Odwiedzamy Irbene i tamtejszy radar.
Miejsce obecnie pelni funkcje naukowe (glownie obserwacje przestrzeni kosmicznej niedalekiego zasiegu) i mozna go zwiedzac. Dostepny do zwiedzania jest najwiekszy z tamtejszych radarow, ten 32 metrowy. W najblizszej okolicy znajduje sie takze radar 16 metrowy oraz ruiny budynkow malutkiego radaru ktory Rosjanie zabrali ze soba kiedy stad odchodzili. Mamy duze szczescie ze zalapujemy sie akurat na taka godzine ze mozemy wejsc do srodka. Oprowadza nas mlody chlopak, chyba jakis student albo praktykant. Ogladamy rozne mechanizmy sterujace wewnatrz radaru, wszystkie pochodza z czasow kiedy radar byl stawiany i pelnil funcje szpiegowskie dla radzieckiej armii. W przyszlym roku wiekszosc mechanizmow ma byc wymienianych na bardziej nowoczesne a czesc starych ma sie znalezc w malutkim muzeum przyradarowym.
Mamy kupe szczescia ze mozemy zobaczyc to wszystko jak jeszcze dziala. Wnetrza wygladaja jak z jakiegos filmu o promach i stacjach kosmicznych!
Chyba jakos wzbudzilismy sympatie i zaufanie oprowadzajacego bo pozwala nam przejsc sie tunelem ktory łaczyl wszystkie trzy okoliczne radary. Mamy isc caly czas prosto korytarzem, jakies 1.5 km i dostajemy klucze aby moc sobie otworzyc jakies drzwi na przeciwleglym koncu tunelu. Wlazimy po drabince w mroczna czelusc.
Korytarz jest dosc waski i niewysoki, z prawej jego strony stercza jakies druty, wygladajace jakby mocowania dla sporej ilosci kabli.
Idac trzeba trzymac troche krzywo glowe aby sie na nic nie nadziac. W tunelu dochodzimy do rozgłezienia. Postanawiamy isc w prawo , jako ze wisi kartka z napisem po angielsku "do wyjscia". Trasa prowadzi do ruin malutkiego radaru ktory Rosjanie zabrali.
Wchodzimy do opuszczonych zabudowan ktorych pilnuje specyficzny stroz.
Czesc ekipy idzie szukac wyjscia. Ja staram sie jak najbardziej wykorzystac czas do obejscia zruinowanych budynkow.
Jak sie okazuje reszta ekipy znalazla jakies drzwi ale klucz do nich nie pasuje i sa solidnie zasrubowane. Tędy nie wyjdziemy chyba ze wywalimy te drzwi z framuga. Moze jednak trzeba bylo w tunelu skrecic w lewo?
Podoba mi sie ta mysl! Jest szansa ze tam wrocimy i zobaczymy jeszcze ten 16 metrowy radar! Idziemy. Znowu ten sam tunel, znowu glowa dziwnie skrecona, zeby nie nadziac sie na druty. Dochodzimy do drzwi pod srednim radarem. Niestety zamkniete. Bez dziurki na klucz. Hmmmmm.. Chyba jednak trzeba wrocic do budynkow malego radaru.
Zaczynaja sie tworzyc opowiesci o tunelach bez wyjscia, o turystach zagubionych w podziemnych labiryntach albo o Polakach - wandalach ktorzy wywala z kopa drzwi razem z zawiasami bo nie umieja posluzyc sie kluczem. Ciekawe jakby sie spalo w tym tunelu? To moglaby byc calkie fajna przygoda! Szkoda tylko ze nikt nie zabral jedzenia ani balsamu bo jednak tu troche chlodno.. Wracamy do tych samych drzwi. Okazuje sie ze faktycznie sa zasrubowane ale tylko jedno ich skrzydlo. Drugie otwiera sie bez problemu!! Na tym etapie nie jestesmy juz w stanie dociec kto z ekipy zakrzyknal pierwszy "drzwi sa zamkniete". Wylazimy i wracamy lasem do duzego radaru. Chlopak ktory nas oprowadzal chodzi w kolko po placu, nerwowo pali papierosa, co chwile spoglada na zegarek i pochrzakuje. W koncu wedlug wszelakich wyliczen mielismy wrocic chyba dwie godziiny temu. Mam wrazenie ze kamien mu spadl z serca jak nas zobaczyl i dluugo juz zadnych turystow nie wpusci do tunelu....
