Skalne miasta i wiosenne krasnoludki

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Skalne miasta i wiosenne krasnoludki

Postautor: buba1 » 09-01-2014 10:19

Nie pamietam kiedy tak czesto zima ciagnelo mnie w gory. Ale teraz duza ilosc dlugich weekendow i niezwykle sprzyjajaca pogoda zachecaja do jak najczestszych wyjazdow. W sobote wiec zgarniamy po drodze Ize, ktora czeka w umowionym miejscu w Brzezimierzu oraz jakas przypadkowa autostopowiczke, ktora opowiada nam cala droge zadziwiajace historie np. o imprezach pod Ślężą zwanych "Harmonia Kosmosu".
W Lubawce zatrzymujemy sie w schronisku PTSM, gdzie od wczoraj zamieszkuje juz Ziutka, Grzes i Tomek. Kwaterujemy sie w jednym z domkow kempingowych. Szkoda ze najfajniejsze domki zostaly "wylaczone z eksploatacji"

Obrazek

Wieczory mijaja nam na gitarowych spiewach, konsumcjach zapasow z parapetu i innych kolektywnych wyglupach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rankiem suniemy w strone czeskiej granicy ktora przekraczamy malutkim przejsciem kolo Mieroszowa. Na granica stoi wypasna wiata podobna do tych nad Sokołowskiem. Wygodne podesty do spania, trawa na dachu a nieopodal w lesie uroczy kibelek! Koniecznie tu kiedys zawitamy na biwak!

Obrazek

Obrazek

Dzis planujemy zwiedzic Skalne Miasto w Czechach. Wybieram sie tam juz od kilku lat, ale trudno bylo zawsze uchwycic moment zeby juz bylo mocno po sezonie wiec bez tlumow , a jeszcze bez sniegu. Dzisiejszy pochmurny i lekko siąpiacy styczniowy dzien zdaje sie byc idealny. Choc na poczatku czeka nas niemily akcent- trzeba zaplacic za wstep miedzy skaly.. Taaaa.. Na Szczelincu czy Błędnych Skałach to zima kasy zabite na głucho a Czesi pieniazki doją okragly rok.

Pierwsze na trasie rzuca sie w oczy spore jeziorko. Mimo otaczajacej szarosci woda zdaje sie miec tu wyjatkowo niebieski kolor. Nad woda snuja sie mgly a czesciowo zamarznieta woda pęka w dziwne desenie przypominajace troche rozdeptane osmiornice.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Aha! Z tablic wynika ze po skalach nie wolno tu chodzic na bosaka! ;)

Obrazek

Suniemy sobie wiec sciezynka pomiedzy wielkimi basztami, dziwnie żłobionymi kamieniami, mordami skamieniałych Indian, przeciskając sie przez szczeliny, pokonujac drewniane kładki nad potoczkami, pomosty i mniej lub bardziej naturalne skalne bramy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wielu skalach mozna sie dopatrzyc tworczosci nasciennej. Spora czesc napisow pochodzi z XIX wieku lub poczatkow XX. Sa chyba podpisami niemieckich turystow tu przebywajacych. Albo moze predzej wspinaczy? (Biorac pod uwage trudno dostepne miejsca gdzie powstaly napisy?). Zapewne nie przyszlo im do glowy, ze ktos kiedys bedzie fotografowal te literki cyfrowym aparatem podczas gdy autorow juz dawno robaki zjadly...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo jestem ciekawa w jaki sposob byly wykonywane ze w tak dobrym stanie przetrwaly ponad 100 lat. Zadziwia tez starannosc wykonania i dbalosc o kaligrafie- niektore wygladaja wrecz jak sporzadzane wedlug szablonu.

Sa tez napisy ryte w skalach - prawie dwustuletnie

Obrazek

oraz calkiem wspolczesne

Obrazek

Gdzieniegdzie sa tez wmurowane rozne tablice, ktore mozemy zgłebiac dzieki obecnosci miedzy nami Izy ktora zna niemiecki. Jest tu o wysokosci fali powodziowej, o bywajacym tu znanym literacie oraz ulatwieniach dla turystow w dojsciach do trudnodostepnych miejsc skalnego labiryntu.

