I znowu wakacje w Bułgarii (2024)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

I znowu wakacje w Bułgarii (2024)

Postautor: buba1 » 21-10-2024 18:27

W tym roku znów Bułgaria, ale dla odmiany postanowiliśmy to zrobić nieco inaczej. Zoptymalizować czas czy jak to się mówi. Dojazd + powrót zwykle (jakby się nie starać) zajmował nam 10 dni (5 tam, 5 powrót) czyli połowa trzytygodniowego wyjazdu. Jakoś w tym roku nie miałam specjalnych pomysłów na atrakcje i zwiedzanie po drodze, ale za to dużo do objechania w Bułgarii. Zatem tym razem spróbujemy formy nietypowej dla nas i jeszcze nigdy wcześniej nie praktykowanej - znaczy samolot + auto na miejscu. A zaoszczędzone 10 dni przeznaczymy na kolejny wyjazd, w zupełnie inną stronę. A przy okazji kabak polata samolotem - już dawno o tym marzyła.

Początkowo chcieliśmy wypożyczyć na miejscu coś podobnego do naszego busia - coby dało się w tym spać. Niestety okazało się, że takiej opcji nie ma - może być niewielki autobus, kamper albo ciężarówka, no więc ni cholery nie to co nam trzeba. Mi się też marzyło popróbować szczęścia z terenówką, ale tu okazały się zabójcze ceny. W takim razie szukaliśmy jakiegoś normalnego autka pokroju naszej skodusi, coby w miarę po terenie jeździło i w oczy nie lazło. Jak się okazało tego też nigdzie nie ma. Auta są albo nowe a jak stare, to już zabytkowe - takie jak np. na wesele. Pozostało się więc poddać i wybrać po prostu opcję najtańszą... No grunt, żeby jechało do przodu i żeby się bagaże zmieściły (choć o to drugie do końca mieliśmy pewne obawy). No bo to wszystko musi się dać upchać, a bagażnika dachowego zapewne nie będzie...

Obrazek

Jako że plecaki wyszły mocno rosochate, na lotnisku zawijamy je w folię, coby nie poodpadały kieszenie, karimaty, namioty itp.

Obrazek

A więc Wrocław, Warszawa, Sofia... Jedna z nielicznych okoliczności, która jest nas w stanie zmusić do odwiedzenia dużych miast lub co gorsza stolic. Super, że w tym kierunku można lecieć w dzień. Raz, że się nie zarywa nocy, a dwa, że fajne widoki! Od 5 lat nie siedziałam w samolocie to się teraz jaram, że można z góry na świat popatrzeć!

Tu gdzieś nad grzbietem Karpat. Pewnie rumuńskich?

Obrazek

Różne ciekawe desenie pól uprawnych.

Obrazek

Obrazek

Fajny byłby taki kamuflaż na portki!

Obrazek

A tu jakieś takie formacje drapieżne? Jakby się coś rozlewało?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Taka jebutna rzeka to chyba musi być Dunaj?

Obrazek

Niedługo przed lądowaniem mijamy jakieś dzikie góry i zarosłe wsie. Fajnie to wygląda, takie bardzo mało zaludnione tereny. Niestety całkiem nie umiem obczaić gdzie to mogło być.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na lotnisku w Sofii jest pusto i przestronnie. Po tłumach i kociokwiku na polskich lotniskach można wręcz powiedzieć, że tu jest przyjemnie. A i najbliższe okolice lotniska są całkiem miłe dla oka!

Obrazek

Obrazek

Bagaże też doleciały - uffff... to jest zawsze największy stres!

Pozyskane autko urodą nie grzeszy, więc nie będzie tak często zaszczycać zdjęć jak busio czy skodusia. I zapewne będzie go ciężko znaleźć jak go gdzieś zostawimy, bo wygląda jak wszystkie inne. Szare, obłe, błyszczy się jak psu jajca. Chyba musimy się szybko nauczyć na pamięć blach, coby potem włamywać się do właściwego ;) No i dziwne takie - nawet kluczyka nie ma... Ale nie narzekajmy - jest ok. Nawet udało się upchać bagaże do środka. Nie trzeba będzie przyczepki na bazarze kupować. Pojazd dostaje imię Szarak. Skoro będzie nam towarzyszył przez ponad dwa tygodnie - to przecież musi mieć imię!

