Przez Góry Złote do Paczkowa

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Raubritter
bardzo stary wyga
Posty: 2089
Rejestracja: 26-01-2008 22:49
Lokalizacja: Poznań

Przez Góry Złote do Paczkowa

Postautor: Raubritter » 26-06-2013 14:28

Kolejna wyprawa na Główny Szlak Wiadomo Jaki już za mną i dlatego też czas skrobnąć jakąś relacje z podróży :wink:

I tym razem towarzyszyła mi w ekspedycji niestrudzona Agacior, i tym razem wyruszyliśmy z Poznania, i tym razem podróż była długa i męcząca. Ale czymże jest te parę godzin w dusznym pociągu i autobusie-piekarniku, kiedy każda minuta przybliża nas do nowej, upragnionej przygody?

Wyruszamy z Lądka Zdroju, to tu zakończyliśmy ostatni etap GSS jakiś miesiąc temu. Wówczas z nieba lał przez parę dni deszcz, teraz świeciło słońce i na niebie nie było ani jednej chmurki. Dzisiejszy cel to Jawornik Wielki, a ostateczny - Paczków.

Obrazek

Przed wyruszeniem na szlak zakupujemy dodatkowe zapasy wody, z nieba leje się żar i nawet idąc w cieniu jest strasznie męcząco. Na szczęście co jakiś czas mijamy po drodze leśne źródełka w których to możemy się schłodzić.

Obrazek

Nawet nie wiem kiedy, gdy dochodzimy do wioski Orłowiec położonej niemal pod Jawornikiem. Tutaj pod kościołkiem robimy nieco dłuższą przerwę, Agacior zaznajamia się z miejscowymi kotami, dodatkowo uzupełniamy płyny czymś treściwszym niż woda.

Obrazek

W między czasie gdzieś za górami zaczyna grzmieć i napływają ku nam coraz bardziej ciemne chmury. Tubylcy oznajmiają nam z powagą, że "za piętnaście minut będzie padać". Mija dwadzieścia a tu nie spadła jeszcze kropla deszczu mimo, że po drugiej stronie Jawornika, gdzieś nad Złotym Stokiem nieźle się kotłuje. W końcu zrażeni tym brakiem zdecydowania burzy wstajemy i ruszamy na szlak - co będzie, to będzie, najwyżej zmokniemy. I był to słuszny wybór, gdyż czekając na deszcz w Orłowcu zapewne byśmy musieli przedłuży nasz pobyt w górach o jakiś tydzień.

Obrazek

Szlak na Jawornik Wielki pnie się leniwie i niemal cały czas pod górę. Pot leje się ze mnie strumieniami, jest parno i duszno niczym w puszczy amazońskiej gdzieś na wysokości Manaus. Aby tego było mało jakiś palant (tak, nie boję się tego słowa i mogę je nawet powtórzyć - palant!) pościnał krzaki i co mniejsze drzewa przy szlaku i niemal wszystkie powyrzucał na ścieżkę zagradzając ją przy tym kompletnie. W paru miejscach musieliśmy forsować dwumetrowe, zielone zasieki w których jakby tego jeszcze było mało, fruwało pełno jakichś dziwnych, małych białych muszek. Amazonia!

Obrazek

W końcu dochodzimy do naszego celu. Wieża widokowa na Jaworniku stoi w tym samym miejscu w którym zostawiłem ją rok temu, tylko drzewa je okalające nieco podrosły i widoki po bokach (np. w kierunku Borówkowej) są już niemal zerowe. Rozbijamy obozowisko, namiot na pierwszej platformie, szykujemy miejsce na ognisko i nieco poprawiamy oczywiście w zgodzie z naturą walory turystyczne okolic wieży. Swoją drogą strasznie brakuje na szczycie jakiejś ławeczki, stoliczka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Burza która krążyła po okolicy pod wieczór, zupełnie rozpływa się na horyzoncie i dzięki temu możemy delektować się z wieży pięknymi widokami. A gdy zdobiące pomarańczowo-złotym kolorem góry i lasy słońce skryło się już za horyzontem ustępując nocy, nadszedł czas na to co lubię najbardziej w wyjazdach w góry - na siedzenie przy ognisku, smażenie kiełbasek, popijanie piwka i wsłuchiwanie się w otaczającą mnie naturę.

