Zawiłości GSS
mariomar pisze:Też nad tym myślałem. Myslałet też o tym, żeby pójść idealnie grzbietem, bez względu na to, czy wiedzie nim szlak, czy nie, i czy idzie nim jakaś ścieżka, czy nie. Ale... czy komuś będzie się chciało w TYM wieku iść tyle kilometrów?
W jeden dzień? To na mnie nie licz. Ale może latem, w postaci wycieczki na raty
Nie planujmy zbyt dużo, bo wyjdzie jak ze zlotem
.
Ale ja mam taką propozycję - jeśli tylko zechcecie mnie podłączyć do swojej brygady - ponieważ chodzę tempem turystyczno - krajoznawczym i raczej w takich samych dystansach, to może skonstruujemy plan wyjazdu weekendowego, poddamy pod głosowanie - kto jedzie, kto się obija w domu no i... gdy tylko śniegi spłyną, ruszamy!
I jeszcze jaką odznakę ustanowimy na tę okoliczność
.
Ale ja mam taką propozycję - jeśli tylko zechcecie mnie podłączyć do swojej brygady - ponieważ chodzę tempem turystyczno - krajoznawczym i raczej w takich samych dystansach, to może skonstruujemy plan wyjazdu weekendowego, poddamy pod głosowanie - kto jedzie, kto się obija w domu no i... gdy tylko śniegi spłyną, ruszamy!
I jeszcze jaką odznakę ustanowimy na tę okoliczność
A może odznakę nazwać GSS, cokolwiek to będzie znaczyć. Policzę w domu dokładnie, ale na razie szacuję, że nasz wirtualny (na razie) szlak z Gór Łużyckich aż po Niski Jesionik ma długość 350 - 400 km, albo troszkę więcej. Metodą weekendową, licząc 15-20 (?) km dziennie, czyli 30-40 km w weekend, to musimy przeznaczyć na pokonanie szlaku 10-14 weekendów. Dlatego napisałem wcześniej, że zajmie nam to klika lat. Ale można by spróbować, byłaby to fajna PRZYGODA. 
Polecam: Luzicke hory, 1:50 000, wydawca Klub ceskych turistu. Mapy mam, więc spokojna głowa. Jesli znajdzie się jeszcze jeden śmiałek, oprócz mnie, to też temat przejścia traktuję poważnie. Tylko jeśli byśmy jechali autem, to jak wędrować szlakiem liniowo (z miejsca A do B), a nie pętlowo (z miejsca A przez B do A)? Ot, zagadka.
mariomar pisze:Mapy mam, więc spokojna głowa.
Wiem, ale ja czasem wieczorami lubię pogapić się w mapy.
mariomar pisze:Jesli znajdzie się jeszcze jeden śmiałek, oprócz mnie, to też temat przejścia traktuję poważnie.
To ja ci nie wystarczę?
mariomar pisze:Tylko jeśli byśmy jechali autem, to jak wędrować szlakiem liniowo (z miejsca A do B), a nie pętlowo (z miejsca A przez B do A)? Ot, zagadka.
Ja myślę, że samochód trzeba potraktować jako ostateczność, czyli posiłkować się tam, gdzie inaczej nie da rady dotrzeć.
Nie ma to jak wyjazd koleją, może Walter to potwierdzi.
A co do samych wyjazdów, to myślę w ten sposób: może warto byłoby zaplanować pierwszy wyjazd o długości weekendu (ewentualnie przedłużonego, jeśli w grę wchodziłoby np. przekraczanie granicy itd.) - i plany sprecyzować wyłącznie odnośnie tego odcinka. Czyli np. ustalamy, że w tym i tym dniu lecimy od pkt. A do pkt. B. Gdy wyjazd wypali (tzn. dojdzie do skutku), to można zacząć planować szczegółowo dalsze trasy.
Ja w sezonie staram się wyjeżdżać co 3 tyg. w góry, więc z chęcią dopasuję się marszrutowo do takich wyjazdów.
Ja też lubię się wieczorem pogapić w mapy (to moje zboczenie) - oczywiście, jeśli Żona mi na to pozwala.
Apollo - ja jestem gotów wyruszyć z TOBĄ na wyprawę na raty. Ciężko będzie dojechać w weekend dojechać pociągiem w Góry Łużyckie, Wysoki Jesionik i Niski Jesionik.
Chyba, że ograniczymy przejście do gór powyżej 1000 m, tj. Jesztiedsko-Kozakowski Grzbiet (tylko 1 szczyt powyżej 1000 m), Góry Izerskie, Karkonosze, Góry Orlickie, Masyw Śnieżnika, Góry Bialskie i Złote/Rychlebskie hory, Wysoki Jesionik.
Apollo - ja jestem gotów wyruszyć z TOBĄ na wyprawę na raty. Ciężko będzie dojechać w weekend dojechać pociągiem w Góry Łużyckie, Wysoki Jesionik i Niski Jesionik.
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”