W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Postautor: buba1 » 04-01-2023 20:48

Plan tego wyjazdu powstał nietypowo i bardzo spontanicznie - jakiś tydzień przed wyjazdem. Mieliśmy jechać na Słowację, na Wielką Fatrę i wędrować śladem tamtejszych leśnych chatek. Już prawie byliśmy spakowani... Fakt, że marznąc od ponad dwóch tygodni we własnym mieszkaniu na polskim biegunie ciepła, z pewną obawą myśleliśmy o górach, które jednak są dosyć wysokie, ale pocieszaliśmy się, że "jakoś to będzie". Jednak informacja od znajomych o ataku wrześniowych śniegów - miała efekt piorunujący. Na zimowy wyjazd się nie piszemy w żadnym wypadku! Plan został więc porzucony, a raczej odłożony na bliżej nieokreśloną przyszłość. Urlop był jednak rozpisany i warto było go nie zmarnować. Padło więc na góreczki dużo niższe i również nam kompletnie nieznane. Zabraliśmy ze sobą busia, będąc spokojniejszym mając w zapasie webasto na wypadek mroźnych nocy. Ostatecznie nie odpaliliśmy ogrzewania ani razu, ale grzała nas sama świadomość tej możliwości ;)

Naszą czeską wędrówkę zaczynamy od odwiedzenia pewnego niezwykle ciekawego miejsca. Coś dla wszystkich miłośników niekonwencjalnego przekraczania rzek. Dla tych, którzy kochają chybotliwe kładki i ręcznie sterowane promy. To właśnie mix tego, z pewną domieszką windy i tyrolki. Wagonik jest solidny, ale bez problemu przeciągam się samodzielnie - nawet bardzo wytężać się nie trzeba!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeśli kogoś interesują szczegóły tego wynalazku to może się zapoznać z tabliczką:

Obrazek

Dla dodania klimatu nad tym wszystkim góruje potężny wiadukt kolejowy.

Obrazek

Obrazek

Jako zdeklarowany miłośnik rur wszelakich nie mogę pominąć również tego motywu obecnego tu w krajobrazie! :)

Obrazek

Widziałam wielokrotnie na filmach czy zdjęciach takie rozwiązania do pokonywania spienionych, górskich rzek gdzieś w Nepalu czy innym Pakistanie - ale tam póki co nie dotarłam i nie wiem czy kiedykolwiek dotrę... Słyszałam też o takowym jednym "mobilnym mostku" gdzieś na ukraińskim Zakarpaciu, gdzie samodzielny wagonik na linie prowadzi do domu jakiejś babuszki. Próbowałam go znaleźć, ale nie pomagał fakt, że zapomniałam nazwy miejscowości ;) Lokalsi pod sklepami zazwyczaj mało się interesują, że jakaś kobita we wsi kilkanaście kilometrów dalej nie chodzi do domu kładką tylko jeździ pudełkiem. Patrzyli więc tylko na mnie jak na nieszkodliwe ufo i kiwali głowami, gdy próbowałam im wyłożyć jaki jest cel moich usilnych poszukiwań... I nagle w takim zwykłym kraju jak Czechy, rzut beretem od polskiej granicy, znajduje takie coś! I to jeszcze ogólnodostępne, przeznaczone typowo dla turystów, więc nie trzeba się czaić i można się powozić na pełnym legalu! Okolice zamku Hamrstein nad Nysą Łużycką. Aha! Do samego zamku nie poszliśmy, był wieczór, zbierało się na deszcz, więc zabrakło motywacji. Ale co tam zamek! Zamków widzielismy już w życiu sporo ;) Instynkt odkrywcy został na ten wieczór w pełni zaspokojony przez "mostek" :)