Obrazek

Obrazek

W jednym z miejsc nie mamy pojecia czemu mial sluzyc wyciety w srodku kamienia prostokat

Obrazek

przeznaczenie symboli na tej skale tez pozostaje dla mnie zagadka

Obrazek

Przy malym wodospadzie przyrzadzamy sobie w wiacie cieply obiadek- pulpa wyskakuje z wielkiego słoja do menazki i mozna ją spokojnie spozyc w otoczeniu usmiechnietych gęb przyjaciol i szumu wody po skalnych stopniach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Kawalek dalej jest duzy wodospad ukryty w skalnej pieczarze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gorne jeziorko niestety wzielo sie i wyschlo tym razem. Ponoc przy wyzszych stanach wody atrakcja dla turystow jest tu plywanie łodka

Na obszarze calego Skalnego Miasta zwraca uwage przyroda, tzn glownie rosliny i ich ogromna wola przezycia. Drzewa wkrecaja sie jak moga korzeniami w szczeliny gdzie jest szansa na odrobine ziemi czy wilgoci.
Tworzy to fantastyczne ksztalty jak wijacych sie wezy,czy macek oplatajacych zdobycz. Takich pieknych korzeni to ja dawno nie widzialam.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najwytrwalsze i najdzielniejsze drzewa rosna samotnie na szczytach skał, w nieporownywalnie trudniejszych warunkach niz krewniacy z lasu, ale za to na codzien z pieknym widokiem. I to wlasnie one staja sie obiektem zapalow fotograficznych pelzajacej po ziemi gawiedzi.

Obrazek

Obrazek

Skal czepiaja sie gdzie moga rowniez mchy, porosty i chwasty, tworzac platy o odmiennym kolorze i puszystej strukturze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wyciecze nie moglo tez zabraknac bunkrowej tradycji moczenia nogi w zimnej wodzie. Wprawdzie to zrodelko to nie bulgoczaca studzienka MRU ale kto powiedzial ze tradycji nie wolno rozwijac? ;)

Obrazek

Jest tez tu skalna kapliczka, poswiecona pamieci ludzi ktorzy zgineli w gorach... A przy niej pluszcze zabagniony potoczek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W niedzielny poranek wita nas slonce i temperatury pozwalajace nawet bubom chodzic w tylkow dwoch swetrach, wiec przypuszczalnie grubo ponad +10! Przed schroniskiem w Lubawce istny wysyp stokrotek! Styczen to jednak potrafi byc piekny miesiac!

Obrazek

Nie tylko stokrotki poczuly dzis wiosne!

Obrazek

Mijamy Krzeszów, gdzie sielski widok stogow z sianem i drobiu miesza sie z ogromem sakralnych budowli.

Obrazek

Z drogi na Gorzeszów wyłania sie widok na Wielka Góre, ktora przypomina białym wierzcholkiem ze w niektorych regionach swiatoprzestrzeni jednak panuje zima.

Obrazek

My kierujemy sie w strone Głazów Krasnoludkow, niewielkiego pasma skalek polozonych w iglastym lesie. Skalki przypominaja tu przewaznie grzyby. Krasnoludek zostal zaobserwowany jeden- tyle ze dosyc wyrosniety i czapeczke mial niebieska zamiast czerwonej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podskalkowe drogi przypominaja jeziora

Obrazek

Obrazek

Droge do domu wybieramy zdecydowanie nie ta najkrotsza.
Pelzniemy kałuzastymi drogami z widokiem na czerwone hałdy

Obrazek

Obrazek

przez wioske Grzędy ktora w tym rzucie przywodzi na mysl Beskid Niski

Obrazek

w Różance mijamy zabytkowa kuznie, z podcieniami z mila laweczka i omszalym chodnikiem.

Obrazek

Obrazek

W Unisławiu zatrzymujemy sie jeszcze przy ruinach kosciola

Obrazek

Obrazek

Obrazek

i niespodziewanie odkrywamy na gorce obok zapomniany cmentarz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na koniec mial byc jeszcze obiad w knajpie o wdziecznej nazwie "PRL" ale chyba z racji na swieto bylo tak nabita ludzmi ze nie bardzo bylo gdzie usiasc. Coz, wrocimy tu innym razem!