Slonce zaczynajuz zachodzic. Pospiesznie suniemy w strone morza, choc w okolicy radaru tez mozna by sie fajnie rozbic na nocleg. W nadmorskich miejscowosciach ciezko po ciemku znalezc jakis dojazd na plaze. Ostatecznie zatrzymujemy sie na płatnym kempingu. Klimat nie powala ale przynajmniej wszyscy podładuja baterie.
Zwiedzamy muzeum rogów w Vaide. Emerytowany lesniczy oprowadza nas po sporym strychu udekorowanych wszelakimi porozami.
Wiekszosc eksponatow to zrzuty i zostala znaleziona przez jego rodzine w okolicznych lasach. Jest tez kilka trofeów lokalnych mysliwych.
Bardzo podobaja mi sie krzesła zrobione z porozy!
Uwage przykuwaja czaszki łosi zaplątanych w kable przy dawnych radzieckich bazach. Byly ponoc dwa takie przypadki gdy zwierzeta padły nie umiejac wyswobodzic poroza z plątani drutów, w szamotanine zaplątujac sie coraz bardziej..
Zwraca uwage takze koziolek - mutant z dziwnymi rogami wygladajacymi jak koralowiec! Lesniczy nie wie dokladnie co bylo przyczyna dziwnych rogow. Ponoc byly rozne hipotezy ich powstania wsrod miejscowych mysliwych- zaburzenia hormonalne spowodowane uszkodzeniem genitaliow, choroba genetyczna albo jakis nieznany pasozyt. Fakt byl taki ze jelonek nie mogl owych rogow zrzucac, narastaly mu jak przez pączkowanie i w koncu z tego powodu zdechł.
Ciekawa jest tez ekspozycja bulw, hub i innych narosli drzewnych
Dalej suniemy na polwysep Kolka. Plaza tu jest wrecz zasypana malowniczymi korzeniami i konarami drzew wyrzuconych przez morze.
Pobyt na plazy bez fikołkow jest niewazny!!!!!
Po opuszczeniu rezerwatu szukamy miejsca na nocleg. W koncu udaje sie znalezc nadmorski parking nad samym morzem i stawiamy namioty na plazy.
Morze jest tu bardzo plytkie. Toperz ,ktory mimo niesprzyjajacej aury postanawia sie wykąpac, dlugo biegnie wgłab morza a woda siega mu do kolan. Jakies takie dziwne łachy piachu tu wystepuja!
Gotujemy na Marusi pielmieni i kolektywnie oprozniamy chyba okolo 25 butelek wina i balsamu (tak wykazaly poranne porzadki). W morskich falach przeglada sie ogromne ognisko i istne zatrzesienie gwiazd!
W nocy slychac ze nieopodal wyje jakis samochodowy alarm. Ale to zadne z naszych autek. Ktos widac musi byc jeszcze tu w poblizu ale nikogo nie spotkalismy.
Dzisiejszej nocy tez zaginela cala paczka kielbasy Ziuty. Winny nie zostal poki co odnaleziony.
Fajnie jest sie obudzic z takim widokiem przed oczami!
Rano dlugo sie wygrzewamy. Ciezko opuszczac takie piekne miejsce. Morze jest tu niesamowicie plytkie, tworzy sie sporo "bezludnych wysp" ktore zostaja z czasem zostaja zasiedlone przez wszelakiej masci "robinsony".
Cale wybrzeze jest pokarbowane falkami, ukladajacymi sie w przepiekne desenie. Jak jakies wycinanki albo jaskiniowe nacieki! Az ciezko uwierzyc ze to wszystko stworzyla tylko woda i wiatr!
Mozna zaobserwowac slady roznych uzytkownikow plazy!
To wybrzeze w okolicy Kolki oglaszamy Wybrzezem Szkieletow. Znajdujemy dzis zdechła foke! Oprocz tego byl jeszcze krab i maska gazowa pozeraja rybe!!
Suniemy dzis w strone Rygi. W Kaltene fajne glazowisko na brzego morza.
Dzis wjezdzamy w inna Łotwe. Jakas taka bardziej zaludniona, zatłoczona i zaasfaltowana. Do Rygi wjezdzamy nieszczesliwie w godzinach szczytu wiec zaraz grzęzniemy w korku. Wokól sznury samochodów, po drodze hipermarkety i jakies podniebne plątaniny krzyzujacych sie rozjazdów. Ratunku! Ja chce do lasu!
Chlopaki uzywaja w swoich autach GPSow wiec wpisuja w nie namiary na starówke aby jakos przebrnac przez to miasto i zachowac wlasciwy kierunek. Moj prywatny, wbudowany GPS ma funkcje "omijaj duze miasta" a jak juz przypadkiem sie w jakims znajde to powtarza "jak tylko to mozliwe- zawróc". Ale byla chec w czesci ekipy aby odwiedzic ryska starowke i pokupowac pamiatki- zatem tam jedziemy.