A! I o czym warto wspomnieć - miejsce jest totalnie puste! Zresztą jak i większość kolejnych punktów naszego wyjazdowego programu. Przemierzamy tereny jak opustoszałe i wyludnione. Ja wiem, że wcześniejsze 3 tygodnie września były obłędnie beznadziejne jeśli chodzi o okoliczności otaczającej aury. Wiem, że progozy na ten tydzień też (oględnie mówiąc) nie były zachęcające, acz ostatecznie okazały się dużo gorsze od stanu rzeczywistego. Ale jak to mówią: "nie ma tego złego...." Odnieśliśmy wrażenie, że większość ludzi zabarykadowała się w domach czekając lepszych dni i obiecywanej przyszłości ze złotą jesienią. Czeka nas więc ponad tygodniowa włóczęga po terenach zwykłych, ale zdecydowanie wyjątkowych w tych konkretnie okolicznościach - czasem nieco ponurych i nieco melancholijnych. Nie wiem jak tam jest zazwyczaj, ale takimi nie innymi pozostaną w naszej pamięci. To tak tytułem wstępu ;)

Na nocleg zatrzymujemy się niedaleko Rokytnic, przy drodze nad potokiem.

Obrazek

Obrazek

Noc jest zimna i gwiaździsta. Ruch na drodze nasila się po zmroku. Zwłaszcza dotyczy to miejskich autobusów, które śmigają tam i z powrotem - zupełnie puste w środku. Cóż... kierowcy chyba byli - acz są to wyłącznie nasze przypuszczenia, bo naocznie nie potwierdziliśmy z tej odległości ;)

Koniec świata nie nadchodzi, mimo że gdzieś go zapowiadali w internetach. 25 września nad czeskim potokiem wygląda przynajmniej tak samo jak dzień poprzedni. No może jest bardziej słoneczny! :)

Jedziemy. Gdzieś pod drodze w tle majaczy "pierwsza ostrzyca" - szpiczata górka, która nam się na tyle spodobała, że robimy jej zdjęcie. Najprawdopodobniej było to Ralsko, z ruinami zamku na szczycie, więc szkoda, żeśmy tam nie poszli. Może będzie powód by kiedyś wrócić.

Obrazek

Dziś jeszcze nie ostrzyce mamy w planach - jedziemy w rejon Zelezy i Tupadly. Rejon zarąbiście rzeźbionych skał! U nas niestety nigdzie czegoś podobnego nie spotkałam. Od razu człowieka nachodzą myśli, że na Jurze, w Górach Stołowych czy Tatrach tyle metrów kwadratowych skały się marnuje! Tu jest inaczej, tu każdą skałkę warto obejść dookoła by sprawdzić czy tam nie siedzi jakaś nowa, nieznana gęba!

U podnóża pierwszej atrakcji mijamy sympatyczne ogródki.

Obrazek

Zaczynamy od skałek najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych, zwanych Certove Hlavy (Diabelskie Głowy). Tutaj kręci się trochę turystów, ale czego oczekiwać w słoneczną niedzielę na skałce najbliżej parkingu i to 30 km od stolicy!
Ze skały spoglądają na nas dwie brodate mordy rozmiarów dość sporych (ponoć około 10 m), patrzące na świat pośród sosnowego lasu. Acz jakieś wybrakowane te diabły? Bez rogów? ;)

Jest to dzieło lokalnego artysty z dawnych lat - Vaclava Levego. Koleś ponoć był kucharzem, a rzeźbił w wolnym czasie dla przyjemności. Upust swoim atystycznym wizjom dawał głównie w latach 1840 - 1845. Czasy były widać otwarte na sztukę - teraz by go zaraz posadzili za wandalizm, jeszcze zanim by wyłupał kilofem w piaskowcu pierwszą gębę...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są tu też inne skałki - całkiem miłe, ale już bardziej zwyczajne. Skałki jak skałki.

Obrazek

Obrazek

Odsłania się z nich widok m.in. na ogromne dymiące elektrownie. Jeszcze nie wiemy, że ten rodzaj krajobrazu będzie bardzo popularny na całej naszej wycieczce.

Obrazek

Suniemy dalej sosnowym lasem, pełnym malowniczych rozpadlin.