Obrazek

wiecej zdjec
https://picasaweb.google.com/1122023598 ... i_okolice#
https://picasaweb.google.com/1122023598 ... sto_Czechy
https://picasaweb.google.com/1122023598 ... asnoludkow
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Gryf
obieżyświat
Posty: 763
Rejestracja: 03-06-2006 10:45
Lokalizacja: Wrocław lub Ziemia Kłodzka

Postautor: Gryf » 09-01-2014 11:13

No normalnie zazdraszczam! Kapitalna eskapada, sądzę, że Krzysztof skrobnie nieco na temat naskalnych napisów?
Kotlina Kłodzka ≠ Ziemia Kłodzka! :)

www.bushcraft.pl

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 09-01-2014 11:56

ten z 1820 to chyba był najstarszy...

może kiedyś poziom gruntu był wyższy i dlatego te napisy są obecnie tak wysoko?
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Leuthen » 09-01-2014 13:07

Pogoda wręcz zachęcała do odwiedzin Skalnego Miasta - w "normalną" zimę (taką z mrozem i śniegiem) bez czekana i raków ani przystąp do tych skał :)
Trochę żałuję, że będąc 2 tygodnie temu na 6-dniowym sylwestrowym wyjeździe w Chełmsku Ślaskim nie skusiłem się na wędrówkę do Adrszpachu, a to dosłownie rzut granatem :lol: Wygrały jednak inne plany (dzięki którym zwiedziłem m.in. prawe skrzydło pruskiej pozycji pod Kamienną Górą z bitwy 1760 r. oraz wszedłem na Kralovecky Szpiczak :) ).

Buba napisała:
"przeznaczenie symboli na tej skale tez pozostaje dla mnie zagadka"
Hm... Może to znaki walońskich poszukiwaczy skarbów ze średniowiecza :?: :D

A tak na marginesie - wiecie, że tzw. "Gotycka Brama" (XIX-wieczna de facto), widoczna na jednym ze zdjęć buby, występuje w filmie "Opowieści z Narni: Lew, czarownica i stara szafa" :?: :)

ukasz
tramp
Posty: 29
Rejestracja: 20-08-2013 10:15
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: ukasz » 09-01-2014 13:57

Poza sezonem to piękne i puste miejsce :-)
Jako ciekawostkę dodam że w sezonie ( godziny wieczorne po zamknięciu kas ) Jeziorko jest używane rekreacyjnie. Miejscowi ( nudyści ? ) całymi rodzinami moczą gołe dupska i niewiele robią sobie z zakazów.
Nie zdziwcie sie gdy zobaczycie tez sympatycznego Czecha brodzącego w wodzie z fujarka na wierzchu , wygrywającego na drewnianym flecie nawiedzone leśne melodie ;-)

Jesli ktoś wyjątkowa często odwiedza skały, to jest mniej uczęszczany szlak ( widoczny na mapie )który nie prowadzi przez kasy ;-)

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 09-01-2014 14:19

ukasz pisze:Poza sezonem to piękne i puste miejsce :-)
Jako ciekawostkę dodam że w sezonie ( godziny wieczorne po zamknięciu kas ) Jeziorko jest używane rekreacyjnie. Miejscowi ( nudyści ? ) całymi rodzinami moczą gołe dupska i niewiele robią sobie z zakazów.
Nie zdziwcie sie gdy zobaczycie tez sympatycznego Czecha brodzącego w wodzie z fujarka na wierzchu , wygrywającego na drewnianym flecie nawiedzone leśne melodie ;-)


Jeziorko jest wrecz wymarzone na kapiele! To fajnie ze ludziska zlewaja glupie zakazy! Zatem przy okazji noclegu we wiacie na granicy podjedziemy tam kiedys ciepla letnia noca. Fajnie byloby spotkac tego goscia grajacego na flecie! Lubie takie klimaty :D

ukasz pisze:
Jesli ktoś wyjątkowa często odwiedza skały, to jest mniej uczęszczany szlak ( widoczny na mapie )który nie prowadzi przez kasy ;-)


Ktory polecasz? :D
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Postautor: KrzysiekJ » 09-01-2014 15:43

Gryf pisze:No normalnie zazdraszczam! Kapitalna eskapada, sądzę, że Krzysztof skrobnie nieco na temat naskalnych napisów?