Obrazek

Toperz chyba właśnie robi mu zdjęcie numerów. I to jest jedna z większych zalet szaraka - bułgarskie blachy. Nie mamy więc wypisane na twarzy "obcokrajowiec". I zatrzymując się w dziwnych miejscach robimy najwyżej za buców z Sofii, a nie przybyszów nie-wiadomo-skąd - a to czasem bardzo pomaga.

Jako że jest już wieczór to pierwszy nocleg śpimy w hoteliku w Sofii. Po zupełnie przeciwległej stronie miasta niż lotnisko. Tam było najtaniej, więc może przełoży się to też na fajny klimat? Są tu nowo wybudowane szklane wieżowce, acz po drugiej stronie szosy (tej naszej) czai się urokliwa dzielnica. Ruchliwa szosa rozdziela dwa światy.

Obrazek

Dzielnica ponoć nie mająca opinii zbyt dobrej, przed czym ostrzega nas koleś z recepcji, gdy się wybieramy na wieczorny spacer. Koleś jest bardzo zachwycony Polską, że tam jest tak porządnie, nowocześnie i europejsko. No cóż... przemilczamy więc sprawę czemu tak chętnie kolejny raz odwiedzamy Bułgarię... tzn mówimy mu, że chodzi o ciepłe morze, no bo w sumie to też jest prawda ;)

Z tą dzielnicą w sumie coś musi być na rzeczy, bo kraty w oknach to czasem mają nawet do drugiego piętra, a do pierwszego to norma.

Obrazek

Obrazek

Kraty przypominają czasem siatkę ogrodzeniową.

Obrazek

Wieczorny spacer jednak jest bardzo sympatyczny, nikt nas nie zaczepia ani nic w tym stylu.

Osiedle jest cieniste i przypomina jeden wielki, nieco zapomniany park. W cieplejszym klimacie ludzie chyba po prostu potrafią docenić cień, więc wyprażona patelnia nie jest szczytem marzeń o luksusie. Takie blokowisko to ja rozumiem! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Różne zarośla można też spotkać w oknach, na murach i balkonach.

Obrazek

Obrazek

W co gęstszych chaszczach kryje się hit - place zabaw z dawnych lat. Całe blokowisko jest usiane drabinkami w kształcie statków, autobusów czy aut. A w czasie zabawy mozna sobie zerwać i wciągnąć kwaśne jabłuszko czy inną śliwkę. Jak się okaże potem na powrocie - tych żelaznych konstrukcji kształtów wszelakich - jest tu znacznie więcej!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mi najbardziej podobają się te wieżowce i już mam sprytny plan, żeby spróbować wejść na dach.

Obrazek

Może tu nie zamykają tak wszystkiego jak u nas? Toperz jednak twierdzi, że nie chce żeby nas zwinęła policja już w pierwszy dzień, więc żebym wyhamowała z żądzą eksploracji przynajmniej do jutra. Co gorsza kabak go popiera, bo od dachu wieżowca woli pordzewiałe drabinki ze spadającymi śliwkami... Zostałam więc przegłosowana, więc co się czai na dachach tych wieżowców pozostanie tajemnicą...

Obrazek

Obrazek

Ciekawy mural.

Obrazek

Z ciekawostek w okolicy występują też murki z nie-wiadomo-czemu wmontowanymi jakby fragmentami torów kolejowych. Ki diabeł?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaraz obok w asfalcie też jest jakiś fragment toru donikąd.

Obrazek

Wpadamy też przypadkiem na sklepo-knajpę o nazwie "Bieriozka", która zwraca naszą uwagę udekorowaniem podobiznami Czeburaszki.

Obrazek

Obrazek

W środku asortyment wybitnie nawiązuje do krajów byłego Sajuza - są wina mołdawskie i gruzińskie, chałwy, pielmieni, matrioszki, tematyczne magnesiki itp. Czeburaszek niestety nie mają na sprzedaż, nabyliśmy do naszej kolekcji jedynie krokodyla Gienę.

Obrazek

Jak potem gdzieś sobie czytałam jest to sieć sklepów skierowana do emigrantów i turystów ze wschodu, którzy zatęsknią za smakiem swojej rodzimej kuchni. Personel sklepu jednak mówi wyłącznie po bułgarsku, co w Sofii zdaje się oczywiście być naturalne, ale niezbyt współgra z całą konwencją przybytku. Ale widać, że klientów ma - poznaliśmy w środku grupkę Ukraińców, którzy przyszli po pielmieni i jakieś specjalne mleko w puszce, a też wyszli z drugim Gieną pod pachą. Ostatnim. No i szlag trafił mój sprytny plan, że kupię też drugiego krokodyla dla kumpla...

A z innej beczki odnośnie pamiątek! Myślę, że byłoby ciekawe zamiast popularnych obecnie magnesów na lodówkę przywozić sobie z podróży np. tematyczne dekle kanalizacyjne. To by był zbiór! Np. taki :

Obrazek

Mądry kabak jednak stwierdza, że to zły pomysł, bo napewno nas z tym nie wpuszczą do samolotu ;)

No i został pewien niedosyt włóczenia się po dzielnicy bo za szybko wyłączyli światło ;) Nastał ciepły, przyjemny wieczór, no ale to już ani zdjęć się nie porobi, a i w dziurę łatwiej wlecieć czy bo mordzie zebrać. No i trza się wyspać - jutro też jest dzień! Poza tym chcąc nie chcąc wrócimy tu za 2 tygodnie, bo się trzeba na samolot stawić.

W nocy mamy w naszym hoteliku spore przemeblowanie, bo musimy wyjąć z zabudowanej szafki lodówkę i ją wyłączyć - tak okrutnie buczy, że się nie da spać! Gorzej chyba niż osobnik marki Saratow, który kiedyś na kwaterze w Sandomierzu nam spacerował po pokoju ;) Zabawne to było - idę w nocy do kibla i wpadam na lodówkę, która wyspacerowała na środek pomieszczenia.

Rano nas jeszcze czeka okropność - jeździmy jak durni po Sofii szukając butli gazowych, których do samolotu nie można zabierać. Czy wspominałam już kiedys, że nienawidzę dużych miast? To jest jakiś horror po nich jeździć, chodzić, w ogóle na nie patrzeć! Brrrrr... Zabieramy butlę, dopychamy wszystkie szczeliny Szaraka żarciem, wodą i srajtaśmą... i już nas tu nie ma.

I w końcu!!! Wjeżdżamy w Bułgarię taką, jaką lubimy najbardziej. Kraj bocznych dróg, ruin i pustki.


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: I znowu wakacje w Bułgarii (2024)

Postautor: buba1 » 23-10-2024 21:12

Jedziemy sobie. W miejscowości Balgarski Izvor zawijamy pod sklepik. Przybytek charakteryzuje się dużą ilością jaskółczych gniazd. Jest ich tutaj chyba kilkadziesiąt!

Obrazek

Obrazek

Mieszkańcy na zbliżeniu.

Obrazek

Obrazek

A tu już Drjanovo, miasteczko, w okolicach którego zatrzymamy się na dłużej.

Obrazek

Coby nikt nie miał wątpliwości, że to bułgarskie drzewko ;)

Obrazek

Mają tu dwa betonowe pomniki dosyć sporych rozmiarów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A dalej jeszcze jeden, taki z płaskorzeźbami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale to nie pomniki nas sprowadzają w te okolice. Mają tu ośrodek domków. Zaraz obok szumi rzeka, a nad całym terenem górują ogromne białe skały! Miejsce zwie się kemping Strinava.

Obrazek

Obrazek

Domeczki są niesamowicie malutkie, przypominają wręcz przystanki PKS :)

Obrazek

W jednej z takich budek udaje się zanocować. Wokół rosną dorodne świerki, zasypując asfalt dywanem igliwia. Akurat mamy szczęście, że trafił się nam domek pod takim świerkiem :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od razu widać, który baraczek jest nasz! :) (i nie mam na myśli tego wyszczerzonego dziecka ;)

Obrazek

W środku domek jest dużo bardziej przestronny niż wydawałoby się to patrząc z zewnątrz. Mieszczą się trzy łóżka, my, bagaże i jeszcze nawet trochę miejsca zostało!

Obrazek

Cały teren obfituje w pnącza, wspinające się na zabudowania podobne do wagonów czy bunkrów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krzyż poświęcony jakimś partyzamtom z XIX wieku też malowniczo zarasta bluszczem.

Obrazek

Droga za bazą odchodzi w pola. Mostek na niej jest bardzo solidny, acz nisko zawieszony. Planowaliśmy kąpiel, ale woda taka nie za czysta. Nie zachęca ani na widok ani na zapach.

Obrazek

Tutejsza dolina jest otoczona skałami. Co chwilę gdzieś w boki wspinają się strome ścieżki, a pod nogami pojawiają kolejne wąwozy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie otwiera się szersza przestrzeń. Widoki prezentują się bardzo przyjemnie - białe skały wystające ze skłębionych, gęstych lasów porastających doliny i zbocza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie ma nic lepszego jak czerwiec w na górskich łąkach! Ile kwiatów! :)

Obrazek

Obrazek

Osiedle szałasów. Jacyś "buszkraftowcy" tu szaleli i ogarnął ich twórczy zew.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mozaikowy napis wtopiony w chodnik upamiętnia jakiś jubileusz sprzed lat prawie sześćdziesięciu. Baczo Kiro nazywa się pobliskie schronisko jak również i turystyczna jasknia.

Obrazek


Za główną atrakcję okolicy uchodzi tutejszy monastyr. Kilkakrotnie widzieliśmy jakieś tabliczki i reklamy, że trzeba go koniecznie zobaczyć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W mur okalający klasztor jest wkomponowany wiszący kibelek!

Obrazek

Jest to dosadna odpowiedź czemu rzeczka za naszym domkiem ma taki dziwny zapach i na powierzchni pływają podejrzane kożuszki ;)

Obrazek

Obrazek

Przy klasztorze jest też przyjemna knajpa, chcieliśmy wstąpić na chwilę, ale już ją właśnie zamykali. Wzieliśmy więc piwo na wynos, coby wypić gdzieś na skale.

Obrazek

Klasztor chyba najładniej wygląda z góry. Widać go z wielu punktów widokowych na tutejszych skałach.

Obrazek

Obrazek

Drugi widziany w dole budynek to wspomniane wcześniej schronisko Baczo Kiro.

Obrazek

Cały tutejszy teren wygląda jakby go ktoś kiedyś chciał zagospodarować na kształt parkowy, wydał na to nawet sporo kasy, ale nie wyszło tak szumnie i z rozmachem jak planował. W miejscach zupełnie nieprzewidzianych pojawiają się ławeczki czy poręcze. Są też tablice, ale co na nich pisało już nie wiadomo, większość prawie całkowicie wyblakła od słońca.

Obrazek

Był nawet małpi gaj, a teraz zdecydowanie jest to gaj wiewiórkowy ;)

Obrazek

Obrazek

Czasem wpadniemy na jakąś wiatę dla turystów.

Obrazek

Roślinność ma wybitnie swoje zdanie na temat szlaków turystycznych.

Obrazek

Mają tu wodospady.

Obrazek

Obrazek

Nieopodal jest też jaskinia, gdzie wchodzi się z biletami. Klimaty chyba takie średnie...

Obrazek

Obrazek

Nas jednak zainteresowało inne miejsce, które przypadkiem wpadło w oczy. Odsłania się widok na kolejny, malowniczy wodospad, a jego okolice wybitnie wskazują na dawną działalność człowieka. Po prawej zieją czernią jakieś otwory prowadzące do wilgotnych pomieszczeń. Dom? Składziki? Bunkier? Natomiast na lewo sprawa prezentuje się jeszcze ciekawiej! Co to u licha tam jest?

Obrazek

Próby nawiązania rozmowy z panem ze sklepiku koło jaskini turystycznej dostarczają bardzo szczątkowych informacji. Na interesujący nas obiekt ponoć mówią "Jaskinia Wodna". "Nie jest udostępniona turystycznie" i "lepiej żebyśmy się nie interesowali tym miejscem".

Ciężko o lepszą reklamę ;) Zatem podchodzimy!

Obrazek

Sporych rozmiarów wlot do jaskini został przegrodzony betonową ścianką z oknami. Okna nie mają szyb czy okiennic i każde jest podzielone szerokimi kratami na 12 segmentów.

Obrazek

Ktoś zrobił tu miejsce biesiadne. Może wspinacze? Bo ze stropu wiszą liny i się dyndają na wietrze.

Obrazek

Walają się stare meble i choinki bożonarodzeniowe razem z ozdobami w kartonach. Stoją też stare latarnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Między "kratami" bez problemu można przejść.

Obrazek

W środku wygląda na miejsce, w którym niegdyś zrobiono coś na kształt przepompowni? Magazynu? Ni to baseny, ni to kadzie?? Zabudowa wybitnie świadczy o przemysłowej przeszłości tego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeśli minąć ściankę z prawej strony (tą z oknami, która przegradza wejście do jaskini) to naszym oczom ukaże się takowy betonowy kanał, który znika gdzieś w ścianie.

Obrazek

Obrazek

To pomieszczenie na końcu również jest przegrodzone ceglaną ścianką. W ściance jest jednak przebita dziura.

Obrazek

Za dziurą jest ciemność, wieje chłodem, a powietrze jest przesycone mgłą. Nie wiem do końca czy to wilgoć czy pył, ale nikłe światło pseudolatarki zaraz się na tym rozprasza i nie widać dalej niż na 10 cm. O zrobieniu zdjęcia to w ogóle nie ma mowy. Nie wzięłam żadnej porządnej latarki. Ta, która jest wmontowana w Samsung Solid nadaje się w porywach, żeby w nocy iść do wychodka, a raczej nie do eksploracji sztolni... W końcu poszliśmy tylko na chwilę zobaczyć skałki i klasztor, a wyszło jak zwykle ;) Jak można być tak durnym, żeby popełniać ciągle te same błędy i nic się nie uczyć????

Najprawdopodobniej teren za dziurą łączy się z pomieszczeniem z kadziami. Acz może korytarz odbija jednak na prawo i prowadzi do tajnej podziemnej bazy albo do piwnic monastyru, pełnych beczek ze starym winem? ;) Tego się już nie dowiemy :P

Nieopodal jaskini jest też niewielki budyneczek, we wnętrzu którego są rury.

Obrazek

Jest też mostek wiszący, drewniana kładka, ale taka znikąd donikąd. Jak atrapa do filmu? Albo też jakiś rodzaj atrakcji dla wspinaczy? Mimo kilku prób nie udało się nam do niego dojść ani z jednej ani z drugiej strony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z jednej ze skałek jest dobre miejsce na obserwacje pociągów, które akurat tu wjeżdżają do tunelu. Fajne mają w Bułgarii pociągi - stare turkączące składy. Zwykle lokomotywa i 2 wagony, czerwone albo niebieskie. Zazwyczaj posprejowane. To jakaś popularna trasa, bo śmigają co chwilę w jedną i drugą stronę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczór w ośrodku Strinava mija na gotowaniu i zjadaniu pulpy, degustacji pierwszego bułgarskiego wina, a do kolacji grają nam stada cykad i szumi potoczek zaraz za domkiem. Czasem turkoce też pociąg, bo ta linia kolejowa co ją obserwowaliśmy ze skał - przebiega też za naszymi domkami. I jest tak cudownie ciepło, że mimo późnej godziny nie trzeba ubierać nawet bluzy :)

Obrazek

Rano na naszej bazie jesteśmy zupełnie sami. Wyjeżdżając nie ma nawet komu powiedzieć "do widzenia". Niemiecki kamper z drugiego końca ośrodka odjechał jakoś o świcie. Babeczka spod szlabanu zniknęła wczoraj zaraz po daniu nam kluczy i zainkasowaniu opłaty. Więcej jej nie widzieliśmy.

Smakowite śniadanko. Zwłaszcza oliwki w tych rejonach są wyjatkowo pyszne! Acz z jedną konserwą z "rybną sałatką" mieliśmy pewien mały problem! Nie mogliśmy tam znaleźć ryby. Potem jej szukał miejscowy kot. Też nie znalazł. Fasolę chyba za jakiś czas zjadły lokalne mrówki, bo dobierały się bardzo ochoczo ;)

Obrazek

Obrazek

I w drogę! W pewnym momencie chyba przez pół godziny (albo dłużej) jedziemy sobie zupełnie pustymi drogami. I ani pół auta. Pustka. Aż się zaczynamy zastanawiać czy może ta droga była zamknięta? Albo będąc drugi dzień odcięci od informacji nie wiemy o czymś co się wydarzyło na świecie, a było to dosyć istotne?? ;) Być może tutaj to norma, ale żyjąc na codzień w przeludnionej Polsce - jak nie masz 5 ludzi na plecach to zaczynasz się czuć nieswojo ;)

Obrazek

Obrazek

Przejeżdżamy przez miasteczko Karnobat, gdzie aut jest zdecydowanie więcej, ale ludzi również jakby wymiotło. Mam nadzieję, że w terenach nadmorskich tendencja ta się utrzyma!

Obrazek

Dworzec autobusowy też wydaje się dosyć zapomniany, acz właśnie gdy robię zdjęcie tej tabliczki podjeżdża autobus do Burgas. Acz nikt z niego nie wysiada, nikt nie wsiada, a kierowca przypomina robota ;)

Obrazek

Zainteresował nas też hotel, ale niestety większość tego typu przybytków, które budzą w bubach pozytywne odczucia - jest już od lat nieczynnych. Tzn. nie udało nam się wejść do środka a taksówkarze po lokalnemu kiwali głowami, że zamknięte na głucho. A już mieliśmy cichą nadzieję na powtórkę z Artika ;) ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... artik.html )

Obrazek

Tylko koleś z karabinem jakiś nienaturalnie nowy i odmalowany.

Obrazek

Jedziemy dalej. Zawsze mnie wkurzają plakaty wyborcze z tymi zapasionymi, wrednymi mordami zakutymi w garniturki, ale tutaj z rozmachem reklamy to już naprawdę przegięli!

Obrazek

Kolejny ciekawy pomnik spotykamy w Ajtos. Jeden wita już na wjeździe, ale niestety trochę się rozmazał.

Obrazek

Ale drugi, stojący na skraju jakiś zakładów mechanicznych już mogę obfocić na spokojnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A poza tym co jeszcze po drodze? Klasyczne krajobrazy Bułgarii, płowe góry, zabudowa wsi i miasteczek utrzymana również w cieplych barwach.

Obrazek

No i wszechobecne ruiny. Tu akurat jakaś opuszczona knajpa przydrożna.

Obrazek

Obrazek

Zbliżamy się do morza i miejsca, gdzie byliśmy 8 lat temu. Ciekawe jak tam teraz?


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: I znowu wakacje w Bułgarii (2024)

Postautor: buba1 » 27-10-2024 17:09

Docieramy do miejscowości Aheloj. Byliśmy tu już 8 lat temu ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... sebar.html ) , gdy nieśpiesznie włóczyliśmy się po bułgarskim wybrzeżu czekając na prom do Gruzji. Ale ten czas leci - kiedy to minęło? Nocowaliśmy wtedy na kempingu Ahelojska Bitka. Już wtedy wyglądał na nieco zapomniany, ale działał, namiot można było postawić, wody nabrać. Teraz wszystko jest zabite dechami na głucho i bardzo szczelnie ogrodzone. Szkoda, tyle miłych wspomnień. Ale to był tylko plan B!

Obrazek

Główny plan zakłada osiedlenie się w pobliskich domkach typu UFO. Już wtedy nam się bardzo podobały, ale niestety wszystkie były zajęte. A teraz się udało! Hurra! Tak wyglada zatem nasza "kosmiczna kapsuła" - już zasiedlona!

Obrazek

Część domków należy do ośrodka i można je wynająć. Niektóre chyba są wykupione i służą jako letnie dacze prywatnym osobom. Zazwyczaj one różnią się nieco wyglądem (np. są obite papą dachówkowatą) czy mają dodatkowe wyposażenie (klimatyzatory, anteny, moskitiery w oknach)

Na szczęście te z ośrodka są najmniej przebudowane, więc zachowały najwięcej naturalnego wyglądu z dalekiej przeszłości, kiedy powstały. Konstrukcje mają ponoć około 50 lat, acz po drodze były w nich robione jakieś modyfikacje wnętrz, typu podział ściankami na więcej pomieszczeń. Początkowo występowały w kolorze żółtym, zielonym, niebieskim i białym. Teraz wszystkie są z lekka oblezione i cieniowane na szaro + te brązowe pokryte inną, nową wyściółką. Oryginalnie miały też chyba też inne drzwi i okna, bo te co są teraz to tak średnio do nich pasują. Jakie one były poczatkowo? Nie mam pojęcia, bo w żadnym domku się nie zachowały. Strasznie bym chciała móc zobaczyć zdjecia z czasów, gdy powstała ta baza.

Jedno jest pewne - ośrodek jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju! Acz jeśli się mylę i ktoś zna podobny - to będe mega wdzięczna za namiary!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czy to normalne, że domek się na ciebie patrzy??? ;)

Obrazek

Domki są położone na samym brzegu morza, więc widok z okna jest kapitalny i do snu przygrywa szum fal.

Obrazek

Obrazek

Zejście na "plażę" jest wybitnie utrzymane w stylu bubowym :)

Obrazek

Obrazek

Brzeg morza akurat w tym miejscu jest betonowym obrywem, który wali prosto w fale. Wygląda na to, że podmywało go i już dawno temu istniało niebezpieczeństwo, że domki zabierze morze. Bo tylko tu, na krótkim odcinku, jest ten betonowy klif.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mur zakręca i stanowi też barierę od strony bagnistej rzeczki, która tu wpada do morza. Może zatem i ona czasem wylewa?

Obrazek

Gdy wieje i fale są większe to w ogóle ciężko przejść dołem suchą stopą. Jak morze akurat jest spokojniejsze - to można myk myk po gzymsiku.

Obrazek

Obrazek

W najbliższej okolicy również nie brakuje starego betonu np. w postaci jednego czy drugiego molo, z lekka już nadszarpniętego przez morski żywioł. Nie jest to wprawdzie molo z Karosty ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... wa_31.html ) ;) ale też fajnie połazić. Najchętniej bywają tam wędkarze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na kąpiele jest też bardziej klasyczna plaża, w sensie taka z piaskiem. Jest jakieś 100 metrów dalej. Toperz i kabak cieszą się falami, ja trochę mniej, bo nie lubię moczyć głowy. Wolę spokojniejsze, stojące wody. Moje bajora będą w kolejnych dniach!

Obrazek

Obrazek

Kiedy oni dokazują w morskich odmętach - ja sobie oglądam łódeczki i ściągam na zoomie różne budy na horyzoncie, do których od razu mam ochotę się wybrać! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spędzimy tu kilka dni i często będziemy bywać w pobliskiej knajpie. Ma fajny wystrój - cały sufit pod wiatą jest obwieszony tablicami rejestracyjnymi.

Obrazek

Mają tu przegląd blach z kilkunastu krajów. Z Polski też znaleźliśmy, np. Szczecin, Polkowice. Ciekawe jaki był mechanizm powstawania tej ozdoby ? Czy turysci odkręcali blachy z auta, zostawiali, a potem na granicy mówili, że zgubili/ukradli? Czy przywozili swoje stare rejestracje?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Natomiast w środku knajpy trwa cygańska impreza! ;)

Obrazek

Głównie żywimy się rybami. Najlepszy jest chyba "safrid", co na polski tłumaczy się jako ostrobok. Dwa lata temu też je jedliśmy i też były takie pyszne!

Obrazek

Obrazek

Czasem dla odmiany zapoznajemy się z krewetkami, małżami i kalmarami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Śniadania natomiast zjadamy sobie w wiacie stojącej już praktycznie przy samym gzymsie urwiska. Czasem zwiewa ze stołu kanapki, ale widać nadmorska kanapka tak ma i czasem lubi polatać.