Obrazek

Wśród powykręcanych drzew ktoś pobudował fajne szałasy! :) Szczelne to one nie są, ale miłe dla oka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wzgórzu obok siedzi kolejna atrakcja skalna. Ta jakby mniej popularna i bardziej omijana przez odwiedzających. Zwą ją Klacelka. To też dzieło tego samego artysty. Ponoć jest ilustracją do bajki o lisie autorstwa Frantiska Klacela. Ów poeta był znajomym Vaclava i mówi się, że to w ogóle on go zainspirował do utworzenia cyklu skalnych rzeźb w terenie. Jest tu dziedziniec otoczony przez większe i mniejsze groty i nisze skalne. Tutejsze rzeźby musiały coś przeskrobać, bo wsadzono je za solidne kraty. Są jednak i w tych rejonach jakieś bratnie dusze nienawidzące ograniczeń - za co im serdecznie dziękuje. Bo dzięki ich pracy mogłam spokojnie pozwiedzać i tylko trochę podarłam spodnie. "Wojna kratowa" jest jednak ogólnoświatowa i wciąż trwa! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W sztucznie wykutych niszach i zagłębieniach czają się rycerze i krasnoludy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odrzwia do największej tutejszej groty są udekorowane koronką zdobień. Po bokach przycupnęły płaskorzeźby, acz nie umiem rozkminić co przedstawiają.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W środku pomieszczenia panuje mrok. Ściany chyba są okopcone. Innego wytłumaczenia ich nietypowego dla okolicznych skał koloru nie wymyśliłam.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W miejscowości u podnóża skałek mają przejście dla pieszych - wyłącznie dla osób w kapeluszach! Przechodzę więc w pełnej świadomości niełamania przepisów :P

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Postautor: buba1 » 05-01-2023 20:27

Dalsza część trasy śladem rzeźbionych skał biegnie po drugiej stronie szosy. Jej początek ma wiele akcentów zwierzęcych. Jest np. basen, który z braku plażujących ludzi zdominował inny gatunek.

Obrazek

Dla oddania powagi sytuacji jeden element tej tablicy jest trójwymiarowy.

Obrazek

Wędrując tymi okolicami czujemy się obserwowani!

Obrazek

No dobra, ale miało być o skałach ;) Z większych okazów plenerowego rzeźbiarstwa warto wspomnieć "Harfenice", gdzie zwraca uwagę kilka wielkich, powykrzywianych gęb o patrzących w dal oczach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nazwa miejsca pochodzi od kobiety z harfą, która ponoć również tu jest, ale nieco bardziej rozmyta - harfy praktycznie w ogóle nie widać. To przypuszczalnie ta postać w środku.

Obrazek

Z bliska też jakoś nie bardzo wieje instrumentem. No chyba, że chodzi o to "coś" najbardziej z prawej strony?

Obrazek

Jest tu też niewielka grota, przywodząca na myśl jakąś magiczną świątynię w środku dżungli. Zwą ją "Jeskyně u ještěra" („u jaszczurki”). Jaszczurek nie spotkaliśmy. W środku były same tłuste pająki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce na tyle przypadło mi do gustu, że chyba pół godziny skaczę po skałach jak małpa, żeby obfotografować dokładnie ze wszystkich stron i nie pominąć jakiegoś korzenia czy wgłębienia w murze ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to nie wiem co przedstawia, ale mi się kojarzy jednoznacznie ;) Acz tu poszli jeszcze dalej niż w Hajnówce - bo osobników jest 6 (a może nawet 7? ) ;)

Obrazek

Obrazek

Samotna, położona na uboczu zielona gęba jest jakaś najbardziej z siebie zadowolona!

Obrazek

Wędrujemy dalej. "Skalní relief Sfinga" - mówi się, że pierwotnie była to płaskorzeźba przedstawiająca cesarza Franciszka Józefa, którą po utworzeniu Czechosłowacji przerobiono na klimaty egipskie ;)

Obrazek

Obrazek

Kolejna spora rzeźba nazywana jest "Had". Przedstawia węża rozłupanego toporem.

Obrazek

Obrazek

Tyle chyba z dzieł bardziej znanych. Vaclav Levy, główny tutejszy twórca, znalazł wielką rzeszę naśladowców. Na licznych skałach można znaleźć wydrapane kompozycje chyba późniejsze i innych autorów. Reprezentują bardzo różny poziom walorów artystycznych, ale bardzo ubarwiają okolicę i spacery po niej. Okazuje się, że tutaj każdą skałę warto obejść i dokładnie zlustrować ze wszystkich stron. Bo nigdy nie wiadomo, gdzie czai się jakaś niespodzianka! :)

Obrazek

Obrazek

Miękkość materiału chyba bardzo ułatwia zadanie i każdy domorosły rzeźbiarz może popróbować swoich sił :) Poniżej kolekcja znalezionych okazów.