Rafale, oj wywołałeś mnie :lol:

Aby zatem nie tracić czasu zacytuję najpierw sam siebie, a dokładniej przedstawię fragmencik mojego dość leciwego już tekstu z 1988 r.:

"W Adršpachu prosperowała kamieniarsko-malarska firma trudniąca się wykuwaniem i malowaniem na skałach nazwisk tych turystów, którym nie wystarczał wpis do wystawionej w restauracji przed Skalnym Miastem księgi pamiątkowej".

Ceny były różne, uzależnione od techniki wykonania napisu (malowane - tańsze, wykuwane - droższe), długości napisu/rytu i wysokości jego umieszczenia. Stosowano podnoszone ruchome galerie, aby napis można było umieścić w dowolnej części wybranej ściany. W kilku XIX-wiecznych przewodnikach, znajdujących się w zbiorach Gabinetu Śląsko-Łużyckiego Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego, znaleźć można nawet cenniki adršpachskich atrakcji ("W przewodniku E. R. Petraka "Ilustrirter Führer durch das Riesengebirge, die Adrersbach-Weckelsdorfer Felsenstädte und den Stern" (Wien, Pest, Leipzig 1891), znajduje się ciekawy wykaz tutejszych wydatków. Samo wejście kosztowało 50 krajcarów (pół florena austriackiego), wynajem przewodnika kolejne 50 kr., podziwianie wodospadu 20 kr., przejażdżka na łodziach 20 kr., strzał z dużego moździerza 50 kr., mniejszego 25 kr., wywoływanie echa przez trębacza 10 kr. Mniej wytrwali mogli wynająć lektykę."

Parę stron dalej w swoim tekściku napisałem coś takiego:

"Wspomniałem wcześniej, że początki turystycznej kariery skał w Adršpachu sięgają 1 poł. XVIII w., a dokładniej ok. 1716 r. [tak wynikało z lektury tekstów drukowanych, traktujących o dziejach turystyki w Adršpachu - mój dopisek ze stycznia 2014 r.]. Na tym tle pierwszy ślad pobytu tu Polaka jest zgoła sensacyjny. W centralnej części Adršpachskiego Skalnego miasta, pomiędzy Wielkim Placem (Velké namésti) a widłami Starej i Nowej Partii, wyryto na skalnej ścianie łaciński napis:

KVNOWSKI. FRATRES. ET. VXOR
AMICO. F. W. GABRUQUE
1704
RENOVAR: LIB. VII 1817
ET. 1837


[Kunowski, bracia i żona
przyjaciel F. W. Gabruque
1704
odnowiono: Lib. VII 1817
i 1837]" ... koniec cytatu


Niewątpliwie jest to najstarszy znany ryt naskalny powstały w Adršpachu z inspiracji turystów. W przeciwnym razie nie byłby w XIX w. tak starannie odnawiany - i to dwukrotnie, w 1817 i 1837 r. W 1988 r. pisałem "Gdyby w przeszłości znane były inne, równie stare lub starsze inskrypcje, one zapewne poddane byłyby zabiegowi renowacji". Abstrahując od tego, czy odwiedzający skały Kunowscy byli Polakami (bo na pewno nie Czechami, gdyż ci zawsze zapisaliby swoje nazwisko w formie Kunovsky), czy też Niemcami o polskich korzeniach, jest to niewątpliwie ważne świadectwo pewnych zachowań kulturowych (w tym wypadku turystycznych, ale nie tylko) w minionych stuleciach.

Inskrypcję Kunowskich wypatrzyłem podczas mojego pierwszego pobytu w Adršpachskim Skalnym Mieście. Było to podczas przejścia czeskich Sudetów w sierpniu-wrześniu 1986 r. Tak trochę "z obowiązku" zrobiłem zdjęcie...

