Słowacka majówka - Muránska planina i Veporské vrchy

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 09-05-2014 11:00

O ja pierdziele, nawet biednej babci się oberwało... :?

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Słowacka majówka - Muránska planina i Veporské vrchy

Postautor: Dolnoślązak » 09-05-2014 12:45

Pudelek pisze:Potem niemiłosiernie schłodzony i zapchany Elf z jednym, nieszczęsnym, obsranym kiblem

Przy pisaniu kolejnej relacji weź pod uwagę, że czytając ktoś akurat może obiad spożywać... :?

:P

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 09-05-2014 14:09

to zdanie miało uzmysłowić wszystkim, że nowoczesne składy w polskich rękach niekoniecznie świadczą, że będą one nowocześnie zarządzane :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 10-05-2014 19:16

Autobus szybko i sprawnie dowozi nas do Tisovca, niewielkiego miasteczka między górami, powstałego przy zamku, z którego teraz pozostała kupa kamieni. Jest tu trochę zabytków z XIX wieku (m.in. ratusz i kościół ewangelicki), sypiące się kamieniczki, ale najbardziej rzuca się w oczy rozbierana góra i wiadukt kolejowy.

Obrazek
Obrazek

W ogóle linia w kierunku Brezna ma takie przewyższenia (zwłaszcza przy przełęczy Zbojska), że w kilku miejscach potrzebna jest trzecia, zębata szyna.
Inna ciekawostka kolejowa pochodzi z okresu ostatniej wojny - po I arbitrażu wiedeńskim tereny na południe od Tisovca powróciły do Węgier, więc sporo miejscowości zostało odciętych transportowo od reszty Słowacji. Słowacy rozpoczęli szerokie prace z tzw. gemerskimi łącznikami, mającymi uzupełnić te luki - zdążono wybudować wiadukt i wykuć dwa tunele (jeden bodajże dwu-kilometrowy), po czym po wojnie okazało się, że w skutek powrotu do dawnych granic są one zupełnie niepotrzebne. Dzisiaj można więc odszukać te opuszczone obiekty techniki, właśnie w okolicach Tisovca.

Postój w miasteczku miał 3 cele: zrobić zakupy, zjeść coś ciepłego i napić się piwa. Z jedzeniem i piwem nie ma problemów - wokół rynku jest aż za dużo lokali i ciężko coś wybrać; w końcu miejscowy poleca nam pizzerię, w której serwują też normalne jedzenie i PRAWDZIWĄ czosnkową, a także pszenicznego Bażanta :)

Potem przenosimy się do nieodległego Bistra - speluny bardzo spelunowatej :D
Obrazek

Wychodząc z lokalu przystaje koło nas pewien śniady jegomość: opowiada, że w Polsce ludzie bardziej pomagają (może to aluzja do tego, że Słowacy jakiś czas temu mocno ścieli zasiłki, z których żyje większość Romów), że jest taniej, a zwłaszcza kartofle ;) W rozmowie z Eco dochodzą do wniosku, że wszyscy lubimy śpiewać, a Cygan ma gitarę, po którą zaraz pójdzie... pośmieliśmy się, ale gdyby naprawdę z nią wrócił w momencie, kiedy mieliśmy się zbierać? Nie doszło do tego - z dwa kwadranse później z jednego z sąsiednich lokali wyprowadził go policjant i zaprowadził na komisariat (potem jego kolegę też) :D Wkrótce potem zaczęła się tam zbierać jakaś grupa - czyżby chcieli odbić krewniaka? :D

Minusem całej sytuacji jest fakt, że ciemne chmury tłoczące się od jakiegoś czasu spuściły deszcz, potem ulewę, a w końcu grad! Na dodatek dokładnie tam, gdzie się wybieramy, rozpętała się silna burza!
Obrazek

Dwa razy na chwilę przestaje padać - lecimy więc do sklepu, a potem na autobus (mieliśmy jechać pociągiem, ale do dworca jest 20 minut, więc od razu bylibyśmy cali mokrzy). Niestety, gdy wychodzimy na zewnątrz autokaru w osadzie Banovo znowu zaczyna padać.

Idę więc obejrzeć miejscową zamkniętą stacyjkę, gdzie akurat przejeżdżał nasz pociąg...
Obrazek

...po czym wracam do reszty towarzystwa, które schroniło się na werandzie zamkniętego domku niedaleko głównej drogi. Siedzimy tam przez jakiś czas, dopóki nie przestanie padać, i tylko Młody nadaremnie szuka wychodka w okolicy...

