Ano niesamowite. Mimo niepozornej formy (ulotka, półtora strony tekstu, format trochę mniejszy od A4) jest to perełka mojej kolekcji wyciągana od święta
Co ciekawe, pośród papierów radzieckich i niemieckich były też tam strzępy polskojęzycznej gazety "Katolik" wydanej w 1918r. na terenie Niemiec.
Miks doskonały pomiętolony w kulki i przygotowany do spalenia.
Gdzieś na Dolnym Śląsku
Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku
Okolo połowy marca, w pierwsza naprawde wiosenną sobote suniemy w północne czesci Dolnego Śląska. Na kibelek zatrzymujemy sie za Prochowicami przy jakis bardzo rozwalonych ruinach. Z napisów wynika, ze byly tu kiedys jakies magazyny. Dzis jest rumowisko, tajemnicze kręgi na betonie i martwy dzik sztuk 1.



Drugie sniadanie zapodajemy na lesnym parkingu przed Starą Rudną gdzie obserwujemy dziwna, podłużna i cienką chmurke, ktora na dodatek caly czas faluje. Wyglada jak jakies calkiem spore pasmo gorskie w czasie inwersji...


W Starej Rudnej zwiedzanie zaczynamy od pałacu. Spotkalam sie wiele razy, ze wstep do jakiegos obiektu byl zabroniony bo byl to teren prywatny, teren zakładowy, miejsce niebezpieczne, grożące zawaleniem itp. Ale zeby powodem zakazu byl fakt zabytkowosci budynku to spotykam sie po raz pierwszy.

Do pałacu idzie sie przez mostek, nieco nadgryziony zębem czasu


Zachował sie herb, kolumny i jakies wewnętrzne wnęki. Poza tym to juz tylko kupa mniej lub bardziej luznych cegieł..


W wiosce siedzi jeszcze jedna ruina, tym razem koscioła. Cały teren został ogrodzony szczelna siatką. Ale potem przyszła wichura i jedno drzewo sie obaliło. Na siatkę. No wiec wejscie nie nastręcza juz problemów. Bluszcz pożera wszystko równo- stare mury, drzewa, krzyze. Wyglada to bardzo tajemniczo i malowniczo!






Kazdy kudłaty pagórek był kiedys nagrobkiem.


Nieopodal jest tez ciekawy i dosc nietypowy pomnik. Daty sugerują, ze związany z I wojną swiatową.

Gdy juz prawie opuszczamy miejscowosc dostrzegamy zabudowania jakby PGRu, jakby stajni.. Zwracają jednak uwage wysokie tyczki rozsiane po calym terenie gospodarstwa. Maszty? Anteny? Radary? Ukryte miedzy krowami?


Wychodzi na to, ze obiekt jest opuszczony wiec idziemy go obejrzec. Na wygrzanych płytach miedzy betonowymi murami bujnie porastaja mchy, porosty, suchoroslowate kwiatki i białe roboty. Mech jest cieplutki, wygrzany i bardzo fajnie sie na nim siedzi, wystawiajac pyski do słonka. Wokol pachnie wiosną!




Hale sa w roznym stanie zachowania. Wiatr wyjący w połamanych eternitach, foliach i fragmentarycznych szybach wydaje niesamowite dzwięki- spiewa, rozmawia, zawodzi, chrząka…




W zabudowaniach dawniej pełniacych role biurowe chyba ktos probował zamieszkac. I mamy podejrzenia, ze nie byl to tylko nieumiejący pływac słonik pluszowy.

Nic dziwnego, ze słonik boi sie wody. Cały czas horyzont zamyka wał otoczający ogromny zbiornik poflotacyjny. Ten sam gdzie kilka lat temu pogoniła nas ochrona nie pozwalając zajrzec w namulisko... Moze słonik znał historie z niedalekich Iwin?



Jest tez kibelek- wychodek. Typ przewiewny.

Mają tu tez fajny widokowy komin. Rozważam wyjscie na góre ale jednak rezygnuje. Glupio by sobie zrobic krzywde na początku sezonu...


Grunt to z wycieczki zabrac jakas pamiątke!

A tak wogole to dzisiaj u nas swieto! Dzielna skodusia!