Obrazek

Wiem, że jest trochę niewyraźne, bardziej rzuca się nawet wymalowany czarną farbą napis "Stanislaw Nowcki" (zapewne powinno być Nowicki lub Nowacki, ale ponieważ chyba malował to nie turysta, lecz ktoś z ówczesnej "firmy malarsko-rzeźbiarskiej", doszło do zjedzenia samogłoski. Na dobrą sprawę ten wpis Nowckiego potwierdza polską tożsamość Kunowskich, bo może oznaczać, że ktoś chciał się uwiecznić w pobliżu rytu rodaka).

Ostatnie zdjęcie, jakie tutaj zrobiłem (maj 2012 r.), też jest źle oświetlone, trzeba się więc po raz kolejny wybrać do Adršpachu - tym razem w niepogodę :wink:

Obrazek

Tuż po swoim odkryciu myślałem, że ryt ten ma już "swoją literaturę". Po powrocie do Wrocławia zacząłem szukać jakichś bliższych informacji o adršpachskich inskrypcjach i nic praktycznie nie znalazłem. Zupełnie nic, poza wspomnianymi cennikami, co mogłoby dotyczyć naskalnych rytów i napisów z Adršpachu i Teplic. Bo różnych wspomnień z XVIII i XIX w. naszych rodaków ze zwiedzania obydwu skalnych labiryntów było całkiem sporo. Wiele z nich nigdy wcześniej niepublikowanych. Większość z nich udało mi się znaleźć w Dziale Rękopisów wrocławskiego Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

I tak narodził się dość długi, bo liczący ponad 50 stron artykuł "Turyści polscy w Teplicko-Adršpachskich Skałach w XVIII i XIX wieku", zamieszczony w naszym kołowym wydawnictwie "Poutnici '88" (czes. Poutnici = pol. Pielgrzymy), a później z pewnymi zmianami i uzupełnieniami w oficjalnym już wydawnictwie naukowym (w redagowanym przez prof. Jacka Kolbuszewskiego periodyku "Góry - Literatura - Kultura").

Aby mój przygotowywany do "Poutników" artykuł trochę "podilustrować", w kwietniu 1987 r. wybraliśmy się z kumplami z SKPS ponownie do Adršpachu i Teplic, aby zrobić swoistą inwentaryzację polskich wpisów. I okazuje się, że jest tych dawnych napisów i rytów całkiem sporo. Nie będę tu ich wszystkich przedstawiał, ale o jednym, naprawdę rzucającym na kolana, nie sposób nie wspomnieć.

Na lewym skraju Hiszpańskiej Ściany, znajdującej się tuż przed wejściem do skał (od kilku lat szlak wejściowy został przerzucony niestety w inne miejsce), można odczytać, chociaż z trudem, wielce mówiący czterowiersz:

Przechodniu, i tu widzisz po-
bratymczą ziemię
biada głaz, ten przeżył
dumne Czecha plemię


"W pierwszej chwili tekst ten sprawia wrażenie niepodpisanego. Lecz bardzo blisko niego, tj. już na prostopadłej do ściany czołowej ścianie bocznej skały, ta sama ręka (identyczny krój liter) wyryła imię i nazwisko: Antoni Skarzynski. Kim był ten człowiek?" itp. itd.

Stan rytu Skarzyńskiego z maja 2012 r.

Obrazek

Tutaj robię za skalę:

Obrazek

A tutaj "autograf" Antoniego Skarzyńskiego (ten ryt na górze):

Obrazek


Ten ryt jest naprawdę czymś wyjątkowym. Próbując zrozumieć ten czterowiersz, trzeba pamiętać o ówczesnym kontekście historycznym. Ani Polska, ani samodzielne państwo czeskie, w XIX w. nie istniały. W ówczesnym Adršpachu było jednak sporo Czechów mówiącym w swoim języku, nie zniemczonych. Był to na terenie Sudetów chyba jedyny taki zakątek, gdzie Czesi stanowili większość. Ta enklawa otoczona była zewsząd "morzem niemczyzny", także na terenach wcześniej etnicznie czeskich. Ale w tym czeskim zakątku (jego wschodnie peryferie sięgały leżących już w Prusach, a dokładniej na Ziemi Kłodzkiej, okolic Kudowy, Lewina i Radkowa), ta czeska ludność była znacznie gorzej sytuowana niż mieszkający na tym samym terenie Niemcy. Polska XIX-wieczna pisarka Paulina Wilkońska pisała w swoim romansie "Różni ludzie" z 1853 r.:

