natomiast w walce z nimi uderza się w twarz i łamie okulary. Chłopaki kontra szarańcza – 0:1…
Za Leśną napotykamy pierwszych spacerowiczów, a to za sprawą szlaku nad okoliczny zbiornik wodny oraz największą atrakcję okolicy – Zamek Czocha. Byłem kiedyś, widziałem, dziękuję… Nie lubię zamków, które funkcjonują jako hotele, szpitale etc. Niewiele dalej, na kamienistej plaży robimy sobie małą drzemkę, słońce daje mocno popalić a plecaki są jakby ciężkawe :) Po godzinie lecimy dalej przez Augustów, Giebułtów, Mroczkowice do Świeradowa. Droga w większości asfaltem, atrakcji mało, słońce pali… Czy ten dodatkowy dzień drogi miał sens? No cóż…
W Świeradowie jesteśmy jednak dość wcześnie, postanawiamy zjeść coś ciepłego, uraczyć się zimnym browarkiem i noc spędzić już na górze. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie w parku pod tablicą Orłowicza i ostro w górę czerwonym szlakiem, który będzie nam towarzyszył przez najbliższe dni. Asfalt, Czeszka, asfalt, Słowaczka, asfalt… Dopiero na górze gęba się uśmiecha, gdy człowiek spogląda za siebie i widzi ile przeszedł! Znów jestem w Izerach, nie byłem tu wiele razy, jednak zawsze mnie tu coś ciągnie – to ciężko wytłumaczyć. Na nocleg wybieramy Polanę Izerską i na własne oczy się przekonuję, dlaczego Izery to idealne miejsce to nocnej obserwacji nieba – bajka!

12.07. – dzień drugi

Kolejna noc mocno deszczowa, wyobrażam już sobie Podmokłą… Podczas pierwszej próby przejścia Gss-u brodziłem tam jak na jakichś torfowiskach a niewiele dalej skręciłem nogę i to był szybki koniec mojej wyprawy. Decydujemy się odbić kawałek szlakiem niebieskim, nie z obawy przed zmoknięciem, ale z nadzieją na zjedzenie słynnych naleśników z jagodami w Chatce Górzystów, w której jeszcze nigdy nie miałem okazji zawitać. Na miejscu okazuje się jednak, że jesteśmy za wcześnie, wszyscy jeszcze śpią, schron jednak otwarty i możemy skorzystać z dobrodziejstwa ubikacji :) Niestety bez naleśników i gorącej herbaty szlakiem żółtym zmierzamy do Rozdroża pod Kopą, stąd już znów czerwonym przez Kopę do Stanisława – to miejsce bardzo malownicze, zawsze jak tu jestem odbijam ze szlaku aby podziwiać tą kopalnię – to podobno najwyżej położony kamieniołom w Polsce - znajduje się na wysokości ok. 1050m n.p.m. - zwany jest czasem "kopalnią w chmurach" ponieważ przez znaczną część roku wyrobisko spowijają gęste mgły. Zakład wydobywczy położony jest na górze Biały Kamień (Izerskie Garby) mającej przed eksploatacją wysokość 1088m n.p.m. Eksploatacja właściwie zamieniła wierzchołek w dziurę... Dziś już słońce tak nie pali, czasem coś mży, Od Staszka do Wysokiego Kamienia spotykamy tylko kilka osób, no ale godzina jeszcze dość wczesna. Pod schroniskiem podziwiamy panoramę Karkonoszy i cieszymy się, ze już za kilka godzin będziemy tam na górze! W schronisku raczę się czeskim Radegastem a Grzesiek kawą i świeżutką szarlotką – próbuję kawałek – faktycznie rewelacja :) Schodząc do Szklarskiej żegnamy się z Izerami, dość szybko, warto tu wrócić i spędzić więcej czasu. Ok południa jesteśmy na dole, zamawiamy obiad i studiujemy mapę. Przez okno obserwujemy jak pogarsza się pogoda – chyba ulewa jest dzisiaj nieunikniona. Jeszcze tylko szybkie zakupy i kierujemy się do góry. Do Kamieńczyka w tłumie ludzi oczywiście, choć powoli zaczyna padać i towarzystwo zaczyna uciekać. Leje może z pół godziny, potem już tylko siąpi. Mimo ciuchów przeciwdeszczowych trochę mokniemy, bo wiatr ostro zacina. Wchodzimy na Szrenicę, stąd już grzbietem przez Łabski Szczyt do Śnieżnych Kotłów, gdzie zaczyna się istny armagedon…
"Patrzyli na te same góry, na te same drzewa, ale każde z nich widziało je inaczej..." — Paulo Coelho