Drugie sniadanie zapodajemy na lesnym parkingu przed Starą Rudną gdzie obserwujemy dziwna, podłużna i cienką chmurke, ktora na dodatek caly czas faluje. Wyglada jak jakies calkiem spore pasmo gorskie w czasie inwersji...
W Starej Rudnej zwiedzanie zaczynamy od pałacu. Spotkalam sie wiele razy, ze wstep do jakiegos obiektu byl zabroniony bo byl to teren prywatny, teren zakładowy, miejsce niebezpieczne, grożące zawaleniem itp. Ale zeby powodem zakazu byl fakt zabytkowosci budynku to spotykam sie po raz pierwszy.
Do pałacu idzie sie przez mostek, nieco nadgryziony zębem czasu
Zachował sie herb, kolumny i jakies wewnętrzne wnęki. Poza tym to juz tylko kupa mniej lub bardziej luznych cegieł..
W wiosce siedzi jeszcze jedna ruina, tym razem koscioła. Cały teren został ogrodzony szczelna siatką. Ale potem przyszła wichura i jedno drzewo sie obaliło. Na siatkę. No wiec wejscie nie nastręcza juz problemów. Bluszcz pożera wszystko równo- stare mury, drzewa, krzyze. Wyglada to bardzo tajemniczo i malowniczo!
Kazdy kudłaty pagórek był kiedys nagrobkiem.
Nieopodal jest tez ciekawy i dosc nietypowy pomnik. Daty sugerują, ze związany z I wojną swiatową.
Gdy juz prawie opuszczamy miejscowosc dostrzegamy zabudowania jakby PGRu, jakby stajni.. Zwracają jednak uwage wysokie tyczki rozsiane po calym terenie gospodarstwa. Maszty? Anteny? Radary? Ukryte miedzy krowami?
Wychodzi na to, ze obiekt jest opuszczony wiec idziemy go obejrzec. Na wygrzanych płytach miedzy betonowymi murami bujnie porastaja mchy, porosty, suchoroslowate kwiatki i białe roboty. Mech jest cieplutki, wygrzany i bardzo fajnie sie na nim siedzi, wystawiajac pyski do słonka. Wokol pachnie wiosną!
Hale sa w roznym stanie zachowania. Wiatr wyjący w połamanych eternitach, foliach i fragmentarycznych szybach wydaje niesamowite dzwięki- spiewa, rozmawia, zawodzi, chrząka…
W zabudowaniach dawniej pełniacych role biurowe chyba ktos probował zamieszkac. I mamy podejrzenia, ze nie byl to tylko nieumiejący pływac słonik pluszowy.
Nic dziwnego, ze słonik boi sie wody. Cały czas horyzont zamyka wał otoczający ogromny zbiornik poflotacyjny. Ten sam gdzie kilka lat temu pogoniła nas ochrona nie pozwalając zajrzec w namulisko... Moze słonik znał historie z niedalekich Iwin?
Jest tez kibelek- wychodek. Typ przewiewny.
Mają tu tez fajny widokowy komin. Rozważam wyjscie na góre ale jednak rezygnuje. Glupio by sobie zrobic krzywde na początku sezonu...
Grunt to z wycieczki zabrac jakas pamiątke!
A tak wogole to dzisiaj u nas swieto! Dzielna skodusia!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku
buba1 pisze:Gdy juz prawie opuszczamy miejscowosc dostrzegamy zabudowania jakby PGRu, jakby stajni.. Zwracają jednak uwage wysokie tyczki rozsiane po calym terenie gospodarstwa. Maszty? Anteny? Radary? Ukryte miedzy krowami?
Niewykluczone, że są to zwykłe piorunochrony.
Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku
Apollo pisze:buba1 pisze:Gdy juz prawie opuszczamy miejscowosc dostrzegamy zabudowania jakby PGRu, jakby stajni.. Zwracają jednak uwage wysokie tyczki rozsiane po calym terenie gospodarstwa. Maszty? Anteny? Radary? Ukryte miedzy krowami?
Niewykluczone, że są to zwykłe piorunochrony.
No moze.. Ale chyba bardzo sie tam musieli bac tych burz!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku
W okolicach Rudnej pierwszy palacyk odwiedzamy w Rynarcicach.


Ciekawe okienko

Spotykamy przy nim miejscowego, z ktorym wdajemy sie w pogawedke. Palac jest obecnie opuszczony, nieuzywany i zamurowany. Kilka lat temu agencja rolna/gmina (juz nie pamietam dokladnie do kogo nalezy) wydala kupe kasy na naprawe jego dachu. Cos jednak nie wyszlo- jak przyjdzie wichura to ponoc owe nowe dachowki tak lataja, ze strach przechodzic obok. I do wnetrz nadal sie leje… Zabudowania przypalacowe sa zamieszkane, jednak zyjacy w nich ludzie nie moga wykupic swoich mieszkan czy pobliskich garazy, ktorych uzywaja. Plan jest ponoc taki aby sprzedac caly teren za astronomiczne pieniadze, razem z ludzmi. Albo ludzi sie jakos pozbyc po drodze po cichu.. Acz poki co odpowiedni kupiec sie nie znalazl wiec wszystko trwa sobie w zawieszeniu. I ludziska sobie mieszkaja, nie znajac dnia ani godziny..