Około 16-tej wchodzimy na zielony szlak, zaczynając wędrówkę przez nowe pasmo - Veporské vrchy (w Polsce nazywane też Rudawami Weporskimi): mijamy osadę domków, prawdopodobnie całorocznych, oraz wyciąg przy którym znajdują się tablice zakazujące seksu z dziećmi na wyciągu - chyba dużo polskich księży musiało się tutaj pojawiać :twisted:
Obrazek

Droga idzie coraz bardziej pod górę i, jednocześnie, coraz bardziej się rozpogadza :)
Obrazek

Na rozstaju pierwsze szukanie szlaku, udane, i dochodzimy do sedla Banovo, gdzie ponownie spotykamy czerwoną Rudną magistralę. Z tej okazji musimy zrobić tradycyjne zdjęcie i nie tylko te ;)
Obrazek

Zaraz za przełęczą drugie poszukiwanie szlaku, tym razem bardziej wkurzające, bo potencjalna droga idzie ostro pod górę. Dopiero po jakimś czasie i rozbiegnięciu się w kilka stron znajdujemy znak szlaku, kilkaset metrów od rozgałęzienia...

Na kolejnej przełęczy, Machniarka, stoi zamknięty domek (i zamknięty wychodek).
Obrazek

Po raz pierwszy mamy widok na Klenovský vepor, nie najwyższy, ale chyba najbardziej charakterystyczny szczyt pasma. Z kolei na drzewach widać tabliczki znakowe jeszcze z czasów towarzysza Husaka.
Obrazek

Został nam tylko odcinek Rudną magistralą do przełęczy pod Veprou - według mapy półtorej godziny, według znaków 55 minut - niezły rozstrzał! Po raz kolejny wychodzi, że miejscowi mają problem z oszacowaniem czasu przejścia. My idziemy dokładnie pośrodku podawanych czasów.

Na dzień dobry trzeba się przedrzeć przez powalone drzewa.
Obrazek

Później idziemy w miarę sprawnie, na jednej z przecinek spotykając kilkuosobową grupę Polaków - jedynych turystów w tym paśmie. Informują nas, że utulnia, do której zmierzamy, jest pusta :)

Ze szczytu Rozsypok można obejrzeć widoczki.
Obrazek
Obrazek

Klenovský vepor coraz bliżej, ale nie będziemy na niego wchodzić - na przełęczy pod Veprou odbijamy w dół i po kilku minutach wychodzimy obok dwóch chatek - jednej mniejszej, zamkniętej, należącej do lasów państwowych, i drugiej większej - ogólnodostępnej utulni Chata pod Vartou.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Chatka jest wiekowa (przy wejściu wisi tablica o bohaterskich komunistach spotykających się w niej w 1944 roku) i wypasiona: w środku dwie izby - jedna sypialna, druga z rozwalonym, niestety, piecem.
Obrazek
Obrazek

Do tego piętro, na którym zmieści się z kilkanaście osób.

Przed chatką jest źródełko, nie ma więc problemów z wodą. Kawałek dalej, w lesie, wychodek. Ekstra.
Obrazek

Mimo to widać, że przydałoby się to i owo wyremontować - np. piec, a także drzwi, które bardzo ciężko domknąć. W piwniczce jest zaś taki burdel, że lepiej nie włazić...

Wczoraj nam się nie udało, więc dziś musi być ognisko. Drewno jednak jest mokre, więc Eco próbuje rozpalić je... butlą :D
Obrazek

W końcu się jednak udaje, więc możemy zasiąść do pieczenia kiełbasek i zapiekanek.
Obrazek

Pogoda jednak i dzisiaj nie chce odpuścić, bo w końcu zaczyna padać - przenosimy się więc do środka, gdzie Andrzeja sporadycznie próbuje atakować Zły :D. Zasypiamy przy deszczu bębniącym w nowy dach...

Rano pogoda nie popuszcza - zaciągnięte niebo, raz pada, raz mży. Przy śniadaniu burza mózgów, gdzie iść na autobus - w końcu decydujemy się na bardziej pewną i chyba krótszą trasę do Pohronskej Polhory.

W tym celu musimy się cofnąć godzinę odcinkiem Rudnej magistrali - ale za to znowu możemy zerknąć na widoczki z Rozsypoka - na chmury przewalające się po okolicznych szczytach (u nas na szczęście przestało definitywnie lać).
Obrazek
Obrazek

Na Machniarce postój pod werandą - pierwszy odcinek przeszliśmy w miarę szybko, więc nie musimy się aż tak śpieszyć.

Jest coś dla ciała...
Obrazek

...i dla ducha :)
Obrazek

Niebiesko-żółty szlak to paskudne błoto. Dobrze, że szybko się kończy i wychodzimy na rozległą polanę z zabudowaniami.
Obrazek

To przysiółek Krátke - jest tu nawet jakaś agroturystyka i rozdroże szlaków, ale z oznaczeniami jedynie rowerowymi - pieszym zostaje mapa i mózg.
Obrazek

Mózg niewiele się przydaje chwilę później, gdzie na kolejnym skrzyżowaniu klniemy w niebogłosy. Według mapy można iść zarówno prosto jak i w lewo - idąc w lewo muszę się potem wrócić z dobre 500 metrów, bo szlak okazał się iść prosto. W ramach pocieszenia - ostatnie spojrzenie na Klenovský vepor.
Obrazek