"Powróciliśmy na obiad do oberży napastowani po drodze przez liczną zgraję chłopaków, którzy na głowie stawali, rękoma chodzili i różne łamane pokazywali sztuki, żem sobie aż oczy zasłoniła. A wszystko boso; odarci, nędzni, wszyscy godni posłużyć za wzór do zebrzących pacholąt Murilla. Biedny lud! W Czechach jest dużo żebraków, i wyciągają ręce z żałośliwą prośbą w języku czeskim a niekiedy i w niemieckim".

... zapewne Antoniego Skarzyńskiego też ta ówczesna adršpachska rzeczywistość zszokowała

O wzorcach dawnych zachowań turystów w Adršpachu i Teplicach, można byłoby pisać jeszcze wiele. Bardzo fajnie je przedstawiał hrabia Fryderyk Skarbek, który tu się zjawił w 1826 r. (a postać to nie byle jaka, bo ojciec chrzestny Fryderyka Chopina i gdyby nie jego przyjazd do Dusznik i Kudowy właśnie w 1826 r., naszego genialnego kompozytora nigdy by w Sudetach, a ściślej w Dusznikach-Zdrój, nie było):

"W Adersbach trzeba koniecznie słyszeć echo trąby i wystrzałów. Trzeba się dziwić postaci kamienia przy wejściu do ganków skalistych w kształcie przewróconej głowy cukru stojącego, trzeba się zapisać w księdze głupich konceptów i pić, a lepiej jeszcze upić się słodkim węgierskim winem tokajskim zwanem, bo to są wszystkie rzeczy nieodbicie do podróży tej przywiązane".

(rękopis dziennika podróży F. Skarbka również znajduje się w zbiorach Biblioteki ZN im. Ossolińskich we Wrocławiu, sygn. 5527 I).

Można też wspomnieć na koniec, że w Adršpachskich i Teplickich Skałach rozgrywa się akcja kilku zupełnie już zapomnianych XIX-wiecznych powieści i opowiadań. Zapomnianych, bo kto dziś czyta romanse Pauliny Wilkońskiej i opowiadania fantastyczne Józefa Bogdana Dziekońskiego, współtwórcy (wspólnie z Adamem Mickiewiczem) w 1848 r. legionu polskiego we Włoszech?

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 09-01-2014 22:41

KrzysiekJ pisze:"W Adršpachu prosperowała kamieniarsko-malarska firma trudniąca się wykuwaniem i malowaniem na skałach nazwisk tych turystów, którym nie wystarczał wpis do wystawionej w restauracji przed Skalnym Miastem księgi pamiątkowej".


Na to bym nie wpadla! Ale znalezli sobie pomysl na zarobek! :mrgreen: Skadinad ciekawe czy obecnie jakby takowa firma sie otwarla to czy by miala klientow :-P

KrzysiekJ pisze:"Wspomniałem wcześniej, że początki turystycznej kariery skał w Adršpachu sięgają 1 poł. XVIII w., a dokładniej ok. 1716 r. [tak wynikało z lektury tekstów drukowanych, traktujących o dziejach turystyki w Adršpachu - mój dopisek ze stycznia 2014 r.]. Na tym tle pierwszy ślad pobytu tu Polaka jest zgoła sensacyjny. W centralnej części Adršpachskiego Skalnego miasta, pomiędzy Wielkim Placem (Velké namésti) a widłami Starej i Nowej Partii, wyryto na skalnej ścianie łaciński napis:


Szkoda ze tego napisu nie zauwazylam. Zatem jest powod aby tam wrocic i go odszukac! (a moze dodatkowo trafi sie troche slonca zeby zdjecia skal byly ladniejsze?) Choc z tego co piszesz do fotografowania napisow to lepsza jest niepogoda ;)