Kolejny palac a raczej wydmuszka takowego znajduje sie we wsi Żelazny Most.



Wokol piekny, cienisty, zdziczały park.

Droga do palacu ma nawierzchnie nietypowa- płyty. Ale nie z betonu tylko z metalu albo jakiegos innego tworzywa..

Jest tez ławeczka- smok. Albo krokodyl?

Gdzies jadac dalej natrafiamy na nowa budowle o dosc orginalnym ksztalcie. Co sie tam miesci- nie wiem. Wokol byly jakies zaklady, magazyny itp

We wsi Tarnówek odwiedzamy kolejny palacyk. Jest polozony na obrzezach jakiegos gospodarstwa, ale jednak na uboczu. Budynek jest opuszczony, prowadzi do niego bita droga wiejska a dalej rozciaga sie stary park płynnie przechodzacy w las.


Na tyłach palacu czai sie najlepsza niespodzianka dla kabaczka! Schody! Duzo schodów! Malenstwo jest zachwycone! Łazi w dól i w gore i caly czas spiewa! Wtórują jej cale zastepy ptasie zamieszkujace przypalacowy park. Miejsce zdaje sie byc miłe, cieple i pelne spokoju.


Niestety czar tego miejsca pryska w czasie powrotu do glownej drogi. Z jakiegos budynku wyskakuje wsciekly, agresywny koles i prawie na nas rzuca- ze palac jest jego, droga jest jego, ba! nawet pobocze szosy gdzie stanelismy jest jego i on sobie nie zyczy, zeby ktos stąpał po jego ziemi a nawet na nia patrzyl bez jego pozwolenia. Tlumaczenia, ze teren nie jest ani ogrodzony, ani oznaczony a palac wyglada na opuszczony dawno temu nic nie pomagaja. Koles twierdzi, ze ma prawo ten palacyk nawet wysadzic w powietrze bo jest JEGO i spuscic wpierdol kazdemu kto spojrzy bez pozwolenia. Straszy nas policją, pobiciem, oskalpowaniem i domaga sie abysmy natychmiast wynosili sie z jego terenu. Hmmm.. a mysmy wlasnie to robili- szlismy spowrotem wiec po co to wszystko? Skad sie bierze w niektorych ludziach tyle jadu, żółci, nienawisci do bliźniego i złej energi? Chyba taki czlowiek musi byc bardzo sfrustrowany i nieszczesliwy… No coz- pozostaje pozyczyc mu smutnego dnia i oddalic sie w jakies bardziej przyjazne miejsce…
Kluczac wioskami zajezdzamy do Świnina. Juz tu kiedys bylam, pare lat temu. Ale niedawno doszly mnie informacje, ze da rade wejsc do srodka tutejszego pałacu.


Faktycznie okazuje sie to mozliwe. Wnetrza zdaja sie byc calkiem niezle zachowane. Zwraca uwage zwlaszcza kominek, ktory chyba ulegl nie tak dawno jakiejs domorosłej renowacji.





Tak sobie chodze po pałacu, zagladam tu i tam.. Otwieram kolejne drzwi i… szok… Zawalisko! Eeeeee… od tego momentu pospiesznie kieruje sie w strone wyjscia.. A zadawalam sobie caly czas pytanie- czemu ludzie sie stad wyprowadzili

Maja tu tez calkiem przyjemna kapliczke

A w parku jakis pomnik z mieczem.

W Starej Rzece myslalam, ze bedzie palac ale ponoc juz dawno go nie ma. Sa tylko czworaki i budynek- no wlasnie nikt nie wie jakie funkcje pełniacy dawno temu

Potem odwiedzamy Grodziszcze. Bardzo malownicze ruiny polozone sa za wsia wsrod rozlewisk tworzacych fosy i jeziorka. Z drzew zwieszaja sie jakies skłebione pnącza jak liany.



Dojscie do ruin jest tylko z jednej strony

Po drodze rzucamy tylko okiem na opłotowany palac w Czerńczycach

I suniemy do malutkiej miejscowosci Turów. Tam nawet nie ma wsi, tylko opuszczony palac i dawne przypalacowe chutory, obecnie zamieszkiwane glowne przez roznorakich żulików.



