Na prawym brzegu Kaczawy

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Na prawym brzegu Kaczawy

Postautor: Leuthen » 25-08-2015 07:48

Spośród czterech pasm otaczających Kotlinę Jeleniogórską najmniej uczęszczane są Góry Kaczawskie. Kto nie lubi tłumów, lecz ciszę, powinien tam zajrzeć - zwłaszcza, że nie brak tam urokliwych zakątków. Równie warte polecenia jest Pogórze Kaczawskie. Tam właśnie postanowiłem wędrować w wolny dzień, który odebrałem za 15 sierpnia. Towarzystwo miały mi zapewnić Ola i Iza. Wędrowałem długo, więc relacja będzie krótka.

Start nastąpił w Mysłowie. Taka miejscowość przy krajowej „trójce” między Bolkowem a Jelenią Górą. Wybrałem ją nieprzypadkowo. Niemal 20 lat temu byłem tam na kolonii – w pałacu, który należał wówczas do Uniwersytetu Wrocławskiego. Obecnie obiekt jest w prywatnych rękach, co zdecydowanie mu nie służy. Nieskoszona trawa i chaszcze, tynk odpadający od ścian, odrapane okna – taki widok ukazał się moim oczom.
Obrazek

Z Mysłowa, po zakupach, które dziewczyny uskuteczniały w miejscowym sklepie (co znacznie opóźniło wymarsz na trasę), wspięliśmy się żółtym szlakiem do Radzimowic. Położona dość nietypowo jak na polskie Sudety, bo na górskim grzbiecie niewielka lecz malownicza osada była w przeszłości przez pewien czas wolnym miastem górniczym. Przez wieki w pocie czoła miejscowi górnicy drążyli we wnętrzu znajdującego się tuż obok Starej Góry (Altenberg – taką niemiecką nazwę nosiły Radzimowice) Żeleźniaka (664 m n.p.m.) podziemne chodniki szukając bogactw ziemi. W okolicy Radzimowic można znaleźć pozostałości tych prac. Są to m.in. hałdy oraz dwa szyby – o nazwach Arnold i Louis. Do tego drugiego mieliśmy okazję zajrzeć, znajduje się bowiem bardzo blisko niebieskiego szlaku, którym podążaliśmy od Radzimowic.
Obrazek

Obrazek

Oczywiście nie darowałem sobie i wrzuciłem do środka „miernik głębokości”. Po 5 sekundach lotu, gdy zniknął już w ciemnej otchłani, dało się słyszeć uderzenie o coś, potem miernik odbijał się jeszcze parokrotnie, aż nastała cisza. W 1908 r. szyb miał 142 m głębokości...

Oznakowanie niebieskiego szlaku między Żelaźniakiem a wsią Lipą pozostawia wiele do życzenia, ale jakoś nie pobłądziliśmy. Natknęliśmy się za to na dość nietypowy jak na Sudety drogowskaz.
Obrazek

Za wsią wkroczyliśmy na Pogórze Kaczawskie. Niebieski szlak odbił na północ, do jednej z atrakcji - wąwozu Lipa, w którym znajduje się rezerwat. Było tam trochę jesiennie...
Obrazek

Podczas wędrówki, idąc z przodu miałem okazję spotkać dwa muflony. Widywałem je dotąd tylko w Górach Sowich. Niestety nie chciały zapozować do fotografii, lecz szybko zniknęły w lesie.


Za wąwozem dziewczyny chciały zrobić postój, zatem się rozsiedliśmy na trawie. Generalnie tempo na tej wyprawie było dla mnie masakrycznie wolne – w 4 h 15 min zrobiliśmy zaledwie jedenaście kilometrów. Stanowiło to mniej niż połowę zaplanowanej trasy, a robiło się późno. Zaproponowałem zatem jej skrócenie, bo groziło nam zostanie w Jaworze na noc (ostatni bus do Wrocławia odjeżdżał po 19), na co dziewczyny przystały, a ja w duchu obiecałem sobie, że następnym razem idę w góry sam...

