Wojna rządu z niewłaściwymi pomnikami weszła w końcową fazę: ich usuwanie ma się zakończyć do końca marca. Oczywiście i od tego będą wyjątki, ale generalnie taki jest nakaz wojewodów podpierających się ustawą.
Zostało zatem naprawdę niewiele czasu oby obejrzeć te złe obiekty na żywo, więc podobnie jak jesienią ruszyłem w teren. Tym razem w mroźną niedzielę na południe województwa opolskiego. Gdzie szukać takich miejsc podpowiedziała mi pewna prawacka strona, której intencje były dokładnie odwrotne: miała piętnować czerwone plamy, ale mi posłużyła jako znakomity przewodnik

.
Najpierw zatrzymałem się w
Głogówku (Oberglogau). Wiedziałem, że pomnik znajduje się gdzieś w parku zamkowym, lecz nigdzie nie podano dokładnej lokalizacji. Przemierzałem kolejne ścieżki wypatrując swojego celu i potrząsając grabiejącymi rękami. Na parkowych mapach nic takiego nie zostało zaznaczone.
Stwierdziłem, że nie dam za wygraną i wreszcie go zobaczyłem! Okazało się, iż stoi w pobliżu zamku Oppersdorffów, a raczej tego, co z niego zostało.
Pomnik jest skromny: ot, kamienna kolumna zwieńczona rozkraczoną czerwoną gwiazdą. Gwiazda znajduje się również na powierzchni ziemi, coś w rodzaju postumentu. Całość ogrodzona niską metalową balustradą. Od strony wejścia wmurowano tablicę z napisem: CHWAŁA BOHATEROM POLEGŁYM O WYZWOLENIE MIASTA GŁOGÓWKA. WDZIĘCZNE SPOŁECZEŃSTWO MIASTA.
Oczywiście tekst to typowa propaganda, bo trudno aby Sowieci wyzwalali Niemców z niemieckiego miasta. Obok umieszczono niewielką współczesną tabliczkę wyjaśniającą historię monumentu.
Po przejściu frontu właśnie w tym miejscu pochowano czerwonoarmistów, ale w latach 50. ekshumowano ich i przeniesiono do cmentarza w Kędzierzynie. Pomnik stanął na dawnej nekropolii, niejako przypominając, że kiedyś tu istniała. Miejscowi nazywają go neutralnie
Pomnikiem z Czerwoną Gwiazdą. Zgrabnie

.
IPN oczywiście nie ma wątpliwości i nakazał rozbiórkę. Chyba nikt się nie spodziewał innej decyzji, ale... No właśnie, jest poważne "ale". Park zamkowy jest wpisany na listę zabytków. "I co z tego?" - ktoś spyta. Ano to, że w artykule 5 ustawy o "dekomunizacji" jak byk pisze iż przepisów
nie stosuje się do pomników wpisanych – samodzielnie albo jako część większej całości – do rejestru zabytków! Zatem zgodnie z prawem "dekomunizacja" w ogóle nie powinna go objąć!
Władze miasta miały wątpliwości i zasięgnęły opinii konserwatora zabytków. IPN się nie bawił w takie ceregiele, bo oni wiedzą swoje. Można więc zadać pytanie: czy pracownicy IPN-u nie znają przepisów, w których uchwaleniu brali aktywny udział czy celowo działają niezgodnie z nimi aby pokazać, że prawo i sprawiedliwość stoi poza prawem, które same wymyśliło??
Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie - hasło z nieśmiertelnej komedii jest aktualne jak nigdy dotąd, więc nie mam wątpliwości co do losu
Czerwonej Gwiazdy. Burmistrz Głogówka zadeklarował, że przynajmniej część pomnika trafi do muzeum. Mają też już odpowiedniego następcę w to miejsce i na szczęście nie jest to żadna postać ze współczesnej polityki...
Kilkanaście kilometrów dalej w kierunku granicy czeskiej i jestem w
Głubczycach (Leobschütz). Jeszcze do niedawna miasto posiadało dwa nieprawomyślne pomniki. Ten mniej znany, stojący w pobliżu szpitala, był w fatalnym stanie i nawet nie wiem, czy jeszcze istnieje. Większa konstrukcja znajduje się w Parku Miejskim: lokalizacja malownicza, pomiędzy resztkami murów miejskich z basztami i rzeczką o wiele mówiącej nazwie Psina