Human
stary wyga
Posty: 1112
Rejestracja: 09-10-2011 23:56
Lokalizacja: Breslau

Postautor: Human » 19-10-2012 16:03

Linki Ci nie działają.

Awatar użytkownika
gosper
łazik
Posty: 59
Rejestracja: 28-02-2011 14:00
Lokalizacja: DKL

Postautor: gosper » 19-10-2012 16:27

Human pisze:Linki Ci nie działają.

Niedopatrzenie. Juz powinno być ok.
"Patrzyli na te same góry, na te same drzewa, ale każde z nich widziało je inaczej..." — Paulo Coelho

Human
stary wyga
Posty: 1112
Rejestracja: 09-10-2011 23:56
Lokalizacja: Breslau

Postautor: Human » 19-10-2012 19:32

O pierdziu i pomyśleć, że w Decathlonie jest tyle fajnych namiotów :)

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Postautor: cezaryol » 19-10-2012 21:30

gosper pisze:GSS + GSB + BONUS Lipiec/Sierpień 2012

Nieźle! Takiej akcji na tym forum chyba jeszcze nie było :!:

Awatar użytkownika
gosper
łazik
Posty: 59
Rejestracja: 28-02-2011 14:00
Lokalizacja: DKL

Postautor: gosper » 25-10-2012 09:04

Lecimy dalej :)

Zrywa się potężna wichura, zaczyna walić gradem, wokół trzaskają pioruny…
Chowamy się na częściowo osłoniętych schodach stacji nadawczej TV, choć wieje tak, ze grad nawet tam dociera. Na schodach jako tako rozbijamy namiot, temperatura tak drastycznie spada, ze zawijamy się w śpiwory i czekamy…
Mija godzina, dwie… Nawałnica nie chce ustąpić. Zastanawiamy się co robić dalej. Udaje się nam też chwilę zdrzemnąć, bo ciepło w śpiworze robi swoje. Gdy po trzech godzinach się trochę uspokaja decydujemy się na powrót do schroniska na Szrenicy, bo autentycznie mamy na dzisiaj dość a godzina młoda już nie jest. W drodze ponownie mokniemy a silny wiatr próbuje mnie zrzucić gdzieś poza szlak. Okazuje się, ze dwusekundowiec z Decathlonu to istny wiatrołap! W schronisku jesteśmy wieczorem, bufet już zamknięty, szukamy właścicieli. Na Sali słychać grupę ludzi, więc walę do nich z zapytaniem kto tu rządzi – okazuje się, że to grupa młodzieży z… Holandii. Przyjechaliśmy do Polski m.in. odpocząć od tego drażniącego języka, a tu masz Ci los. Po chwili znajduje się Kobita, która prowadzi nas do pokoju. Ta przyjemność ma nas kosztować 50 zł/os. ale że mamy swoje śpiwory zostawiamy po 4 dyszki. Gorąca herbata, letni browarek i rozpoczynamy akcję pranie/suszenie. Ta noc nie obejdzie się bez polopiryny i tabletek na wyrazistość…

