Tak więc wybór padł na Pasmo Babiogórskie – na Babiej ostatni raz byłem w 2010r...oraz na Pasmo Jałowieckie - tutaj zaś nie byłem nigdy. Pomysł wydawał się super.
Wyjazd klasycznie, kolo 3:30 z Gdana. W niezłym czasie melduję się w… Makowie Podhalańskim. Parking dla furmanki na najbliższe dni znajduję bez problemów. Potem kwestia podjechania kilkanaście kilometrów pod szlak...busik mam za 15min. Super to wyszło. Ruszam szlakiem w kierunku Hali Krupowej. Ten dzień jest raczej pochmurny, szlak też bez większej historii. Fajnym przerywnikiem jest wiatka “Naroże”.
Okresowo ukazują się miejsca widokowe. W tym dniu jednak widoki i chmury razem wzięte nie dają fajnego efektu…
W tym dniu moim celem jest schronisko PTTK na Hali Krupowej. Doszedłem w dobrym zdrowiu. Jestem tu pierwszy raz. Nocleg dostaje bez problemu. Uzmysławiam sobie, że dawno nie kimałem w schronisku PTTK. Dostaje pryczę w wieloosobowym. Śpi nas tu dziś czterech chłopa. Gospodarze wystawiają nam na korytarz czajnik elektryczny, gdyż cały pokój deklaruje wyjście przed rozpoczęciem pracy kuchni. Całość na duży plus.
Ranek też na duży plus. Prognozy się sprawdzają, jest mega-zacnie. Wychodzę rano zaczerpnąć “tego”, górskiego, rannego powietrza…
Uwielbiam śniadania w plenerze..!
Po śniadaniu sprawnie ruszam na szlak. Godzina wyjścia jest dobra, przed 8:00. Mam więc chwilę aby pokręcić się po Hali Kucałowej.
Mój pierwszy cel na dziś, to Polica. Włażę tam w dobrym tempie. Zanim wejdę na szczyt odbijam ścieżką bez znaków na południowe zbocze, gdyż tam wyłania się...Ona.
Sam szczyt jest o tyle charakterystyczny, że znajduje się tu pomnik na cześć ofiar katastrofy samolotu PLL LOT, który rozbił się na stokach Policy 2 kwietnia 1969r, zginęli wówczas wszyscy obecni na pokładzie – 53 osoby.
Okazuje się, że zachodnie stoki Policy też w miły dla oka sposób odsłaniają Babią Górę!
Następnie wchodzę na Cyl Hali Śmietanowej. Cóż, w tej części Beskidów jest monotematycznie, zaś Babia…
Dla zabicia nudy łypię też na zachód, na Mała Babią, Mędralową, Magurkę i Przełęcz Klekociny.
Wzrok po chwili i tak ponownie ląduje na Niej…
Teraz w zasadzie już nastawiam się psychicznie na podejście dnia. Marzę aby dojść szybko na Krowiarki, ale najpierw zejście z Cyla strasznie się dłuży, a potem dostaję w kość na podejściu I zejściu z góry na nazwie Syhlec (jakoś mi umknęła na mapie, byłem przekonany, że z Cyla truchtem zbiegnę na Krowiarki). Na przełęczy ratuję się izotonikami, jem drugie śniadanie I bez zbędnych ceregieli zaczynam podejście. Idzie się dobrze. Nadspodziewanie szybko dochodzę do tarasu na Sokolicy...najpierw rzut oka na Pasmo Jałowieckie.
A potem już na dalszą część wędrówki…
Kolejny dobry punkt widokowy na otoczenie Zawoi lokalizuje się na Kępie.
Klasyka Babiej Góry…
W dobrej formie osiągam szczyt. Pizga strasznie. Masa ludzi na górze [sobota]. Na południe nawet nie patrzę, niestety mgła na horyzoncie nie pozwala dostrzec nawet zarysów Tatr. Za to masyw Małej Babiej, Magórka, Jałowiec, prezentują się honornie.
Na Akademickiej Perci też tłok…
Ja po krótkim odpoczynku skupiam się na tym co przede mną – zejście i masyw Małej Babiej Góry.