Obrazek

Nie wiedzieć nawet kiedy, a trzeba było już iść spać, aby być wypoczętym na kolejny dzień wędrówki...

Pobudka - to słowo, którego Agacior nie lubi najbardziej. Ja już od szóstej krzątam się na nogach, robię sobie zupkę na butli, kręcę się po okolicy. Na szlak wychodzimy po dziewiątej - smutno nam opuszczać wieżę i szczyt góry gdyż bardzo nam się tutaj spodobało i w specyficzny sposób się z nim zbrataliśmy. Ale trzeba iść dalej - cel pierwszy: Złoty Stok.

Obrazek

Obrazek

Dziś jest jeszcze goręcej niż wczoraj. Z nieba leje się żar, w Złotym Stoku uzupełniamy płyny w knajpie nieopodal przystanku PKSu. Przez upał perspektywa dojścia do Paczkowa (a w planach nawet do Otmuchowa, gdyż zamierzałem odwiedzić w tamtejszym ośrodku PTTKu nad jeziorem znajomych) oddala się.
Nic na siłę, stwierdzamy i pomału ruszamy dalej - gdzie dojdziemy, tam się rozbijemy na noc.
I tak dochodzimy do wsi Błotnica nieopodal jeziora Paczkowskiego. Sącząc przy sklepie piwko w mojej głowie powoli dojrzewa plan rozbicia się dziś... nad jeziorem. Agacior jest wniebowzięta, mi też się ten plan uśmiecha.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po godzinie siedemnastej znajdujemy odpowiednie miejsce i od tego czasu aż do zachodu słońca Agacior nie wychodzi z wody. Delektujemy się zachodem słońca i standardowo na koniec rozpalamy ognisko (choć tym razem trochę się wahaliśmy biorąc pod uwagę fakt iż w okolicy kręciło się troszkę ludzi i nie wiedzieliśmy czy któremuś z nich nie uderzy do głowy zadzwonić po straż lub policję). Niestety nie przewidzieliśmy jednego...
Skoro jesteśmy nad wodą, to dookoła będzie pełno komarów! Wraz z zachodem słońca na świat wylęgły się chyba miliardy miliardów tych małych, wkurzających stworzeń. Nie odstraszał ich dym z ogniska, groźby ani prośby. Potrafiły wejść za koszulę, w spodnie, do nosa. Nieustanne bzzzzz przyprawiało do szaleństwa. Usmażyliśmy raptem dwie kiełbaski, gdy stwierdziliśmy że gasimy ogień i wskakujemy do namiotu. Nie było innego wyjścia, pokonały nas komary...

Na drugi dzień wychylamy ostrożnie głowę na zewnątrz, by z ulgą stwierdzić, ze komarów już nie ma. Jest to dzień naszego powrotu do domu więc strasznie się ociągamy, Agacior oczywiście wskakuje do wody a ja niemrawo krzątam się po plaży.

Mamy rzut beretem do Paczkowa, w którym jesteśmy już koło godziny jedenastej. Zwiedzamy miasto; dom kata, wspinamy się na wieże ratuszową. Wszystko fajnie, gdyby nie świadomość tego, że to już koniec wędrówki, koniec Głównego Szlaku Wiadomo Jakiego. Jakoś mi tak smutno, bo przez to, że tak długo go pokonywałem, na raty, etapami, strasznie się z nim z żyłem. Wiem, wiem, jest jeszcze odcinek do Prudnika, ale to już jakby nie to samo...

