Tak czy siak - zimą czy latem różnicy to tam za wielkiej nie ma. Kwestia bardziej indywidualna jaką aurę kto bardziej woli.
Wspólna wyprawa
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
Bez przesady, Karki zimą czy latem aż tak bardzo się nie różnią żeby zaraz robić z nich jakiś survival
Ja paradoksalnie zaczynałem właśnie od wyjazdów w góry zimą... bo latem mi było za gorąco przy mej poprzedniej tuszy (przez ostatnie pół roku zrzuciłem jakieś 60kg w ramach małego pochwalenia się)
Tak czy siak - zimą czy latem różnicy to tam za wielkiej nie ma. Kwestia bardziej indywidualna jaką aurę kto bardziej woli.
Tak czy siak - zimą czy latem różnicy to tam za wielkiej nie ma. Kwestia bardziej indywidualna jaką aurę kto bardziej woli.
Wszystko oczywiście zależy od pogody. W dobrą, z dobrym śniegiem, to i owszem. Można jechać śmiało. ale jak się trafi coś gorszego, to jednak jest różnica od lata.Dolnoślązak pisze:Bez przesady, Karki zimą czy latem aż tak bardzo się nie różnią żeby zaraz robić z nich jakiś survival
Łał, świetny wynik, gratuluję samozaparcia i realizacji celuDolnoślązak pisze: (przez ostatnie pół roku zrzuciłem jakieś 60kg w ramach małego pochwalenia się)![]()
Przydają się, szczególnie na podejściu na Śnieżkę, bo jest tam bardzo często wyślizgane przez ludzi. Ja teraz wchodziłem w rakach i idąc normalnie, mijałem ludzi kurczowo trzymających się łańcuchów i ześlizgujących się z góry.arczi87 pisze:Raki pewnie kupię bo z wyczytanych informacji i ostatniej przechadzki to obowiązek.
Na głównych szlakach da się obyć bez rakiet, o ile nie pójdziesz jako pierwszy po opadach śniegu.arczi87 pisze:Przy wysokim śniegu wyczytałem, że rakiety śnieżne to dobra rzecz, ale i wydatek dużo większy.
W Karkach wszystkie główne szlaki powyżej granicy lasu masz wytyczkowane, więc zgubić drogę jest trudno - musiałbyś trafić na pogodę z widocznością poniżej 5 metrów - czyli np. burza śnieżna, czy też noc z mocnym opadem śniegu. Tak więc nie obawiałbym się zbytnio zgubienia szlaku. A wbrew pozorom, w weekendy dużo ludzi tam chodzi, więc nie będziesz sam.arczi87 pisze:Pytanie na ile realne jest zgubienie się w zimowych warunkach?
Red-Angel pisze:Łał, świetny wynik, gratuluję samozaparcia i realizacji celuDolnoślązak pisze:przez ostatnie pół roku zrzuciłem jakieś 60kg w ramach małego pochwalenia się)![]()
Dołączam się do gratulacji
Red-Angel pisze:Przydają się, szczególnie na podejściu na Śnieżkę, bo jest tam bardzo często wyślizgane przez ludzi. Ja teraz wchodziłem w rakach i idąc normalnie, mijałem ludzi kurczowo trzymających się łańcuchów i ześlizgujących się z góry.arczi87 pisze:Raki pewnie kupię bo z wyczytanych informacji i ostatniej przechadzki to obowiązek.
Raki? Chyba raczki! Na takie warunki jak były w ostatni weekend raczki zupełnie wystarczą, chyba że ktoś planuję wchodzić na Śnieżkę z Kotła Łomniczki na wprost albo wspinać się w Śnieżnych Kotłach
Pamiętam, jak w marcu 2010 r. mój znajomy założył raki wchodząc przez Biały Jar czarnym szlakiem do "Strzechy Akademickiej". Warunki były idealne (lekko zmrożony śnieg, człowiek się nie zapadał, szlak przedeptany itd.), a ten pocina w tych rakach, jak by na Mont Blanc szedł. Może je testował, ale jak dla mnie, był to zwykły szpan
Red-Angel pisze:Na głównych szlakach da się obyć bez rakiet, o ile nie pójdziesz jako pierwszy po opadach śniegu.arczi87 pisze:Przy wysokim śniegu wyczytałem, że rakiety śnieżne to dobra rzecz, ale i wydatek dużo większy.
Przypomina mi się instrukcja mojego kolegi (przewodnika beskidzkiego) dotycząca zimowego wejścia na Pilsko (Beskid Żywiecki): w przypadku, gdyby szlaki wejściowe były nieprzetarte, siądź w schronisku na Hali Miziowej i poczekaj na jeleni, którzy przetrą
Poza tym, jak Red-Angel pisał, bardzo dużo zależy od pogody. Chodziłem wielokrotnie po omawianym paśmie o różnych porach roku i w różnych warunkach. Dwa lata temu w lipcu (m.in. z Red-Angelem) wchodziliśmy w kilka osób na początku lipca na Śnieżkę od strony Czarnej Kopy. Wiatr wiał w porywach do 200 km/h (tak nam powiedziano w restauracji na szczycie) i padał deszcz (w zasadzie to nie padał, tylko przelatywał poziomo z jednej strony grzbietu Karkonoszy na drugą