Wychodząc z lasu natknęliśmy się na jakiś (chyba niedawno zbudowany) ośrodek jeździecki z dość nietypowym znakiem drogowym – taki widziałem po raz pierwszy w życiu.
Obrazek

Za znakami zielonego szlaku weszliśmy do kolejnego wąwozu – Wąwozu Siedmica. Miejsce urokliwe, ale w życiu bym nie przypuszczał, że szlak w Sudetach może być tak zarośnięty. Miejsce nadawało się w sam raz do kręcenia scen zasadzki Vietcongu na amerykańskich żołnierzy podczas wojny w Wietnamie.

Jeden z najmniej zarośniętych odcinków szlaku w rzeczonym wąwozie
Obrazek

Po tym jak w szybkim tempie przebyłem wąwóz, czekałem u jego wylotu prawie kwadrans na tyły, a następnie wspólnie pomaszerowaliśmy przez Siedmicę i za znakami czarnego szlaku doszliśmy do Jakuszowej, skąd rowerowym szlakiem dobiliśmy do szlaku żółtego i nim do Jawora. Na przystanku pod zamkiem, obok targowiska, zameldowaliśmy się kwadrans przed odjazdem ostatniego busa do Wrocławia.



Wnioski na przyszłość wyciągnięte z wyprawy:
1) Samotne wędrowanie jest jednak dobrym wynalazkiem
2) Nie zawsze wrzucanie czegoś do szybu musi zakończyć się starciem z orkami (Pippin w Morii miał pecha).
3) Maczeta może się okazać przydatna przy przemierzeniu szlaków nie tylko w Beskidzie Niskim
4) Mobilizujące hasło dla wszystkich turystów, które – nie wiedzieć czemu – reklamowało kredyty na plakacie w miejscowości Lipa
Obrazek

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Re: Na prawym brzegu Kaczawy

Postautor: cezaryol » 25-08-2015 08:52

Leuthen pisze:„miernik głębokości"

Takich porównań nie powstydziliby się nawet komentatorzy sportowi
:lol:

Awatar użytkownika
wirek
stary wyga
Posty: 1927
Rejestracja: 12-09-2004 21:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Na prawym brzegu Kaczawy

Postautor: wirek » 25-08-2015 09:59

Leuthen pisze: Samotne wędrowanie jest jednak dobrym wynalazkiem

Już dawno to stwierdziłem. Kiedyś sobie chadzałem ze Złotoryi do Jawora :P . A do dziury wrzuciłbym głębokościomierz albo odchłaniometr.

hm0
wędrowiec
Posty: 497
Rejestracja: 26-02-2011 10:13

Postautor: hm0 » 25-08-2015 14:25

"Odchlaniometr" to do zasięgu pawi po imprezie.;)

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 26-08-2015 20:41

Było się wybrać w czerwcu, miałbyś szlak przetarty :twisted: Tak, szedłem tam dokładnie w czerwcu z Mysłowa (też Polonusem jechaliście?) do Jawora z tym, że zakupów nie uskutecznialiśmy i w Jaworze zawitaliśmy o 17 po zaliczeniu wszystkich wąwozów, pluskanku w siedmickim (miał tam być jakiś zamek zbójecki, ale nic nie było wpadłem za to po kostki w potok więc stwierdziłem że takim razie zamoczę się już do końca :wink:) i małych organów. No i jeszcze o zamek w Lipie się zahaczyło :twisted:

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Leuthen » 27-08-2015 09:37

Dolnoślązak pisze:szedłem tam dokładnie w czerwcu z Mysłowa (też Polonusem jechaliście?)

Nie, jechaliśmy PKS-em Jelenia Góra (wyjazd z Wrocławia 8.50).

Dolnoślązak pisze:miał tam być jakiś zamek zbójecki

W necie można znaleźć informację, że po owej strażnicy, która znajdowała się na szczycie skały, nie pozostał żaden ślad, chyba że za takowy traktować nienaturalne spłaszczenie sporej powierzchni.

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 27-08-2015 19:48

Leuthen pisze:
Dolnoślązak pisze:szedłem tam dokładnie w czerwcu z Mysłowa (też Polonusem jechaliście?)

Nie, jechaliśmy PKS-em Jelenia Góra (wyjazd z Wrocławia 8.50).


To nic dziwnego, że nie wyrobiliście jak z was takie ranne ptaszki. Polonus ma wyjazd 4.30 :wink:

Co do strażnicy był pełen spontan, ot ujrzałem ciekawostkę na mapie i wpieprzyłem się do potoku.


Wróć do „Relacje z wypraw”