Obrazek

Sam Paczków strasznie mi się spodobał, uwielbiam takie miasteczka w których czuć średniowieczny klimat.
Po czternastej odjeżdżamy autobusem do Kłodzka, a stamtąd już pociąg do Poznania z przesiadką w stolicy Dolnego Śląska...

Wszystkie zdjęcia tutaj:
https://picasaweb.google.com/zplecakiem ... DoPaczkowa
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.

Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2613
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Satan » 26-06-2013 20:15

Szliście w zeszłym tygodniu?
Jeżeli tak, to ja ten sam żar z niebia miałem w Izerach :P
Należy przestrzegać przepisów BHP...zwłaszcza na kolei.

Wiolcia
podróżnik
Posty: 131
Rejestracja: 07-11-2010 15:33
Lokalizacja: Kraków

Postautor: Wiolcia » 26-06-2013 21:28

Gratuluję przejścia całości! Wiadomo, że obok satysfakcji pojawia się smutek, że przygoda się skończyła. Ale z drugiej strony - można planować coś nowego i stawiać sobie nowe cele!
Pozdrawiam
Wiola

www.podrozeduze.pl

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 5007
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 27-06-2013 08:59

Ale do d... ta nowa wiata pod Trzeboniem... Zal tej starej, z pieterkiem.. Ciekawe czemu po prostu nie wyremontowali tamtej jak juz stala?? Sciany miala w dobrym stanie- tylko dach i pieterko wymagalo naprawy... Teraz jakos wybitnie maja wizje aby nowe wiaty budowac tak zeby sie do spania malo nadawaly... :evil: To samo spotkalo wiatke na przeleczy Wilczej w Gorach Bardzkich.. Zamiast fajnej szczelnej wiaty jakis zakichany daszek...

Agacior nie jest rannym ptaszkiem?? Jak wyszliscie na trase o 9 to zdecydowanie jest! Nie-ranne ptaszki na wyjazdach o 9 to dopiero otwieraja lewe oko :lol:

Dziwie sie ze komary was gryzly przy ognisku! Zwykle tam gdzie dym to komary uciekaja!

Jaki nastepny szlak do zrobienia?? :D
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Raubritter
bardzo stary wyga
Posty: 2089
Rejestracja: 26-01-2008 22:49
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Raubritter » 27-06-2013 12:38

Satan pisze:Szliście w zeszłym tygodniu?
Jeżeli tak, to ja ten sam żar z niebia miałem w Izerach :P


Tak, tak Satanie, szliśmy pod tym samym słońcem :wink:

buba1 pisze:Ale do d... ta nowa wiata pod Trzeboniem...


Jej jedynym plusem jest to, że ma dość spore stoły na których można się położyć, choć oczywiście również uważam, że stara wiata była o niebo lepsza.

buba1 pisze:Jaki nastepny szlak do zrobienia?? :D


Jeżeli chodzi o Sudety, to zielony szlak Zamków Piastowskich, choć na GSS na pewno kiedyś wrócimy tym razem przechodząc go ze wschodu na zachód :)

P.S. wkurzyłem się też, bo chciałem w czasie wędrówki wejść do Sztolni Książęcej nieopodal Złotego Stoku, która jak pamiętałem była otwarta - teraz niestety zamontowali tam solidne krato-drzwi, zamknęli na kłódkę i nici ze zwiedzania... :roll:
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Re: Przez Góry Złote do Paczkowa

Postautor: cezaryol » 28-06-2013 18:55

Raubritter pisze:Mamy rzut beretem do Paczkowa (...) to już koniec wędrówki, koniec Głównego Szlaku Wiadomo Jakiego.(...)Wiem, wiem, jest jeszcze odcinek do Prudnika, ale to już jakby nie to samo...

Frakcja opolska nie jest zadowolona z takiej interpretacji :evil: :wink:


Wróć do „Relacje z wypraw”