Dwoch takowych mijamy jadac, wesoło nam machaja i probuja wzajemnie siebie prowadzic przez pola. Co ciekawe wracajac juz ich nie spotkalismy. Nie mijali nas rowniez pod pałacem. Nie leza tez w rowie. Wyglada na to, ze rozpłyneli sie w powietrzu.
Na chwile zagladamy pod pałac w Droglowicach

I w Białołęce. Ten zamieszkany przez kilka rodzin, czujnie przygladajacych mi sie z okien gdy robie zdjecia. W oknach naliczylam kilkanascie osob.



Na koniec tego dnia jeszcze przypadkiem wpadamy na pałac w Obiszowie. Pomurowany dokumentnie. Mozna wslizgnac sie do piwnicy- ale nie łączy sie z reszta budynku. Prowadzi do niego droga tysiąca kolein


Slonce zachodzi na niebie dzis straszliwie pociachanym przez samoloty. Zwlaszcza tor jednego jest ciekawy- wyglada jak trąba powietrzna!

Nocleg wypada nam w miejscowosci Modła pod Głogowem. Centrum wsi jest upiorne- nowa betonowa pustynia… Rownolegla do glownej boczna droga wyglada juz sympatyczniej. Acz jest zatarasowana w ciekawy sposob. Komus chyba zalezy aby nie przejezdzac dalej kolo jego domu? Jakas wojna z sąsiadem? Trzeba objezdzac od drugiej strony...

Nocujemy w kwaterach pracowniczych. Do tych zdecydowanie pasuje nazwa, ktorą uslyszalam w korytarzu- “najbardziej luksusowy barak robotniczy”. Kiedys budynek byl zakladem wylegu drobiu. W srodku jest mega wypas- przy kazdym pokoju aneks kuchenny, lodowka, osobna łazienka, płaski telewizor na scianie. I zapach jak u dentysty
Z zewnatrz miły pobielony sad i płytowa droga. Obslugi nie ma. Rozmawiamy z nia tylko przez telefon, sami wchodzimy i wychodzimy a jako ze nie mamy odliczonych pieniedzy to mozemy kilka dni pozniej przesłac kase. Ciekawe miejsce. I obfite w szyszki.