.
W 1882 roku Niemcy wybudowali tu Kolumnę Zwycięstwa, która upamiętniała zwycięstwo w wojnie z Francją oraz wcześniejsze z Danią i Austrią. Była ona znacznie bardziej zdobiona i zwieńczona Żelaznym Krzyżem.
Po II wojnie światowej kolumna zniknęła, ale cokół ocalał. Wykorzystano go do konstrukcji nowego Pomnika Wdzięczności. Nie do końca wiadomo jak wyglądał on na samym początku, ponieważ prawdopodobnie górna część z żołnierzem została we wczesnym PRL-u przeniesiona z drugiego obiektu obok szpitala.
Przyglądając się tej konstrukcji stwierdziłem, że ciężko ją uznać za element "propagowania systemu totalitarnego". Brak na niej jakiejkolwiek tablicy czy symboli, stoi jedynie żołnierz. Niby ma pepeszę i mundur zbliżony do radzieckiego, ale już hełm bardziej przypomina mi... brytyjskie

.
Kiedyś oczywiście widniała tu odpowiednia inskrypcja: CZEŚĆ I CHWAŁA ŻOŁNIERZOM BOHATERSKIEJ ARMII CZERWONEJ POLEGŁYM ZA WYZWOLENIE ZIEMI GŁUBCZYCKIEJ. SPOŁECZEŃSTWO POWIATU GŁUBCZYCKIEGO. Tą jednak zdjęto jakiś czas temu, a czerwonej gwiazdy lub sierpa i młota chyba nigdy nie było.
W ubiegłym roku miasto dostało dofinansowanie na rewitalizację parku i przy okazji wyremontowało sypiący się obelisk, co wywołało wściekłość określonych środowisk (zwłaszcza, że nie umiały się dogadać z władzami na temat swojej tablicy smoleńskiej

). Rządzący Głubczycami powoływali się na obecny wygląd pomnika: niczego on nie propaguje, nikogo nie czci, brak jakichkolwiek treści. Są nawet gotowi na usunięcie figury żołnierza i przemianowania resztek na Pamięci Ofiar Wojny. Ale raczej nic z tego. "Ustawa nie przewiduje takich działań, trzeba zniszczyć!".
Trzecią odwiedzoną miejscowością są
Dzbańce (niem.
Krug). Niewielka wioska licząca około 50 mieszkańców. Na skraju osady przy głównej drodze ustawiono pomnik poświęcony dwóm czołgistom, którzy 24 marca 1945 roku na śląskiej ziemi spotkali śmierć. Gdzieś przeczytałem, iż byli to dwaj młodzi chłopacy z Kazachstanu, ale nazwiska niekoniecznie to potwierdzają: Gienadij Wołkow oraz Nazip (Näcip) Hazipow. Pierwszy wygląda na Rosjanina, z kolei imię Näcip jest tatarskie.
Ze internetu dowiedziałem się, iż sierżanta Wołkowa i bohatera Związku Radzieckiego Hazipowa upamiętniono w 1976 roku. Tekst miał być w języku polskim (podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich brak inskrypcji po rosyjsku), nad nim umieszczono dwa szklane zdjęcia (jedno ostatnio częściowo uszkodzono) i czerwoną gwiazdę.
A na miejscu zdębiałem, bo najpierw nie poznałem, że to właśnie to!
Jacyś genetyczni patrioci zachlapali go farbami, obowiązkowo dorysowując kotwicę. Ten znak ostatnio wyjątkowo często jest stosowany jako symbol rozpoznawczy różnego rodzaju hołoty. U dołu jakiś krzyż z motywami narodowymi. Zgroza!
Jakimś cudem oszczędzili fotografie czołgistów. Z lewej sierżant Wołkow. Potłuczony Chazipow. Spod farby widać gwiazdę i napis, który na szczęście nie został zniszczony, tylko zamalowany.
Nie wiadomo jaki los czeka pamiątka po czołgistach. Na razie nie znalazłem jej na liście do usunięcia, ale wiadomo, że IPN czuwa i nie śpi. Rok temu interesowało się nią Stowarzyszenie "Kursk" (te samo, które remontowało pomnik w Mikolinie), ale chyba nic więcej w związku z tym nie zrobiono. Generalnie pomnik był w niezłym stanie, dopóki nie wkroczyli tu farbiarze. Dla porównania zdjęcie znalezione w sieci na forum Eksploratorów.
A dziś... szkoda pisać!
Na sam koniec zaglądam na
Anaberg, którą Polacy nazywają
Górą Świętej Anny, a Niemcy Sankt Annaberg. Na skraju urwiska stoi słynny Pomnik Czynu Powstańczego autorstwa
Xaverego Dunikowskiego.
Okej, ale co on ma wspólnego z "dekomunizacją"?! Ano ma i to bardzo wiele