W drodze zejściowej oglądam się co chwilę za siebie…
Zawoja i Mosorny Groń
I Babia Góra na różne sposoby…
Jednak pamiętam sprzed lat, że to widok na Babią z Malej Babiej był szczególnie majestatyczny!
Po tych kontemplacjach czeka mnie zejście z Małej Babiej i dość żmudna wędrówka przez las do Tabakowego Siodła. Stąd podejście na Mędralową. To miejsce bardzo mnie ciekawiło. Czytałem sporo relacji o starym szałasie, noclegach itp. Ja byłem dość dość wcześnie, choć już dwóch gości instalowało się w chacie. Mnie interesowało przede wszystkich źródełko i na szczęście było gdzie nabrać wody. Hala bardzo urokliwa, posiedziałem dłuższą chwilę przy chacie i gawędziłem z parą, która szła GSB [do Wołosatego].
Nocleg upatrzyłem sobie na zielonym szlaku, który z granicy państwa schodzi w kierunku Przyborowa, a dokładnie na szczycie Jaworzyna [997mnpm]. Miejsce okazało się fantastyczne. Woda w butelkach po korek jest. Biwak marzenie!
Miałem widok na Pilsko...
...a także w dalszej perspektywie na rejon Romanki.
Otworzyć rano namiot w takich okolicznościach...ech, dla takich chwil się człowiek męczy na szlaku…
Śniadanie w takich okolicznościach też smakuje lepiej niż w dolinach…
Po śniadaniu zwijam bajzel biwakowy I około 8:00 ruszam na szlak. Schodzę do Przyborowa. Liczę, że tam nawodnię się w lokalnym sklepie, ale...nic z tych rzeczy? Najbliższy sklep jest oddalony o 2km. Idę, bo to I tak po drodze. Sklep jest, ale otwarty niestety od 10tej. Obchodzę się smakiem, popijam resztki I ruszam w kierunku Chaty na Lasku. Po jakimś czasie w końcu jestem. Witają mnie przyjazne twarze, jedna wydaje się nad wyraz znajoma...od słowa do słowa I okazuje się, że Mariusz – chatkowy, którego lata, lata temu poznałem w czasach gdy prowadził Hawiarską Kolibę, potem jeszcze po latach w Chatce pod Potrójną, a teraz tu… Pogadaliśmy, powspominaliśmy te stare czasy. Naprawdę fajny gość. Chata też.
Napiłem się tam do syta i uzupełniłem bukłaki na dalszą cześć trasy, Mariusz pozwolił mi też powęszyć po chacie…
Z chaty znów schodzę w doliny, tym razem do Koszarawy. I znów z dolin muszę wbijać na wierchy, po drodze takie stare chałupinki,,,
A na jakie wierchy wbijam? Otóż na Lachów Groń. Na szczycie fajna hala z widokiem na okolicę, m.in. na mój następny cel czyli na Jałowiec.
Oczywiście jak przystało na okolicę jest też widok na Królową.
Jak chodzi o Lachów Groń, to najważniejsza rzecz to szałas na hali i źródelko obok w/w przybytku. I rzeczywiście! U mnie kiepsko z wodą, więc korzystam z okazji, piję do syta I napełniam wszystkie PETy.
Z Lachów Gronia zmierzam na Jałowiec. Na początek Przeł. Trzebuńska i widoki na mój najbliższy cel.
Na Jałowcu bardzo fajna hala, usiana świerczyną, ale przede wszystkim dająca możliwość kontemplacji Babiej Góry.
Na szczycie Jałowca odpoczywam dobrą chwilę i wchodzę w...Pasmo Jałowieckie. Ostrzę sobie zęby na widoki na Babią Górę I Pasmo Policy górujące nad Zawoją. Oczywiście zawodu nie ma, bo Her Majesty pojawia się przy każdej przecince czy malej hali. Tutaj okolica Przeł. Kolędówki.
I kolejne punkty widokowe na szlaku żółtym…
Oprócz Babiej Góry, są tu widoki na górujące nad Zawoją Policę i Okrąglicę.