Motyw węża jest chyba dość modny w rejonie :)

Obrazek

Obrazek

Owieczka? Czy może foka?

Obrazek

Najczęsciej są to jednak gęby - pewnie z racji występujących naturalnie dziurek w skałach, które przywodzą na myśl oczy, nosy czy pyski.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No nie tylko gęby. Struktura skał i inaczej inspiruje twórców ;)

Obrazek

Wiele skał, nawet tych nierzeźbionych, jest niezwykle miłych dla oka. Wyglądają jak pumeks. A wszystko utopione jest w pachnącym, przesianym słońcem lesie :) Włócząc się tymi okolicami nieraz też człowiek ulega zmyleniu - między drzewami majaczy jakaś skałka o rosochatej powierzchni, już już się wydaje, że tam siedzi jakaś kolejna wydłubana morda, podchodzisz i się okazuje, że tym razem to jednak złudzenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprócz wspomnianej wcześniej jaskini "jaszczurkowej", tej stylizowanej na tajemniczą świątynię, są też inne tego rodzaju mniejsze lub większe wnęki. Jedna z bardziej popularnych to jaskinia Mordloch. Według lokalnych legend mieszkali tu rozbójnicy. Później miejsce to stało się schronieniem pustelnika. W XIX wieku obok niej ponoć odkopano ludzkie szkielety. Obecnie jaskinia jest ustylizowana na chatkę i widać, że często służy miłośnikom niekonwencjonalnych biwaków :) Wnętrza są nieco okopcone i pełne napisów. Jakieś dobre dusze zrobiły piękne podesty do spania. Całą okolicę spowija zapach ogniskowego dymu, mimo że wszystko na chwilę obecna jest wygasłe. Aromat udanej biesiady widocznie wgryzł się solidnie w otaczającą nas czasoprzestrzeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie brakuje tu malowniczo utkanych koronek :)

Obrazek

Obrazek

Na skałce nieopodal jest wykute tajemnicze okienko. Pozornie nigdzie nie prowadzi, ale kto wie? Może otwiera się tylko jak się wypowie jakieś odpowiednie zaklęcie? Próbujemy z kilkoma najbardziej popularnymi, ale nie działa. Widać trzeba to powiedzieć po czesku i oprzeć to na lokalnych legendach, a w tym niestety zbyt mocni nie jesteśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też obok skała "Sedm chlebu", która ponoć swoim kształtem przypomina siedem ułożonych jeden na drugim bochenków chleba. Ale chyba nie jest jakaś powalająca, bo nie zrobiłam jej żadnego zdjęcia. Jakoś tak wyszło...

Kolejna jaskinia (acz dużo mniejsza) znajduje się w tym oto filarze.

Obrazek

Ozdoba odrzwi sugeruje jakieś funkcje sakralne?

Obrazek

We wnętrzu jest jedynie kamienna ławeczka. Może miejsce dla pustelnika, coby sobie siedział i medytował? ;)

Obrazek

Jest też takie coś, co przypomina skalny namiot. Dach jest, podłoże z mięciutkiego piaseczku, miejsce ogniskowe pod okapem :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W krainie zamków, ostrzyc i rzeźbionych skał (2022)

Postautor: buba1 » 09-01-2023 21:29

Popołudniem docieramy w okolice Dobrenia, gdzie w przydrożnej skale jest wyrzeźbiony Jezus na krzyżu.

Obrazek

Obrazek

Miejsce pełni funkcję kapliczki - widzieliśmy leżące pod skałą świeczki i kwiaty. Teren jest chyba nieszczególnie dogodny dla oddawania się przeżyciom duchowym, bo leży przy szosie - może niezbyt ruchliwej, ale jednak ciągle trzeba patrzeć, żeby coś w d... nie wjechało. No ale może za czasów powstawania tej płaskorzeźby zgoła inne klimaty tu panowały? Rzeźba pochodzi ponoć z XVIII wieku, co by sugerowało, że Vaclav od "Diabelskich Głów" nie był prekursorem ozdabiania tutejszych skał. Była to wyraźnie wcześniejsza ludowa moda!