KrzysiekJ pisze:Na lewym skraju Hiszpańskiej Ściany, znajdującej się tuż przed wejściem do skał (od kilku lat szlak wejściowy został przerzucony niestety w inne miejsce), można odczytać, chociaż z trudem, wielce mówiący czterowiersz:

Przechodniu, i tu widzisz po-
bratymczą ziemię
biada głaz, ten przeżył
dumne Czecha plemię



Niesamowita historia jak wiele mozna wyczytac ze skal.. o ile sie wie gdzie patrzec i czego szukac :roll:


KrzysiekJ pisze:W Adersbach trzeba koniecznie słyszeć echo trąby i wystrzałów. Trzeba się dziwić postaci kamienia przy wejściu do ganków skalistych w kształcie przewróconej głowy cukru stojącego, trzeba się zapisać w księdze głupich konceptów i pić, a lepiej jeszcze upić się słodkim węgierskim winem tokajskim zwanem, bo to są wszystkie rzeczy nieodbicie do podróży tej przywiązane".


No to ja wogole z gory na dol zawalilam pobyt tamze.. :oops: :oops: Nie slyszalam ani echa trab i wystrzalow, a i wina nie bylo. Wstyd! Trzeba wrocic przynajmniej z traba i winem :-P

Co to jest "ksiega glupich konceptow"?
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Postautor: KrzysiekJ » 09-01-2014 23:26

buba pisze:
Co to jest "ksiega glupich konceptow"?


Księga pamiątkowa, wpisywano tam nie tylko swoje imiona i nazwiska, ale wrażenia z gór, nieraz zapewne zbyt patetyczne, egzaltowane i uduchowione, co być może wywołało taką reakcję Skarbka, człowieka mocno stąpającego po ziemi. W latach 70. ukazała się świetna książka dr. Ryszarda Kincla "Sarmaci na Śnieżce" (nieżyjącego już, niestety, byłego dyrektora Muzeum w Raciborzu), wydana przez wydawnictwo Ossolineum. Kincel analizuje XVIII- i XIX-wieczne polskie wpisy znajdujące się w zachowanych do dzisiaj w Bibliotece Uniwersyteckiej UWr tzw. "Koppenbuchach" ("Księgach Śnieżki"; niektóre roczniki niestety zaginęły), które były wystawione w budzie Hampla (dzisiaj tam znajduje się "Strzecha Akademicka"), a w "sezonie" prawdopodobnie na samej Śnieżce. Naprawdę świetna lektura - mam na myśli książkę Kincla. Dla zainteresowanych dziejami turystyki w Sudetach pozycja obowiązkowa.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 10-01-2014 06:50

KrzysiekJ pisze:Księga pamiątkowa, wpisywano tam nie tylko swoje imiona i nazwiska, ale wrażenia z gór, nieraz zapewne zbyt patetyczne, egzaltowane i uduchowione


To chyba nic sie nie zmienilo w temacie. W dzisiejszych czasach tez mam wrazenie czytajac rozne ksiegi pamiatkowe ze gory wpedzaja niektorych w dziwny stan szczegolnej egzaltacji

KrzysiekJ pisze:Kincel analizuje XVIII- i XIX-wieczne polskie wpisy znajdujące się w zachowanych do dzisiaj w Bibliotece Uniwersyteckiej UWr tzw. "Koppenbuchach" ("Księgach Śnieżki"; niektóre roczniki niestety zaginęły), które były wystawione w budzie Hampla (dzisiaj tam znajduje się "Strzecha Akademicka"), a w "sezonie" prawdopodobnie na samej Śnieżce. Naprawdę świetna lektura - mam na myśli książkę Kincla. Dla zainteresowanych dziejami turystyki w Sudetach pozycja obowiązkowa.


Nigdy by mi nie wpadlo nawet do glowy ze cos takiego istnieje i mozna choc przez chwile sie poczuc jakby sie wedrowalo sudeckimi sciezkami sprzed setek lat!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”