Ale cóż wzrok na kolejnych przecinkach i łączkach nieodmiennie wędruje ku Babiej Górze…
Idę i idę Pasmem Jałowieckim i kminię co z noclegiem… W pewnym momencie, jeszcze na godnej wysokości widzę bardzo fajną łąkę. Zrzucam nawet plecak z myślą, że “to tu”. Kłopot polega jednak na tym, że wszystkie łączki do tej pory miały zawsze ploty z wielkimi znakami “teren prywatny”, tu niby nie ma, ale...resztki płotu są, a na trawie widzę wiele świeżych śladów po quadach… Instynkt mówi mi aby się tu jednak nie rozbijać. Zarzucam plecak na garb I idę dalej. W zasadzie dość niedaleko jest już Przeł Przysłop, gdzie jest cywilizacja. Biję się z myślami czy nocować pod namiotem czy już w “czystej pościeli”? Życie przynosi odpowiedź bo w zasadzie łąka z której zrezygnowałem była ostatnią dobrą miejscówką. Wbijam na przełęcz…
Myślę sobie, że z noclegiem nie będzie problemów, że zaraz znajdę jakiś kącik “u Babuszki” za uczciwe pieniążki… Nic z tych rzeczy. Zero klimatów agroturystyki… Idę, już połowę wsi ma za sobą. W centrum wiadomo...sklep! Pod sklepem 3 osoby popijają trunki. Pytam o nocleg. Rodzice jednej osoby prowadzą pensjonat niedaleko, cena 300plnów/noc. Nie moje standardy… Uprzejmie dziękuję. Rozmowę podejmują dwie kolejne osoby – małżeństwo. Chwila gawędy, on Maciek, ja Maciek. Ja z Gdana, on ma sentyment do Gdana… za 15min proponują mi nocleg u siebie… Grzecznie odmawiam, bo mi...głupio. Wymieniamy się numerami telefonów, jak nic nie znajdę do mam zadzwonić. Noclegu dla mnie szuka Pani kierownik sklepu, też bez rezultatu. Ja połaziłem po wszystkich uliczkach i również nic. Wracam… Cóż, zgadzam się na nocleg u nowo poznanych ludzi, dołączam z piwkiem do towarzystwa, dokupuję jeszcze “wkupne” za nocleg, bo ludzie nie chcą ode mnie pieniędzy… Ostatecznie dostaję własny pokój, na stole ląduje kwaśnica, potem przepyszny twaróg z rzodkiewką oraz szczypiorem, a także wędzony pstrąg, białe wino. Przemiły wieczór. Okazuje się że moi wybawiciele, to artyści przez duże “A”. Tworzą w bezpośrednim sąsiedztwie galerię sztuki w lesie, dosłownie.
Zainteresowanych odsyłam do strony…
https://jurkowski-lukas.com
Magda i Maciek okazali się wspaniałymi ludźmi, z mega pasją, bardzo gościnni, otwarci. Mimo, że ich dom jest otwarty dla całej masy ludzi, to ja byłem pierwszym nieznajomym, który znalazł u nich kąt… Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję. To było mocno nie codzienne doświadczenie, ale wyjątkowo pozytywne. Jak chodzi o Magdę, to można ja powiązać w przeszłości z osobą kierowcy rajdowego – Leszka Kuzaja [zapraszam na youtube]
Maciek I Magda mieszkają w pięknej, ponad stuletniej chałupie. Pozwolili mi pokazać światu część swoich progów…
Ugościli mnie jak Króla…
Jadalnia. Tu gawędziliśmy i biesiadowaliśmy…
Rano dostałem solidne śniadanie, zostałem odprowadzony co “centrum” i tu pożegnaliśmy się w dobrych humorach. Magda, Maciek, jeszcze raz baaaardzo Wam dziękuje gościnę, to było coś co zdarza się może raz w życiu…
Ja tymczasem musiałem wędrować po okolicznych przysiółkach, aby dotrzeć do miejsca gdzie dojeżdża busik. Jak po dwóch godzinach marszu doszedłem do przystanku, to okazało się, że busik przyjedzie za 15min. Po 20minuntach jazdy byłem w Makowie. Zakończyłem tutaj tę fajną pętlę wokół Zawoi.
Tym co doczytali do końca gratuję I dziękuję
Pozdro z Północy.