Nowy szlak - Ścieżka edukacyjna po Przedgórzu Sudeckim
My w Stolcu byliśmy przed południem, a w dalszą drogę ruszyliśmy przed 14-tą. Do zamku nie wchodziliśmy, bo nawet nie ma gdzie. Ruina kompletna i już na pierwszy rzut oka nie ma się wątpliwości, że tabliczki ostrzegające mówią prawdę
Nawet nie pamiętam, czy ruiny są całkowicie ogrodzone. Gdy robiłem zdjęcia, na podwórzu pojawił się jakiś miejscowy i nie zwrócił na nas uwagi. W rezerwacie są sztolnie z tym, że nie w tym najbardziej "reprezentacyjnym" odsłonięciu, do którego prowadzi szlak. Trzeba pójść trochę dalej ścieżką w zarośla i tam znajdzie się strome zejście z małą pieczarą na wprost i korytarzem z lewej, przegrodzonym kratą. Krata ma okienko, przez które można przejść. Na zimę pewnie jest blokowane, żeby chronić nietoperze. Po odwiedzeniu kamieniołomu odpoczywaliśmy trochę na ławeczkach przy kiosku, bo akurat od 13:00 było otwarte
Nas nic nie było w stanie zatrzymać po drodze. Tak precyzyjnie mieliśmy opracowaną wycieczkę, że na dworzec w Ząbkowicach weszliśmy widząc światła nadjeżdżającego pociągu 
wirek pisze:Po odwiedzeniu kamieniołomu odpoczywaliśmy trochę na ławeczkach przy kiosku, bo akurat od 13:00 było otwarte![]()
Przy czym żałowaliśmy, że produkty przez nas zakupione nie były tak zimne jak Wasze lody
wirek pisze:na dworzec w Ząbkowicach weszliśmy widząc światła nadjeżdżającego pociągu
Wyraz "weszliśmy" ująłbym w cudzysłów. Ze Szklar do Ząbkowic osiągnęliśmy lepszy rezultat niż Korzeniowski na olimpiadzie w Barcelonie, za to w Ząbkowicach doszło jeszcze podbieganie. Dopiero w domu zauważyłem, jak bardzo niewygodne buty miałem na sobie, bo pęcherze na piętach mam większe niż rycerze ostrogi. Dodam tylko, że mój pies (który nam towarzyszył), po niedzielnej wyprawie ogranicza się do dwóch spacerów dziennie (normalnie i pięć jest za mało) - i to tylko w wiadomym celu. Na propozycję wyjścia do parku (zalicza go prawie codziennie) spojrzała na mnie jak na idiotę. Ledwie żywie.
Sztolnie w Stoleckich Skałkach odkrył Wirek - b. fajne miejsce, chociaż są one zasypane. W pieczarze, o której pisał Wirek, jest kilka atrakcji. Widać, że niejedna impreza się tam odbyła, albo jakie warunki są idealne dla rozwoju plechy. Widoki niesamowite. Tak sobie pomyślałem, że nazwa miejscowości "Stolec" nie wzięła się wcale od "Stołka", o czym można przeczytać na tablicy SKPSowej, tylko z uwagi na wyściółkę sztolni (no dobra, przesadzam - lisy nie pozostawiły tego aż tak dużo).
Dla mnie wyjazd był bardzo udany. Co do samego szlaku, to faktycznie - osoby żądne górskich wrażeń będą bardzo mocno zawiedzione. Przewyższenie pokonanej przez nas trasy z Kamieńca do Ząbkowic mieściło się w granicach błędu
Fragment szlaku prowadzący przez lasy pomiędzy Niedźwiednikiem a Szklarami to wyprawa niczym w dżunglę amazońską - mniej więcej 45% trasy prowadzi przez zarośnięte drogi czy ścieżki (z pokrzywami po 2 metry - szedłem w krótkich spodenkach
Natrafiliśmy też na dwa miejsca "problematycznie oznakowane", jak to kiedyś ujął Walter - tzn. punkty, w których nie zaszkodziłoby domalować dodatkowych znaków, żeby nie gubić drogi.
Myślę jednak, że szlak warto "zaliczyć" na zasadzie odskoczni od wędrowania górami. Koniecznie trzeba zwiedzić Stolec, a i przejście złotymi polami może dostarczyć nie lada doznań.
Wirek jest świetnym kompanem na wyjścia; mam nadzieję, że w sierpniu (lub innym dogodnym czasie) wrócimy na szlak (czy raczej jego drugą połowę).