Ciekawe okienko
Spotykamy przy nim miejscowego, z ktorym wdajemy sie w pogawedke. Palac jest obecnie opuszczony, nieuzywany i zamurowany. Kilka lat temu agencja rolna/gmina (juz nie pamietam dokladnie do kogo nalezy) wydala kupe kasy na naprawe jego dachu. Cos jednak nie wyszlo- jak przyjdzie wichura to ponoc owe nowe dachowki tak lataja, ze strach przechodzic obok. I do wnetrz nadal sie leje… Zabudowania przypalacowe sa zamieszkane, jednak zyjacy w nich ludzie nie moga wykupic swoich mieszkan czy pobliskich garazy, ktorych uzywaja. Plan jest ponoc taki aby sprzedac caly teren za astronomiczne pieniadze, razem z ludzmi. Albo ludzi sie jakos pozbyc po drodze po cichu.. Acz poki co odpowiedni kupiec sie nie znalazl wiec wszystko trwa sobie w zawieszeniu. I ludziska sobie mieszkaja, nie znajac dnia ani godziny..
Kolejny palac a raczej wydmuszka takowego znajduje sie we wsi Żelazny Most.
Wokol piekny, cienisty, zdziczały park.
Droga do palacu ma nawierzchnie nietypowa- płyty. Ale nie z betonu tylko z metalu albo jakiegos innego tworzywa..
Jest tez ławeczka- smok. Albo krokodyl?
Gdzies jadac dalej natrafiamy na nowa budowle o dosc orginalnym ksztalcie. Co sie tam miesci- nie wiem. Wokol byly jakies zaklady, magazyny itp
We wsi Tarnówek odwiedzamy kolejny palacyk. Jest polozony na obrzezach jakiegos gospodarstwa, ale jednak na uboczu. Budynek jest opuszczony, prowadzi do niego bita droga wiejska a dalej rozciaga sie stary park płynnie przechodzacy w las.
Na tyłach palacu czai sie najlepsza niespodzianka dla kabaczka! Schody! Duzo schodów! Malenstwo jest zachwycone! Łazi w dól i w gore i caly czas spiewa! Wtórują jej cale zastepy ptasie zamieszkujace przypalacowy park. Miejsce zdaje sie byc miłe, cieple i pelne spokoju.
Niestety czar tego miejsca pryska w czasie powrotu do glownej drogi. Z jakiegos budynku wyskakuje wsciekly, agresywny koles i prawie na nas rzuca- ze palac jest jego, droga jest jego, ba! nawet pobocze szosy gdzie stanelismy jest jego i on sobie nie zyczy, zeby ktos stąpał po jego ziemi a nawet na nia patrzyl bez jego pozwolenia. Tlumaczenia, ze teren nie jest ani ogrodzony, ani oznaczony a palac wyglada na opuszczony dawno temu nic nie pomagaja. Koles twierdzi, ze ma prawo ten palacyk nawet wysadzic w powietrze bo jest JEGO i spuscic wpierdol kazdemu kto spojrzy bez pozwolenia. Straszy nas policją, pobiciem, oskalpowaniem i domaga sie abysmy natychmiast wynosili sie z jego terenu. Hmmm.. a mysmy wlasnie to robili- szlismy spowrotem wiec po co to wszystko? Skad sie bierze w niektorych ludziach tyle jadu, żółci, nienawisci do bliźniego i złej energi? Chyba taki czlowiek musi byc bardzo sfrustrowany i nieszczesliwy… No coz- pozostaje pozyczyc mu smutnego dnia i oddalic sie w jakies bardziej przyjazne miejsce…
Kluczac wioskami zajezdzamy do Świnina. Juz tu kiedys bylam, pare lat temu. Ale niedawno doszly mnie informacje, ze da rade wejsc do srodka tutejszego pałacu.
Faktycznie okazuje sie to mozliwe. Wnetrza zdaja sie byc calkiem niezle zachowane. Zwraca uwage zwlaszcza kominek, ktory chyba ulegl nie tak dawno jakiejs domorosłej renowacji.
Tak sobie chodze po pałacu, zagladam tu i tam.. Otwieram kolejne drzwi i… szok… Zawalisko! Eeeeee… od tego momentu pospiesznie kieruje sie w strone wyjscia.. A zadawalam sobie caly czas pytanie- czemu ludzie sie stad wyprowadzili
Maja tu tez calkiem przyjemna kapliczke
A w parku jakis pomnik z mieczem.
W Starej Rzece myslalam, ze bedzie palac ale ponoc juz dawno go nie ma. Sa tylko czworaki i budynek- no wlasnie nikt nie wie jakie funkcje pełniacy dawno temu
Potem odwiedzamy Grodziszcze. Bardzo malownicze ruiny polozone sa za wsia wsrod rozlewisk tworzacych fosy i jeziorka. Z drzew zwieszaja sie jakies skłebione pnącza jak liany.
Dojscie do ruin jest tylko z jednej strony
Po drodze rzucamy tylko okiem na opłotowany palac w Czerńczycach
I suniemy do malutkiej miejscowosci Turów. Tam nawet nie ma wsi, tylko opuszczony palac i dawne przypalacowe chutory, obecnie zamieszkiwane glowne przez roznorakich żulików.
Dwoch takowych mijamy jadac, wesoło nam machaja i probuja wzajemnie siebie prowadzic przez pola. Co ciekawe wracajac juz ich nie spotkalismy. Nie mijali nas rowniez pod pałacem. Nie leza tez w rowie. Wyglada na to, ze rozpłyneli sie w powietrzu.
Na chwile zagladamy pod pałac w Droglowicach
I w Białołęce. Ten zamieszkany przez kilka rodzin, czujnie przygladajacych mi sie z okien gdy robie zdjecia. W oknach naliczylam kilkanascie osob.
Na koniec tego dnia jeszcze przypadkiem wpadamy na pałac w Obiszowie. Pomurowany dokumentnie. Mozna wslizgnac sie do piwnicy- ale nie łączy sie z reszta budynku. Prowadzi do niego droga tysiąca kolein
Slonce zachodzi na niebie dzis straszliwie pociachanym przez samoloty. Zwlaszcza tor jednego jest ciekawy- wyglada jak trąba powietrzna!
Nocleg wypada nam w miejscowosci Modła pod Głogowem. Centrum wsi jest upiorne- nowa betonowa pustynia… Rownolegla do glownej boczna droga wyglada juz sympatyczniej. Acz jest zatarasowana w ciekawy sposob. Komus chyba zalezy aby nie przejezdzac dalej kolo jego domu? Jakas wojna z sąsiadem? Trzeba objezdzac od drugiej strony...
Nocujemy w kwaterach pracowniczych. Do tych zdecydowanie pasuje nazwa, ktorą uslyszalam w korytarzu- “najbardziej luksusowy barak robotniczy”. Kiedys budynek byl zakladem wylegu drobiu. W srodku jest mega wypas- przy kazdym pokoju aneks kuchenny, lodowka, osobna łazienka, płaski telewizor na scianie. I zapach jak u dentysty