! Czujne oko wojewody (który współcześnie jest jego właścicielem) nie zapomniało, iż powstał on we wrogim systemie i jest skażony komunistycznymi naleciałościami. Proszę się dokładnie przyjrzeć, na pewno je znajdziecie.
Na ścianach ludzie pracy, robotnicy, rolnicy. Fakt, mogą źle się kojarzyć tym, którzy sami nie pracują, a żyją na koszt podatnika, znaczy się wyborcy. W środku postacie górników hołubionych przez włodarzy PRL-u, ale dziś grubjorze także stoją w jednym szeregu z władzą, więc włos im z głowy spaść nie może...
Aby dojrzeć komunistyczne elementy należy spojrzeć od drugiej strony, znad hitlerowskiego amfiteatru, który rozciąga się poniżej zatopiony w śniegu i ciszy.
No dobra, to co tu mamy?
Pylony pomnika mają symbolizować najważniejsze wydarzenia w historii walki o polskość Górnego Śląska. Oprócz fikcji typu "bitwa pod Niemczą" czy "strajki szkolne" umieszczono scenę pokazującą wkraczającą Armię Czerwoną i Wojsko Polskie. O ile Polacy generalnie Śląska nie szturmowali, o tyle postać czerwonoarmisty jest tu jak najbardziej historycznie na miejscu.
No, ale obecnie moment wejścia Armii Czerwonej na Śląsk stał się elementem "propagandy systemu totalitarnego", więc i ta scena nadaje się do usunięcia. Ciekawe czy postacie żołnierzy też? A orzełek bez korony?
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że sam Pomnik nie jest zabytkiem, ale otoczenie jak najbardziej tak i w ten sposób (podobnie jak w Głogówku) teoretycznie nie podlega pod przepisy nieszczęsnej ustawy. Znowu jednak strona rządowa jest kompletnie niekonsekwentna... Uspokajano, że pomnik na pewno nie będzie zburzony, czeka go tylko "drobna przeróbka". Tymczasem w wielu innych przypadkach, gdy miejscowe władze chciały usunąć z obiektów część elementów, IPN stanowczo stwierdzał, że "ustawa tego nie przewiduje". Dlaczego więc tutaj można dokonać oczyszczenia, a w innych przypadkach nie?? Ostatnio rzecznik wojewody orzekł, że Pomnik chroniony jest jako zabytek (a jednak!), więc... nie zostanie zburzony, ale tylko przerobiony! Tylko jak to się ma do odpowiednich przepisów??
Faktem jest, że całe założenie wraz z amfiteatrem czeka w tym roku remont za grubą kasę, więc przy okazji będą mogli "poprawić" ściany Pomnika. Jak to zrobią? Wymienią płytki czy może tylko wyciągną czarne paski i zagipsują? Zapewne będzie widać efekt takich prac, więc i współczesnej cenzury...
Na sam koniec opuszczamy Śląsk i przenosimy się w odległy Beskid Niski, a konkretnie do
Ujścia Gorlickiego (Uście Ruskie, Устя Руське). W centrum wsi stoi sześciostopniowy obelisk z wyrytym napisem: POLEGŁYM W WALCE Z OKUPANTEM PARTYZANTOM GL – AL OCHOTNIKOM ARMII RADZIECKIEJ I WOJSKA POLSKIEGO Z ŁEMKOWSZCZYZNY 1939 – 1945.
Był to prawdopodobnie jedyny taki pomnik łemkowski postawiony w okresie PRL-u. Na jego budowę zebrali składki sami Łemkowie w 1963 roku. Inskrypcja oczywiście mija się z prawdą, bo Rusinów do Armii Czerwonej czy Gwardii Ludowej brano z przymusu, a nie jako ochotników, ale co tam... W Wojsku Polskim także nie służyli w czasie wojny, ponieważ generalnie nie chciano ich przyjmować, nawet gdy się dobrowolnie zgłaszali.
Pomnik udało się Łemkom obronić, choć początkowo oczywiście miał zostać zniszczony. Zmieniona zostanie jedynie treść napisu. A więc jednak można? Można, tylko wszystko zależy od lokalnych IPN-owskich aparatczyków. A gdzie prawo i sprawiedliwość?