W centrum Rygi wszystkie parkingi platne. To jeszcze byloby do łykniecia- ale nie sa one platne normalnie tzn siedzi cieć i mu sie daje kase. Nawet nie są to parkomaty. Pisze "parking płatny smsem". Koniec. Zadnej dodatkowej informacji, zadnego numeru gdzie wysylac te smsy. Nic.
Zostawiamy wiec auta, chyłkiem sie oddalamy i snujemy uliczkami starowki.
Pojawiaja sie problemy ktore na prowincji nie istanialy np. poszukiwanie kibelka. Nie daja nam spokoju te auta zostawione na płatnym parkingu, zwlaszcza jak po raz kolejny mija nas patrol strazy miejskiej zataczajacy kolejne kólka po uliczkach starowki. Pytam taksowkarza jak sie placi za parking, gdzie wyslac smsa. Taksowkarz tlumaczy ze trzeba pojechac na stacje benzynowa statoil, wziac tam jakies blankiety, ktorych jest kilka i zalezy w ktorej strefie miasta chcemy parkowac i tam jest opisane gdzie i jak sie wysyla smsy. I ze w scislym centrum zostawienie auta na godzine to koszt 30 zl. Przestrzega nas tez aby nie probowac parkowac "na gape" bo mandaty sa tu wysokie.
No to spadamy stad i to jak najszybciej! W biegu kupujemy jeszcze pamiatki, koszulki, magnesiki, pocztowki dla rodziny i znajomych. Chcac sie wydostac z centrum wjezdzamy chyba jeszcze w jakas uliczke pod prąd albo w jakas strefe zamknieta bo kilku miejscowych wskakuje nam pod maske machajac rekami ze "tam sie nie jedzie bo nas zaraz zgarnie straz miejska". Wycofujemy sie wiec ale Ziuta i Wojtek pojechali dalej a za nimi policja na właczonym kogucie. (ale ostatecznie chyba ich puscili bo nic nie opowiadali).
W koncu udaje nam sie pozbierac do kupy. Stojac w potwornych korkach opuszczamy miasto. Juz wiem czemu łotewska prowincja jest taka pusta- cala ludnosc kraju gromadzi sie w okolicy stolicy!!
Las, pola!!! Hurra!!!
Szukamy noclegu ale na trasie Ryga- Bauska jest to trudniejsze do osiagniecia niz w innych czesciach kraju.
Znajdujemy wprawdzie stara baze rakietowa z swietnie zachowanymi mozaikami,
Ale widac ze baza wciaz jest wykorzystywana. Zadbane hangary z nowymi drzwiami, doprowadzony prad, skladowska setek klatek dla drobiu albo dla hodowli jakis norek.
Dalej podjedzamy do kempingu, ale chca tam 5 euro od osoby za nocleg we własnym namiocie. Oprocz tego gadaja do nas po angielsku a na wielkiej tablicy z gwiazdkami unii widnieje znak przekreslonej butelki.. Chyba nic tu po nas...
W miasteczku Bauska chowa sie slonce wiec zatrzymujemy sie na kolejnym, juz troche sympatyczniejszym kempingu. Wszyscy sa dosyc zmeczeni wiec szybko kładziemy sie spac
Rano zaczyna sie juz smutny czas powrotu. Łotwe opuszczamy przez miłe malutkie przejscie koło wsi Adzuni.
Na pylistej drodze gdzies w polach stoja przykurzone tablice ze wjezdzamy na Litwe.
Ziuta , Grzes i Slash zostaja na Litwie jeszcze jeden nocleg. Mieszkancy bardziej poludniowej Polski niestety musza juz cisnąc w strone domu. Granice polsko-litewska przekraczamy kolo 19. W Oławie jestesmy o 7 rano.
Buuuu! jak to zlecialo... Tak łatwo czlowiek przywyka do spania w namiocie, do dachu z gwiazd, do chrzestu pyłu w zębach, do wciaz zmieniajacych sie krajobrazow przed oczami i codziennych wieczornych imprez z przyjaciolmi! A tu trzeba wracac do domu
Udalo sie nam zobaczyc tylko niewielki kawalek poludniowo- zachodniej Łotwy, choc planow bylo na jeszcze conajmniej dwa tygodnie. Zapewne tam jeszcze wrocimy- ku podziemnym jeziorom, zamkom, przepastnym lasom i dzikim wybrzezom pod estonska granica!