13.07. – dzień trzeci

Budzimy się rano, włączamy radio, karkonoska grupa GOPR podaje, że nad ranem było tylko 2 stopnie! Kurde, przecież mamy połowę lipca. Przekładamy nasze wyjście na godz. dziesiątą, żeby choć trochę powietrze zdążyło się nagrzać. Nie byliśmy przygotowani na takie warunki muszę przyznać. Tego dnia przydałaby mi się czapka i rękawiczki :)
Pogoda zmienna, raz coś siąpi, raz wychodzi słońce, nie mniej dość mocno wieje i odczucie zimna jest dość spore. Drugi już raz podczas tej wyprawy dochodzimy do Śnieżnych Kotłów. Grzesiek jest tu po raz czwarty w życiu i po raz czwarty nie jest w stanie zobaczyć piękna tego miejsca bo wszystko spowija chmuromgła. Mijamy Szyszak, dalej przez Śmielec, Śląskie Kamienie, pozostałości po Petrovce. Na Przełęczy krótki odpoczynek i wizyta w Odrodzeniu. Dalej do Słonecznika, nad stawami i równią do Domu Śląskiego. Bardzo lubię ten szlak pod względem krajobrazowym, ale już autostrada na Równi to średnia przyjemność. Pod Śnieżką zonk – okazuje się, że czerwony szlak Kotłem Łomniczki jest chwilowo niedostępny turystycznie. Po kilku zapytaniach dowiaduję się, że po ostatnich ulewach coś się poosuwało, nie jest zbyt bezpiecznie. To dopiero początek naszej wyprawy, więc ryzykować nie będziemy. Po raz kolejny robimy wycofkę i przez Kopę czarnym szlakiem schodzimy do Karpacza gdzie uzupełniamy zapasy. Dość szybko wychodzimy z miasta, bo z racji straconego wczoraj czasu dziś chcemy przejść jak najwięcej. Mijamy dziecięcy szpital alergologii i pulmunologii i dyskutujemy na temat mojej astmy, która się wzięła właśnie z nieleczonej alergii. Dalej spokojnie lasem aż do Patelni, na którą wchodzimy i przez chwilę podziwiamy widoki. Na zejściu mija nas trójka górskich rowerzystów – trzeba mieć nieźle w głowie nawalone, żeby tak pruć stromym lasem na dół :)
Dochodzimy do drogi Ściegny – Jelenia i odtąd już dzisiaj będziemy szli głównie asfaltem, nadrabiamy czas. Przechodzimy Głębock i późnym wieczorem dochodzimy do Mysłakowic. Namiot rozbijamy za miastem, na skraju lasu już w zupełnych ciemnościach. Wczoraj jak wiało wyzywałem na niego, dziś znów się cieszę, że wystarczy go wyjąć z pokrowca i rzucić na trawę. To był niezły dzień.

14.07. – dzień czwarty

Wstajemy skoro świt. Noc spokojna, nad ranem tylko trochę popadało. Szybkie śniadanie i ruszamy. Dziś chcielibyśmy dojść w okolice Krzeszowa, może trochę dalej – wszystko zależy od pogody.
Po porannym spacerze przez las wychodzimy w bardzo malownicze miejsce, gdzie droga prowadzi między stawami a na horyzoncie widać Karkonosze. Są też ruiny Opactwa i widoczne na drzewach i skałach muszle Św. Jakuba, które oznaczają polskie Camino (o tym temacie rozpiszę się nieco więcej w dalszej części opowieści). To też miejsce, które nie miło wspominam z powodu niefajnej sytuacji podczas drugiej próby przejścia GSS, w tych okolicach zgubiłem portfel a zorientowałem się dopiero na Przełęczy pod Średnicą. Gdy po kilku godzinach wróciłem tu portfel na szczęście leżał w krzakach przy drodze, z pieniędzy został opróżniony, ale dokumenty pozostały. Niemniej jednak musiałem się wtedy ze szlakiem pożegnać…
"Patrzyli na te same góry, na te same drzewa, ale każde z nich widziało je inaczej..." — Paulo Coelho

Awatar użytkownika
voi-vod
obieżyświat
Posty: 693
Rejestracja: 22-09-2008 22:25