Mijamy kolejne polanki, z domkami nadal wchodzącymi w skład przysiółka Krátke - z boku ostro pchają się do nas chmury.
Obrazek
Obrazek

Kiedy z powrotem znajdujemy się w lesie, znowu zaczynają się problemy - miejscami szlak jest tak zarośnięty, że ciężko przejść. Następnie ze dwie krzyżówki, gdzie "q...y" lecą w niebo, bo teren jest kompletnie pozbawiony oznaczeń, albo są wszędzie, tylko nie na skrzyżowaniach! Naprawdę nie dziwię się, że mało kto tamtędy chodzi, bo zwłaszcza dla strudzonych ludzi nieustanne poszukiwanie śladów znakarza jest bardziej męczące niż najgorsza góra... i ta niepewność - idziemy dobrze czy źle?
Obrazek

W końcu, po bardzo ostrym zejściu (kolana padają, ciężko nawet ustać nie lecąc w dół), ukazują się zabudowania Pohronskiej Polhory.
Obrazek

Następna wioska między górami (w tle widać dalszą część Veporskich - to pasmo Fabovej hoľi, najwyższego szczytu tych gór, choć leżącego też w PN Muranska Planina), położona nad potokiem Rohozná, dopływem Hronu. Trochę tutaj Cyganów, zwłaszcza nad tym potokiem, co objawia się dużą ilością śmieci.

W środku wsi klasycystyczny kościół, kilka sklepów, restauracja i bistro-speluna, jest więc wszystko, czego potrzebujemy :)
Obrazek

Ponieważ mamy do autobusu trochę czasu, to siadamy przy piwku, rozmawiając z jednym Słowakiem, który w Polsce często bywał, bo pracował przy budowach i remontach dróg między Rzeszowem a granicą ukraińską. Przestał bywać, bo przestali płacić...
Obrazek

Nasza górska część majówki się skończyła - było warto, nowe pasma, nowe widoki, nowe chatki. Pogoda niezła (i znowu wyszło, że prognozy można se w tyłek wsadzić), malownicze spelunki, życzliwa ludność, właściwie wszystko spasowało :) Cieszę się jednak, że nie szedłem tutaj sam, bo wtedy być może do tej pory błąkałbym się gdzieś po krzakach... nie są to też góry dla osób ze słabą kondycją i problemami ze stawami - ostre i bardzo ostre podejścia to norma, a nie rzadkość - Słowacy lubią poprowadzić szlak prosto, miast zygzakiem.

Górska majówka skończona, ale nie wracamy jeszcze do Polski. Z dwiema przesiadkami jedziemy na Liptów, oglądając taki dywan pod Niżnymi Tatrami.
Obrazek

Wysiadamy w Rużomberoku, gdzie wita nas przeraźliwe zimno i wiatr - jakby nagle zmieniła się pora roku. Będziemy spać na kwaterze, w której zawsze się zatrzymuję, będąc w okolicy - można więc się umyć w ciepłej wodzie (dopiero teraz czujemy jak cuchniemy :D). Przy okazji okazuje się, że Eco zgubił kurtkę! Nie ma jej w plecaku, nie wiadomo gdzie zniknęła - ostatni raz była widziana w pierwszej utulni... to wielka zagadka :|

Wieczór i noc spędzamy w naszej ulubionej rużomberockiej piwiarni - jest piwo, borowiczki, tańcze i międzynarodowa integracja :) I dopiero po tym imprezowym akcencie w niedzielę możemy wracać do domu :)

Galeria:
https://picasaweb.google.com/1103445063 ... rskeVrchy#
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 11-05-2014 19:11

Pudelek pisze:Wczoraj nam się nie udało, więc dziś musi być ognisko. Drewno jednak jest mokre, więc Eco próbuje rozpalić je... butlą Very Happy


O widze ze eco zna stary sprawdzony ormianski sposob na ognisko! tylko ta butla jakas taka niewielka i malo wydajna :lol:
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 11-05-2014 22:02

akurat używanie butli gazowej uznaję za mało traperski sposób na ognisko (pomijając Ormian ;) ), a biorąc pod uwagę potencjalną nieszczelność butli... dla desperatów :D zresztą niewiele to pomogło, drzewo się słabo chwyciło, dopiero jak dorzuciliśmy kilka suchych kawałków z rozwalonego pieca w środku chatki to załapało. Jako znana miłośniczka natury i przeciwniczka nowoczesności powinnaś z oburzeniem/obrzydzeniem odrzucić tą formę rozpalania ognia :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Michun
podróżnik
Posty: 242
Rejestracja: 30-05-2012 23:08
Lokalizacja: Western Front

Postautor: Michun » 12-05-2014 08:28

Fajna relacja , trochę na mokro było :D . Chodził mi ten rejon kiedyś po głowie , ale chciałem jechać samemu , teraz widzę , że to byłby błąd...
Mam konkretne pytanko: czyli ten główny czerwony szlak jest w lepszym stanie , niż te boczne dojściówki?