Na skraju polnych dróg stajemy na nocleg. Jest jeszcze wczesna godzina, więc wypuszczamy się na wycieczkę. Trochę w ciemno, bo nie mamy ani żadnych planów ani nawet dokładnej mapy tych okolic. Po prostu idziemy przed siebie. Widać tajemna moc instynktu prowadzi nas lepiej niż niejedna mapa! Włazimy w plątaninę skał, ale nie tylko takich naturalnych - w wielu miejscach widać działalność człowieka. Są miejsca przypominające skalne miasta, z wykutymi pomieszczeniami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są miejsca przywodzące na myśl kamieniołomy, z równo przyciętymi ścianami.

Obrazek

Obrazek

Na skalnych zboczach można odnaleźć wyryte daty, napisy, przytwierdzone tabliczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też "grzybek" mieszkalny, który nazwaliśmy chatką pustelnika.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W środku jest nawet jakiś z lekka zatęchły śpiwór, więc niewykluczone, że obiekt ma mniej lub bardziej stałych mieszkańców.

Obrazek

Przednia ścianka "grzybka" jest obudowana belkami, widać ktoś zadał sobie sporo trudu, aby wnętrze pieczary uczynić przytulnym.

Obrazek

Naturalna struktura wielu tutejszych skał jest taka, że można się na nią gapić godzinami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak skalne miasta w wersji mini, wykute przez jakieś nieznane cywilizacje krasnoludków.

Obrazek

Obrazek

Pajęczyny pomieszane z próchnem w jednej z napotkanych jaskiń.

Obrazek

Najbardziej przypada nam do gustu wąwóz, pełen nisz wypełnionych drobnym piaseczkiem. Wędrujemy sobie więc takim skalnym krużgankiem i dojrzewa w nas chytry plan!

Obrazek

Od dawna marzyło się nam ognisko, którego ciepły blask odbija się w skałach. Oglądamy więc kolejne i kolejne wnęki, aby wybrać tą najbardziej sympatyczną. Ja trochę przesadzam z poszukiwaniami - tak to głupio jest, że zawsze się człowiekowi wydaje, że najlepiej tam gdzie nas nie ma i kawałek dalej... Już mamy upatrzoną przefajną zadaszoną grotę, z mięciutkim piaseczkiem, z widokiem, ideał pod każdym względem. Ale mi się jeszcze zachciało obejrzeć kolejną, bo z daleka wydawała się taka niesamowicie okrągła. Coś jej jednak strzegło... Idąc skalnym gzymsem, porosłym trawą i borówkami, nagle cały płat ziemi osuwa mi się spod nóg i jadę w dół w stronę przepaści. Na szczęście zatrzymuje się dwa metry niżej na sośnie. Zawsze powtarzałam, że krzaczaste, powykręcane sosny to cudowna sprawa! Wprawdzie myślałam, ze to tylko kwestia wizualnej estetyki, ale to jednak coś więcej. Krzaczaste konary doskonale się spisują jako "bubołapka".

Obrazek

Nie obyło się jednak bez ofiar, przywaliłam łokciem w skałę i boli mnie jeszcze przez miesiąc. Mam też kolejne miejsce do solidnego oplastrowania, więc naprawdę zaczynam wyglądać jak mumia (na razie miałam tylko oklejkę w miejscu gdzie mnie opryskały tłuszczem smażące się kotlety ;) Jak więc można przypuszczać, nie kontynuuję wielkiej wyprawy badawczej do okrągłej skały i jej wnętrza pozostaną nieodkryte.

Wracam na miłe miejsce, gdzie został toperz z plecakami. Mamy grzanki, boczkową roladę i różne ziołowe napoje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z lewej strony widać tą jaskinię, do której nie udało mi się dojść, bo piach uciekł spod nóg ;)

Obrazek

Mrok zapada w wąwozie szybciej niż na odkrytych przestrzeniach. Ciepły blask powoli wypełnia okolice, pełgając po piachach, ściankach, a nieraz i lekko przyzłacając falujące na wietrze czubki sosen. Zdecydowanie było to jedno z klimatyczniejszych i bardziej magicznych ognisk w moim życiu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn