Postautor: mariomar » 24-11-2007 21:30
Zgadzam się z Satanem. Grupa licealistów zimą w Tatry, zwłaszcza na Rysy iść nie powinna. Nawet, gdyby mieli po 30-40 lat, i tak lawina by ich zabrała. Więc co to za doświadczenie, skoro pchali się prosto w objęcia białej śmierci?
A nasi, "doświadczeni", sudeccy goprowcy? Daleko szukać? Przecież co rok, ze względu na swoją brawurę i lekkomyślność, ci "doświadczeni" goprowcy poginęli. A poginęli dlatego, że zlekceważyli, panujące wówczas w Kotle Małego Stawu w Karkonoszach, warunki śniegowe i wysoki, jak na żleby, stopień zagrożenia lawinowego, i:
- w pierwszym wypadku - zrobili sobie ćwiczenia, gdy w żlebie była "trójka" w pięciostopniowej skali lawinowej,
- w drugim wypadku, poszli sobie lekceważąco na nartach NA SPACER tuż pod wyloty żlebów (a wtedy też stopień był wysoki). No bo przecież doświadczonego goprowca nic nie ruszy!!!
Tak więc widzisz, Lechu, nawet "doświadczone" osoby giną w górach, często, niestety, na własne życzenie. Nigdy nie poddałbym się wskazówkom i prowadzeniu mnie po górach przez goprowca. Bardzo dużo chodziłem zimą po górach, często w trudnych i ekstremalnie trudnych warunkach, i to w piętrach roślinnych ponad górną granicą lasu, a żyję dlatego, że MAM WIĘCEJ DOŚWIADCZENIA, niż niektórzy goprowcy, którzy pozdawali różne egzaminy na ratownika. Bo doświadczenia nie da się przełożyć na egzaminy. Mogę nie być goprowcem, przewodnikiem, a przeprowadzę ludzi przez góry bezpiecznie, nawet w najcięższych warunkach zimowych.
Może te smutne wypadki goprowców zreflektują ich i nauczą więcej pokory, a mniej brawury i zwykłego szpanu.