Obrazek

Jest tu też taki fajny, cienisty domeczek o bardziej zwyczajnym kształcie, acz on niestety nie na wynajem - służy jako komórka na miotły. To jest jedyna rzecz, ktorej brakuje w tej bazie - drzew!

Obrazek

Jednego wieczora mamy niecodzienne przedstawienie. Odwiedza nas wąż. Zachowuje się nieco dziwnie, nie wiemy czy zrzuca skórę, czy właśnie zjadł coś dużego - czy może jego coś zjadło? Tak przedziwnie się kręci w kółko, wije, a ostatecznie prawie zawiązuje na supeł!! Obserwujemy skubańca z pewnej odległości, bo nie wiemy czy nie jest przypadkiem jadowity. Ostatecznie rano znaleźliśmy tego węża zdechłego, więc wychodzi na to, że jednak nadgryziony - chyba go jakaś mewa za mocno poturbowała.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idziemy też wybrzeżem na północ, w kierunku Nesebyru. Obuwie dostosowane do pokonywania bagien i zapór wodnych ;)

Obrazek

Dużo tam się pobudowało hoteli, acz niektóre wyglądają na niedokończone, a może nawet porzucone w trakcie budowy? Zaraz obok rozciągają się pyliste drogi, zioła albo nabrzeża z betonu pamiętającego jeszcze inne czasy. I może jakąś zupełnie inną zabudowę?

Obrazek

Obrazek

Takie dziwne konstrukcje tu gdzieniegdzie występują. Rozważamy czy to ławeczki? Czy może bardzo niskie poręcze? Albo bardzo wysokie krawężniki? ;)

Obrazek

Obrazek

Znajdujemy też kolejny bunkier do kolekcji. Ot górka bluszczu wśród płowych traw!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy już po zmroku. I właśnie idzie burza. Chmura zajmuje pół nieba i jest taka przedziwnie równa.

Obrazek

Błyska się bardzo konkretnie. Mijane hotele molochy w większości są puste. Świecą tylko recepcje i baraczki gospodarcze, okna w pokojach czy na korytarzach są wygaszone. Może czerwiec to tutaj jeszcze nie sezon? Wieczór jest niesamowicie ciepły! Mimo że z przyzwyczajenia ciągnę wyładowany ciepłymi ciuchami plecak - mam ubrane krótkie spodnie, sandały i jest mi całkiem dobrze! Niesamowite! Buba nie marznie! Cóż za fenomen! ;)

Trzęsący się od grzmotów horyzont, ciepły wiatr przewalający pyłem na drodze i te wygaszone budynki. No i zupełnie pusto wokół. Fajny klimacik jest dzis w tym Aheloj!

Obrazek

Mijamy coś na kształt malutkiego portu dla kutrów rybackich. Koło łódek leżą pryzmy sieci, kotwic i chyba różnych bojek czy obciążników dla nich - zrobionych z przeróżnych materiałów, które tym sposobem dosłały nowe życie.

Obrazek

Chyba często walają się tu jakieś smakowitości. Towarzystwa dotrzymują nam stada puszystych, długoogoniastych futer!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Burza ostatecznie nie przyszła, pohuczała w tle i omineła. Kolejnego wieczoru jest podobnie. Dla odmiany burza idzie od morza. Cały horyzont jest granatowo-czarny i co kilka sekund rozświetlają go błyskawice. Taka jakaś wyjątkowo "elektryczna" burza. Morze jest wyjątkowo ciepłe - może te pioruny go podgrzewają? ;) Choć są jeszcze na tyle daleko, że praktycznie nie słychać grzmotów. W sumie to była jedna z najlepszych kąpieli w morzu - przy tych naturalnych stroboskopach :) I nie było fal, więc i ja mogłam rozkoszować się ciepłą morską tonią. Nie chciało się wychodzić. Może tylko po to, aby się napić wina wbitego w piasek ;)

A to dla odmiany miejscowy poranek. W dobrym momencie akurat wychodziłam do kibelka ;)

Obrazek

Obrazek



cdn